Pokazywanie postów oznaczonych etykietą school. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą school. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 29 marca 2016

Święta, święta i po świętach!


Jak tam Wielkanoc? Udana? Objedliście się? Zrealizowaliście swoje plany na ten czas? Ja miałam ambitne plany, ale na tym się zakończyło. Chciałam odwiedzić jakieś blogi, coś napisać, coś przeczytać, a wyszło jak zwykle. Jedyne, czym się mogę pochwalić to pyszne ciasto na święta oraz to, że skończyłam czytać "Dziedzictwo mroku" a zaczęłam drugą część. Choć i to nie przynosi wielkiej chwały, bo recenzja się nie pojawiła.


W ogóle ostatnio mi nic nie wychodzi. Też tak macie? Może to z powodu wiosny czy coś, sama nie wiem ;)

Mam nadzieję, że będzie lepiej i zdolam się jakoś zmusić do zajrzenia choć na chwilę na bloga i do książek ;)

A co tam u Was? Ciepło ja u mnie? A może zimno? Piszcie ;)

instagram =>zuzka037 ;) zapraszam ;)



piątek, 18 marca 2016

Weekend z Zuzką M. #3


Witam Was serdecznie po krótkiej przerwie ;) Miałam w tym tygodniu jechać na wykłady, miało być kino i ogólnie super wyjazd z najlepszymi ludźmi, ale niestety, nie wyszło. Cóż, może uda się to przełożyć w czasie ;)

Dzisiaj troszkę sportowo będzie, ponieważ ostatnio nie mam czasu na znajdowanie żadnych filmów ani książek a co dopiero na ich czytanie czy oglądanie. Ale będzie coś innego, mam nadzieję, że równie ciekawego! ;)

Powoli kończy się sezon na sporty zimowe, więc serdecznie was zapraszam do śledzenia ostatnich zawodów w ten weekend.


Od 16 marca odbywają się Mistrzostwa Polski w biegach narciarskich w Jakuszycy, Wiśle i Zakopanem. Potrwają aż do 22 marca, więc praktycznie cały weekend.

Również pod koniec tego tygodnia zakończą rywalizację skoczkowie narciarscy. Będą latać w Planicy na mamucie już od 18 marca. Odbędą się wtedy dwa konkursy indywidualne oraz drużynówka. Trzymajmy kciuki za naszych!

Żegnamy się również z biathlonem ostatnimi startami w Chaty - Mansjsku. Zawody już od 17 marca. Nasze panie niech dają z siebie jak najwięcej!
,/div>
Oprócz sportów zimowych również trwają inne rozgrywki. PGE Skra wygrała ostatnio z Zenitem Kazań 3:2.

Nasze szczypiornistki rozpoczęły również rywalizacje w turnieju kwalifikacyjnym do Igrzysk Olimpijskich w Rio. Co prawda pierwszy mecz przegrały, ale nieznacznie i to daje nam nadzieję na kolejne zwycięstwa!

Rozpoczęły się też Halowe Mistrzostwa Świata w Portland. Co prawda naszych jest mało, ale to nie znaczy, że nie ma ich w ogóle. Już Lisek zdobył brąz, skacząc o tyczce. A panie właśnie rywalizują na 400 metrów, gdzie będziemy mieli swoje reprezentantki. Trzymajcie za nich kciuki!


Mnóstwo nowych filmów mamy na polskich ekranach ostatnio. "Historia Roja" czy "Nieobecność" to polskie produkcje, ale oprócz nich mamy również ostatnią część trylogii "Niezgodnej" i kilka komedii. Czy dobrych? Mam nadzieję, że się wkrótce o tym przekonamy ;)

Jak planujecie spędzić ten weekend? U mnie zapewne zaczną się przygotowania do świąt, co oznacza generalne, wiosenne porządki. A co do wiosny... U Was też zawitało słoneczko? U mnie świeci już od dwóch dni, z czego się bardzo cieszę, bo w końcu wraca chęć do życia. I oczywiście jest ciepło, a ja jak na osobę, która urodziła się w kwietniu przystało, nie cierpię marznąć i praktycznie cała zima to dla mnie katorga. Choć sprzątać też ie lubię, dlatego te okres przedwielkaocny nie należy do moich ulubionych. Zwłaszcza, jeśli w szkole nas tak męczą jak ostatnimi czasy!

Życzę Wam udanej końcówki tygodnia oraz żebyście znaleźli chwilkę dla siebie i odpoczęli ;)
Pozdrawiam Was serdecznie i zapraszam na mojego instagrama!
Ps. Dzieje się ostatnio, oj dzieje i mam nadzieję,że każdy z Was znajdzie coś dla siebie ;) 

sobota, 13 czerwca 2015

~43~


    - To musi być jakaś pomyłka - stwierdził kategorycznie Shane, wpatrując się w zielony naszyjnik jakby był zaklęty. Zdążył już wyśmiać Mayę za tak absurdalną myśl, przejść kilka razy przez jej pokój, by w końcu usiąść na łóżku naprzeciwko niej. Wcześniej długo czekał, by przyzwyczaić się do myśli, że należy do Zakonu. Teraz dziewczyna mówi mu, że jest jakimś potomkiem wielkiego króla, którego do niedawna nie znał nawet z legend. To dla niego zdecydowanie za dużo w krótkim czasie.
    - Ale nie jest - powiedziała uspokajająco, nadal się uśmiechając. Odkąd dowiedziała się prawdy, uśmiech nie opuszczał jej ust. Od niemal godziny próbowała przetłumaczyć blondynowi, że jest tak, jak ona mówiła, lecz on nie chciał jej słuchać. Spojrzała na niego niemal błagalnie. - Musisz mi zaufać. Wiem, co mówię - zapewniała go. Mimowolnie przybliżyła się do niego i położyła dłonie na ciepłych policzkach. Poczuła jak ciało chłopaka zadrżało pod wpływem jej dotyku.
    - Ufam ci - szepnął delikatnie, przysuwając się w jej stronę. Gdy milimetry dzieliły ich nosy od siebie, przymknął na chwilę powieki. Gdy znów na nią spojrzał, dostrzegła w jego oczach pewien błysk, który nakazał jej zrobić to, co zrobiła. Pochyliła się i pocałowała go. Shane uśmiechnął się, lecz nie był jej dłużny, natychmiast oddał pieszczotę. Nie okazał się niewinnym całusem; wręcz przeciwnie - długi, namiętny, pełen pasji i oddania pocałunek, który mówił wszystko, nawet to, czego ani Maya, ani Shane do tej pory nie byli świadomi.
    - Ufam ci - powtórzył jeszcze raz, gdy się od siebie odsunęli. - Ale to nie oznacza, że uwierzę we wszystkie bzdury, jakie mi powiesz - odezwał się zaczepnie lecz z przekonaniem. Uderzyła go delikatnie w ramie.
    - To nie jest śmieszne - odpowiedziała, poważniejąc. Serce nadal łomotało jej w piersi po tym, co się wydarzyło między nimi. Owszem, wcześniej całowali się już, lecz to, co działo się przed chwilą, nie mogło się równać z poprzednim razem. Było całkowicie inaczej. Nie miała pojęcia, na czym mogła polegać zmiana, lecz czuła, że coś się zmieniło. Miała jedynie nadzieję, że na dobre.
    Zasnęli, gdy na dworze zaczęło robić się jasno. Resztę nocy przegadali, nie wracając na razie do sprawy dziedzica. Maya wręcz modliła się, by Shane jak najszybciej przyzwyczaił się do nowej roli w całym tym bałaganie. Miała nadzieję, że zaakceptuje to, kim jest tak, jak to ona zrobiła.

