Pokazywanie postów oznaczonych etykietą spaghetti. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą spaghetti. Pokaż wszystkie posty

piątek, 7 marca 2014

~13~


    Adam nie mógł zasnąć. Położył się dość wcześnie, bo chciał wszystko dokładnie przeanalizować. A miał o czym myśleć. Po jego głowie błąkało się mnóstwo pytań. I wszystkie dotyczyły pewnej wysokiej blondynki.
    Na początku starał się wyjaśnić, co tak naprawdę zaszło wtedy, gdy Gwardia ją porwała. Próbował wymyślić, jak jej pomóc wyzbyć się tego paraliżującego ją lęku. Chciał, by się do niego w końcu odezwała, uśmiechnęła, zagrała w siatkówkę.
    Ale jego wysiłki diabli wzięli, bo gdy tylko Maya stanęła mu przed oczami, nie potrafił się skupić na niczym innym. Nie liczyły się dotychczasowe problemy. Ważna była ona, choć jego wspomnienie nie odzwierciedlało całej urody. Co gorsze nie potrafił odtworzyć w głowie jej głosu. A tak uwielbiał jej słuchać! Jej czystego, melodyjnego śpiewu, perlistego śmiechu. Widział za to uśmiechniętą twarz z błękitnymi oczami, którą okalały blond włosy.
    Z niemałym wysiłkiem zaczął zastanawiać się, kim tak naprawdę dla niego była Maya. Czy tylko zwykłą koleżanką z klasy, czy może kimś więcej? Jak na razie nie potrafił odpowiedzieć sobie na te pytania. A może raczej nie chciał znać odpowiedzi, która dla niego była zbyt oczywista, by mogła być prawdziwa.
    Leżał na łóżku i wpatrywał się w ciemny sufit. Zastanawiał się, co o tej całej sprawie sądził Shane. Jak bardzo była dla niego ważna blondynka?
    Oczywiście, jako jego przyjaciel mógł wprost zapytać go o to, ale jakoś nie mógł znaleźć w sobie dość odwagi.Bał się, że chłopak powie mu coś, czego nie mógłby znieść.
   Niespodziewanie do jego uszu dobiegł dźwięk telefonu. Już miał się podnieść, by zobaczyć do kogo i kto o tej porze dzwoni, ale Shane był szybszy. Odebrał, nie sprawdzając, kto dzwonił.
    - Halo?! - wychrypiał. Ktoś mu najwidoczniej odpowiedział. - Zaraz będę - przerwał swojemu rozmówcy. Szybko wyskoczył z łóżka i założył swoją bluzę. Gdy był przy drzwiach, Adam nie mógł się powstrzymać i przekręcił się na drugi bok, by mieć lepszy widok. Pod wpływem jego ruchu łóżko zaskrzypiało niemiłosiernie. Blondyn jednak się nie odwrócił. Szybko zniknął za drzwiami.
    "Mogę się założyć o całe swoje kieszonkowe, że poszedł do Mayi" - pomyślał. Nie miał pojęcia, skąd u niego taka pewność. Po prostu to wiedział.
    Usiadł na łóżku i rozejrzał się dookoła. Niewiele był w stanie zobaczyć w tych egipskich ciemnościach, które panowały w pokoju. Miał niemały orzech do zgryzienia.
    "Pójść za nim i dowiedzieć się, czy faktycznie chodziło o Mayę, czy zostać  w pokoju i nadal się nad sobą użalać?"
    Wstał, podszedł do drzwi i położył rękę na klamce. Zaraz potem ręka bezwładnie ześlizgnęła mu się z klamki. Usiadł z powrotem na łóżku. Po chwili ponowił próbę; wstał i już miał wyjść, lecz coś go zatrzymało. Jeszcze kilka razy to podchodził do drzwi to znów siadał na łóżku. Nie miał pojęcia, co robić. Z jednej strony bardzo chciał się dowiedzieć, co takiego wyciągnęło przyjaciela spod ciepłej kołdry. Z drugiej wiedział, że to nie jego interes i że gdyby był mu w czymś potrzebny, po prostu by mu o tym powiedział.
