Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ben Barners. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ben Barners. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 28 lipca 2015

Epilog


    Shane i Maya spojrzeli na siebie porozumiewawczo. Uśmiechnęli się do siebie. Oczywiście bardzo chcieli podzielić się z przyjacielem dobrymi nowinami i tym, jaki plan wymyślił Josh, ale nie mogli oprzeć się pokusie podroczenia się z nim. Mimo tego, co przeżył. Widząc, że ogarniała go już szewska pasja, blondynka ulitowała się nad nim i z kieszeni spodenek wyciągnęła Elessar cały i zdrowy. Oniemiały Adam nie potrafił wydobyć z siebie ani jednego słowa. Spoglądał tylko na przemian to na swoich przyjaciół to na klejnot.
    - Aaa... Ale jak? - zdołał wydukać po paru minutach. Chwycił za naszyjnik, chcąc upewnić się, że jest prawdziwy. Był, czuł w palcach jego kontury, przyjemne ciepło, które rozprzestrzeniało się po jego ciele.
    - Normalnie. - Uśmiechnął się jeszcze szerzej Shane.
    - Czekaj, czekaj. Skoro prawdziwy Elessar jest tutaj, z nami, to co dostał Malcolm? - zapytał, kojarząc szybko fakty. Shane i Maya znów spojrzeli na siebie porozumiewawczo.
    - Podróbkę - powiedziała tylko dziewczyna. - Josh wymyślił, by na początku pokazać Malcolmowi prawdziwy naszyjnik a potem udać, że najpierw chcemy, by pokazał nam ciebie. Wtedy schowałam go za plecami a chłopcy podmienili wisiorki. Nikt się nie zorientował, zwłaszcza Malcolm, ponieważ pokazałam mu Elessar. A potem chyba za bardzo uwierzył w siebie, bo nawet nie sprawdził, czy jest prawdziwy, po prostu pozwolił nam odejść. Plan ryzykowny, ale podziałał, a to najważniejsze.
    - Jesteście niemożliwi! - Zaśmiał się serdecznie Adam. Oddał klejnot blondynce, która z powrotem powiesiła go na swojej szyi. Chciała go jeszcze przez moment ponosić, by później z czystym sercem móc oddać właścicielowi. Oczywiście, kiedy nadejdzie odpowiednia pora. Na szczęście tę porę mogła już sama wybrać.
    - Powinieneś już iść spać. Mama Shane'a nas zabije, jeżeli nie pozwolimy ci odpocząć - odezwała się po krótkiej chwili.
    - Masz rację - powiedział Shane, wstając. - Lepiej, żebyś miał siły. Jutro zakończenie roku szkolnego a potem dwa miesiące wakacji! Powinieneś przed nimi odpocząć. - Uśmiechnął się porozumiewawczo do kumpla.
    - Dobranoc - rzekła cicho Maya, wychodząc z pokoju i zamykając za sobą drzwi.

    - Gundarze, pierścień zniknął, nie wiem, jak użyć bez niego Elessaru a ty mi mówisz, że mam być spokojny? - zawołał donośnym głosem. Starszy mężczyzna nawet się nie wzdrygnął. Od lat pracował najpierw dla jego ojca, potem dla niego i doskonale wiedział, na co stać dziedziców ich rodu. Był im niezwykle potrzebny, znał swoją wartość i nie obawiał się, że się go pozbędą. Był chodzącą skarbnicą wiedzy. Wiedział dużo więcej niż wszyscy mogliby przypuszczać. To dlatego wszyscy szanowali jego zdanie i o takowe prosili, gdy tylko przychodziły kłopoty. On umiał się z nimi rozprawić. Więc nie zdziwił się, widząc Malcolma w drzwiach biblioteki. Odesłał swoich uczniów, kończąc tym samym zajęcia, ponieważ przeczuwał, że to nie będzie rozmowa miła dla ich uszu. I nie pomylił się.
    - Pokaż mi, proszę, ten naszyjnik. Jest łatwy sposób, by przekonać się, że to Elessar i zmusić go do współpracy bez pierścienia - zauważył spokojnie. Rozeźlony przywódca Gwardii podał starcowi pudełko z wisiorem. Ten wziął je w swoje dłonie i dokładnie obejrzał. Palcami badał każdy, najmniejszy fragment klejnotu, nie uszło jego uwadze nawet to, że jego zieleń wydaje się zbyt matowa. Nie biła od niego żadna energia a doskonale wiedział, że Elessar wytwarza ogromne ciepło z kontaktem ze skórą człowieka. Kiedy już miał pewność, odezwał się cicho. - Obawiam się, że to fałszywka.