    Przez kolejne dni nie udało się niczego ustalić ani wymyślić. Wszyscy wokół chodzili smętni, chłopcy w szkole wypytywali o Adama, a Shane i Maya zmuszeni byli do kłamstw. Taki stan rzeczy ogromnie ciążył, więc gdy przyszedł weekend, odetchnęli z ulgą. Choć nie na długo. Nadal wisiała nad nimi sprawa z Adamem.
    Przez te kilka dni pomiędzy Shanem i Mayą nie doszło do niczego więcej. Nie rozmawiali o tym, co zdarzyło się w tamtą noc; po prostu żyli dalej, chociaż blondynka przyłapywała się na tym, że coraz częściej spogląda na chłopaka jak na kogoś więcej niż na przyjaciela. Zaczęła też o nim odrobinę więcej myśleć. Nadal starała się bronić przed przeznaczeniem rękami i nogami, więc nie dopuszczała do siebie myśli, że chłopak jej się podoba, że może się w nim zauroczyła, lub co gorsza, zakochała. Wzdrygała się na samą myśl o tym, lecz gdy tylko wspominała ich pocałunek, robiło jej się przyjemnie a na usta wypływał błogi uśmiech.
Maya
    Na szczęście nie miała wiele chwil dla siebie, by po marzyć o Shanie. Cały wolny czas poświęcała temu, by wymyślić plan, dzięki któremu mogliby sprowadzić Adama z powrotem do domu. W sobotę rano postanowiła skontaktować się z Joshem - osobą, która jeszcze na ten temat się nie wypowiadała a mogła wiele wnieść do ich położenia. Poprosiła go, by przyjechał do domu blondyna. Chłopak oczywiście się zgodził i godzinę później siedzieli oboje w jej pokoju. Bardzo cieszyła się z ponownego spotkania. Brakowało jej ich wspólnych pogawędek. Nigdy nie rozstawali się na długo. Zawsze któreś w końcu dzwoniło i wyżalało się na wszystko drugiemu. Jednak w sytuacji, której się znaleźli, nie mogli tak uczynić. Na początku dlatego, że Maya nie znała prawdy, potem ze względu na to, że zbyt wiele się działo, a dziewczyna nie chciała zdradzać nieswoich sekretów. Teraz jednak nie widziała innego wyjścia. Jeśli on im nie pomoże, nie poradzą sobie sami. Ulżyło jej, gdy wyjawiła mu wszystko, ponieważ nigdy dotąd nie miała przed nim tajemnic - nawet to, co gdzieś usłyszała, niekoniecznie związane z nią, musiała z nim omówić. Taka już była. Ufała mu jak nikomu innemu i wiedziała, że chłopak nie zdradzi jej sekretów.
    - I co o tym myślisz? - zapytała w końcu, gdy Josh nie odzywał się przez jakiś czas. Przyglądała mu się uważnie. Był zamyślony. Nie chciała mu przeszkadzać, ale nie potrafiła wytrzymać już napięcia.
    - Przepraszam, musiałem to wszytko przemyśleć - odezwał się. Spojrzał na nią i uśmiechnął się. Był dobrej myśli i to napawało dziewczynę nadzieją, ponieważ gdyby powiedział, że nie widzi wyjścia, jak tylko się poddać, blondynka załamałaby się całkowicie. - Wydaje mi się, że wiem, co robić - powiedział niepewnie. Dziewczyna zerknęła na niego, nie spodziewając się, że tak szybko znajdzie rozwiązanie z tej jakże dramatycznej sytuacji.
    - Naprawdę? - Nic chciała uwierzyć. Pokiwał delikatnie głową, śmiejąc się pod nosem. - No to mów! - nalegała.
    - Zdaje mi się, że trzeba będzie oddać Elessar Malcolmowi - wyjawił swój zamysł po jeszcze krótkim zastanowieniu. Zaskoczona Maya nie wiedziała, co powiedzieć. Siedziała ogłupiała, wpatrując się w niego, jakby widziała go po raz pierwszy. Nie potrafiła uwierzyć w to, co jej zaproponował. Już chciała zaprotestować, gdy znów się odezwał. - Musimy to zrobić. Inaczej nie uratujemy Adama. A chyba na tym zależy ci najbardziej, prawda? To w końcu twój przyjaciel.

~~~*~~~*~~~*~~~

    Możecie mnie zabić, pozwalam Wam! Przepraszam, że rozdział taki krótki (a właściwie to chyba nawet rozdziałem nie można nazwać :/), ale... Nie mam nic dla swojej obrony! I dlatego jest mi przykro. Słońce i ciepło nie służą pisaniu, a przynajmniej nie kończeniu tej historii :/ Mam nadzieję jednak, że post był w porządku ;)
    Jeżeli chcecie przeżyć historię jeszcze raz, wpadajcie na wattpada, tam zaczęłam poprawiać opowiadanie ;) Już od początku znacznie go zmieniam, by poszło później w zamierzony przeze mnie kierunek :) Link macie nad datą dodania nowego postu ;)

sobota, 9 maja 2015

~41~


    Dzień zapowiadał się przyjemny. Im bliżej wakacji, tym robiło się znów coraz cieplej. Minęła pora ochłodzenia i słońce od rana widniało na błękitnym niebie. Co prawda wiatr wiał dosyć porywisty, ale nie miało to zbyt wielkiego znaczenia.
Maya
    W ostatnim tygodniu szkoły Maya usiadła w autobusie na przedostatnim siedzeniu. Kevin, Colin i Shane siedzieli za nią, natomiast Adam zajął miejsce po drugiej stronie autobusu, na tym samym miejscu co blondynka. Dziewczyna przyglądała mu się uważnie od ich ostatniej rozmowy. Zastanawiała się, jakie relacje panują w grupie chłopców. Czy Adam rozmawiał już z Shanem? Żaden nic jej nie powiedział. Czy to oznaczało, że nie? Nie zachowywali się, jakby ze sobą rozmawiali. Raczej, jakby celowo unikali siebie nawzajem.
    "A może mi się tylko to wszystko wydaje?" 
    Co prawda Adam nadal nie siedział z chłopakami na samym tyle, jak to zwykle robił, ale może po prostu nie był jeszcze gotowy na zmierzenie się z tym wszystkim naraz. Bardzo chciała, by chłopcy doszli do porozumienia. Nie mogła znieść tej ciszy między nimi. Poza tym bała się o nich. Kiedyś myślała, że ich przyjaźń jest taka jak jej i Josha - nierozerwalna, na dobre i na złe, że powinna przetrwać wszystko. Miała nadzieję, że przetrwają tę próbę.
    Gdy już wysiadła z autobusu pod szkołą, poczekała na chłopców. Rozejrzała się w poszukiwaniu Adama. Chłopak, jakby wyczuwając, że na niego spogląda, odwrócił się. Maya pomachała mu i kiwnęła głową w stronę szkoły. Ten tylko pokręcił głową. Z ruchu warg odczytała, że zamierzał iść przed zajęciami do sklepu. Wpatrywała się w jego sylwetkę jeszcze przez moment. Potem, gdy Shane pociągnął ją za rękę, ruszyła za nim do szkoły.
    Od razu zauważył jej nieobecny wzrok, więc gdy tylko zostali sami, zapytał.
    - Co się stało?
    - Czy Adam odzywał się ostatnio do ciebie? - zadała nurtujące ją pytanie. Kiedy zobaczyła, że na twarz blondyna wypływa zaskoczenie, od razu wiedziała, jaką dostanie odpowiedź.
    - Nie, nie gadaliśmy już od dawna - przyznał ze smutkiem. - A co?
    - Martwię się o niego. - Wzruszyła ramionami. - Rozmawiałam z nim jakiś czas temu i mówił, że jest okej, ale widzę, że nadal go coś trapi. Może mógłbyś... Sama nie wiem... Wydaje mi się, że potrzebowałby takiej rozmowy z przyjacielem. A z kim, jak nie z tobą?
    - I myślisz, że mi cokolwiek powie? Nawet, jeżeli to, co mówisz, jest prawdą? - zawołał zdziwiony.
    - Och, sama nie wiem. Stał się taki skryty po tym... No wiesz... Może gdybyście pogadali, wyjaśnili sobie wszystko... - zaproponowała.
    - Przecież wiesz, ile razy do niego dzwoniłem... - przerwała mu.
    - Ale wydaje mi się, że teraz już dojrzał do takiej rozmowy. Że odstawił dumę na bok i przebolał wszystko. Cholera, czasami zachowuje się jak ostatni dzieciak! - westchnęła. - Ale uważam, że warto spróbować. Jeżeli nadal zależy ci na tym, byście zostali przyjaciółmi.
Alex
    - Oczywiście, że mi zależy! - żachnął się niemal od razu. - Mogę spróbować, ale nie wiem, czy to coś da.
    - Dziękuję! - ucieszyła się i przytuliła go mocno, akurat w tym samym momencie, gdy zadzwonił dzwonek. Pełna nadziei Maya odeszła do klasy z uśmiechem na ustach. Shane jeszcze chwilę stał w jednym miejscu i spoglądał w kierunku, w którym zniknęła blondynka.

    Gdy Adam nie pojawił się na pierwszej lekcji, wcale ją to nie zdziwiło. Oczywiście, zaniepokoiła się odrobinę, ale nie tak, by panikować czy coś. Rozglądając się po całym korytarzu, szła powoli na drugą lekcję w towarzystwie Alex. Zastanawiała się, gdy on się znowu podział.
    "Może poszedł na wagary? Samotnie? Nie, to do niego nie pasowało..." - próbowała znaleźć powód, dla którego jeszcze nie pojawił się w szkole. Zagadnęła o to Alex.
    - Nie przejmuj się nim. Na pewno zaraz przyjdzie - odpowiedziała wesoło, po czym zaczęła nowy temat.
    Lecz Adam nie pojawił się ani na drugiej, ani na trzeciej lekcji. Niemało zaniepokojona Maya zadzwoniła do Shane'a. Chłopak przyznał, że nie widział przyjaciela, odkąd wysiedli rano z autobusu.
     Podczas długiej przerwy wybrała numer Adama. Nie odebrał.
    - Na pewno mu się coś stało - powiedziała zaaferowana, wybierając jego numer po raz drugi.
    - Uspokój się - zażądał od niej Shane, potrząsając nią delikatnie. - Musimy myśleć racjonalnie. Zacznijmy od tego, że mógł się źle poczuć i po prostu wrócił do domu. Albo, nie wiem, postanowił iść na wagary, albo jeszcze coś innego. To nie od razu musi oznaczać najgorsze.
    - A co, jeśli oznacza? - zdenerwowała się. Zaczęła panikować i zdawała sobie z tego doskonale sprawę. Próbowała unormować oddech i bicie serca, ale nic nie pomogło. Bała się o przyjaciela, przez co nie potrafiła wysiedzieć na jednym miejscu spokojnie przez kilka sekund. Podczas gdy Alex i Shane siedzieli na ławeczce, Maya chodziła to w jedną to w drugą stronę, czasami tylko zatrzymując się przed nimi.
     - Nie zakładaj od razu najgorszego! - zawołała Alex, chcąc uspokoić nieco koleżankę. Również martwiła się o Adama, ale starała się myśleć racjonalnie.
    - Mam złe przeczucia - wyznała Maya, zerkając na Shane'a. Ten w mig pojął, o co chodziło dziewczynie. Ufał intuicji blondynki, zwłaszcza, jeśli w grę mogła wchodzić tak poważna sytuacja. Maya jeszcze nigdy nie się nie pomyliła.
    - Po szkole pójdziemy do niego do domu, okej? - zaproponował. Dziewczyna pokiwała tylko głową. Czuła, że tracą tylko czas, że powinni zacząć działać od razu, ale nie miała jak mu tego powiedzieć.

    - Hej, mamo! Już jesteśmy! - zawołał od progu Shane. Maya szła za nim, kolejny raz wybierając numer Adama. Jednak telefon nadal pozostawał głuchy. Zrezygnowana odłożyła go na stolik w salonie a następnie przeszła do kuchni, gdzie pani Shay przygotowywała coś na obiad.
    - O, dzień dobry, dzieciaki! Jak tam w szkole? Maya, kochana, przyszedł list do ciebie. Czy ktoś oprócz twojej mamy wie, gdzie mieszkasz? - zapytała nieco zaniepokojona kobieta.
    - Nikt, chyba nikt, znaczy... Oprócz Josha, Adama i was... To chyba nikt... - zastanowiła się. - Jest nadawca? - zainteresowała się. Kto mógłby do niej wysłać list? Podeszła do blatu i sięgnęła po śnieżnobiałą kopertę.
    - Niestety nie ma. Sama zdziwiłam się, gdy zauważyłam ten list w naszej skrzynce. Może domyślasz się, od kogo?
     Maya pokręciła tylko głową. Na moment zapomniała o zniknięciu Adama, o instrukcjach, jak odnaleźć dziedzica Elessaru, które wygrzebała w bibliotece, zapomniała o wszystkich sprawach. Liczyła się tylko ta koperta i jej zawartość.
    Delikatnie oderwała przylepioną część i wyciągnęła złożoną na pół kartkę. Papier w dotyku był naprawdę przyjemy, wyglądał na bardzo stary. Serce zabiło jej szybciej. Kto używa jeszcze takich kartek do pisania listów? Kto w ogóle w tych czasach wysyła listy?
    "Tylko ktoś, kto nie chce, by druga osoba wiedziała, od kogo jest..."
    Maya zadrżała. Ostrożnie rozłożyła papier i zaczęła czytać. Oczy z każdą linijką rozszerzały się jej coraz bardziej a na twarzy malował się strach. Ręce zaczęły się trząść a gdy już przeczytała list do końca, wyleciał jej z dłoni na podłogę. Maya zachwiała się i gdyby nie pomoc Shane'a, upadłaby wraz z kartką. Serce biło jej jak oszalałe.
    - Co się stało? - zawołała mama chłopaka, podbiegając do nich. Blondyn pomógł usiąść dziewczynie na krześle a sam podniósł list z podłogi.
    - Droga Strażniczko! - zaczął czytać, choć już przeczuwał, co znajdzie na końcu. - Dawno się nie widzieliśmy, nie uważasz? Stęskniłem się za tobą. Moi chłopcy podobno cię odwiedzili. Słyszałem o tym, jak próbowałaś ich pokonać. Nie było to mądre posunięcie z twojej strony. Uważam wręcz, że to głupota przemówiła przez ciebie, choć nigdy nie posądzałbym cię o to, że jesteś głupia. Co to to nie! Oczywiście musiałem... Musiałem zrobić to, co zrobiłem. Musiałem - znów zaciął się w czytaniu Shane. - Musiałem spotkać się z twoim przyjacielem i porozmawiać z nim o tobie. To bardzo miły chłopiec. I naprawdę mu na tobie zależy! Ach, ta miłość! Co za wstrętne i krępujące uczucie! Bardzo słabe!
    - Proszę, nie czytaj tego dalej na głos. Nie mam ochoty już tego słuchać - błagała Maya słabym głosem. - Najważniejsze, co z tego musicie wiedzieć to to, że Malcolm ma Adama... - szepnęła po czym rozpłakała się na dobre. - A jedynym sposobem na uratowanie go, jest oddanie Gwardii Elessar - dodała po chwili.

~~~*~~~*~~~*~~~

    Heej, dziś króciutko, ponieważ jestem meega zmęczona! Cały dzień siedziałam w ogródku i a to koszenie trawy a to sianie jeszcze warzyw i kwiatów no i w ogóle chwasty już się na nowo rozpleniły -,- więc, trzeba było coś z nimi zrobić. Mam nadzieję, że rozdział Wam się spodoba ;)

sobota, 11 kwietnia 2015

Fakt autentyczny,

czyli jak szybko stracić najlepsze przyjaciółki. 

Od bardzo dawna zastanawiałam się, jak ukazać postacie Chloe i Wendy w tym opowiadaniu. Bo historia ta okazała się odbiegać od wątku ich przyjaźni z Mayą (i bardzo dobrze, bo nie o to mi chodziło), ale wydaje mi się, że pewne sprawy potrzebują wyjaśnienia; czuję, że powinnam coś do tego dopowiedzieć. Odrębnego rozdziału nie chciałabym tworzyć, dlatego postanowiłam napisać króciutkie miniaturki, które, mam nadzieję, postawią w odpowiednim świetle przyjaźń dziewcząt i to, dlaczego stało się tak a nie inaczej.

A do stworzenia jednej z nich, zainspirowała mnie rozmowa z jedną dziewczyną, nie wiem, czy się pomylę, jeżeli powiem, że moją byłą przyjaciółką. Dzięki niej zauważyłam, dlaczego tak silna więź może tak nagle zniknąć. A może tej silnej więzi wcale nie było?

Zapraszam serdecznie do przeczytania miniaturek! ;)


Strach się bać! 