    Wziął do ręki telefon i odblokował go. Dochodziła czwarta nad ranem, a jemu już nie chciało się spać. Wszedł do łazienki i spojrzał w lustro. Przeczesał palcami włosy, po czym oparł się dłońmi o umywalkę, pochylając się. Odkręcił kran i ochlapał zimną wodą twarz. Myślał, że może dzięki temu uda mu się zapanować nad sobą. Nadal jednak targały nim sprzeczne emocje. Nie mógł sobie znaleźć miejsca. Jego noga sama podrygiwała w miejscu. Zacisnął ręce w pięści na krawędzi umywalki. Rozum podpowiadał mu, że nie może iść za Shanem. Jednak serce mówiło mu, że powinien go odszukać. Tylko kto był lepszym doradcą?

    Maya spała z głową opartą o tors Shane'a. Chłopak obejmował ją ramieniem. Na wpół leżał, na wpół siedział, opierając się o ścianę plecami. Na jego twarzy malował się błogi spokój. W kącikach jego ust błąkał się uśmiech. Jego blond włosy sterczały we wszystkie strony. Na pewno śniło mu się coś przyjemnego. Był rozluźniony i zrelaksowany, co na warunki, w jakich przyszło mu spać, graniczyło z cudem.
    Dziewczyna dla odmiany nie śniła o niczym. Żaden koszmar nie przerwał jej odpoczynku. Jedyne, z czego mogła być niezadowolona to zdrętwiałe ciało. Próbowała się przekręcić, lecz uniemożliwiła jej umięśniona ręka Shane'a. Maya obudziła się, bo chłopak przycisnął ją mocniej do siebie. Otworzyła oczy i rozejrzała się po łazience.
    "Skąd ja się tu wzięłam?" - zdziwiła się. - "Ale mnie głowa boli" - jęknęła i złapała się za skroń. Gdy tylko wykonała ten gwałtowny ruch, obudził się również blondyn. Przeciągnął się, ziewnął głośno i spojrzał na koleżankę.
    - Dzień dobry - przywitał się uśmiechnięty od ucha do ucha. Doskonale pamiętał wczorajszy wieczór. To, że Maya w końcu się do niego odezwała, to, że wyrzuciła z siebie swoje smutki. Nie potrafił się nie uśmiechać.
    - Cześć - wychrypiała. Odchrząknęła i kontynuowała - Mogę się zapytać, co tu właściwie robimy?
    Shane podniósł jedną brew do góry, przyglądając się uważnie blondynce. Czy naprawdę niczego nie pamiętała?
    - Pytam serio. Coś tam wiem, ale nie mogę poskładać wszystkich wiadomości do kupy - wyjaśniła, widząc minę kolegi. Chłopak opowiedział jej o ich rozmowie, o tym, że zasnęli po tym, jak Maya wyznała mu to i owo. Dziewczyna delikatnie się zaróżowiła. Dopiero po jego wyjaśnieniach dotarła do niej reszta wspomnień. Płacz. Smutek. Sen bez koszmarów. Ulga. Uśmiech. Wszystkie te dobre uczucia, które gdzieś tam na dnie zakopała i przez ostatnie dnie wzbraniała się im do siebie zbliżyć. - Dzięki - szepnęła, spuszczając wzrok. Chłopak zaśmiał się cicho, przytulając ją delikatnie do siebie.
    Niespodziewanie drzwi stanęły otworem. Maya wciągnęła głośno powietrze i chciała wstać, lecz niewzruszony niczym Shane jej na to nie pozwolił. Z uśmiechem obserwował zmieszaną Dianę, stojącą w progu.
    - Och, cześć. Ja... Nie wiedziałam, że wy tu... Już mnie tu nie ma - mruknęła, wycofując się. Zamknęła z hukiem drzwi.
    Blondyn zaczął się głośno śmiać. Dziewczyna spojrzała na niego oburzona, ale po chwili nieśmiało do niego dołączyła. Zdała sobie sprawę, że ta sytuacja była nieco niekomfortowa. Przynajmniej dla biednej Diany.
    - Nawet nie wiesz, jak bardzo się cieszę, że wróciłaś do żywych - westchnął Shane, pomagając wstać koleżance z zimnej podłogi.
    - Tak, ja też - uśmiechnęła się do niego delikatnie.

    "Boże, na jaką ja idiotkę wyszłam!!" - krzyczała na siebie Diana. - "Co ja sobie myślałam? Przecież to było oczywiste, że Maya siedziała w łazience, skoro jej łóżko było puste. Tylko co tam robił Shane?"
