Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bathroom. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bathroom. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 10 sierpnia 2014

~23~


    Adam opuszczał samochód przyjaciela w kiepskim stanie. Gdy tylko zniknął z pola widzenia Shane'a i Mayi, zwiesił głowę, wzrok wbił w kamienie na drodze, a dłoń, w której nie trzymał torby, schował w kieszeni.
    Był zazdrosny. Czuł się podle, myśląc, że jego dziewczyna spędzi u jego najlepszego przyjaciela noc. Żeby tylko jedną noc! Zapowiadało się, że będzie ich kilka! Zdawał sobie sprawę, że Maya blondynowi nie jest obojętna, lecz nie wiedział w jakim sensie i jak bardzo lubi przyjaciółkę.
    "Gdybym tylko tam został!" - pomyślał, zaciskając mocniej dłoń na ramieniu torby. Czuł złość do Shane'a. Nie potrafił pomieścić w głowie, dlaczego jego przyjaciel zaproponował Mayi nocleg u siebie.
    "Może żeby zrobić mi na złość? Żeby pokazać, że się nie poddał? Że będzie o nią walczył? Może żeby mnie wkurzyć? Upokorzyć?" - zastanawiał się, wchodząc do wielkiego domu.
Zatrzasnął za sobą czarne drzwi, rzucił torbę na podłogę wykonaną z ciemnych, drewnianych paneli. Torba przejechała parę metrów, zatrzymując się na szklanej szybie, oddzielającej schody od reszty korytarza. Schody wykonane były z tych samych brązowych paneli co podłoga. Ściągnął buty z nóg i zostawił je na środku korytarza. Potem poszedł jak robot do kuchni. Po prawej stronie, za szklanymi drzwiami znajdował się przytulny salon z kominkiem i wygodnymi kanapami. Minął go, nawet do niego nie zaglądając, choć zawsze, gdy tylko wracał do domu, robił to.
    Białe ściany, brązowe meble, nieco ciemniejsze niż podłoga, nadawały kuchni przytulny, ale zarazem nowoczesny wygląd.
Vicky
    Usiadł na wygodnym krześle, obitym szarym materiałem, nie zauważając, że w kuchni znajduje się jeszcze jedna osoba. Westchnął głośno, opierając się i zakładając ręce na piersi. Dopiero wtedy podniósł głowę i zobaczył wpatrującą się w niego uważnie Vicky. Na swój sposób była podobna do brata. Miała ciemne włosy, gęste, czarne brwi i zawsze głośno się śmiała. Nie posiadała jednak piegów na nosie, była szczupła i niska. Miała nieco węższe usta niż Adam, zgrabny, prosty nos, chudą, opaloną twarz i zielone oczy, które w tamtej chwili przeglądały go na wylot.
    Zachowała poważny wyraz twarzy. Wiedziała, że coś się stało. Gdyby nawet Adam nie miał tak skwaszonej miny, poznałaby, że coś było nie tak. Znała go szesnaście lat. Jej nie mógł oszukać.
    - Cześć, braciszku - przywitała się. Stała oparta o blat szafki. W ręku trzymała ściereczkę, którą jeszcze przed chwilą wycierała ręce. Na sobie miała zwykłe, jasne dżinsy z czarnym paskiem, białą koszulkę włożoną w spodnie i granatową marynatkę ze złotymi guzikami. Jej rękawy podwinęła do łokci, by jej nie przeszkadzały.
    - Cześć - odparł tylko i utkwił wzrok w swojej dłoni.
    - Jak tam? Wycieczka się udała? - zapytała ostrożnie. Chłopak spojrzał na nią, wahając się. Gdyby jej powiedział, może by mu w czymś doradziła. W końcu była starsza i miała większe doświadczenie w sprawach sercowych. Lecz z drugiej strony czy ufał jej na tyle, by powierzać jej swoje sekrety? Nigdy dotąd tego nie robił.
    "Może najwyższy czas to zmienić?"
    - Na wycieczce było w porządku - zaczął powoli. Nie skłamał. W końcu na wycieczce nic takiego się nie wydarzyło. Przynajmniej nie jemu.
    - Więc skąd taka skwaszona mina? - Przyglądała mu się uważnie odkąd wszedł do kuchni i teraz była prawie pewna tego, co go trapiło. - Chodzi o dziewczynę?
    Adam spojrzał na nią zdezorientowany. Zdziwiło go to, że jego siostra tak szybko odgadła jego smutki.
    - Aż tak to po mnie widać? - Zaśmiał się gorzko. Vicky podeszła do stołu i usiadła na krześle obok niego ze współczującą miną.
    - Znam cię aż za dobrze. Dlatego wiedziałam. A teraz opowiadaj, co  to za dziewczyna i z czym masz kłopot. Może uda nam się coś na to zaradzić? - Uśmiechnęła się zachęcająco.
    Adam opowiedział jej całą historię. Opisał jej Mayę szczegółowo. Nie pominął tego, że to Shane chce odbić mu dziewczynę. Powiedział, co czuje do niej, do niego. Gdy skończył, lżej mu się zrobiło na sercu. Jakby pozbył się ciężaru, który od jakiegoś czasu zalegał jego duszę. Vicky nie poradziła mu nic ponad to, co wiedział, ale i tak poprawił mu się humor. Siostra stwierdziła, że nie może przestać walczyć o miłość i nie powinien się tak szybko poddawać złości.
    - Musisz nauczyć się, jak obrócić emocje na swoją korzyść. Zazdrość może okazać się twoim sprzymierzeńcem. Po prostu musisz wiedzieć, jak jej używać - powiedziała na koniec.
    - Gdzie się tego nauczyłaś? - zdziwił się.
    - To tu, to tam. - Zaśmiała się serdecznie. Nie odpowiedziała wprost na jego pytanie, ale skoro nie chciała o tym mówić, Adam nie drążył tematu. Po chwili milczenia Vicky znów się odezwała, zadając pytanie z całkiem innej beczki. - Słyszałam, że już wiesz o naszym małym rodzinnym sekrecie. To prawda?
    - Chodzi ci o Zakon? - Pokiwała głową.