   Maya siedziała w pokoju i przeglądała zdjęcia, których miała mnóstwo na laptopie. Za oknem hulał chłodny wiatr, do tego od kilku minut padał ulewny deszcz. Atmosfera na dworze sprzyjała humorowi, jaki udzielił się dziewczynie. Blondynce wzięło się na wspomnienia. W jej głowie co rusz pojawiały się różne scenki, każda związana z innym wydarzeniem, które zostało uwiecznione na fotografii.
    Jedno zdjęcie szczególnie lubiła. Nie pamiętała, kiedy dokładnie zostało zrobione, ale wydawało jej się, że mogło to być w zeszłe wakacje lub jeszcze pod koniec roku szkolnego. Zawsze uwielbiały się wygłupiać, stroić śmieszne miny, zakładać na siebie to, w co normalnie by się nie ubrały. Robiły ostry makijaż, czasami przesadzony i tańczyły się, wygłupiały i uwieczniały te chwile na zdjęciach.
    Wspominając tamte czasy, jej myśli wybiegły do Wendy. Zaczęła zastanawiać się, co robiła koleżanka, jak się czuła, co chodziło jej po głowie. Pragnęła ją o to wszystko wypytać niemal od razu, lecz gdy sięgnęła po telefon, zamarła. Przeoczyła jeden mały szczegół. Przyjaciółka się do niej nie odzywała, pewnie nie chciała mieć już z nią nic wspólnego. Zawiedziona i smutna powróciła do przeglądania zdjęć lecz z o wiele mniejszą pasją niż wcześniej.
    Nie skupiała już tak wielkiej uwagi na tym, co widziała na monitorze laptopa. Mimowolnie zaczęła zastanawiać się, jak to wszystko by się potoczyło, gdyby jakoś inaczej pokierowała sprawą z dziewczynami. Czy byłoby tak, jak dawniej? Jak kiedyś? Czy chciała do tego wrócić?
    Zdecydowanie na wszystkie pytania odpowiedziała wielkie "NIE". Nic nigdy nie jest takie samo po pewnych wydarzeniach. I wiedziała, że i tym razem reguła sprawdziłaby się. Każde doświadczenie zmienia człowieka.
    Zdawała sobie również sprawę, że nie pragnęła tego, co było kiedyś. Owszem, chciałaby się dogadywać z Wen i Chloe, ale do tej pory tak wspaniale nie układało jej się z Shanem i Adamem oraz z resztą jej klasy. Uwielbiała te kontakty i nie zamieniłaby je na nic w świecie. Za bardzo czuła się w końcu zrozumiana i akceptowana.
    Mimo wszystko brakowało jej rozmów, zwłaszcza z Wen, z którą to potrafiły przegadać całe noce o wszystkim. To ona zawsze była przy niej, gdy ta potrzebowała wsparcia w związku z chłopcami. I teraz, gdy Maya miała dylemat, dziewczyny nie było przy niej. Czuła nieodpartą chęć opisania tego, co jej leży na sercu. Włączyła więc program do pisania w laptopie i zaczęła pisać to, co chciałaby powiedzieć Wendy.

   "Hej, przepraszam, że o tak późnej porze, ale mam dzisiaj taki wieczór przemyśleń i po prostu musiałam. 
    Nie wiem, czy zauważyła, ale się od siebie oddaliłyśmy. I to bardzo. Już nie jest tak, jak kiedyś. Obie się zmieniłyśmy. Tak dawno ze sobą nie rozmawiałyśmy... Coś się popsuło. Zaczęłam zastanawiać się nad przeszłością, nad tym, co było, co schrzaniłam. Nie mam pojęcia, kto w naszej relacji zawinił - zapewne wina leży gdzieś pośrodku, jak zwykle. Ale to przecież nie o to chodzi, by zwalać teraz na siebie nawzajem winę. Nie po to też piszę. Chciałabym Tobie, tak samo jak sobie same, przypomnieć, jak to było kiedyś. 
    Pamiętasz, jak było na początku? Zawsze mnie do wszystkiego motywowałaś, trwałaś i wspierałaś nawet wtedy, a zwłaszcza wtedy, gdy popełniałam błędy. Zawsze we mnie wierzyłaś jak nikt inny. Dopełnialiście się z Alyss i Joshem. Mogłyśmy przegadać cały dzień a i tak miałybyśmy jeszcze mnóstwo tematów. Dzięki Tobie wiele się nauczyłam... I gdzie to wszystko? tak nagle zniknęło? 
    Nie mam pojęcia, w którym momencie tak naprawdę coś się zaczęło dziać. Pamiętam, że zaczęłaś interesować się Japonią i jak się cieszyłyśmy, że każda z nas ma jakieś państwo, które zwiedzi, jak będzie dorosła. Doskonale to pamiętam, a ty? 
    Potem przerzuciłaś się na Koreę a z czasem dołączyła do Ciebie Chloe. I wkrótce już w waszym towarzystwie czułam się niepotrzebna, niechciana. Jakbym komuś przeszkadzała... Więc zaczęłam więcej czasu spędzać z dziewczynami... a czasami wolałam być po prostu sama. 
    Ale ja spoglądam na to z mojej perspektywy, ty możesz mieć inne zdanie, chętnie dowiedziałabym się, jakie stanowisko zajęłabyś w tej sprawie. 
    To prawda, że czasami nie reagowałam na wyciągniętą dłoń, ale taka już jestem. Nie chciałam was zamartwiać, zepsuć dobrej zabawy, powiedzieć okrutnej prawdy, że czuję się odtrącona. Poza tym naprawdę nie potrafię rozmawiać o swoich uczuciach. Niewielu powiedziałam prawdę. Z pozoru może wydaję się otwartą dziewczyną, ale tak naprawdę rzadko i niechętnie przyznaję się, jak jest w rzeczywistości. A rzeczywistość jest szara i smutna. 
    Zdawałam sobie również sprawę, że nie widziałaś, że coś się działo. Może nie chciałaś widzieć. Nigdy wprost nie powiedziałaś mi, co ci się w moim zachowaniu nie podoba. Chyba nawet nie starałaś się ze mną szczerze pogadać, Teraz może jest już za późno. Wiedz jednak, że nie zapomniałam o Tobie. Prawie codziennie przed zaśnięciem zastanawiam się, co u Ciebie słychać, wiedząc, że gdybym napisała to odpisałabyś mi tylko to, co robisz aktualnie. A ja jestem ciekawa całego Twojego życia. Wszystkich uczuć. Mogłabyś mi godzinami opowiadać, a mnie by to nie znudziło, bo naprawdę ciekawi mnie, co u Ciebie. Ale nie napisałam też wcześniej do Ciebie, bo się bałam. Może tego, że mi nie odpiszesz, nadal będąc na mnie zła. Nie zniosłabym chyba, gdybyś jednak odpisała i zaczęła opowiadać o tych swoich koreańskich zespołach. Bo ja czuję do nich ogromny żal, bo, nie wiedząc, kogo obwiniać za nasz urwany kontakt, obwiniałam je. 
    Teraz już mi nie zależy. Po prostu się stęskniłam, tak najnaturalniej w świecie. A gdy słyszę od Diany, że o czymś tam pisałyście, przypomina mi się, że Ty zawsze miałaś dla mnie mało czasu... Nigdy długo nie pisałyśmy, nie rozmawiałyśmy, gdy nie byłyśmy blisko siebie.
    Myślisz czasami o mnie? Czy można być przyjaciółmi, mimo tego, że się z kimś w ogóle nie gada? Nie wie się, co u drugiej osoby? czy to ma jakiś sens, że ja Ci teraz wszystko opowiem? Nie mam zielonego pojęcia... Czy warto? 
    Chciałam Cię jedynie przeprosić za wszystkie błędy, które popełniłam. Tylko tyle..."

    Obiecała sobie, że nie uroni już ani jednej łzy. Niestety, nie dotrzymała obietnicy. Pisząc tę wiadomość zapłakała nie raz, nie dwa. Tak strasznie tęskniła za kimś, kto okazał się być niewart miłości, jaką go obdarzyła. Już nie łudziła się, że coś diametralnie się w ich stosunku zmieni. Musiałby się stać cud, żeby dziewczyny nagle schowały dumę do kieszeni i przyznały, że jednak czasami nie zauważały, że Maya po prostu nie lubi słuchać o tylko ich problemach, że nie interesują jej dylematy związane z kpopwymi zespołami. Że nie czuła się wśród nich już jak wśród najlepszych, niezastąpionych psiapsiółek. Jak się okazało, znalazły się inne osoby, które doceniły oddanie blondynki. I tylko ta myśl podtrzymywała ją na duchu.


Bo czasem trzeba odpłacić pięknym za nadobne


   Maya, jak chyba każdy prowadzący własnego bloga, miała swoje wzloty i upadki. Często dotyczyły po prostu braku motywacji do napisania kolejnej notki, czasami w ogóle nie było na nią pomysłu. W takich chwilach ważne jest, by mieć kogoś przy sobie, kto podniesie cię z dołka, powie, że masz dla kogo pisać i że nie możesz się poddać. W większości wypadkach są to czytelnicy bloga, odwiedzający, którzy swoimi komentarzami czy nawet samymi wyświetleniami, wspierają blogerkę.
    Przychodzi jednak taka chwila w życiu człowieka, że przyjaciel okazuje się niezbędny.
    I to właśnie spotkało dziewczynę. Zimny, ponury dzień. Nie ma się wtedy na nic ochoty a już zwłaszcza na pisanie; takie pisanie, które można by było pokazać na stronie. Martwiła się również ciągłym spadkiem statystyk. Nie wiedziała, dlaczego tak się działo, więc napisała do Chloe, która miała już jako takie pojęcie w blogowaniu, ponieważ miała o kilka miesięcy dłuższy staż niż Maya.
    - Hej, mam do ciebie pytanie - zaczęła ostrożnie swoją wiadomość. - Czy czytasz moje wpisy na stronce? - zapytała. Zastanawiała się nad tym już od dłuższego czasu - odkąd przestała komentować, choć zwykle to robiła po przeczytaniu notki. Czekała chwilę na odpowiedź, coraz bardziej się denerwując.
    - Wiesz, mam teraz tyle na głowie, że chyba nie znajdę czasu, żeby zajrzeć i przeczytać - przeczytała blondynka. Zaraz potem pojawiło się kolejne zdanie. - Oczywiście bardzo mi się podoba, jest super, opowiadanie bardzo wciąga i jest mega intrygujące, ale cóż...
    - Taa, jasne. Ile razy ja to już czytałam ostatnimi czasy... - odparła. Zrobiło jej się strasznie przykro. Maya starała się jak mogła, by zawsze zajrzeć na bloga przyjaciółki, by zostawić choć kilka dobrych słów, zachęcających do dalszej pracy.
    - Powinnaś prowadzić go dalej, jestem przekonana, że dasz radę - zapewniła.
    - Ja tak, ale po co, skoro i tak nikogo to nie interesuje? Po prostu przestało się podobać i tyle - westchnęła ciężko.
    - Jak mogło się przestać podobać? Oszalałaś? Opowiadanie jest cudowne!
    - Gdyby ci się naprawdę podobało, zostałabyś - stwierdziła zrezygnowana.
    - Przecież mówię ci, że nie mam czasu! - Maya aż za dobrze potrafiła sobie wyobrazić, jak dziewczyna krzyczy te słowa, minę temu towarzyszącą, wyrzut w głosie, który zawsze wzbudzał w blondynce poczucie winy, nieważne co by zrobiła. Wkurzyła się na nią. Za ten ton, który wyczuła w odpowiedzi, za to, że koleżanka jakby się od niej odwróciła. Postarała się jednak opanować, bo wiedziała, że złością niczego nie ugra. Poza tym chciała tylko wiedzieć, czy Chloe będzie odwiedzać jej bloga. A na to się nie zanosiło.
    - Wiesz, ja po prostu mam gorszy dzień - próbowała załagodzić sytuację. - Wydaje mi się, że ludziom przestało zależeć, mają gdzieś czy będę prowadziła bloga czy nie. I chciałam się tylko dowiedzieć, czy jest sens. Bo jeśli już twoja najlepsza przyjaciółka, która zawsze czytała wpisy na stronce, przestaje nagle się pojawiać, znaczy, że coś musi być na rzeczy. Ja tylko... myślałam, że mi w jakiś sposób pomożesz, coś doradzisz, może wesprzesz jakoś - postawiła sprawę jasno. Bardzo zależało jej na opinii Chloe na ten temat. Może akurat udałoby jej się coś wymyślić. Ale ona nadal była obrażona za to, że, być może Maya powiedziała wcześniej prawdę, trafiając w czuły punkt szatynki.
    - A dlaczego miałabym ci pomagać? Ty nie byłaś przy mnie, gdy ja potrzebowałam wsparcia. Tylko Alexsis ze mną była wiedziała, że coś się działo. Tylko ona wspierała mnie w najgorszym okresie mojego życia blogowego - zarzuciła jej. Maya osłupiała. Wpatrywała się w słowa, które pojawiały się na ekranie laptopa z niedowierzaniem i smutkiem. Ona, jej przyjaciółka chciała ją tak zranić, mówiąc, że jej nie pomagała? Pragnęła wypisać jej całą listę rzeczy, które dla niej zrobiła, ale nie miała siły udowadniać, że rzeczywistość przedstawiała się inaczej. Już dostrzegła, że dziewczyna nie chciała widzieć innego punktu widzenia, że pragnęła mieć w tej sprawie rację. Zamiast więc wypominać jej te słowa, uderzyła z innej strony.
    - To powiedz mi, skąd Alexisi wiedziała, kiedy cię pocieszyć? I dlaczego ja o tym nie wiedziałam? Ja znam odpowiedź. - Nie czekała, aż Chloe odpisze. - Nie powiedziałaś mi, że potrzebujesz pomocy, zawsze starałaś się być samowystarczalna i taka pewna siebie. Ale czasami się tak po prostu nie da. To smutne, że znalazłaś oparcie w jakiejś dziewczynie, której w życiu na oczy nie widziałaś i z którą prawdopodobnie za rok nie będziesz miała kontaktu. Ale może było ci tak łatwiej, wygadać się osobie, której nie znasz. Tylko teraz nie zarzucaj mi, że nie chciałam ci pomóc, bo gdybyś tylko okazała chwilę słabości, wiedziałabym, że mnie potrzebujesz i trwałabym przy tobie. Ale ty wolałaś ją ode mnie. Więc nie miej pretensji. Ja natomiast mam żal do ciebie, bo co to za przyjaźń, w której jedna osoba zwraca się o pomoc do drugiej i ta druga mówi ci, że cię nie wesprze, bo ty wcześniej również jej nie pomogłeś? A gdzie bezinteresowna pomoc? Takie coś, co jest w prawdziwej przyjaźni? - zapytała, ledwo hamując napływające do oczu łzy. Miała dosyć. Dosyć całego życia, dosyć tej chorej relacji z Chloe, dosyć wszystkiego. Więc nie czekając na odpowiedź, wyłączyła laptopa. Czuła jak serce mocno jej bije. Próbowała nad nim zapanować, ale nie potrafiła.
    Do późna w noc analizowała każde przeczytane słowo. Nadal nie mogła uwierzyć w to, że Chloe ją tak potraktowała. Wydawało jej się, że zawsze mogła na nią liczyć. Myliła się jednak. I jak każda pomyłka, strasznie bolało.