    Musiała wyglądać bardzo dziwnie, bo przyjaciółki od razu zasypały ją mnóstwem pytań.
    - Co, zobaczyłaś w naszej łazience ducha? - zaśmiała się Wendy.
    - Wyglądasz, jakbyś miała wykorkować. Powiesz nam wreszcie, czy same mamy sprawdzić? - spytała Chloe, podchodząc do drzwi.
    - Nie! - zawołała szatynka, stając przyjaciółce na drodze. - To znaczy... Maya zajęła łazienkę... Żaden duch...
    - To czemu jesteś taka blada? Skoro nic się nie stało... - dopytywała Wendy.
    Ale Diana nie zdążyła nawet pomyśleć nad odpowiedzią, bo do pokoju weszli Maya i Shane. Chłopak wyglądał na rozbawionego. Wydawać by się mogło, że ledwie powstrzymuje się od wybuchnięcia śmiechem.
    - Cześć - zdołał wykrztusić, widząc osłupiałe miny dziewcząt. Odwrócił się szybko do nich plecami i spojrzał na Mayę. - Widzimy się na śniadaniu, Mi.
    Dziewczyna tylko pokiwała głową. Patrzyła, jak chłopak, pogwizdując cicho, wychodzi z pokoju. Nie patrząc na koleżanki - bardziej dlatego, że nadal miały te ogłupiałe miny i bała się, że zachowa się niestosownie do sytuacji - wyjęła z szafy ubrania. Potem znów zniknęła w łazience.
    Nie miała pojęcia, czym miałaby się przejmować. Wszystkie problemy, które jeszcze nie tak dawno ją lękały, zepchnęła na dalszy plan. Wszystko wokół wydawało jej się takie kolorowe, takie śmieszne. Nie mogła sobie wyobrazić, że zmarnowała tyle dni na smucenie się, na martwienie o przyszłość.
    "Co będzie, to będzie" - zaśmiała się cicho. Nie wiedziała, ile taki stan może u niej potrwać, więc zamierzała go wykorzystać do maksimum. Postanowiła sobie, że co najmniej do wieczora nie będzie się niczym przejmować. Nawet chamskim zachowaniem, którym gardziła. Nawet tym, że jej koleżanki z pokoju nadal się do niej nie odzywały.
    Tylko raz pomyślała o porwaniu. Ten jeden raz, gdy zauważyła swój opatrunek na nodze. Całym jej ciałem wstrząsnął dreszcz, który nieco ostudził jej radosny nastrój. Ale tylko odrobinę.
    "Ten jeden raz. Dla Shane'a..."

~~~*~~~*~~~*~~~

    Hej :) Miałam wam zrobić na złość i napisać, że to jednak nie Adam, ale jakoś nie potrafiłam się powstrzymać. Aż tak jestem przewidywalna? Pewnie tak ;p Muszę wymyślić znów jakąś akcję, bo coś za dużo, jak dla mnie, tych ich filozoficznych przemyśleń, ale o dziwo dobrze mi się to pisze. Nawet nie przypuszczałam, że bez wysiłku mogę coś takiego napisać. Nie wiem tylko, czy czegoś nie pokręciłam, co jest bardzo prawdopodobne, bo gdy mi się dobrze pisze to coś musi być nie tak ;p Żaden rysunek, który znalazłam mi nie pasował, dlatego nic nie wstawiłam.
    Teraz trochę prywaty ;p Alu moja kochana dziękuję Ci za pośpieszanie mnie ;p Nic to nie pomogło, rozdział nie pojawił się wcześniej, ale chociaż wiedziałam, że ktoś czeka na notkę ;*  Poza tym ktoś tu miał urodzinki nie tak dawno! Życzę Ci wszystkiego najlepszego, spełnienia marzeń, żebyś miała wenę na napisanie nowego rozdziału, żebyś mogła wyjechać do Zakopca kiedy będą zawody jakieś i żebyś "przypadkowo" wpadła na wiadome osoby ;p I wszystkiego, wszystkiego czego tylko sobie życzysz!!! ♥ ;* No i oczywiście składam najlepsze życzenia moim kochanym czytelniczką z okazji Dnia Kobiet! <3
    Poza tym, nie wiem, czy widzieliście, ale diametralnie zmieniłam zakładkę "Występują" - musiałam zrobić ją od  nowa, bo w tamtej nie mogłam nic poprawić. Zachęcam do obejrzenia.