    - Jak to? - wrzasnął blondyn. - Jesteś pewien?
    - Absolutnie - powiedział śmiertelnie poważnie Gundar. Przekazał wszystkie wnioski, jakie wyciągnął i zerknął na młodzieńca. - Przykro mi, wiem, ile włożyłeś wysiłku, by go zdobyć. I wszystko poszło na marne...
    - Jeszcze nie wszystko stracone - szepnął jakby sam do siebie, ale mężczyzna doskonale go usłyszał. Jedyne, czego się obawiał, to cena, jaką przyjdzie zapłacić Gwardii za ten nowy plan, który zrodził się w młodej głowie Malcolma.

Maya
    W ostatni dzień szkoły pogoda jak najbardziej dopisywała. Od rana słońce świeciło, na niebie nie było ani jednej chmurki, a wiatr delikatnie rozwiewał włosy przechodzącym przez pasy dziewczynom, które spieszyły na uroczyste zakończenie roku szkolnego.
    Maya, Adam i Shane już siedzieli na sali gimnastycznej pośród innych uczniów. Każdy ubrał się tego dnia elegancko. Dziewczyny założyły sukienki lub spódniczki, a chłopcy koszule i ładne spodnie. Nawet nauczyciele odstroili się. Zwłaszcza wuefiści, którzy zwykle chodzili w dresach.
Alex
    Blondynka siedziała między Dianą a Adamem. Shane natomiast zajął miejsce ze swoją klasą za Mayą. Rozmawiali sobie swobodnie, lecz dziewczyna nie potrafiła oprzeć się wrażeniu, że ktoś ją obserwuje. I to na pewno nie były Wen i Chloe, które siedziały zaraz za Dianą. Dziewczyny starały się, by blondynka niczego nie zauważyła, lecz wiedziała swoje. Obie pewnie zastanawiały się, dlaczego jest taka szczęśliwa, kiedy Shane poprawiał jej włosy i szeptał jej coś do ucha. Nie potrafiły dosłyszeć, o czym rozmawiali i to chyba najbardziej je zabolało, ponieważ jak dotąd wiedziały o niej niemalże wszystko. Teraz nawet nie zdawały sobie sprawy, jakie stosunki mieli wobec siebie Maya i Shane. A wyglądało na to, że bardzo dobre.
    Również Adam i Diana śmiali się z nimi, a kiedy na moment przyszła do nich Alex, ona również zaczęła z nimi ożywioną dyskusję. Tylko Wendy i Chloe nie rozmawiały z nikim z ich klasy. I czuły, że coś było nie tak, nie potrafiły przyznać się, że to one nawaliły po całości.
    - Ślicznie wyglądasz - skomplementował Alex Adam. Uśmiechnęli się do siebie serdecznie.
    - Dziękuję. Słuchajcie, po uroczystościach zamierzamy iść na miasto. Co wy na to? Piszecie się? - zaproponowała. Wszyscy jak jeden mąż się zgodzili. - Okej, to ja lecę. - Jako przewodnicząca szkoły, musiała poprowadzić całą ceremonię.
     Z boku, wśród swoich przyjaciółek ukryła się również Adison. Spoglądała zazdrośnie na dwójkę, która ewidentnie miała się ku sobie. Od środka zżerała ją ciekawość o to, jaki mają do siebie stosunek. Zastanawiała się, czy już byli parą, czy to jeszcze tylko kwestia czasu. Postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce. Podeszła do Adison, która kolejny raz czytała tekst z podkładki.
    - Słuchaj, widziałam, jak gadałaś z resztą. Zgodzili się iść? - zapytała niby od niechcenia.
Adison
    - Jasne - odparła tylko, spoglądając na koleżankę znad kartek. Kiedy ujrzała w jej oczach nieme pytanie, ponagliła ją. Nie miała czasu na zajmowanie się innymi sprawami. Chciała po prostu skupić się na tym, by nie pomylić się w wystąpieniu.
    - Chciałam zapytać o Shane'a i Mayę. Czy myślisz... Myślisz, że oni są ze sobą? - wydusiła w końcu z siebie swoje pytanie.
    - A kto ich tam wie? - odpowiedziała pytaniem na pytanie. - Jeśli tak to wkrótce się o tym dowiemy, a jeżeli nie to co nam do tego? - Cheerleaderka przeklęła w duchu Alex za tak wymijającą odpowiedź. Wyczuła jednak, że dziewczyna radziła jej, żeby nie wtrącała się w ich sprawy. Doskonale wiedziała, że ta para była jedną z ulubionych w ich klasie. Tuż po tym, jak Adam pogodził się z Mayą, wszyscy serdecznie im kibicowali, ponieważ uważali, że do siebie pasowali. Więc Adison zrobiłaby dobrze, gdyby się wycofała. I tak też zrobiła. Na razie dała wygrać Mayi, ale postanowiła sobie, że dziewczyna nie będzie długo cieszyć się sukcesem.