    Chciałam jeszcze na koniec zaznaczyć, że tytuł posta specjalnie napisałam z ogromnym błędem :D Ale tak właśnie miało być ;) Mam nadzieję, że się Wam podobało. Mam pomysł jeszcze na kilka takich krótkich scenek (zdradzę, że może pojawi się Gwardia oraz wymyśliłam małą akcję znad morza ;)) Ale to pojawi się później, między którymiś rozdziałami ;)
    Jestem ciekawa Waszych opinii, więc śmiało piszcie, co myślicie o obu scenkach :)

czwartek, 2 kwietnia 2015

~39~


    We wtorek rano Tom i Nate wstali bardzo wcześnie. Wynajmowali mały pokoik w mieście niedaleko szkoły, do której chodziła Maya. Nie musieliby się spieszyć, gdyby nie poranny trening, który wszedł im w nawyk. Ćwiczyli codziennie, nieważne, czy było ciepło czy zimno, czy padało. Przywykli do fizycznego wysiłku i gdyby teraz z wygody go zaprzestali, ich ciała nie poradziłyby sobie przy wznowieniu treningu pod czujnym okiem Gundara.
    Chłopcy zdawali sobie z tego sprawy, więc jeszcze przed siódmą wyszli pobiegać. Bardzo dobrze im się ćwiczyło, ponieważ, dopiero co obudzone słońce, nie prażyło jeszcze tak mocno. Delikatny wiatr szumiał między zielonymi gałęziami drzew. Życie na ulicach powoli zaczęło ożywać. Ludzie, nie spiesząc się, szykowali się do pracy, dzieci wstawały do szkoły.
    Wróciwszy do mieszkania, wzięli prysznic i zjedli przyszykowane na szybko śniadanie i posprzątali sypialnie. Pozostawianie czystości po sobie również weszło im w krew, będąc uczniami Gwardii. Później obaj usiedli przy stole i jeszcze raz dokładnie przeanalizowali wszystkie fakty.
Diana
    Po pierwsze: nie byli mile widziani pod szkołą blondynki, choć nadal musieli jakoś mieć z nią kontakt. Po drugie: zdawali sobie sprawę, że Malcolm im nie ufał, więc wysłał za nimi ogon. Po trzecie: nie byli zachwyceni tym, że ktoś patrzył im na ręce, gdy wykonywali tak ważne zadanie. Mogło to się źle skończyć. Mieli jednak nadzieję, że jak zwykle dopisze im łut szczęścia. Choć maleńki.
    Na koniec powtórzyli wszystkie działania, które już wcześniej ustalili. Nate chciał mieć pewność, że jego brat już niczego nie zepsuje. Przebrali się w normalne ciuchy, by móc wtopić się w tłum i wyszli. Dochodziło południe, gdy zjawili się pod szkołą. Właśnie zaczynała się przerwa obiadowa, więc wokół szkoły zaległo się od uczniów, chcących te pół godziny spędzić na słońcu. Wśród nich chłopcy dostrzegli także Mayę wraz z Alex i Dianą. Uśmiechnięte od ucha do ucha, szły w stronę wolnej ławki niedaleko parkingu, na którym stali Nate i Tom. Niosły ze sobą drugie śniadanie, które zamierzały spokojnie zjeść w cieniu drzewa.
Maya
    Tom przyglądał się z uwagą dziewczynie, podczas gdy jego brat stał tyłem do niej. Udawali, że zawzięcie o czymś rozmawiali, lecz to była tylko przykrywka. Tak naprawdę przysłuchiwali się każdemu słowu, które padłyby z jej ust, analizowali i zapamiętywali każdy gest, by móc później wyciągnąć odpowiednie wnioski.

    Dziewczyny, całkowicie pochłonięte rozmową, nie zauważyły, że ktoś je podglądał. Siedziały do nich bokiem i ani myślały spojrzeć w stronę parkingu. Miały ważniejsze rzeczy do obgadania.
    - I jak, Adam odzywał się do ciebie ostatnio? - zapytała niepewnie Alex. Maya pokręciła głową smutno. Odkąd się rozstali, chłopak odpowiadał jedynie na jej "cześć" powiedziane w autobusie lub na korytarzu. Nawet nie spoglądał w jej stronę, gdy siedzieli obok siebie na lekcjach. Wiedziała, że było mu ciężko, sam to przecież przyznał, że potrzebuje czasu. Ale nie miała pojęcia, że to aż tyle zajmie! Bardzo chciała, by było, jak kiedyś. Żeby Ad nie chodził już taki smutny, by ją na każdym kroku rozśmieszał a nie doprowadzał do łez. Nie chciała go stracić, w końcu był jej przyjacielem, wiele mu zawdzięczała. A teraz, w trudnym dla niego okresie, nie potrafiła mu pomóc. Czuła się z tym nieswojo, bo przywykła do pomocy swoim przyjaciołom. A w tej sprawie nie mogła zrobić nic, kompletnie nic.
    - Rozmawiałam z nim ostatnio, tak jak mnie prosiłaś - zagadnęła po chwili Alex.
    - I co? - ożywiła się od razu Maya.
    - Twierdził, że jest w porządku. I wydawało mi się, że już naprawdę jest na dobrej drodze do tego, by w końcu się do ciebie odezwać, by odrzucić dumę na bok i znów zwrócić się do swoich znajomych. A zwłaszcza do ciebie i Shane'a. Gdy mu to wypomniałam, prychnął i stwierdził, że nie chce Shane'a widzieć na oczy, bo nadal jest zazdrosny. Zdziwiło mnie to, że się do tego przyznał. Dostrzegłam, że nie jest już tym, kim kiedyś był. Stał się dojrzalszy. Coś go zmieniło. I tu chyba nie tylko chodzi o tą relację miedzy wami. To chyba coś poważniejszego. Pewnie ty wiesz, bo to zaczęło się jeszcze zanim zerwaliście... - Alex spojrzała na Mayę, uważnie przypatrując się, jak zareaguje. Dziewczyna w jednej chwili spięła się, rozumiejąc, co mogło mieć wpływ na zmianę w zachowaniu Adama. Już po chwili jednak spróbowała udawać, że nie ma pojęcia, o co mogłoby chodzić. Alex jednak nie była głupia, nie dała się zwieść. - Rozumiem, że nie możesz mi powiedzieć, więc chociaż nie kłam. - Uśmiechnęła się serdecznie. Pokiwała tylko delikatnie głową, zgadzając się z koleżanką.