    To chyba tyle ode mnie. Piszcie, jak oceniacie mój rozdział, czy był ok, czy nie ;*
Zuza♥

piątek, 21 lutego 2014

~12~


    Uczestnicy wycieczki siedzieli w stołówce i zajadali się spaghetti.
Wszyscy rozmawiali ze sobą, przekomarzali się, śmiali. Chłopcy opowiadali dowcipy, z których dziewczyny potrafiły się zaśmiewać dobrych kilka minut. Do bólu brzucha, do łez w oczach, do skurczów mięśni twarzy.
    Jedynym wyjątkiem była Maya. Siedziała nad swoim prawie pełnym talerzem makaronu. Nawijała po jednej klusce na widelec i powoli zjadała ją. Miała przy tym tępy wyraz twarzy, którego nawet najlepszy żart Lukasa nie potrafił zetrzeć. Od czasu do czasu brała łyk soku ze szklanki. Grzebała sztućcem w mielonym mięsie i warzywach, które kucharki dodały do sosu.
    Gdy część młodzieży już skończyła jeść i porozchodziła się, dziewczyna, mając świadomość, że mogłaby tego użyć jako argumentu, gdyby ktoś ją zaczepił, wstała od stołu. Wyszła z hotelu, by zaczerpnąć świeżego powietrza. Spojrzała na wesołe miasteczko, które właśnie rozkładało się na pobliskiej łące. Zdawała sobie sprawę, że niedługo zaczną do niego lgnąć dzieci i ich rodzice z całego miasta.
Będą się śmiać, zjeżdżać kolejkami, wymiotować, jeść smakołyki. Bawić się. Nie mogła pojąć, jak można być tak szczęśliwym jak ci tam w stołówce. Jak można żartować, gdy gdzieś tam, nie wiadomo dokładnie gdzie, jest mafia, która chce ją dopaść. Dlaczego? Bo miała coś. Co było owym "czymś"? Tego nie wiedziała. No bo skąd? Nikt jej nigdy nic nie powiedział. Nie słyszała o żadnym Zakonie czy Strażniczkach nawet w swoich ulubionych legendach, których już sporo przeczytała w swoim krótkim życiu.
    Tak cholernie się bała! Bała się zamknąć oczy, bo widziała wtedy ciemność, która przypominała jej tortury, którym poddawał ją blondyn. Bała się wspominać wszystkie złe wydarzenia z dworu. Bała się komuś wyżalić, bo była pewna, że jeśli komuś o tym powie, to ta osoba będzie zagrożona. Na końcu bała się o kolegów i koleżanki. Bo co, jeśli ten gang znów zechce ją porwać? Co się stanie, jeśli ktoś by jej wtedy towarzyszył? Czuła całą sobą, że nie zostawią tej niewinnej osoby i nie zadowolą się nią. Zabiją wszystkich, którzy staną między nimi a nią.
    Wstrząsnął nią nieprzyjemny dreszcz. Nie był on spowodowany temperaturą, jaka panowała na dworze, bo, choć słońce chyliło się ku zachodowi, wiał ciepły wiatr. Tu chodziło raczej o wspomnienia, o wewnętrzny ból Mayi, ten niepokój, który był jej nieodzownym towarzyszem przez ostatnie cztery dni. Próbowała zagłuszyć wspomnienia, ale gdy tylko dotykała głową poduszki, wracały ze zdwojoną siłą, porywając ją w swój wir. Ból spowodowany był tym, że wszystko kumulowało się w niej, całe cierpienie, które powinna z siebie wyrzucić, gromadziła gdzieś w sobie. Brakowało jej odwagi, by zmierzyć się z nim, by powierzyć komuś swoje troski. Niepokoiła się o kolejne porwanie, o kolejne tortury. Była pewna, że tego jeszcze doświadczy. Tylko kiedy? Z dwojga złego wolałaby już znać konkretną datę, niż czekać niczego nieświadoma na nieuniknione.