    Wychodzili już z sali gimnastycznej. Szli prawie na końcu, nie chcąc się pchać. Zostali niemalże sami, kiedy podszedł do nich nowy nauczyciel wfu. Stanął im na drodze i spojrzał na Mayę.
    - Myślisz, że tak łatwo wykiwasz mojego pana? - Zaśmiał się jej prosto w twarz. - On nie jest taki głupi, za jakiego go wzięłaś. Przejrzał waszą sztuczkę i teraz wam nie odpuści. Chyba, że oddacie mi to, co powinno należeć do niego - pogroził.
    - O czym pan mówi? - zdziwiła się blondynka.
    - To jeden z Gwardczyków! Widziałem go w siedzibie Malcolma! Pracuje dla niego. Miałem wam powiedzieć, ale z tego wszystkiego zapomniałem! Przepraszam! - zawołał Adam skruszony i zły.
    - Jesteś pewien? - zapytał Shane. Zacisnął dłonie w pięści.
    - Jasne, takich twarzy się nie zapomina.
    Nim zdołali cokolwiek zrobić, nim Will się zorientował, Shane uderzył go z całej siły w szczękę. Mężczyzna zatoczył się do tyłu zaskoczony. Wykorzystali więc jedyną okazję i opuścili budynek szkoły.
    - Niezły cios - pochwalił przyjaciela Adam. Ten tylko skinął głową, rozmasowując dłoń.
    - Słuchaj - zaczęła powoli Maya, przybliżając się do Shane'a. - To chyba należy do ciebie. - Wyciągnęła otwartą dłoń, na której spoczywał Elessar. - Teraz ty powinieneś go nosić.
    Shane ostrożnie wziął od Mayi biżuterię, która od razu w jego rękach zamieniła się na zegarek z zieloną tarczą. Założył go na nadgarstek i podszedł jeszcze bliżej dziewczyny.
    - Dziękuję, że jesteś - szepnął i pocałował ją namiętnie. Pocałunek był krótki, ponieważ już po chwili pojawili się wokół nich znajomi, którzy zaczęli gwizdać i krzyczeć z radości. Ze śmiechem odsunęli się od siebie i rozejrzeli dokoła. Najbliżej stał Adam uśmiechnięty od ucha do ucha. Wcisnął się między nich i objął oboje ramionami.
    - Jak to dobrze, że was mam - powiedział poważnie.
    - Hej, idziecie? - zawołał Kevin, oglądając się na nich.
    W trójkę poszli na miasto, gdzie pozostali już zaczęli świętować koniec roku szkolnego i początek wakacji.

~~~*~~~*~~~*~~~

     Hej, jeszcze raz Was straaasznie przepraszam za takie opóźnienia, ale cóż, bywa i tak. :) Z racji tego, że niedługo odbędzie się już trzecia rocznica tego bloga, postanowiłam napisać jeszcze parę miniaturek, które trochę dodadzą, mam nadzieję, koloru tej historii ;)

    Pierwsza, cóż, pierwsza była nieplanowana, ale wyszła, więc czemu by się nią nie podzielić? ;) Bo to przyjaciółki stwarzają najwięcej problemów i trosk.

    Druga opisuje finał, który rozegrali chłopcy. Pomyślałam, że skoro był półfinał, to dlaczego finału miałoby nie być? Zwłaszcza, że jak pamiętacie, wygrali ;) Siatkówkowa rewolucja.

     A w tej macie nieco przybliżoną kwestię z pewnym snem Mayi ;) Zło to największy strach ludzkości.

    Mam nadzieję, że wszystko przypadło Wam do gustu. Śmiało piszcie, co myślicie o wszystkim. O całym opowiadaniu, co wam się podobało a co nie, sama nie wiem ;) Ogólnie wszystko. :D

    Chciałabym również w tym miejscu podziękować wszystkim, którzy przyczynili się do powstania tej historii. Całej mojej klasie z gimnazjum, na której wzorowałam wyglądy postaci. Dzięki Wam miałam mnóstwo pomysłów na ciekawe rozwinięcia tej opowieści. Dziękuję moim przyjaciółkom, które dzielnie walczyły ze mną i z prawdą, jaka ukazała się w tej opowieści. Dziękuję wszystkim czytającym i komentującym a w szczególności Mii, która dotrwała ze mną do końca! <3

    Jeżeli ktoś chciałby przeżyć historię jeszcze raz, serdecznie zapraszam na wattpada, tam poprawiam wszystkie rozdziały ;)

    A jeżeli ktoś zatęskniłby za moimi opowieściami, to zapraszam na bloga "Polowanie na magię".