    Maya tego dnia skończyła lekcje wyjątkowo wcześniej. Postanowiła poczekać na Shane'a, który po zajęciach poszedł na trening. Obiecali sobie rano, że razem zrobią zakupy, o które poprosiłą ich pani Shay.
   Wyszła samotnie ze szkoły, kierując się na ławkę, na której jadła wraz z koleżankami drugie śniadanie. Usiadł na ławce, która pogrążona była jeszcze w cieniu wysokiego drzewa. Wyciągnęła z torby książkę. Zaczęła ją ostatnio czytać i tak ją zainteresowała, że nie mogła się od niej oderwać.
    Nie dokończyła nawet rozdziału, gdy poczuła, że ktoś się do niej zbliżał. Podniosła wzrok i zobaczyła dwóch chłopców zmierzających w jej stronę. Nie wyróżniali się niczym szczególnym. Obaj byli wysocy i niezwykle chudzi, ale jednocześnie silni. Jeden z nich palił papierosa, choć na terenie przy szkole nie wolno tego robić. Serce zabiło jej szybciej, gdy rozpoznała w nich swoich oprawców ze snów.
    - No, no, no, kogo my tu mamy! - zawołał Nate, siadając obok niej. - Dawno się nie widzieliśmy! Stęskniliśmy się za tobą, prawda? - zwrócił się do brata, nie odrywając od niej wzroku.
    - Jasne, strasznie brakowało mi widoku tej przerażonej twarzyczki. - Zaśmiał się.
    - Czego ode mnie chcecie? - szepnęła, przełykając narastającą w gardle gule.
    - Tego co zawsze. Oddaj nam Elessar a już nigdy w życiu nas nie zobaczysz.
    - Dla dobra twojego i wszystkich bliskich radziłbym ci to załatwić z nami od razu - zasugerował cicho Tom. - Malcolm powoli nudzi się tą grą w kotka i myszkę. I jeżeli nam nie dasz Elessaru, sam złoży ci wizytę. Albo raczej ty jemu, lecz od razu mogę ci zaświadczyć, że nie będzie to nic miłego. Chyba pamiętasz wasze ostatnie spotkanie? - Przyjrzał jej się uważnie, pochylając się delikatnie w jej kierunku.
    Maya mimowolnie zadrżała. Nie musieli jej przypominać tych strasznych dla niej chwil w domu Gwardii. Najgorsze sceny nadal pojawiały się w jej koszmarach, przywołując paraliżujący strach, z którym nic nie potrafiła zrobić.
    Chłopcy zdawali sobie doskonale sprawę z tego, że gdy ktoś raz spotkał Malcolma, nigdy już o nim nie zapomni. Wiedzieli, że miał ogromny wpływ na ludzi, bardzo zły wpływ, lecz dzięki temu załatwiał wiele spraw, które mogłyby się wydawać beznadziejne. Tym razem było jednak trochę inaczej. Przywódcy nigdy na niczym nie zależało tak bardzo jak na Elessarze. Nigdy również nie spotkał się z takimi silnymi osobami jak Maya czy matka Shane'a. To zadanie z niewykonalnego od początku, stawało się z każdą chwilą coraz bardziej tragiczne. Lecz nikt nie mógł się poddać.
    Dokładnie przyglądali się jej reakcji, więc upewnili się, że dokładnie pamiętała, co wydarzyło się w siedzibie Gwardii. Uśmiechnęli się do siebie porozumiewawczo.
    - Dajcie  mi święty spokój! - spróbowała krzyknąć, ale z jej ściśniętego gardła wydobył się tylko delikatny szept.
    - Damy, damy, gdy tylko załatwimy tę sprawę - zapewnił Nate. - To jak będzie, będziesz mądra i oddasz nam Elessar teraz, czy jednak chcesz się ponownie spotkać z Malcolmem? A może pragniesz, by poznał twoich przyjaciół? - zapytał. Przerażona dziewczyna spojrzała na niego. Do oczu cisnęły się jej łzy, lecz postanowiła sobie, że nie da im tej satysfakcji i nie podda się. Nie mogła. Musiała za wszelką cenę chronić naszyjnik. Przymknęła na chwilę powieki, by pozbyć się niechcianych łez a później spojrzała najpierw na jednego a następnie na drugiego z nich.
    - Niczego wam nie dam, a waszemu panu możecie powiedzieć, że się go nie boję! - zawołała opanowanym już głosem. - Mam gdzieś jego i jego zachcianki. Zostałam stworzona po to, by chronić Elessar i nie myślcie sobie, że go tak łatwo dam jakimś dwóm zwyrodniałym, przerośniętym chłystkom! Niedoczekanie! - prychnęła, wstała, szarpiąc za torbę i chciała odejść, lecz Tom zatrzymał ją. Chwycił mocno za jej nadgarstek a następnie odwrócił w swoją stronę. Próbowała wyswobodzić rękę z jego dłoni, lecz był dla niej zbyt silny. Warknęła tylko z bezsilności i spojrzała wrogo w oczy napastnika.
    - Nie masz prawa nas obrażać! - syknął Nate, podchodząc wolno do niej. Zatrzymał się milimetry od niej. Był zdecydowanie wyższy, więc Maya, chcąc spojrzeć mu w twarz, musiała zadrzeć głowę do góry. - Muszę ci jednak podziękować - powiedział cicho, pochylając się tak, że niemal musnął ustami jej ucho. - W końcu przyznałaś się, że jesteś Strażniczką. - Zaśmiał się. Dopiero wtedy dotarło do niej, co takiego się stało. Szantażując nią, nie mieli pewności, kim właściwie była w tym całym zamieszaniu. Dopiero jej słowa utwierdziły ich w przekonaniu, że dobrze robili, że natrafili na właściwą osobę. Przerażona zdawała sobie sprawę, że to już koniec tajemnic. Już wszyscy będą wiedzieli, skończy się beztroskie życie, które do tej pory wiodła.
    Nie zastanawiając się nad konsekwencjami, tylko nad tym, by jak najszybciej stamtąd uciec, kopnęła, nadal pochylającego się nad nią Nate'a między nogi. Chłopak zachwiał się i odszedł kilka kroków do tyłu. Chwyt Toma na jej nadgarstku zelżał na chwilę, więc wyrwała rękę i puściła się biegiem w stronę szkoły, mając nadzieję, że tam znajdzie kogoś, kto jej pomoże.
    Niestety, nie doceniła chłopców. Wyszkoleni pod okiem Gundara, umieli szybko zareagować. W sekundę później już ruszyli za nią w pościg. Maya co prawa biegała codziennie, ale od niedawna, natomiast bracia ćwiczyli od najmłodszych lat. Byli wysportowani i niezwykle szybcy. Złapali dziewczynę jeszcze zanim dobiegła do końca chodnika. Tom zamknął ją w swoich ramionach, stojąc za nią. Nate z furią w oczach przechodził się tuż przed nią. Bała się go. W końcu uderzyła go dosyć boleśnie, miał prawo się wściekać. Nie miała pojęcia, co zamierzali jej zrobić, ale wiedziała, że nie czekało ją nic dobrego.
    W końcu, gdy starszy z nich stanął i blondynka z bijącym sercem oczekiwała najgorszego, stało się coś, czego w życiu by się nie spodziewała. Usłyszała głośny krzyk za jej plecami. Chłopcy jak jeden mąż odwrócili się. Ona również chciała zobaczyć, kto się zjawił, lecz mocny uścisk Toma jej to uniemożliwił. Tylko po głosie poznała, że wołał mężczyzna.
    - A co tu się dzieje? - zapytał, gdy był już bliżej. - Wy nie chodzicie do naszej szkoły, prawda? Już, puśćcie ją! - rozkazał. Maya poczuła, jak Tom zabiera od niej łapy. Zachwiała się delikatnie, lecz nauczyciel pomógł zachować jej równowagę. - Już ja się z wami rozprawię! - pogroził uciekającym. - Nic ci się nie stało? - zapytał, gdy blondynka z jego pomocą usiadła na ławce. Serce biło jej niemiłosiernie szybko, w głowie jej szumiało. Mimo szoku, jakiego doznała, poczuła ciężar Elessaru. Resztką sił skupiła się na tym, by go nie dotknąć i nie zdemaskować się przed nowym belfrem uczącym wychowania fizycznego.
    - Nic mi nie jest. Dziękuję. - Spojrzała na niego nieufnie. Na jego ustach gościł uśmiech, lecz ciemne oczy wydawały się jej puste. Nie miała pojęcia, co o nim myśleć. Intuicja podpowiadała jej, żeby mu nie ufać. Z drugiej strony jednak ją uratował, więc może nie do końca był zły?
    - Cała przyjemność po mojej stronie - powiedział. Maya chciała coś dodać, ale podbiegł do nich Shane, który właśnie skończył trening.
    - Co się stało? - zapytał nie mało przestraszony widząc przyjaciółkę w takim stanie.
    - Długo by opowiadać. - Machnęła ręką dziewczyna. - Chodźmy lepiej do domu. Później ci wszystko wyjaśnię - obiecała, pociągając chłopaka za sobą.

~~~*~~~*~~~*~~~

    Hej, jeszcze raz was strasznie przepraszam za takie opóźnienie, ale w weekend tak mnie palec bolał, że ledwo co pisałam :/ Wczoraj prawie dokończyłam rozdział, ale mi się coś zacięło i pół tego, co miałam napisane mi się usunęło i musiałam dzisiaj od połowy pisać jeszcze raz. Ale na szczęście już jest okej, palec jeszcze boli, ale już nie tak dokuczliwie no i laptop się odbraził :D
    Dzisiaj się dzieje, mam nadzieję, że choć trochę zrekompensuje wam to, że rozdział nie pojawił się na czas ;) Piszcie, co o nim myślicie, jestem straaasznie ciekawa waszego zdania! <3

sobota, 14 marca 2015

~38~


    Przez całą noc nie mogła zmrużyć oka, zastanawiając się, czy nie zadzwonić do Josha, nie porozmawiać z nim. Kika razy już nawet wybierała jego numer, ale za każdym razem w ostatniej chwili coś ją powstrzymywało. Zastanawiała się, jak miałaby zacząć rozmowę, czy od razu powiedzieć, że wie o wszystkim? Czy może w ogóle nie wspominać? Bijąc się z myślami, non stop chodziła po pokoju, co chwila przyłapując się na obgryzaniu paznokci.
    "Cholera! Josh, to nadal mój przyjaciel. Powinnam do niego zadzwonić, mimo wszystko." - postanowiła.
    Wybrała więc numer chłopaka i czekała aż odbierze. Po piątym sygnale stwierdziła, że to jednak może nie był za dobry pomysł, by dzwonić do niego o tak późnej porze. Już miała się rozłączyć, gdy usłyszała w słuchawce zaspany głos przyjaciela.
    - Halo?
    - Josh! - odetchnęła z ulgą. - Przepraszam, że dzwonię tak późno, ale nie zorientowałam się, która jest godzina, zanim wybrałam numer.
    - Nic się nie stało. - Ziewnął. - Co tam u ciebie? Coś się stało? - Wyczuła zaniepokojenie w jego głosie. Już całkowicie się rozbudził.
    - Nie, skąd - uspokoiła go. - Po prostu chciałam usłyszeć twój głos, pogadać. Stęskniłam się strasznie! - Westchnęła. Usiadła w końcu na łóżku, położyła sobie na kolanach poduszkę i zacisnęła pięść na jej rogu. - Co tam u was? - zapytała nieśmiało.