    -  No i jak się z tym czujesz? Co sądzisz? - zapytała
    - A myślisz, że jak się czuję? Jestem trochę skołowany. Tyle się działo, że nawet nie miałem czasu o tym myśleć, poukładać wszystkich wiadomości. Mam nadzieję, że to nic strasznego?
    - Zakon jest super. Nauczysz się panować nad emocjami, a to chyba przyda ci się najbardziej. Poza tym uczą walki, władania bronią, a to zawsze kręci chłopaków, nie? - Oboje zaśmiali się głośno.

    Po kolacji Maya zamierzała obejrzeć pozostałe pokoje na poddaszu, ale była tak zmęczona, że postanowiła, że swoją wycieczkę przełoży na następny dzień.
    Podczas posiłku mama Shane'a zadawała dużo pytań, ale głównie dotyczyły Mayi - jej zainteresowań, stopni czy ulubionych potraw. Dziewczyna chętnie na nie odpowiadała, dziękując Bogu, że pani Shay nie pyta o jej dom i powody, dla których musiała uciec.
    Tak jak zapowiedziała, mama Shane'a poprosiła o numer telefonu do jej mamy. Dała go z chęcią. Miała nadzieję, że kobiety wszystko sobie wyjaśnią i że Maya nie będzie musiała niczego tłumaczyć czy wymyślać. Gdy wraz z blondynem wchodzili do góry, pani Shay wybierała właśnie numer telefonu jej mamy, uśmiechając się przy tym do Mayi.
    Shane odprowadził dziewczynę pod same drzwi jej sypialni. Tam życzyli sobie dobranoc i Maya weszła do pokoju, a blondyn zszedł po schodach na dół. Dziewczyna usiadła na łóżku, biorąc ze sobą torbę. Była zmęczona i jedyne, o czym marzyła, to szybki prysznic. Wzięła więc kosmetyczkę i piżamę i poszła do łazienki.
    Pomieszczenie było małe, ale dobrze zagospodarowane. Tuż przy wejściu znajdował się biały sedes, dalej stała czarna szafka ze zlewem a na niej lustro, wazon z kwiatami, mydło i ręczniki, a z boku przyczepiony został papier toaletowy. Naprzeciwko szafki na ścianie znajdowały się wieszaki na ręczniki i lampa. W rogu zrobiono prysznic, który odgrodzono od reszty łazienki szklanymi drzwiami.
    Cały ukośny dach po prawej stronie zastępowały okna, przez które niczego nie można było dostrzec. Lewa ściana pomalowana została na biało, a reszta, wraz z podłogą, wyłożona piaskowymi płytkami w dwóch odcieniach.
    Maya zamknęła drzwi, położyła swoje rzeczy na szafce. Z kosmetyczki wyciągnęła żel pod prysznic, który położyła we wnęce w ścianie, by mieć żel pod ręką. Szybko się rozebrała, a rzeczy powiesiła na wieszaku tuż przy ręcznikach i weszła pod prysznic. Odkręciła kran, z którego zaczęła lecieć letnia woda. Umyła się w mgnieniu oka, otuliła puchatym, białym ręcznikiem, osuszyła i ubrała piżamę. Potem zajęła się zmywaniem makijażu z twarzy i myciem zębów.
    Gdy była już gotowa, wróciła do pokoju. Zasłoniła okno, by słońce rano jej za wcześnie nie obudziło i położyła się na łóżku. Mimo zmęczenia, nie chciało jej się spać. Przekręcała się z boku na bok, odkrywała, to znów przykrywała swoje ciało cienką kołdrą. Leżała z otwartymi oczami i patrzyła w biały sufit. Rozmyślała. Zastanawiała się, co słychać u mamy i Josha. Czy wszystko u nich w porządku. Chciała do nich zadzwonić i upewnić się, że nic im nie jest, lecz gdy spojrzała na zegarek, zrezygnowała. Dochodziła jedenasta wieczorem. Nie wiedziała, co robili, ale gdyby spali, nie chciała ich obudzić. Postanowiła więc, że zadzwoni do nich z samego rana.

Maya
    Obudziła się wcześnie rano. W pokoju było jasno, bo okno jej sypialni wychodziło na wschód. Już zdążyło się zrobić ciepło. Wstała więc z łóżka, przeciągnęła się, odgarnęła włosy z twarzy i podeszła do okna. Nie odsłaniała go tylko otworzyła, by wpuścić do pomieszczenia świeże powietrze. Zaczerpnęła głośno powietrza, przymykając na chwilę powieki. Zapowiadał się bardzo ładny i upalny dzień. Ptaki już ćwierkały, latając od drzewa do drzewa, słońce zaczęło swoją wędrówkę po niebieskim niebie ponad godzinę temu. Było fantastycznie.
    Maya wygrzebała czyste ubrania z torby i pobiegła do łazienki. Wzięła szybki, zimny prysznic, by jeszcze bardziej się obudzić, ubrała się, umyła zęby a wilgotne włosy zostawiła rozpuszczone. Posprzątała starannie łazienkę, a gdy wróciła do sypialni, to samo zrobiła i tam.
    Skończyła przed ósmą, więc bez żadnych skrupułów odnalazła telefon i wybrała numer mamy. Musiała chwilę czekać, bo nie odebrała od razu.
    - Hej, słońce! - usłyszała w słuchawce głos mamy, który ją momentalnie uspokoił.
    - Cześć mamo. Wszystko u was dobrze? - zapytała od razu. Kobieta zaśmiała się serdecznie.
    - Oczywiście, że tak. Nie martw się o nas. Razem z twoim bratem przeprowadziliśmy się do Josha. Dobrze, że ma duży dom i wszyscy się pomieścimy. Ale to chyba raczej ja powinnam cię o to pytać - odparła. - Rozmawiałam z mamą Shane'a. Wiesz, mówiłam, żebyś poprosiła Chloe o nocleg, a ty poszłaś do niego...
    - Shane sam zaproponował, żebym u niego zamieszkała. Poza tym z dziewczynami się tak trochę jakby pokłóciłam, więc nie chciałam ich o nic prosić. Ale skoro mama Shane'a do ciebie dzwoniła, to wytłumaczyłaś jej...
    - Nie bój się. Ona wszystko wie. U nich będziesz bezpieczna jak nigdzie indziej - powiedziała tajemniczo.