    Chwyciła się za ramiona i potarła je dłońmi, by usunąć z nich gęsią skórkę. Dopiero teraz zorientowała się, że drżała. Próbowała nad tym zapanować, ale bezskutecznie. Trzęsła się jak osika. Chciała jeszcze choć przez chwilę pobyć na dworze, ale uznała, że powinna się ogrzać. Może wtedy przestanie drżeć.
    Odwróciła się, by wejść do hotelu, gdy wpadła na stojącego za nią Shane'a. Wzdrygnęła się. Ich spojrzenia skrzyżowały się na sekundę. Potem dziewczyna szybko odwróciła głowę.
    - Hej - przywitał się chłopak, lecz dziewczyna nic na to nie odpowiedziała. Przestąpiła tylko z nogi na nogę. Stali tak dobrą minutę. Żadne z nich się nie odezwało. Maya nie wiedziała co powiedzieć, a Shane... Shane po prostu przyzwyczaił się już do tej ciszy między nimi. Już mu nie przeszkadzała. Czasem go irytowała, bo dziewczyna nie odpowiadała na zadane przez niego pytania, ale gdy nie musiał, nie pytał.
    Jednak to chłopak pierwszy przerwał ciszę. Zauważył, że dziewczyna dygoce. Nie wiedział, czy z zimna, czy z strachu niemniej jednak według niego powinna wejść do ciepłego hotelu.
Abby i Wendy
    - Idziemy? - zapytał, wskazując na budynek za swoimi plecami. Maya skinęła niepewnie głową.
    Weszli do pustej recepcji, przeszli przez korytarz i stanęli przed drzwiami do pokoju dziewcząt. Shane otworzył i przytrzymał drzwi, by blondynka mogła bez problemu się przez nie wślizgnąć. Potem wszedł za nią.
    W pokoju siedziały trzy dziewczyny. Abby i Wendy rozmawiały o planie wycieczki na jutro, a Chloe, siedząc z otwartym zeszytem na kolanach i długopisem między zębami, wtrącała od czasu do czasu swoje trzy grosze. Oprócz włączonej muzyki dało się słyszeć szum wody spod prysznica z łazienki, gdzie, jak domyśliła się Maya, znajdowała się Diana. Chłopak przywitał się z dziewczynami. Tylko Wendy, pamiętając zachowanie blondyna z autobusu, nie zwróciła na niego uwagi.
    Maya położyła telefon na stoliku, wzięła "Władcę Pierścieni" do ręki i usiadła na łóżku. Shane poszedł za jej przykładem i zajął miejsce obok niej.
Dziewczyna otworzyła książkę tam, gdzie ostatnio skończyła czytać i zagłębiła się w lekturze. Blondyn zaglądał jej przez ramię, lecz po paru minutach znudziły go obszerne opisy przyrody Tolkiena* i położył się na łóżku, podpierając głowę na ręce. Przyglądał się zaczytanej dziewczynie, myśląc, że ta tego nie dostrzega. Czuła jego wzrok na swoim ciele, przez co nie mogła się skupić. Nie potrafiła jednak spojrzeć na chłopaka, powiedzieć mu, że jej przeszkadza. Brnęła więc dalej, starając się nie zwracać na blondyna uwagi.
    Chłopak wiercił się, kręcił na łóżku. Raz leżał, patrząc na Mayę, raz siedział, czytając z nią jakiś fragment książki i bawiąc się kosmykiem jej włosów, który uciekł z koka. Gdy dziewczyna przeczytała rozdział do końca, odłożyła książkę i zwróciła swój wzrok na włączony przez dziewczyny w telewizji kabaret. Nie bawił ją żaden skecz, ale wolała patrzeć tępo w telewizor niż stawić czoło z ciekawskim Shanem.
    Okazja do opuszczenia pokoju nadarzyła się dopiero po dobrej godzinie, gdy Diana, Wendy i Chloe już się umyły. Wzięła więc swoją piżamę, kosmetyczkę i ręczniki i uciekła do łazienki. Starała się robić wszystko dokładnie, powoli, by opóźnić moment, w którym musiała wyjść do pokoju. Miała nadzieję, że gdy spędzi w łazience odpowiednią ilość czasu, Shane odpuści i wróci do swojego pokoju. Jakże się myliła! Gdy po dwukrotnym wyszczotkowaniu zębów, weszła do pokoju, zastała śpiącego na jej łóżku blondyna. Głowę miał dziwnie przekręconą, jakby przed zaśnięciem wpatrywał się w łazienkowe drzwi. Dziewczyna prawie się uśmiechnęła na widok jego spokojnej twarzy.