    - Maya, wiem, że rozmawiałaś z mamą i powiedziała ci wszystko o mnie - powiedział, nie owijając w bawełnę. - Jak się z tym czujesz?
    - Cóż... - zawahała się. Nie miała pojęcia, od czego zacząć. Nigdy nie była dobra w opisywaniu swoich emocji, czasami nawet nie orientowała się, co odczuwa. - Mam mętlik w głowie. Tyle się ostatnio wokół mnie dzieje, że nie wiem, czy czegoś ważnego nie ominę, nawet jakby to przeszło mi obok nosa. I niby teraz jest względnie spokojnie, to nadal wisi nade mną jakaś groza, napięcie. Wiem, że nie o to pytałeś, - dodała po chwili milczenia - ale potrzebuję się komuś zwierzyć. A komu, jak nie tobie? - Zaśmiała się smutno. - Gdzieś w głębi duszy wiem, że to tylko cisza przed prawdziwą burzą. I obawiam się, że nie przetrwam tego żywiołu, że może być zbyt mocny, bym utrzymała się na powierzchni ziemi...
    - Co ty wygadujesz? - zawołał Josh kompletnie oszołomiony.
    - Nie mówię, że umrę. Wydaje mi się jednak, że już długo nie uda mi się chronić Elessaru. Niedługo Gwardia przyjdzie po niego. A ja jestem zbyt słaba, by go obronić przed ich lepiącymi łapami. Dostaną to, czego pragną. Nie widzę innej przyszłości.
    - Nie pozwalam ci nawet tak mówić! - zagroził jej. - Co ty pleciesz? Jesteś bezpieczna, nic ci się nie stanie, obiecuję ci to ja, twój prywatny ochroniarz - powiedział z przekonaniem. Serce Mayi zabiło szybciej, gdy usłyszała jego zdeterminowanie. Prawie uwierzyła w jego słowa. Prawie. Intuicji nawet najlepsze kłamstwo nie dało zwieść.
    - On coraz częściej staje się gorący, czasami niemal nie do wytrzymania - szepnęła z przejęciem. - Wiem, że oznacza to tylko jedno. Że oni są już blisko. Elessar chce mi dać sygnał do działania, ale ja nie mam pojęcia, co robić.
    - Po pierwsze nie panikować!
    - Nie panikuję! - zaprzeczyła stanowczo, podnosząc nieco głos. Josh tylko prychnął cicho. - No może odrobinę. To mnie przerasta. Za dużo tego.
    - Poradzisz sobie, wierzę w ciebie. - Zamilkł na chwilę. - Co ty na to, bym przyjechał jutro po ciebie po szkole? Spotkalibyśmy się, porozmawiali. Dobrze nam to zrobi.
    - Tak, to świetny pomysł. - Dziewczyna uspokoiła się nieco, choć nadal miała złe przeczucia, wiedziała, że Josh jej pomoże.
    - Co do Elessaru... Nie znam się na tym zbyt dobrze, to nie moja działka. Masz z kim o tym porozmawiać? Bo słyszałem, że z mamą się pokłóciłaś... - powiedział niepewnie.
    - Nie tyle pokłóciłam, co obraziłam. Nie mogłam uwierzyć, że po tym wszystkim skrywała przede mną jeszcze prawdę o tobie. Swoją drogą to na ciebie też byłam zła, ale już mi przeszło. Zdałam sobie sprawę, że nie mogłeś mi o niczym powiedzieć. Tak samo jak ja muszę zachować swoje prawdziwe ja w sekrecie przed resztą normalnego świata. Co do reszty to myślę, że mogłabym zagadać panią Shay. Kto wie, może będzie coś wiedzieć. - Wzruszyła ramionami. Nagle poczuła się naprawdę zmęczona. Ziewnęła i zamrugała kilka razy ciężkimi powiekami, pod którymi czuła piasek. Usłyszała śmiech chłopaka.
    - Idź spać. Niewiele godzin zostało ci do rana, ale powinnaś się położyć. Zobaczymy się jutro. Dobranoc! - pożegnał się z nią i rozłączył.
Maya

    Rano Maya rzeczywiście wstała niewyspana. Ale całkowicie tego nie żałowała. Cieszyła się, że w końcu przemogła się i zadzwoniła do Josha. Po rozmowie z nim ulżyło jej trochę. Nie wyzbyła się ani jednego niepokoju, ale starała się o niczym złym nie myśleć choć przez chwilę. Pomogło. Oczyściła umysł i gdy pozbyła się czarnych scenariuszy z głowy, świat stał się piękniejszy.
    Jedząc śniadanie, wyglądała przez okno. Pogoda była przepiękna. Słońce grzało mocno już od kilku godzin, delikatny, ciepły wiatr rozwiewał duchotę i szumiał między drzewami, poruszając zielonymi liśćmi. Aż chciało się wyjść na dwór, pooddychać świeżym powietrzem, skorzystać z przecudownego słońca i opalić się choć odrobinę. Niestety tak ładny dzień musiała spędzić w zimnych murach szkoły.
Alex
    Wychodząc z autobusu, rozejrzała się uważnie. Przed szkołą tłoczył się spory tłum. Jedni wchodzili do budynku, inni z niego wychodzili, chcąc zażyć darmowych, naturalnych witamin w porannych promieniach słońca. Gdzieś w oddali dostrzegła, dopiero zmierzające ku placówce po chodniku, Alex i Sam. Pomachała im z daleka. Dziewczyny uśmiechnęły się do niej szeroko, rozmawiając o czymś zawzięcie między sobą.
    Aby wejść głównymi drzwiami, Maya musiała przejść obok małego parkingu. Mijając ogrodzenie, zauważyła nowego nauczyciela. Stał w najodleglejszym kącie parkingu z dwoma chłopakami. Na pierwszy rzut oka wyglądało to na zwykłą rozmowę pomiędzy uczniami a ich wychowawcą. Dziewczyna jednak wiedziona instynktem zatrzymała się w pobliżu i zaczęła udawać, że szuka czegoś w torebce. Tak naprawdę jednak uważnie przyglądała się mężczyznom. Wydawało jej się, że o coś się kłócą. Starała się przypomnieć sobie imiona chłopców, lecz nie potrafiła. Ich szkoła nie była duża, każdy znał każdego chociażby z widzenia. I choć wyglądali znajomo, za nic nie mogła dopasować tych osób do nazwisk. Już miała odejść, gdy jeden z chłopaków odwrócił się w jej stronę i spojrzał jej prosto w oczy. Serce na moment jej stanęło. Dłonie spociły się tak, że niemal nie upuściła torebki na chodnik. Zobaczyła kogoś, kogo najmniej się spodziewała. Prześladowca ze snów pojawił się w jej rzeczywistości!

    Do końca zajęć próbowała sobie wmówić, że tam, na parkingu stał ktoś bardzo podobny do Toma. Że to nie był chłopak z jej koszmarów. Więc gdy wychodziła ze szkoły, niemal uwierzyła w swoje zapewnienia i nieco się uspokoiła. Już prawie zapomniała, że umówiła się z Joshem. Zdziwiła się, widząc przyjaciela czekającego na nią przed szkołą opartego o swój samochód. Uśmiechnęła się do niego serdecznie, podbiegła szybko i uściskała go mocno. Na koniec delikatnie musnęła jego policzek ustami.
    - Hmm jakie miłe powitanie. - Zaśmiał się cicho.
    - Zasłużyłeś - odparła wesoło, wsiadając do auta po stronie pasażera. - To dokąd mnie zabierasz? - zapytała zaciekawiona.
    - Cóż... Sam nie wiem, może masz jakiś pomysł?
    - Mam ochotę na dużego truskawkowego loda, co ty na to?
    - Z przyjemnością.
    - No to ruszamy!
    Maya bardzo dobrze bawiła się z przyjacielem. Czuła się przy nim bezpiecznie. Był jej obrońcą. Przed wszystkim - nawet przed złymi myślami, które, gdy tylko go zauważyła, zniknęły. Nie pamiętała już, kiedy spędzili ze sobą tyle czasu sami. Zawsze towarzyszył im albo brat blondynki, albo Alyss. Tym razem mogli pobyć po prostu we dwoje, porobić to, na co mieli tylko oni ochotę.
    Po lodach poszli na spacer, a gdy po południu ciemne chmury zakryły słońce i zaczęło z nich padać, schowali się w kinie. Josh kupił bilety na nową komedię.
    Wieczorem, gdy Josh stanął pod domem Shane'a, Mayi żal było z niego wychodzić.
    - Dziękuję ci - powiedziała. - Strasznie się za tobą stęskniłam. I dawno się tak dobrze nie bawiłam - przyznała.
    - Nie ma za co. - Uśmiechnął się do niej czule. - Wiesz, że zawsze możesz na mnie liczyć, prawda?
    - Jasne, że tak. Ty na mnie też - odezwała się, łapiąc ręką za klamkę. - Muszę już iść. Do zobaczenia! - Cmoknęła go w policzek i wyszła z auta. Przebiegła te kilka metrów dzielących ją od drzwi. Stanąwszy na schodach, pomachała do odjeżdżającego chłopaka. Z uśmiechem na ustach weszła do środka.
    Mijając kuchnię, poczuła, ze naszyjnik robi się ciepły. Nie było to jakieś nieznośne gorąco, wręcz przeciwnie. Nagle zrobiło jej się przyjemnie i spokój ogarnął jej ciało. Zdziwiona zajrzała do kuchni. Zastała tam panią Shay, czytającą książkę i pijącą herbatę. Przywitała się z nią i usiadła na przeciwko.
    - Mam do pani pytanie - odezwała się po chwili, gdy kobieta odłożyła na bok książkę i ściągnęła z oczu okulary,by móc lepiej widzieć dziewczynę.
    - Słucham. - Uśmiechnęła się do niej zachęcająco.
    - Chodzi o Elessar. Coraz częściej czuję, jak staje się ciężki, czasami jest nie do zniesienia. Nieraz jest tak gorący, że pragnę go od razu zdjąć i rzucić gdzieś daleko. Myślę, że chce mnie przestrzec przed złem, które czai się niedaleko. Że niedługo zaatakują... - wyrzuciła z siebie szybko. - Ale przed chwilą naszyjnik stał się dziwnie przyjemnie ciepły. Jakby... jakby się ucieszył? - odpowiedziała pytająco. Nie była pewna, czy dobrze określiła to, co czuła. Wydawało jej się, że tak właśnie było, ale gdy tylko to powiedziała, stwierdziła, że to niedorzeczne.
    - Mądra z ciebie dziewczyna - pochwaliła ją kobieta. - Elessar wyczuwa niebezpieczeństwo i daje ci znać, ze nadchodzi. Jestem niema pewna, że to, czego dzisiaj doświadczyłaś, ma coś wspólnego z jego prawdziwym panem. Może jest już blisko i dlatego klejnot się cieszy? Wiesz, może to zabrzmi głupio, ale ja traktuję go niemal tak, jakby był żywą istotą. Kiedyś uzdrawiał ludzi, może dać władzę. Ma wiele przymiotów ludzkich. Czuje, chce chronić rodzinę, do której na pewno się zaliczasz. Zupełnie jak człowiek, nie sądzisz? - zapytała, przyglądając się jej uważnie.
    Maya dotknęła ostrożnie wisiorka. Pod palcami poczuła ciepło, które przekonało ją, że pani Shay ma rację. Dziedzić Elessary był już bardzo blisko!