    Nie wiem, czy wrócę tutaj. Pewnie tak, ponieważ tutaj zawsze wracam. Może napiszę coś nowego i tutaj wstawię. Chodzą za mną ostatnio fajne pomysły na ff, ale na razie nie będę ich zaczynała, bo mam za wiele na głowie w związku z nowym blogiem ;)

    Zrobilibyście mi taką małą niespodziankę i każdy, kto przeczytał ten epilog, napisze komentarz? Byle kropkę, jedno słowo. Chciałabym wiedzieć, ilu Was tutaj ze mną <3 Chyba to wszystko. No to, co żegnam się? Strasznie mi będzie brakować tej historii, bohaterów! <3 Do zobaczenia <3

czwartek, 2 kwietnia 2015

~39~


    We wtorek rano Tom i Nate wstali bardzo wcześnie. Wynajmowali mały pokoik w mieście niedaleko szkoły, do której chodziła Maya. Nie musieliby się spieszyć, gdyby nie poranny trening, który wszedł im w nawyk. Ćwiczyli codziennie, nieważne, czy było ciepło czy zimno, czy padało. Przywykli do fizycznego wysiłku i gdyby teraz z wygody go zaprzestali, ich ciała nie poradziłyby sobie przy wznowieniu treningu pod czujnym okiem Gundara.
    Chłopcy zdawali sobie z tego sprawy, więc jeszcze przed siódmą wyszli pobiegać. Bardzo dobrze im się ćwiczyło, ponieważ, dopiero co obudzone słońce, nie prażyło jeszcze tak mocno. Delikatny wiatr szumiał między zielonymi gałęziami drzew. Życie na ulicach powoli zaczęło ożywać. Ludzie, nie spiesząc się, szykowali się do pracy, dzieci wstawały do szkoły.
    Wróciwszy do mieszkania, wzięli prysznic i zjedli przyszykowane na szybko śniadanie i posprzątali sypialnie. Pozostawianie czystości po sobie również weszło im w krew, będąc uczniami Gwardii. Później obaj usiedli przy stole i jeszcze raz dokładnie przeanalizowali wszystkie fakty.
Diana
    Po pierwsze: nie byli mile widziani pod szkołą blondynki, choć nadal musieli jakoś mieć z nią kontakt. Po drugie: zdawali sobie sprawę, że Malcolm im nie ufał, więc wysłał za nimi ogon. Po trzecie: nie byli zachwyceni tym, że ktoś patrzył im na ręce, gdy wykonywali tak ważne zadanie. Mogło to się źle skończyć. Mieli jednak nadzieję, że jak zwykle dopisze im łut szczęścia. Choć maleńki.
    Na koniec powtórzyli wszystkie działania, które już wcześniej ustalili. Nate chciał mieć pewność, że jego brat już niczego nie zepsuje. Przebrali się w normalne ciuchy, by móc wtopić się w tłum i wyszli. Dochodziło południe, gdy zjawili się pod szkołą. Właśnie zaczynała się przerwa obiadowa, więc wokół szkoły zaległo się od uczniów, chcących te pół godziny spędzić na słońcu. Wśród nich chłopcy dostrzegli także Mayę wraz z Alex i Dianą. Uśmiechnięte od ucha do ucha, szły w stronę wolnej ławki niedaleko parkingu, na którym stali Nate i Tom. Niosły ze sobą drugie śniadanie, które zamierzały spokojnie zjeść w cieniu drzewa.
Maya
    Tom przyglądał się z uwagą dziewczynie, podczas gdy jego brat stał tyłem do niej. Udawali, że zawzięcie o czymś rozmawiali, lecz to była tylko przykrywka. Tak naprawdę przysłuchiwali się każdemu słowu, które padłyby z jej ust, analizowali i zapamiętywali każdy gest, by móc później wyciągnąć odpowiednie wnioski.

    Dziewczyny, całkowicie pochłonięte rozmową, nie zauważyły, że ktoś je podglądał. Siedziały do nich bokiem i ani myślały spojrzeć w stronę parkingu. Miały ważniejsze rzeczy do obgadania.