    - Ale co to znaczy? Powiedziałaś jej o Elessarze? Mnie przez szesnaście lat nie powiedziałaś, a jej tak od razu? - zapytała zdenerwowana. - Przecież to podobno tajemnica rodzinna.
    - Nie gorączkuj się tak! Nic jej specjalnego nie powiedziałam. Ona zna trochę naszych sekretów, a i ja znam trochę jej tajemnic, więc jesteśmy kwita.
    - Ale mi nie powiesz, co to za tajemnice? - domyśliła się.
    - Shane powie ci któregoś dnia. Jestem tego pewna. I on dowie się, kim jesteś, i ty poznasz, kim jest jego mama. Na razie nie musisz tego wiedzieć. Ale pani Shay zaproponowała, że udzieli ci paru lekcji. Zna się na rzeczy równie dobrze jak ja. Oczywiście nie wie na pewno wszystkiego, ale myślę, że jej wiedza na początek w zupełności wystarczy. Opowie ci legendy, będziesz z nią ćwiczyła, by nabrać kondycji. Mówiła, że wyśle Shane'a, byście razem biegali i trenowali. On również miał się tego wkrótce nauczyć. Powiedziała, że jeśli będzie was dwóch to będzie jej lepiej prowadzić zajęcia.
    - Oookej... - Tylko tyle potrafiła z siebie wydobyć. Jak zawsze jej mama mówiła szybko, tajemniczo i często niewyraźnie. Nim Maya zdążyła oswoić się z jedną myślą, mama zaczynała już trzecią kwestię, którą miała z nią do omówienia.
    - Kochanie, wiem, że to dla ciebie wszystko nowe, ale postaraj się zapamiętać z tego jak najwięcej. To dla twojego dobra. I dobra całego świata. A gdy już wrócisz do domu, obiecuję, że nie będziesz już taka skołowana.
    - A propos. Kiedy będę mogła wrócić? - zadała nurtujące ją jeszcze pytanie.
    - Nie mam pojęcia. Na razie jest tu niebezpiecznie dla ciebie.
    - Ale ja mam szkołę! Został jeszcze cały miesiąc, wystawianie ocen, poprawki, a ja nie mam książek, a dzisiaj założyłam ostatnie czyste ciuchy. Nie mogę tak funkcjonować na dłuższą metę! - zawołała.
    - Przykro mi, ale tak będzie lepiej. Co do ubrań i książek to da się to jakoś załatwić. Pomyślę nad tym, kto miałby ci je przywieźć. Ale byłoby lepiej, gdybyś, chociaż na razie, nie chodziła do szkoły. Gdy upewnimy się, że nic ci tam nie grozi, skontaktuję się z mamą Shane'a.
    - Dobrze - odezwała się zrezygnowana.
    - Kocham cię, skarbie! - powiedziała jej mama.
    - Ja ciebie też - szepnęła Maya. Kobieta rozłączyła się, więc dziewczyna położyła telefon na łóżku. Siedziała tak chwilę, dopóki nie zaburczało jej w brzuchu. Wtedy uświadomiła sobie, że była strasznie głodna. Zeszła więc na dół po schodach i weszła do jadalni. Była otwarta na kuchnię i korytarz od strony schodów prowadzących na górę. Ściany miała szare z białymi paskami, a podłoga wyłożona drewnianymi, ciemnymi panelami. Biały, prostokątny stół otaczało osiem równie białych krzeseł z drewnianymi nogami. Nad nim wisiała wielka biała lampa w kształcie półkuli. Pod ścianą stał niski regał z czasopismami, książkami i ozdobami. Na nim ustawiono trzy obrazy, przedstawiające czarno-białą mozaikę i wysokiego kwiatka.
    Nikogo tam nie zastała, więc zajrzała do kuchni. Pośrodku niej znajdowała się wyspa z jednej i z drugiej strony otoczona szafkami. Nad nią wisiały dwie lampy. Po lewej stronie stały dwa krzesła obite szarym materiałem. Na jednym z nich siedział Shane, a jego mama krzątała się między gazówką, a drugą stroną wyspy.
    Wszystkie szafki i ściany miały biały kolor, blat szafek i wyspy pokrywała biało-szara mozaika, a na podłodze leżały te same panele co w jadalni.
    Na końcu pomieszczenia znajdował się przytulny salonik z długą kanapą stojącą wzdłuż wielkich okien, które układały się w półkole, drewnianym stolikiem i dwoma białymi krzesłami. Na kanapie leżało mnóstwo poduszek. Widok za oknami był przepiękny, bo można zobaczyć z nich kawałek ogrodu pani Shay - zielone krzewy, kwitnące kolorowe kwiaty. Po prawej stał regał a na nim kolejne książki i ramki ze zdjęciami. Pod kanapą, jak i pod wyspą Maya zauważyła małe szuflady i szafeczki.
    Spojrzała na gospodarzy domu. Wydawało jej się, że przerwała im w ważnej rozmowie. Oboje patrzyli na nią z uśmiechami na twarzach, ale czuła, że jeszcze przed chwilą dyskutowali o niej. Jej policzki delikatnie się zaróżowiły, ale nie dała po sobie poznać, że zorientowała się, że w czymś im przeszkodziła.
    - Dzień dobry - przywitała się grzecznie z mamą Shane'a. Kobieta uśmiechnęła się do niej serdecznie, gestem zapraszając na krzesło obok swojego syna.
    - Cześć - odezwał się chłopak, pijąc kawę z kubka.
    - Na co masz ochotę? - zapytała pani Shay, wyłączając gotującą wodę w czajniku.
    - Poproszę herbatę. A do jedzenia wystarczy mi kanapka - odpowiedziała.
    - Częstuj się, czym tylko chcesz - odparła kobieta, podając jej zaparzoną herbatę w kubku. Dziewczyna podziękowała cicho. Wzięła leżący na blacie chleb, posmarowała go masłem i nałożyła kawałek żółtego sera oraz dwa małe plasterki pomidora. Posłodziła herbatę jedną łyżeczką cukru. Zjadła śniadanie z apetytem, przysłuchując się, jak mama Shane'a wydaje mu polecenia.