~~~*~~~*~~~*~~~

    Cześć! Nie marudząc dzisiaj, piszcie tylko, co myślicie o rozdziale ;) Dla mnie jest okej, tak mi się przynajmniej wydaje :D

piątek, 27 lutego 2015

~37~


Maya
    Maya obudziła się wcześnie rano. Słońce już próbowało przedostać się przez roletę do pokoju. Dziewczyna wstała więc i odsłoniła, a następnie otworzyła okno, by wpuścić do środka mnóstwo świeżego powietrza, które z każdą chwilą stawało się coraz bardziej gorące. Znów zapowiadał się upalny dzień.
    Myjąc, a następnie ubierając się, wspominała mile spędzony wieczór. Razem z Shanem najpierw zjedli przyszykowany przez dziewczynę posiłek. W międzyczasie wybrali film, który odpowiadał im obojgu. Następnie zrobili popcorn i zasiedli przed laptopem na łóżku Mayi. Czuła się delikatnie skrępowana tak bliską obecnością chłopaka. Bardzo dobrze pamiętała o ich pocałunku, o znamieniu, które ich połączyło. Starała się o tym choć przez chwilę zapomnieć i cieszyć się wspólnie spędzonym czasem.
    A wieczór trzeba było jak najbardziej zaliczyć do udanych! Blondynka dawno tyle się nie śmiała jak przez te kilka godzin. I to nie tylko za sprawą komedii, którą oglądali, ale również dobrego towarzystwa. Jeszcze będąc w kuchni i czekając aż popcorn będzie gotowy, Shane starał się, by Maya przy nim poczuła się naprawdę dobrze. Swojsko. I chyba mu się to udało, bo gdy tylko na ekranie pojawiły się pierwsze napisy, Maya odprężyła się a kolejne jej zachowania były całkowicie naturalne i spokojne.
    Pamiętała, że po obejrzeniu komedii, Shane włączył jeszcze jeden film, ale nie mogła sobie przypomnieć choćby o czym opowiadał.
    "Widocznie zasnęłam" - pomyślała, schodząc na dół. W kuchni napiła się tylko trochę wody i wyszła, by pobiegać. Po drodze nie spotkała żadnego z domowników. Zapewne wszyscy jeszcze spali. - "Trudno im się dziwić. W końcu jest niedziela. Mają prawo odpocząć po całym tygodniu pracy."
    Codziennie biegła tę samą trasę, ale z każdym dniem czuła się zupełnie inaczej. Na początku była wyczerpana po tych kilku kilometrach, lecz z czasem jej ciało w końcu nabrało kondycji i już nie męczyła się tak okropnie. Co prawda nadal brakowało jej wiele do dobrej formy, ale znalazła się na idealnej drodze. Była z siebie naprawdę dumna. Kiedyś nawet nie wyobrażała sobie, że kiedykolwiek zacznie biegać. Po treningach z panią Shay zaczynała lubić bieganie. Mogła wtedy się odprężyć, wyciszyć lub na spokojnie wszystko przemyśleć. Tego ostatniego nie lubiła robić. Wolała, męcząc się, zapomnieć choć na chwilę o wszystkim, by później, móc z podwójną siłą zmierzyć się ze swoimi problemami.
Maya
    Kiedy wróciła, dochodziła ósma. Wzięła szybki prysznic, przebrała się w czyste ciuchy i zeszła do kuchni, by zjeść śniadanie. Tam przywitała ją uśmiechnięta od ucha do ucha mama Shane'a. Piła kawę, czytając leżącą przed nią na blacie książkę. Dziewczyna przywitała się grzecznie i zaczęła wyjmować z lodówki rzeczy, które zamierzała zjeść.
    - Widziałam, że biegałaś. To bardzo dobrze, że tak wcześnie, bo później zapowiada się niezwykle gorąco. Aż strach wychodzić z domu w taki upał żeby jeszcze jakiegoś udaru nie dostać - zagadnęła kobieta. Maya zgodziła się z nią cicho, nalewając sobie soku pomarańczowego do szklanki.
    - Wolę biegać, gdy jest o wiele chłodniej niż teraz, dlatego wstałam dzisiaj trochę wcześniej - przyznała.
    - Idzie ci już dużo lepiej - pochwaliła ją szczerze. - Pewnie to zauważyłaś?
    - Tak, jasne, że tak. Nie męczę się tak szybko jak wcześniej, mięśnie też tak bardzo nie bolą - powiedziała po czym zaczęła jeść przyszykowaną kanapkę z serem żółtym, pomidorem i rzodkiewką. Później nie rozmawiały już wiele.
    Po jakimś czasie, gdy Maya  kończyła śniadanie, do kuchni wszedł zaspany Shane. Drapiąc się po głowie jedną ręką, drugą przecierał nie do końca jeszcze otwarte oczy. Na sobie miał krótkie, zielone spodenki i cienką koszulkę na ramiączkach. Włosy sterczały mu na wszystkie strony, zwłaszcza po tym, jak przejechał po nich dłonią.
    - Cześć - rzucił w stronę siedzących kobiet, po czym ziewnął. Zajrzał do lodówki, a gdy niczego interesującego go, nie znalazł, nalał sobie do kubka kawy i upił łyk, opierając się o blat szafki. Spojrzał na rozbawioną Mayę i kręcącą głową mamę. - No co? - zdziwił się.
    - Nic - odpowiedziały równocześnie po czym obie wybuchnęły śmiechem. Chłopak machnął na nie ręką po czym wrócił do swojego pokoju, by później wziąć prysznic i ubrać się.
    - Powinnam iść. Obiecałam mamie, że do niej zadzwonię, gdy tylko będę miała chwilkę, a tak się składało, że tej chwilki w tym tygodniu nie znalazłam - odezwała się Maya, gdy posprzątała po sobie. Pani Shay pokiwała tylko głową.
    Dziewczyna wyszła na zewnątrz, by w spokoju móc porozmawiać z mamą, zapytać o nurtujące ją sprawy. Usiadła na trawie w cieniu ogrodu i wybrała numer rodzicielki.
    - Halo? - usłyszała po chwili w słuchawce jeszcze delikatnie zachrypnięty głos mamy.
    - Cześć, mamuś! - zawołała.
    - Dzień dobry, słońce! Co tam u ciebie słychać? Dawno się nie odzywałaś! - powiedziała z lekką przyganą w głosie.
    - Wiem, wiem, ale dużo się działo. Był mecz, szkoła no i ogólnie różne takie - odparła wymijająco. - Dzwonię do ciebie, ponieważ tak się wczoraj zastanawiałam. Legenda głosi, że kiedy Zakon dowie się, kto jest Strażniczką, to wtedy poznamy dziedzica Elessaru, prawda?
    - Tak - potwierdziła kobieta, nie rozumiejąc jeszcze, do czego jej córka pije.
    - Więc skoro oni wszyscy tutaj wiedzą o mnie a ja o nich, to dlaczego władca tego cholernego naszyjnika się jeszcze nie pojawił? Albo się pojawił, ale ja go nie zauważyłam? Jak go rozpoznać?
    - Po pierwsze nie panikuj! - ostrzegła, słysząc narastające napięcie.
    - Nie panikuję! - zdenerwowała się Maya. - Po prostu chcę wiedzieć. Całą prawdę i tylko prawdę.
    - No więc dobrze, opowiem ci tyle, ile sama wiem. - Westchnęła cicho. - Legenda oczywiście wspomina, w jakich okolicznościach poznamy tego, któremu oddamy Elessar. Niestety, nie mówi nam, że przyjdzie od razu. Nie mamy pojęcia, czy zjawi się pierwszego dnia, miesiąc po tym, jak się wszystkiego dowiedzieliśmy, a może będziemy musieli czekać rok? Może być też tak, że ten dziedzic nie będzie wiedział, że to on jest tak ważną osobą. Może to ty będziesz musiała go odnaleźć i go uświadomić o ciążącym na nim brzemieniu. Taka wiedza niestety nie przetrwała do naszych czasów. Jeśli oczywiście w ogóle Strażniczki kiedyś wiedziały o czymś takim, bo nie można brać za pewnik, że nasi przodkowie rozumieli wszystko. Gdy Król przyszedł do Galadrieli, ona po prostu wiedziała. I to samo chyba będzie z tobą. Gdy już będziesz miała tego właściwego człowieka przed sobą, zrozumiesz, że to on.
    - To wcale nie jest pomocne - przyznała blondynka, bawiąc się pojedynczym źdźbłem trawy.
    - Wiem, kochanie i przepraszam, ale nie jestem wstanie ci inaczej odpowiedzieć. Oczywiście mogę poszukać w jakiś książkach, popytać, ale wątpię, bym znalazła coś ponad to, co już wiem. - Zasmuciła się na moment. - Lepiej opowiadaj, co tam słychać u ciebie? - zmieniła szybko temat.
    - Co by tu dużo mówić... Odkryliśmy z Shanem, że przeznaczenie nas połączyło, znacząc nas takimi samymi znamionami - zaczęła lekceważąco. - Nikt z tego powodu nie jest szczęśliwy, choć czekaj, może on w sumie... Sama już nie wiem... Może i Shane się cieszy z tego, że jesteśmy sobie przeznaczeni, bo wie, że i tak będziemy razem? Ale przecież to głupie, nie? To, że nie my wybieramy, z kim chcemy być. Nie znoszę, gdy nie mam prawa głosu! - Westchnęła ciężko.
    - Naprawdę pojawiła się u ciebie ósemka? - zdziwiła się. Maya potwierdziła cicho. - Ale przecież... Wcześniej jej nie miałaś? Kiedy... Kiedy to się stało?
    - Na wycieczce. Upadłam. Myślałam, że to blizna po tym, jak się uderzyłam i rozcięłam skórę, ale teraz już wiem, że nie - dokończyła z żalem.
    - Posłuchaj mnie, kochanie. Czy rodzice Shane'a wyglądają na nieszczęśliwych? Kłócą się? Albo Adama? - zapytała rzeczowo. Maya musiała się zastanowić przez chwilę.
    - Wydaje mi się... Znaczy chyba są szczęśliwi razem. I nigdy nie widziałam, żeby się kiedyś kłócili. Przynajmniej nie przy mnie.
    - Więc nie stawiaj od razu, że nie będziesz szczęśliwa. Przeznaczenie nie oznacza... - Maya nie pozwoliła jej dokończyć.
    - Przepraszam cię, mamo, ale słyszałam to już od Shane'a. To nie oznacza braku wyboru. Mogę wybrać, przecież wiem, ale... Ja po prostu czuję jeszcze większą presję niż wcześniej, gdy dowiedziałam się, że jestem Strażniczką i że muszę strzec tego małego wisiorka.
    - Wiem, kochanie. Dlatego moja rada jest taka. Nie kieruj się rozumem. Głowa ci tu w niczym nie pomoże, może jedynie przeszkodzić. Słuchaj serca. Ono będzie wiedziało, co dla ciebie najważniejsze - powiedziała serdecznie.
    - Dziękuję. - Blondynka szepnęła, wpatrując się w pięknie kwitnące róże w ogrodzie pani Shay. - A co u was? - zapytała po chwili milczenia.
    - Tak szczerze to bardzo dobrze się składa, że pytasz, bo powinnam z tobą porozmawiać - zaczęła poważnie.
    - O nie, jeszcze jedna rodzinna tajemnica? - jęknęła głośno. Gdy nie usłyszała śmiechu mamy, spoważniała. - Okej, słucham.
    - Chodzi o Josha...
    - Co z nim? Coś nie tak? Miał wypadek? - przestraszyła się Maya, nie dając dokończyć myśli swojej mamie.
    - Nie skądże znowu! - zawołała. - Po prostu myślę, że już czas, byś dowiedziała się wszystkiego. - Zrobiła delikatną pauzę na złapanie oddechu. - Josh i Alyss są twoimi kuzynami. Ich mama jest moją kuzynką. Twoja babcia jest starszą siostrą babci Josha. Wszyscy wiedzą o Elessarze i pomagali mi cię bronić. To dlatego Josh pojechał wtedy do ciebie, gdy przyjechałaś z wycieczki. Znał zagrożenie, spotkał się z nimi, na szczęście były to tylko dwa chłystki i sobie z nimi bez problemu poradził. Był szkolony na twojego obrońcę.
    Maya zaniemówiła. Sądziła, że po wszystkich nowinkach, jakie usłyszała przez ostatni miesiąc, jest przygotowana na wszystko. Ale myliła się. To, co powiedziała jej mama, zmroziło jej krew w żyłach.
    "Wszyscy wiedzieli, wszyscy, tylko nie ja..."
    - Słońce, wiem, że to dla ciebie ogromny szok - zaczęła, gdy Maya się nie odezwała - ale poradzisz sobie z tym. Wiem, że tak. Josh... On nie wiedział od początku. Jego mama powiedziała mu, gdy skończył piętnaście lat. Więc wasza przyjaźń jest prawdziwa. Ona tylko ułatwiała mu chronienie ciebie przed różnymi niebezpieczeństwami. A uwierz, czyhało ich niemało na ciebie. Początkowo chciałam ci o tym powiedzieć od razu, gdy tylko dowiedziałabyś się o Strażniczkach. Ale wiesz, jak się to wszystko potoczyło. Nie chciałam dokładać ci zmartwień, więc pomyślałam, że lepiej będzie, jeśli dowiesz się o tym kiedy indziej. Dzisiaj wydało mi się, że muszę ci powiedzieć, bo będziesz go wkrótce potrzebować. Mam nadzieję, że moje przeczucia okażą się mylne, ale uważaj na siebie. I pamiętaj, że Josh zawsze ci pomoże, o każdej porze dnia i nocy. Tak, jak to było do tej pory. Słyszysz? Maya, jesteś tam?
    Matka dziewczyny usłyszała tylko ciche piknięcia, gdy blondynka się z nią rozłączyła.

~~~*~~~*~~~*~~~

    Cześć i czołem! ;) Choroba przeszła, więc przyszedł czas na napisanie i dodanie czegoś. I oto macie świeżutki rozdział! Mam nadzieję, że jest okej ;) Wiem, że ostatnio mało się działo, ale zawsze w opowiadaniach musi być chwila przerwy, czasami na wyjaśnienia, czasami tylko po to, by zrobić dramatyczny powrót zła, a czasami dlatego, by zaskoczyć czymś czytelników. Mam nadzieję, że niedługo tak będzie, bo u mnie były chyba wszystkie te powody ;) Był czas na wyjaśnienia, bo bez nich nikt nic by nie ogarniał, bo to w sumie w rozdziałach ciszy wszystko wychodzi na wierzch, musiała być chwila przerwy dla wszystkich, by potem się zaskoczyć. A może nie :D Nie wiem, jeszcze ;)
    Rozdział pisany w przerwie między oglądaniem Zmierzchu <3 Tak mnie jakoś naszło :D