Westchnęła w duchu i podeszła do niego. Szturchnęła delikatnie jego ramieniem, by go obudzić. Shane szybko otworzył oczy, siadając na łóżku.
    - Co się dzieje? - zawołał, rozglądając się po pokoju. Współlokatorki Mayi spojrzały na niego jak na kosmitę. Nie zauważyły wcześniej, że chłopakowi się zdrzemnęło.
    - Nic. Zasnąłeś - szepnęła ochrypłym głosem. Blondyn ledwie ją usłyszał. Uśmiechnął się, spuścił nogi na podłogę i powiedział:
    - Odezwałaś się do mnie - w duchu skakał z radości.
    "Nareszcie!!" - wrzeszczał.
    Dziewczyna wzruszyła tylko ramionami.
    - Powinieneś już iść - gdy chciał zaprotestować, wtrąciła - Nic mi nie będzie.
    - Obiecujesz, że jakby coś się działo, nie wiadomo o jakiej porze, zadzwonisz? - spojrzał jej w oczy. Nie odwróciła wzroku. Jego niebieskie tęczówki zahipnotyzowały ją. Potrafiła tylko pokiwać delikatnie głową. - To dobrze - westchnął, pogładził opuszkiem kciuka jej policzek, wstał i wyszedł.
    Maya położyła się na swoim łóżku, przykryła szczelnie kołdrą, lecz nie zamykała oczu. Nie była w stanie zmierzyć się z ciemnością, która czekała na nią w snach. Uparcie wpatrywała się w stolik przed nią. Od czasu do czasu ciężka powieka opadała jej na oko, lecz za każdym razem udawało jej się ją podnieść i zmusić do jeszcze małego wysiłku.
    W końcu jej organizm odmówił posłuszeństwa. Gdy tylko zamknęła oczy, wpadła w wir niekończących się koszmarów. Jak co noc widziała umięśnioną, męską dłoń, na której znajdował się zielony pierścień. Musiała patrzeć, jak Josh się od niej odwraca, krzywdzi ją swoimi słowami. Lecz najgorsza była ta ciemność. Nie potrafiła sobie z nią poradzić. Gdzie nie spojrzała, był mrok. Z oddali słyszała nawoływania. Czasem to mama krzyczała, czasami któraś z jej koleżanek, ale najczęściej był to Shane. Nie mogła pojąć, skąd tam się znalazł. Krzyczał jej imię, potem milkł i znów ją wołał.
    Nagle usłyszała czyjś niezidentyfikowany wrzask. Domyślała się tylko, że należał do mężczyzny, bo był to dosyć niski głos. Rozejrzała się po wszechobecnej ciemności, a krzyk roznosił się echem, jakby stała na dnie głębokiej studni.

    Obudziła się z niemym krzykiem na ustach. Głos uwiązł jej w gardle, po policzkach strumieniami spływały słone, ciepłe łzy. Nie próbowała ich wycierać, bo wiedziała, że na miejsce starych, pojawią się nowe. Szybko uciekła do łazienki, by nie obudzić swoim szlochem dziewczyn.
    Gdy już usiadła skulona na podłodze, zorientowała się, że wzięła ze sobą telefon. Odblokowała go, przypominając sobie słowa Shane'a i daną mu obietnicę.
    "Mogę go obudzić?" - myślała gorączkowo.
    Nie zastanawiając się dłużej wybrała jego numer.

    Blondyn spał smacznie, nie śniąc o niczym. Jego nogi i ramiona wystawały spod kołdry. Klatka piersiowa unosiła się, gdy miarowo oddychał.
    Nagle do jego snu przedarł się cichy dźwięk telefonu. Wymamrotał coś niezrozumiałego, przekręcił się na drugi bok i uchylił powieki. Mimo, że się obudził, nadal słyszał ten irytujący głos. Zmarszczył czoło. Dopiero po chwili dotarło do niego, że  jego komórka dzwoniła nie tylko we śnie. Wyciągnął nieprzytomnie rękę przed siebie, wymacał nią telefon i przyłożył do ucha, naciskając wcześniej przycisk z zieloną słuchawką.