    - Musisz skosić dzisiaj trawę. I tata prosił, byś umył samochód. Skoro jesteś w domu, to możesz to za niego zrobić.
    - Ta, przecież wiem. Auto wygląda, jakbyście jeździli nim po bagnach, a trawnik zarósł tak, że czuję się jak w dżungli. Nawet gdybyście mnie o to nie prosili i tak bym się umiłował i to wszystko zrobił.
    - Twój pobyt tutaj chyba zmieni mojego syna nie do poznania. Już go nie poznaję. Nigdy z własnej woli nie brał się za żadną robotę, a dzisiaj proszę jaki uczynny! - Zaśmiała się kobieta. - Wstał bladym świtem, choć to do niego niepodobne. Zawsze wyleguje się do południa.
    - Mamo! - syknął ostrzegawczo Shane.
    - No co? Mówię tylko, jak jest - odparła. Maya uśmiechnęła się szeroko. - Mam dzisiaj ważne spotkanie w pracy i muszę za chwilę wyjść. Poradzicie sobie, prawda? - spytała, sprzątając umyte garnki do szafek.
    - Mamo, nie jesteśmy dziećmi. Myślisz, że co, że podpalimy przez przypadek dom, bo dorwiemy się do zapałek? - powiedział chłopak, patrząc na swoją mamę.
    - Właśnie, nie jesteście dziećmi tylko nastolatkami. Czego innego mogłabym się bać, ale mam nadzieję, że jesteście rozsądni. - Zaśmiała się cicho. Wzięła torebkę z blatu i wyszła z domu, żegnając się z nimi.
    - Przepraszam cię za mamę. Próbowałem jej rano wytłumaczyć, że nie jesteśmy parą, ale ona się uparła i nie dałem rady jej przekonać. - Westchnął.
    - Spokojnie. Rozmawiałam dzisiaj z mamą i w jej słowach też był przytyk. Matki chyba tak mają, nie? Że wszędzie, gdzie się nie obejrzą widzą pary, które tworzą ich dzieci. Gdyby nie to, że zna Josha i jego dziewczynę, pewnie nas również uważała za parę - odparła, kończąc picie herbaty. Chłopak posprzątał jedzenie z blatu do lodówki.
    - To co chcesz dzisiaj robić? Mam trochę obowiązków, ale nie chcę, żebyś siedziała sama i się nudziła - powiedział Shane, stając przed nią.
    - Czy masz laptopa? - Chłopak kiwnął głową. - A mogłabym go pożyczyć, kiedy ty będziesz zajęty? - Znów kiwnął głową.
    - Jeśli chcesz, możesz z nim wyjść do ogrodu. Tam cały czas jest cień i internet działa tam najlepiej. - Zaśmiał się. Maya podziękowała mu cicho. - Niestety, na mnie czeka brudny samochód, więc jeśli pozwolisz, przyniosę ci laptop i pójdę, okej?
    Dziewczyna zgodziła się. Blondyn zniknął na schodach, by po chwili wrócić z czarnym komputerem w ręku. Potem razem wyszli przed dom. Shane wyprowadził auto z garażu i zaczął je myć, a Maya usiadła na ławce. Laptopa położyła na stoliku. Nie poszła do ogrodu, wolała posiedzieć tutaj, mając na oku chłopaka, który spoglądał na nią co jakiś czas, gdy pisała notkę na swojego bloga.


~~~*~~~*~~~*~~~

    Hej :) W końcu go napisałam! Myślałam, że nie dam rady, bo prawy nadgarstek boli mnie tak, że nie wiem, ale jakoś mi się udało. Na szczęście nie miałam wiele do napisania i szybko się uwinęłam.
    Ten chyba nieco dłuższy - przynajmniej mam taką nadzieję.
    Piszcie, co o nim sądzicie :) Dziękuję Wam, za wspaniałe komentarze pod ostatnim rozdziałem! ;*

sobota, 7 czerwca 2014

~19~


    Po południu całą grupą wyszli na spacer. Było bardzo gorąco. Słońce przygrzewało mocno, jak w samo południe. Wiatru między zabudowaniami nie czuli. Dopiero, gdy wyszli na teren za budynkami, poczuli zbawienną bryzę, która rozwiała ich włosy ze spoconego czoła.
    Część dziewcząt porozsiadało się na przyniesionych kocach. Zamierzały się jeszcze trochę opalić, wykorzystując te ostatnie dni nad morzem. Wśród nich znalazły się Natalie, Caroline i Laura. Ściągnęły bluzki i krótkie spodenki, w których przyszły i, w samym bikini, położyły się na brzuchu, zakładając na nosy okulary.
    Adison razem z Alex robiły zdjęcia swoim przyjaciółkom, morzu, mewom, które przysiadywały na drewnianych belkach.Wszystkiemu dookoła.
    Chloe, Diana, Wen, Abby i Eve stały na mokrym piasku, który od czasu do czasu zalewały fale. Chłodziły sobie stopy w zimnej wodzie i podziwiały wspaniały widok, jaki rozciągał się wokół. Piękne, niebieskie, spokojne morze. Błękitne niebo z kilkoma bielutkimi chmurami, spokojnie płynącymi nad nimi. Jakieś żaglówki daleko na horyzoncie, surferzy, inni turyści, latające wszędzie ptaki. Było wspaniale.
    Chłopcy najpierw pochodzili trochę wzdłuż brzegu, co jakiś czas próbując wrzucić się nawzajem do wody. Gdy już oswoili się z temperaturą, weszli nieco dalej. Chlapali się, popychali, śmiali. Potem przez kilkanaście minut odbijali piłkę do siatki.
    Maya usiadła na piasku i patrzyła na całą ich wycieczkę. Uśmiechała się pod nosem co chwila, widząc, jak chłopcy zachowywali się jak dzieci. Po chwili podeszła do niej Alex.
    - Chodź, zrobimy sobie parę fotek, bo z tobą jeszcze żadnej nie mam! - zawołała, ciągnąc blondynkę za rękę. Wstała więc i pobiegła za koleżanką. Alex podała aparat Sam po czym przytuliła Mayę. Sam zdążyła zrobić jedno zdjęcie nim do dziewczyn przybiegł Adam. Wszedł w kadr, pomiędzy Alex a Mayę.