    Pozdrawiam serdecznie! ♥

piątek, 13 lutego 2015

~36~


    Czerwiec zawsze miał to do siebie, że nikomu tak naprawdę nie chciało się chodzić do szkoły. Wszyscy zdecydowanie woleli zostać w domu i poleniuchować w ogrodzie, zwłaszcza, gdy pogoda była tak piękna jak ostatnimi dniami.
    Niestety, mimo szczerych chęci, nie każdemu udawało się przekonać rodziców o tym, że już naprawdę nie opłacało się uczęszczać na lekcje. Prawie cała klasa Mayi codziennie spotykała się w placówce, by razem nudzić się na zajęciach i praktycznie nic nie robić. Dlatego, gdy przychodził weekend, wszyscy z niego korzystali. Niektórzy wyjeżdżali do rodzin czy przyjaciół, inny wychodzili na imprezy. Znalazło się też kilka osób, które wolało zostać w domu. I wśród nich była Maya.
    Już dużo wcześniej obiecała sobie, że gdy tylko znajdzie czas, poświęci go na dalsze szperanie w bibliotece. Za dobrze pamiętała swój straszny sen, w którym pojawiła się postać Zła. Miała nadzieję znaleźć coś na jego temat właśnie wśród starych książek.
Maya
    Wstała o normalnej porze, by nie wzbudzić w nikim podejrzeń. Nadal nie była pewna, czy mogła bez problemu korzystać z ukrytej biblioteki, dlatego wolała zachować ostrożność. Upewniła się, że znów zostanie sama w domu. Już wczoraj podsłuchała, jak Shane umawiał się z kolegami. Zamierzali iść, pograć w piłkę nożną. Rodzice chłopaka jak co sobotę mieli tajne spotkania Zakonu, które czasami przeciągały się do późna, więc o nich się nie martwiła.
    Gdy tylko drzwi za blondynem się zamknęły, Maya przeszła na schody i dotknęła odpowiedniego sęka na poręczy. Po chwili drzwi otworzyły się. Jak poprzednim razem w środku panowały egipskie ciemności, ale dziewczyna odetchnęła głęboko, przemogła się i przeszła przez próg. Oczywiście nie obyło się bez lekkiej paniki, ale cały czas powtarzała sobie cicho, że za sekundę pojawi się światło i wszystko będzie już dobrze. I tak też się stało. Weszła do biblioteki, rozkoszując się zapachem starych i poniszczonych papierów.
    Pośród wielu ksiąg, starała się znaleźć te, których jeszcze nie przeglądała. Nie było to trudne, ponieważ pomieszczenie od góry do dołu wypełnione książkami, dawało wielkie pole do popisu. Kiedy już wybrała nowe tomy, usiadła i otworzyła pierwszy z nich. I potem następny, i jeszcze jeden. Kochała czytać, czy po prostu przeglądać różne książki, ale te, które miała, niczego jej nie dawały, nie nauczyła się nic przez przewracanie ich kartek, nie dowiedziała się ciekawych rzeczy. Tylko palce zaczęły ją boleć.
    Niektóre z nich miały tak wytarte litery, że czasami na całych stronach nie dało się nic przeczytać. Zdarzało się też, że posklejanych czymś kartek nie można było od siebie oderwać. W takich sytuacjach nie miała pojęcia, co się tam znajdowało. Z jednej strony mogło okazać się, że to nic nieznaczące słowa jak w większości wypadków, ale bała się, że to właśnie tam, gdzie nie sposób odczytać zapisów, znajduje się coś bardzo ważnego. Coś, co pomogłoby jej w rozwiązaniu zagadki.
    Po pewnym czasie odłożyła na chwilę pracę, by trochę odpocząć. Przymknęła oczy, które powoli zaczynały ją piec. Jej myśli mimowolnie popłynęły ku Elesaarowi. Dotknęła go delikatnie. Przypomniały jej się słowa. Już nie pamiętała, kto je wypowiedział. Wydawało jej się, że to jej mama, gdy pierwszy raz zapytała ją o naszyjnik. Wspomniała wtedy, że prawdziwy dziedzic Elessaru pojawi się, kiedy Zakon pozna tożsamość Strażniczki... Maya zmarszczyła brwi, zastanawiając się, dlaczego wcześniej się nad tym nie głowiła. Przecież skoro pani Shay i Shane, i Adam wiedzieli o tym, że to ona strzegła tak cennego klejnotu, to już wkrótce pozna właściciela zielonego wisiorka, któremu go odda.
    "I wtedy skończą się moje problemy z Gwardią!" - ucieszyła się. Uśmiechnęła się szeroko, lecz po chwili dotarła do niej straszna prawda. Skąd miała wiedzieć, kim był ten, któremu powinna oddać własność? Jak go pozna? I kiedy się pojawi?
    Nic nie wskazywało na to, by spieszył się z odzyskaniem swojego skarbu.

    Shane uwielbiał spotykać się ze swoimi kumplami. Z resztą, kto nie lubił? Ale tego dnia po prostu nie miał nastroju do żartów, z których śmiali się jego przyjaciele, do grania z nimi w piłkę. Cały czas myślami uciekał do domu lub do wygranego meczu siatkówki. Ale nie myślał o nim dlatego, że pokonali niezwyciężoną dotąd drużynę. Miał inne powody. A raczej jeden o blond włosach i niebieskim, przenikliwym spojrzeniu.
    Kevin przyglądał mu się uważnie, zastanawiając się, co go tak bardzo zmieniło. A zmienił się i to było naprawdę widoczne. Obserwował ten proces od samego początku i nie mógł się nadziwić. Wydawał się bardziej odpowiedzialny, spokojniejszy. Coraz częściej to on wykazywał zdrowy rozsądek w różnych sytuacjach, choć i wcześniej czasami również się to mu zdarzało. Stał się poważniejszy. Kevin obserwował przemianę przyjaciela i nie mógł się nadziwić. Długo jednak nie musiał główkować, co spowodowało tak radykalne zmiany.
    "Czego dziewczyna nie potrafi zrobić z chłopakiem?" - zadał sobie w myślach pytanie, na które chyba nikt nie znał odpowiedzi.
    Chłopak prawdopodobnie nawet nie zdawał sobie sprawy, że coś w jego zachowaniu uległo gruntownej zmianie. Nie robił tego świadomie. Choć może, gdyby mu ktoś wytknął takie czy inne zachowanie, zacząłby się zastanawiać, dlaczego postąpił tak a nie inaczej. Wtedy może doszedłby do właściwych wniosków. Ale nikt tak naprawdę nie chciał tego zrobić. Albo po prostu tylko Kevin to dostrzegł?
    - Wiecie co, chłopaki, będę już leciał - powiedział, gdy usiedli na trawie, by chwilę odpocząć. Otarł pot z czoła, który skleił jego blond włosy i napił się wody z butelki.
     - Co tak wcześnie? - zdziwił się Colin. - Coś się stało?
    - Nie, nic się nie stało, po prostu... Powinienem się już zbierać - odparł tylko. Wstał z ziemi, założył na siebie koszulkę, którą ściągnął, gdy zaczynali grać. Pożegnał się ze znajomymi i ruszył do domu.
Adison
    Nie uszedł jednak daleko, gdy na drodze spotkał uśmiechniętą od ucha do ucha Adison. Nieco zdziwiona dziewczyna już z oddali zaczęła do niego machać. Gdy się do siebie zbliżyli, przywitała się wesoło.
    - Cześć! Co ty tu robisz? Myślałam, że jeszcze gracie. Właśnie szłam popatrzeć, jak się pocicie. - Zaśmiała się. - Już skończyliście? Tak wcześnie?
    - Chłopaki jeszcze są na boisku, możesz do nich iść - odrzekł uprzejmie.
    - A ty? - Chciała wiedzieć. - Wiesz, myślałam, że moglibyśmy później razem gdzieś wyskoczyć... - zaproponowała nieśmiało. Shane spojrzał na nią nieco zdezorientowany. W pierwszej chwili nie pojął, o co dziewczynie chodziło. Dopiero po chwili dotarło do niego, że Adison zaproponowała mu randkę.
    - Adison, słuchaj - westchnął ciężko. - To, że cię uratowałem, wtedy na treningu nic między nami nie zmienia. Chyba to rozumiesz, prawda? Przykro mi, ale nigdzie razem nie pójdziemy. Dzisiaj ani jutro, ani nigdy. Ja chyba... Nie lubię cię tak jak ty mnie. Przepraszam, jeśli pomyślałaś sobie coś innego...
    Bardzo dokładnie jej się przyglądał, więc zauważył, jak cała radość uleciała jej z oczu, jak przez niego się zasmuciła. Starała się jednak nie pokazać po sobie, że jego odtrącenie jakoś bardzo ją zraniło. Po sekundzie załamania podniosła wysoko głowę i spojrzała mu prosto w oczy. Uśmiechnęła się krzywo.
    - Ja tak tylko zaproponowałam. Nie chciałam, żebyś czuł się do czegoś zobowiązany, bez przesady. Po prostu sądziłam, że dasz się wyciągnąć do kina czy coś, ale skoro nie chcesz, nie będę się narzucać. - Wzruszyła ramionami. - To do zobaczenia w szkole! - zawołała na pożegnanie. Shane patrzył na nią z niemałym zdziwieniem na twarzy. Tak nim zakołowała, że już kompletnie nie wiedział, co o tym myśleć.
    Miał nadzieję, że dał Adison jasno do zrozumienia, że nic do niej nie czuł. Nie wiedział, czy aby nie zranił dziewczyny, ale co się stało to już się nie odstanie. Nie miał zamiaru żałować czegoś, czego za żadne skarby nie chciał powtarzać.
    "Adison zawsze była twarda. Nawet jeśli ją to w jakiś sposób uraziło czy może nawet zabolało, poradzi sobie." - pomyślał. Przynajmniej żywił taką nadzieję.

    Maya właśnie szykowała dla siebie późny obiad, może nawet coś w rodzaju kolacji, gdy jej telefon zadzwonił. Wytarła szybko ręce w ściereczkę i odebrała.
    - Hej! - usłyszała po drugiej stronie radosny głos Diany. Od razu się uśmiechnęła, bo przyjaciółka samym przywitaniem sprawiła, że humor jej się poprawił.
    - Dzień doberek! - zawołała. - Co tam słychać?
    - Wszystko dobrze. Co dzisiaj robisz? - zapytała niepewnie.
    - A co? - Maya zachowywała ostrożność. Nie wiedziała, czego Diana od niej chciała, ale gdyby to coś było niemożliwe do spełnienia, zamierzała mieć jakąś furtkę, przez którą mogłaby spokojnie wyjść, nikomu nie robiąc krzywdy.
    - No wiesz, zastanawiałam się, czy nie mogłybyśmy się spotkać, pogadać, może obejrzałybyśmy film? - zaproponowała.
    - Tylko we dwie? - dopytywała. Maya usłyszała szczęk kluczy w zamku. Wyjrzała z kuchni, by zobaczyć wchodzącego do domu Shane'a. Widząc, że dziewczyna rozmawiała przez telefon, uśmiechnął się do niej tylko. Razem weszli do kuchni.
    - No... Niezupełnie... Chloe już u mnie jest a Wen powinna za chwilę się pojawić. To co, wpadniesz? - zapytała z nadzieją. Serce Mayi zabiło szybciej. Uwielbiała swoją przyjaciółkę za to, że chciała pogodzić ją z dziewczynami, ale niestety, musiała odmówić. Z żalem w sercu odpowiedziała smutno.
    - Przykro mi, ale nie mogę. Poza tym Chloe i Wendy nie byłyby zachwycone moją obecnością.
    - Na pewno nie dasz się namówić? - próbowała nadal ją przekonać. Maya westchnęła cichutko.
    - Naprawdę chciałabym się spotkać, ale dzisiaj nie dam rady - odpowiedziała tylko. Woda w czajniku zagotowała się, więc wyłączyła go i zalała herbatę wrzątkiem.
    - Ale wszystko w porządku? Nic się nie stało? - zmartwiła się przyjaciółka. Blondynka zaśmiała się serdecznie.
    - Oczywiście, że wszystko okej. Po prostu jestem daleko od domu i nie dałabym rady przyjechać do ciebie - wyjaśniła szybko.
    - Aha, no chyba że tak. Innym razem?
    - Koniecznie! Pa, do zobaczenia w szkole! - pożegnała się.
    - Cześć!
    - Gadałaś z Dianą? - zainteresował się Shane, gryząc jabłko. Zdziwiona Maya potwierdziła. - Przykro mi - powiedział tylko.
    - Dlaczego? - zapytała, jeszcze bardziej zdezorientowana.
    - Będąc tutaj, nie możesz spotkać się ze swoimi przyjaciółkami - wyjaśnił.
    - Bez przesady. W sumie, dobrze mi tutaj. Co prawda bardzo tęsknię za mamą, Joshem i wszystkimi, ale tu czuję się... Tak swojsko. Jakbym była u babci czy coś. Poza tym nawet jakbym mieszkała u siebie, nie spotkałabym się dzisiaj z Dianą. Znów byśmy się tylko niepotrzebnie pokłóciły z dziewczynami. A tego naprawdę bym nie chciała.
    - Więc jeśli ani ja, ani ty nie mamy planów na wieczór, to może porobilibyśmy coś razem? Może popcorn i kolejny film? Co ty na to? - zaproponował, pomagając jej pokłaść całe jedzenie na tacy.
    - Czemu nie. - Wzruszyła ramionami. - To co oglądamy? - zapytała, gdy szli po schodach na górę.
    - Nie wiem, ale na pewno znajdziemy coś ciekawego - zapewnił. Weszli do pokoju dziewczyny, rozsiedli się na łóżku i, jedząc, szukali repertuaru, który zainteresowałby ich oboje.

~~~*~~~*~~~*~~~

    Heeej. Chyba nigdy w całej mojej karierze nic innego nie pisało mi się tak opornie jak ten rozdział. Po prostu kompletna katastrofa! Mam jednak nadzieję, że chociaż Wam będzie się to czytało lepiej niż mnie pisało ;) Mój pomysł na ten rozdział poszedł sobie do lasu i nici z niego wyszły. A miało być tak fajnie i tajemniczo :D
    Piszcie, co o nim sądzicie. Jestem mega ciekawa Waszych wrażeń po tych moich wypocinach. Od następnych rozdziałów znów zacznie się dziać, to mogę jedynie obiecać ;)
    Na razie to tyle. Pozdrawiam Was serdecznie! <3
Mrs Black bajkowe-szablony