    - Halo?! - wychrypiał.
    - Przepraszam, ale... - usłyszał zapłakany głos Mayi.
    - Zaraz będę - przerwał jej i wyskoczył z łóżka już całkowicie obudzony. Wciągnął przez głowę szaro-białą bluzę i wyszedł z pokoju. Gdy zamykał drzwi wydawało mu się, że słyszy skrzypienie łóżka któregoś z kolegów. Nie odwrócił się jednak, by zobaczyć, czy ktoś się nie obudził.
    Szybko przeszedł na palcach przez korytarz i wszedł do pokoju naprzeciwko. Pierwsze, co zauważył, to żółta poświata na podłodze pod drzwiami, które prowadziły do łazienki. Rozejrzał się po pokoju, by w świetle, jakie rzucał jego telefon, zobaczyć puste łóżko blondynki. Podszedł do łazienkowych drzwi i delikatnie zapukał. Usłyszał tylko jakiś dziwny pomruk, który wziął za zaproszenie. Uchylił drzwi i przekroczył próg.
    Ujrzał Mayę siedzącą na podłodze, opartą o mały grzejnik. Już nie płakała, ale ślady łez jeszcze zdobiły jej policzki. Również czerwone oczy zdradzały, że dopiero nie tak dawno zapanowała nad szlochem. Szybko usiadł obok niej. Przełożył swoje ramię za jej głową, by móc ją do siebie przytulić. Dziewczyna położyła głowę na jego piersi i zacisnęła powieki.
    - Przepraszam... - szepnęła. - Ja po prostu... Ciemność... To było nie do wytrzymania.... Ciągle go widzę... Nie potrafię... Jeszcze Josh... Powinnam do niego zadzwonić, ale... Nawet sobie nie wyobrażasz... Boję się... - wyznała, podnosząc szklące się od łez oczy. Patrzyli na siebie w milczeniu. Chłopak chciał ją jakoś pocieszyć, powiedzieć, że będzie dobrze, ale nie potrafił skłamać.
    "Bo niby skąd mam wiedzieć, że będzie dobrze?"
    Mógł tylko z nią siedzieć. Ale to Mayi wystarczyło. Ciepłe ramiona, wyznanie lęków -  może niezrozumiałe dla Shane'a, ale jednak - pozwoliły jej ze względnym spokojem zamknąć oczy i choć na chwilę odpocząć.
    - Dziękuję - wymamrotała sennie.
   Chłopak uśmiechnął się pod nosem, przymykając powieki. Cieszył się każdą chwilą spędzoną z Mayą.
    Zasnęła. I pierwszy raz od tych kilku nocy nie dręczyły ją żadne koszmary. Tak jakby to blondyn je odstraszał.


~~~*~~~*~~~*~~~

* Taki tam przypis autora: obszerne dla niego, ponieważ Tolkien w sumie nie pisze jakiś długaśnych opisów. Chodziło mi raczej o to, że miejscami jest mało dialogów, a autor skrupulatnie opisuje wszystkie wydarzenia podczas tego pierwszego etapu wędrówki Drużyny na przykład.

    Hej :) Jakoś strasznie opornie pisało mi się tą ostatnią część. Miałam taki świetny pomysł na tę scenę, ale nie wyszło tak, jak to sobie wyobrażałam. Poza tym znów wyszło mi chyba masło maślane. Nie wiem, czy ogarniecie. Jeśli tak to się cieszę, jeśli nie to przepraszam!!
    Co sądzicie? Hehe, nawet nie wiecie jak się ucieszyłam, gdy zobaczyłam Wasze komentarze pod ostatnim rozdziałem. Myślałam, że wyszedł mi fatalnie, a tu proszę, według Was nie był aż taki tragiczny :)
    Dzisiaj urodziny obchodzi nasz przyjaciel, który zainspirował mnie do stworzenia postaci Adama. Na razie może nie jest jakoś podobny - może tylko z wyglądu - ale niedługo zobaczycie, że ten Adam to jednak jest nasz Kolega ;p Tak więc wszystkiego najlepszego jeszcze raz <3 <wisisz mi cuksa!>
    Pozdrawiam Was wszystkich serdecznie! Mam nadzieję, że nie musieliście się jakoś dużo męczyć, czytając rozdział ;*
Mrs Black bajkowe-szablony