    - Też chcę z wami zdjęcie, ślicznotki! - Uśmiechnął się, obejmując obie koleżanki w talii. Dziewczyny próbowały go odepchnąć, lecz był dla nich zbyt silny.
    - Nikt cię tu nie zapraszał! - krzyknęła Alex. - Idź stąd, bo jesteś cały mokry!
    - Niemożliwe! Wyganiacie mnie? - Pokiwały głowami. - Zapamiętam to sobie - mruknął do siebie, spuszczając głowę.
    - Och, no dobra, jedno zdjęcie, niech ci będzie! - powiedziała Maya. Chłopak wyszczerzył się do niej jak głupi do sera.
    - Wiedziałem, ze mnie nie odmówisz - rzekł.
    - Ja i to moje dobre serce! - westchnęła blondynka teatralnie. Zaśmiali się we czwórkę.

    Do hotelu wrócili o zachodzie słońca. Zamiast zwykłej kolacji, mieli mieć duże ognisko, więc gdy tylko weszli do pokoi, szybko przebrali zmoczone ciuchy, oczyścili się z piasku, który poprzyklejał im się do ciał i poszli do ogrodu. Tam czekało już na nich sporych rozmiarów ognisko, poustawiane wokół niego ławki, kije oparte o wysokie drzewo, kiełbaski, pieczywo i talerzyki leżące na stole nieco dalej od ogniska.
    Pierwsi na jedzenie rzucili się chłopcy. Porozsiadali się na ławkach, zaczynając piec kiełbaski nadziane na kije. Dziewczyny, nie chcąc im przeszkadzać, podzieliły się na kilka grup i każda przycupnęła gdzie indziej. Jedna tuż przy ognisku, grzejąc się przy jego płomieniach, dwie kolejne na długich huśtawkach stojących nieco na uboczu.
Maya
    Maya należała do tej pierwszej grupy. Wpatrywała się w pomarańczowe iskierki ulatujące do nieba znad ogniska jak i na samo niebo - granatowe, bezchmurne, ale i bezgwiezdne. Zastanawiała się, jak to będzie, jak już wrócą do domu. Czy nadal będzie się kolegować z chłopakami? Miała taką nadzieję. Czy pogodzi się z dziewczynami? Wątpiła w to, ale bardzo tego pragnęła. Czy wszystko będzie w porządku? Teraz już na pewno nie, bo jej życie zmieni fakt, że dowiedziała się o swoim przeznaczeniu.
    "Ciekawe, co oznacza bycie Strażniczką. - zastanawiała się. - Co będę musiała robić? Co poznać? Coś zmienić? Na pewno! Ale się boję!"
    Bała się, choć sama jeszcze nie wiedziała, czego.

    Siedzieli przy ognisku, rozkoszując się ciepłem bijącym od płomieni. Wen, Chloe i Diana poszły już do pokoju. Maya kuliła się między Abby, a Eve. Naprzeciwko siedzieli Shane, Adam, Kevin i Mark, a obok nich uśmiechnięte od ucha do ucha trzy przyjaciółeczki: Natalie, Caroline i Laura. Śmiali się na całe gardło, a Natalie i Caroline nawet z nimi flirtowały. Bawili się wyśmienicie co chwila popijając z kartonowego pudełka od soku. Tylko Shane nie brał tego do ust.
    Maya patrzyła na nich spode łba. Była zazdrosna, choć nie dopuszczała do siebie tej wiadomości. Nie chciała być zazdrosna o chłopaków. Przecież nie byli jej własnością. Mogli robić co chcieli, z kim i gdzie chcieli. A jednak. Zazdrościła im tego, że potrafili się dobrze bawić. Ona nie potrafiła. Miała ochotę rozszarpać na strzępy te pożal się Boże psiapsiółki, ale jak na razie trzymała emocje na wodzy. Humor zepsuł się jej właśnie przez ten widok i zazdrość.
    Zaciskała mocno pięści. Czuła się chora. Nie miała ochoty na kiełbaskę czy chleb, które piekły się przed nią.
    Chciała iść do pokoju razem z Abby i Eve, lecz coś mówiło jej, że powinna jeszcze chwilę posiedzieć. Posłuchała tego wewnętrznego głosu lecz później bardzo tego żałowała i nie mogła przez to zasnąć.
    Gdy jednak wstała, by pójść do hotelu, na jej drodze stanął roześmiany Adam. Próbowała go wyminąć, ale jej nie pozwolił.
    - Hej! - zawołała. - Chcę przejść! - Gdy zrobiła krok w prawo, on szedł za nią. Śmiał się przy tym jak opętany. Parę razy powtórzyli te ruchy, lecz po chwili chłopaka znudziła ta gierka. Złapał Mayę za ramiona, pochylił się i złożył na jej ustach mokry pocałunek, przesiąknięty tanim alkoholem.
    Dziewczyna próbowała się wyrwać z jego uścisku, lecz nie dała rady. W końcu chłopak był od niej wyższy i silniejszy. Postanowiła przeczekać ten nagły przypływ namiętności, kładąc mu dłonie na klatce piersiowej.
    Po paru chwilach chłopak oderwał się od niej, uśmiechnął się, widząc jej zszokowaną minę i odwrócił się na pięcie, podśpiewując piosenkę ze Smerfów.
    Maya odprowadziła go wzrokiem. Podszedł do Shane'a i Marka, usiadł obok nich. Wyglądali na równie zaskoczonych co niebieskooka. Gdy jej wzrok napotkał spojrzenie blondyna, otrząsnęła się, widząc w jego oczach żal i smutek. Mechanicznym krokiem ruszyła w stronę wejścia do hotelu, mając pustkę w głowie i przygryzając dolną wargę.
    Gdy weszła do pokoju, nie było w nim Chloe. Diana i Wen siedziały z tabletem blondynki w rękach i rozmawiały o czymś zawzięcie. Maya usiadła na swoim łóżku. Dziewczyny zamilkły i podniosły na nią swoje spojrzenia.
    - Coś się stało? - zapytała Diana, która za wszelką cenę starała się pomóc przyjaciółce. Już przy śniadaniu wymieniły kilka uwag, więc pomyślała, że może i teraz się do niej odezwie.
    Maya pokręciła tylko głową, a gdy Chloe wyszła z łazienki, dziewczyna się w niej schowała. Ukucnęła, oparta plecami o białe drzwi. Dotknęła dłonią ust. Nadal czuła smak jego pełnych ust. Nie mogła o tym zapomnieć.
    Kiedyś jej się podobał. Ale to było dawno. Ponad dwa lata temu. Teraz nie wiedziała, co o tym myśleć. Był pijany, a ludzie pod wpływem alkoholu robią różne rzeczy, ale i mówią dużo prawdy. Przypomniała sobie, jak jej ojciec przychodził upity do domu i jak ją wyzywał i mówił, że jest do niczego.
    Zamknęła oczy, a pod powiekami zapiekły ją słone łzy. Pozwoliła im polecieć po policzkach. Wiedziała, że lepiej wyrzucić smutek niż tłumić go w sobie. Podkuliła nogi i zakryła dłońmi twarz. Siedziała tak dobrych parę minut. Z otępienia wyrwał ją dźwięk telefonu. Drżąca ręką wyciągnęła go z kieszeni i spojrzała na wyświetlacz. Miała nową wiadomość. Otworzyła ją i zaczęła czytać:
    "Tu wróżka Zefira! Znam Twoją przyszłość..!"
    Kliknęła szybko "usuń". Westchnęła, wstając. Podeszła do umywalki, spojrzała w lustro i się przeraziła. Wyglądała masakrycznie. Czerwone, opuchnięte oczy, rozmazany tusz, tworzący czarne podkówki pod oczami. Odkręciła kran i ochlapała zimną wodą twarz. Potem zmyła resztki makijażu. Wyglądała nieco lepiej. Potem rozebrała się i weszła pod prysznic, gdzie gorące krople wody spływały wzdłuż jej ciała, powodując, że dziewczyna drżała. Nieco się odprężyła.
    Gdy zakręciła wodę, na jej skórę wstąpiła gęsia skórka. Owinęła się puchatym ręcznikiem. Wysuszyła włosy i rozczesała je, układając odpowiednio grzywkę. Nałożyła na całe ciało krem i dopiero wtedy rozejrzała się w poszukiwaniu piżamy, lecz jej nie znalazła. Westchnęła i niechętnie otworzyła drzwi. Wyszła owinięta ręcznikiem, który minimalnie zakrywał jej uda. Podeszła do szafy, a rozmowy w pokoju ucichły.
    - Serio, nie krępujcie się, rozmawiajcie sobie o mnie, obgadujcie mnie, ja już sobie idę. - Wyrzuciła z siebie żal w tych kilku beznamiętnych słowach. Znalazła świeżą bieliznę i piżamę i już miała wracać, gdy zamarła, stojąc twarzą do pokoju. Na łóżku Diany siedziały jej koleżanki, a na jej materacu rozłożył się Shane, a obok niego Abby i Eve. Wszyscy patrzyli na nią. Ze zdziwieniem i rozbawieniem, zależnie od płci. Maya zarumieniła się i chciała uciec do łazienki, lecz Shane zwinnym ruchem zerwał się z łóżka i złapał ją za nadgarstek.
    - Przyszedłem zobaczyć, jak się czujesz - odezwał się, patrząc jej prosto w oczy. Zobaczyła w nich troskę i łobuzerskie iskierki.
    - Serio? - Chrząknęła, bo miała zachrypnięty głos. - Serio teraz chcesz o tym gadać? - Zerknęła przelotnie w dół.
    - Mnie to nie przeszkadza - mruknął.
    - Ale mnie tak, więc jeśli pozwolisz to przełożymy tę rozmowę na jutro, a najlepiej przełóżmy ją na takie tam nigdy - odparła, próbując wyrwać rękę z jego uścisku. Bezskutecznie.
    - Jak chcesz. - Wzruszył ramionami. - Ale serio - pochylił się do przodu - wszystko dobrze? Bo uciekłaś tak nagle z ogrodu...
    Maya wiedziała, że Shane widział to jak Adam ją pocałował i w duchu dziękowała mu za to, że nie wspomniał o tym przy dziewczynach. Pewnie i tak się o tym dowiedzą, ale teraz nie miała ochoty na dociekliwe pytania. Mimo wszystko nie zamierzała się mu zwierzać. Co miałaby mu powiedzieć? Że jego najlepszy przyjaciel pocałował ją bez jej zgody i że było jej źle? Miała kłamać?
    - Jest dobrze - powiedziała. - A teraz mnie puść, bo chcę się ubrać.
    - Nie wierzę ci. Widzę, że coś jest nie tak - szepnął jej do ucha. - Ale jest ci zimno, więc dokończymy tę rozmowę kiedy indziej.
    Musnął ustami jej policzek i ruszył do drzwi, uśmiechając się pod nosem.
    Maya dopiero po chwili otrząsnęła się z zadumy. Szybko wbiegła do łazienki i się ubrała. Gdy wróciła do pokoju, położyła się na łóżku i udawała, że śpi. Tak naprawdę myślała o wszystkim, co się wydarzyło. O pocałunku, o wspomnieniach, które tak nagle do niej wróciły, choć nigdy nie rozmyślała o ojcu, a tym bardziej nie płakała z jego powodu, już nie. O wizycie Shane'a. Nic z tego nie rozumiała. Ale czy była gotowa, by zrozumieć?

~~~*~~~*~~~*~~~


piątek, 7 marca 2014

~13~


    Adam nie mógł zasnąć. Położył się dość wcześnie, bo chciał wszystko dokładnie przeanalizować. A miał o czym myśleć. Po jego głowie błąkało się mnóstwo pytań. I wszystkie dotyczyły pewnej wysokiej blondynki.
    Na początku starał się wyjaśnić, co tak naprawdę zaszło wtedy, gdy Gwardia ją porwała. Próbował wymyślić, jak jej pomóc wyzbyć się tego paraliżującego ją lęku. Chciał, by się do niego w końcu odezwała, uśmiechnęła, zagrała w siatkówkę.
    Ale jego wysiłki diabli wzięli, bo gdy tylko Maya stanęła mu przed oczami, nie potrafił się skupić na niczym innym. Nie liczyły się dotychczasowe problemy. Ważna była ona, choć jego wspomnienie nie odzwierciedlało całej urody. Co gorsze nie potrafił odtworzyć w głowie jej głosu. A tak uwielbiał jej słuchać! Jej czystego, melodyjnego śpiewu, perlistego śmiechu. Widział za to uśmiechniętą twarz z błękitnymi oczami, którą okalały blond włosy.
    Z niemałym wysiłkiem zaczął zastanawiać się, kim tak naprawdę dla niego była Maya. Czy tylko zwykłą koleżanką z klasy, czy może kimś więcej? Jak na razie nie potrafił odpowiedzieć sobie na te pytania. A może raczej nie chciał znać odpowiedzi, która dla niego była zbyt oczywista, by mogła być prawdziwa.
    Leżał na łóżku i wpatrywał się w ciemny sufit. Zastanawiał się, co o tej całej sprawie sądził Shane. Jak bardzo była dla niego ważna blondynka?
    Oczywiście, jako jego przyjaciel mógł wprost zapytać go o to, ale jakoś nie mógł znaleźć w sobie dość odwagi.Bał się, że chłopak powie mu coś, czego nie mógłby znieść.
   Niespodziewanie do jego uszu dobiegł dźwięk telefonu. Już miał się podnieść, by zobaczyć do kogo i kto o tej porze dzwoni, ale Shane był szybszy. Odebrał, nie sprawdzając, kto dzwonił.
    - Halo?! - wychrypiał. Ktoś mu najwidoczniej odpowiedział. - Zaraz będę - przerwał swojemu rozmówcy. Szybko wyskoczył z łóżka i założył swoją bluzę. Gdy był przy drzwiach, Adam nie mógł się powstrzymać i przekręcił się na drugi bok, by mieć lepszy widok. Pod wpływem jego ruchu łóżko zaskrzypiało niemiłosiernie. Blondyn jednak się nie odwrócił. Szybko zniknął za drzwiami.
    "Mogę się założyć o całe swoje kieszonkowe, że poszedł do Mayi" - pomyślał. Nie miał pojęcia, skąd u niego taka pewność. Po prostu to wiedział.
    Usiadł na łóżku i rozejrzał się dookoła. Niewiele był w stanie zobaczyć w tych egipskich ciemnościach, które panowały w pokoju. Miał niemały orzech do zgryzienia.
    "Pójść za nim i dowiedzieć się, czy faktycznie chodziło o Mayę, czy zostać  w pokoju i nadal się nad sobą użalać?"
    Wstał, podszedł do drzwi i położył rękę na klamce. Zaraz potem ręka bezwładnie ześlizgnęła mu się z klamki. Usiadł z powrotem na łóżku. Po chwili ponowił próbę; wstał i już miał wyjść, lecz coś go zatrzymało. Jeszcze kilka razy to podchodził do drzwi to znów siadał na łóżku. Nie miał pojęcia, co robić. Z jednej strony bardzo chciał się dowiedzieć, co takiego wyciągnęło przyjaciela spod ciepłej kołdry. Z drugiej wiedział, że to nie jego interes i że gdyby był mu w czymś potrzebny, po prostu by mu o tym powiedział.
    Wziął do ręki telefon i odblokował go. Dochodziła czwarta nad ranem, a jemu już nie chciało się spać. Wszedł do łazienki i spojrzał w lustro. Przeczesał palcami włosy, po czym oparł się dłońmi o umywalkę, pochylając się. Odkręcił kran i ochlapał zimną wodą twarz. Myślał, że może dzięki temu uda mu się zapanować nad sobą. Nadal jednak targały nim sprzeczne emocje. Nie mógł sobie znaleźć miejsca. Jego noga sama podrygiwała w miejscu. Zacisnął ręce w pięści na krawędzi umywalki. Rozum podpowiadał mu, że nie może iść za Shanem. Jednak serce mówiło mu, że powinien go odszukać. Tylko kto był lepszym doradcą?

    Maya spała z głową opartą o tors Shane'a. Chłopak obejmował ją ramieniem. Na wpół leżał, na wpół siedział, opierając się o ścianę plecami. Na jego twarzy malował się błogi spokój. W kącikach jego ust błąkał się uśmiech. Jego blond włosy sterczały we wszystkie strony. Na pewno śniło mu się coś przyjemnego. Był rozluźniony i zrelaksowany, co na warunki, w jakich przyszło mu spać, graniczyło z cudem.
    Dziewczyna dla odmiany nie śniła o niczym. Żaden koszmar nie przerwał jej odpoczynku. Jedyne, z czego mogła być niezadowolona to zdrętwiałe ciało. Próbowała się przekręcić, lecz uniemożliwiła jej umięśniona ręka Shane'a. Maya obudziła się, bo chłopak przycisnął ją mocniej do siebie. Otworzyła oczy i rozejrzała się po łazience.
    "Skąd ja się tu wzięłam?" - zdziwiła się. - "Ale mnie głowa boli" - jęknęła i złapała się za skroń. Gdy tylko wykonała ten gwałtowny ruch, obudził się również blondyn. Przeciągnął się, ziewnął głośno i spojrzał na koleżankę.
    - Dzień dobry - przywitał się uśmiechnięty od ucha do ucha. Doskonale pamiętał wczorajszy wieczór. To, że Maya w końcu się do niego odezwała, to, że wyrzuciła z siebie swoje smutki. Nie potrafił się nie uśmiechać.
    - Cześć - wychrypiała. Odchrząknęła i kontynuowała - Mogę się zapytać, co tu właściwie robimy?
    Shane podniósł jedną brew do góry, przyglądając się uważnie blondynce. Czy naprawdę niczego nie pamiętała?
    - Pytam serio. Coś tam wiem, ale nie mogę poskładać wszystkich wiadomości do kupy - wyjaśniła, widząc minę kolegi. Chłopak opowiedział jej o ich rozmowie, o tym, że zasnęli po tym, jak Maya wyznała mu to i owo. Dziewczyna delikatnie się zaróżowiła. Dopiero po jego wyjaśnieniach dotarła do niej reszta wspomnień. Płacz. Smutek. Sen bez koszmarów. Ulga. Uśmiech. Wszystkie te dobre uczucia, które gdzieś tam na dnie zakopała i przez ostatnie dnie wzbraniała się im do siebie zbliżyć. - Dzięki - szepnęła, spuszczając wzrok. Chłopak zaśmiał się cicho, przytulając ją delikatnie do siebie.
    Niespodziewanie drzwi stanęły otworem. Maya wciągnęła głośno powietrze i chciała wstać, lecz niewzruszony niczym Shane jej na to nie pozwolił. Z uśmiechem obserwował zmieszaną Dianę, stojącą w progu.
    - Och, cześć. Ja... Nie wiedziałam, że wy tu... Już mnie tu nie ma - mruknęła, wycofując się. Zamknęła z hukiem drzwi.
    Blondyn zaczął się głośno śmiać. Dziewczyna spojrzała na niego oburzona, ale po chwili nieśmiało do niego dołączyła. Zdała sobie sprawę, że ta sytuacja była nieco niekomfortowa. Przynajmniej dla biednej Diany.
    - Nawet nie wiesz, jak bardzo się cieszę, że wróciłaś do żywych - westchnął Shane, pomagając wstać koleżance z zimnej podłogi.
    - Tak, ja też - uśmiechnęła się do niego delikatnie.

    "Boże, na jaką ja idiotkę wyszłam!!" - krzyczała na siebie Diana. - "Co ja sobie myślałam? Przecież to było oczywiste, że Maya siedziała w łazience, skoro jej łóżko było puste. Tylko co tam robił Shane?"
    Musiała wyglądać bardzo dziwnie, bo przyjaciółki od razu zasypały ją mnóstwem pytań.
    - Co, zobaczyłaś w naszej łazience ducha? - zaśmiała się Wendy.
    - Wyglądasz, jakbyś miała wykorkować. Powiesz nam wreszcie, czy same mamy sprawdzić? - spytała Chloe, podchodząc do drzwi.
    - Nie! - zawołała szatynka, stając przyjaciółce na drodze. - To znaczy... Maya zajęła łazienkę... Żaden duch...
    - To czemu jesteś taka blada? Skoro nic się nie stało... - dopytywała Wendy.
    Ale Diana nie zdążyła nawet pomyśleć nad odpowiedzią, bo do pokoju weszli Maya i Shane. Chłopak wyglądał na rozbawionego. Wydawać by się mogło, że ledwie powstrzymuje się od wybuchnięcia śmiechem.
    - Cześć - zdołał wykrztusić, widząc osłupiałe miny dziewcząt. Odwrócił się szybko do nich plecami i spojrzał na Mayę. - Widzimy się na śniadaniu, Mi.
    Dziewczyna tylko pokiwała głową. Patrzyła, jak chłopak, pogwizdując cicho, wychodzi z pokoju. Nie patrząc na koleżanki - bardziej dlatego, że nadal miały te ogłupiałe miny i bała się, że zachowa się niestosownie do sytuacji - wyjęła z szafy ubrania. Potem znów zniknęła w łazience.
    Nie miała pojęcia, czym miałaby się przejmować. Wszystkie problemy, które jeszcze nie tak dawno ją lękały, zepchnęła na dalszy plan. Wszystko wokół wydawało jej się takie kolorowe, takie śmieszne. Nie mogła sobie wyobrazić, że zmarnowała tyle dni na smucenie się, na martwienie o przyszłość.
    "Co będzie, to będzie" - zaśmiała się cicho. Nie wiedziała, ile taki stan może u niej potrwać, więc zamierzała go wykorzystać do maksimum. Postanowiła sobie, że co najmniej do wieczora nie będzie się niczym przejmować. Nawet chamskim zachowaniem, którym gardziła. Nawet tym, że jej koleżanki z pokoju nadal się do niej nie odzywały.
    Tylko raz pomyślała o porwaniu. Ten jeden raz, gdy zauważyła swój opatrunek na nodze. Całym jej ciałem wstrząsnął dreszcz, który nieco ostudził jej radosny nastrój. Ale tylko odrobinę.
    "Ten jeden raz. Dla Shane'a..."

~~~*~~~*~~~*~~~

    Hej :) Miałam wam zrobić na złość i napisać, że to jednak nie Adam, ale jakoś nie potrafiłam się powstrzymać. Aż tak jestem przewidywalna? Pewnie tak ;p Muszę wymyślić znów jakąś akcję, bo coś za dużo, jak dla mnie, tych ich filozoficznych przemyśleń, ale o dziwo dobrze mi się to pisze. Nawet nie przypuszczałam, że bez wysiłku mogę coś takiego napisać. Nie wiem tylko, czy czegoś nie pokręciłam, co jest bardzo prawdopodobne, bo gdy mi się dobrze pisze to coś musi być nie tak ;p Żaden rysunek, który znalazłam mi nie pasował, dlatego nic nie wstawiłam.
    Teraz trochę prywaty ;p Alu moja kochana dziękuję Ci za pośpieszanie mnie ;p Nic to nie pomogło, rozdział nie pojawił się wcześniej, ale chociaż wiedziałam, że ktoś czeka na notkę ;*  Poza tym ktoś tu miał urodzinki nie tak dawno! Życzę Ci wszystkiego najlepszego, spełnienia marzeń, żebyś miała wenę na napisanie nowego rozdziału, żebyś mogła wyjechać do Zakopca kiedy będą zawody jakieś i żebyś "przypadkowo" wpadła na wiadome osoby ;p I wszystkiego, wszystkiego czego tylko sobie życzysz!!! ♥ ;* No i oczywiście składam najlepsze życzenia moim kochanym czytelniczką z okazji Dnia Kobiet! <3
    Poza tym, nie wiem, czy widzieliście, ale diametralnie zmieniłam zakładkę "Występują" - musiałam zrobić ją od  nowa, bo w tamtej nie mogłam nic poprawić. Zachęcam do obejrzenia.
    To chyba tyle ode mnie. Piszcie, jak oceniacie mój rozdział, czy był ok, czy nie ;*
Zuza♥
Mrs Black bajkowe-szablony