    - I jak, Adam odzywał się do ciebie ostatnio? - zapytała niepewnie Alex. Maya pokręciła głową smutno. Odkąd się rozstali, chłopak odpowiadał jedynie na jej "cześć" powiedziane w autobusie lub na korytarzu. Nawet nie spoglądał w jej stronę, gdy siedzieli obok siebie na lekcjach. Wiedziała, że było mu ciężko, sam to przecież przyznał, że potrzebuje czasu. Ale nie miała pojęcia, że to aż tyle zajmie! Bardzo chciała, by było, jak kiedyś. Żeby Ad nie chodził już taki smutny, by ją na każdym kroku rozśmieszał a nie doprowadzał do łez. Nie chciała go stracić, w końcu był jej przyjacielem, wiele mu zawdzięczała. A teraz, w trudnym dla niego okresie, nie potrafiła mu pomóc. Czuła się z tym nieswojo, bo przywykła do pomocy swoim przyjaciołom. A w tej sprawie nie mogła zrobić nic, kompletnie nic.
    - Rozmawiałam z nim ostatnio, tak jak mnie prosiłaś - zagadnęła po chwili Alex.
    - I co? - ożywiła się od razu Maya.
    - Twierdził, że jest w porządku. I wydawało mi się, że już naprawdę jest na dobrej drodze do tego, by w końcu się do ciebie odezwać, by odrzucić dumę na bok i znów zwrócić się do swoich znajomych. A zwłaszcza do ciebie i Shane'a. Gdy mu to wypomniałam, prychnął i stwierdził, że nie chce Shane'a widzieć na oczy, bo nadal jest zazdrosny. Zdziwiło mnie to, że się do tego przyznał. Dostrzegłam, że nie jest już tym, kim kiedyś był. Stał się dojrzalszy. Coś go zmieniło. I tu chyba nie tylko chodzi o tą relację miedzy wami. To chyba coś poważniejszego. Pewnie ty wiesz, bo to zaczęło się jeszcze zanim zerwaliście... - Alex spojrzała na Mayę, uważnie przypatrując się, jak zareaguje. Dziewczyna w jednej chwili spięła się, rozumiejąc, co mogło mieć wpływ na zmianę w zachowaniu Adama. Już po chwili jednak spróbowała udawać, że nie ma pojęcia, o co mogłoby chodzić. Alex jednak nie była głupia, nie dała się zwieść. - Rozumiem, że nie możesz mi powiedzieć, więc chociaż nie kłam. - Uśmiechnęła się serdecznie. Pokiwała tylko delikatnie głową, zgadzając się z koleżanką.

    Maya tego dnia skończyła lekcje wyjątkowo wcześniej. Postanowiła poczekać na Shane'a, który po zajęciach poszedł na trening. Obiecali sobie rano, że razem zrobią zakupy, o które poprosiłą ich pani Shay.
   Wyszła samotnie ze szkoły, kierując się na ławkę, na której jadła wraz z koleżankami drugie śniadanie. Usiadł na ławce, która pogrążona była jeszcze w cieniu wysokiego drzewa. Wyciągnęła z torby książkę. Zaczęła ją ostatnio czytać i tak ją zainteresowała, że nie mogła się od niej oderwać.
    Nie dokończyła nawet rozdziału, gdy poczuła, że ktoś się do niej zbliżał. Podniosła wzrok i zobaczyła dwóch chłopców zmierzających w jej stronę. Nie wyróżniali się niczym szczególnym. Obaj byli wysocy i niezwykle chudzi, ale jednocześnie silni. Jeden z nich palił papierosa, choć na terenie przy szkole nie wolno tego robić. Serce zabiło jej szybciej, gdy rozpoznała w nich swoich oprawców ze snów.
    - No, no, no, kogo my tu mamy! - zawołał Nate, siadając obok niej. - Dawno się nie widzieliśmy! Stęskniliśmy się za tobą, prawda? - zwrócił się do brata, nie odrywając od niej wzroku.
    - Jasne, strasznie brakowało mi widoku tej przerażonej twarzyczki. - Zaśmiał się.
    - Czego ode mnie chcecie? - szepnęła, przełykając narastającą w gardle gule.
    - Tego co zawsze. Oddaj nam Elessar a już nigdy w życiu nas nie zobaczysz.
    - Dla dobra twojego i wszystkich bliskich radziłbym ci to załatwić z nami od razu - zasugerował cicho Tom. - Malcolm powoli nudzi się tą grą w kotka i myszkę. I jeżeli nam nie dasz Elessaru, sam złoży ci wizytę. Albo raczej ty jemu, lecz od razu mogę ci zaświadczyć, że nie będzie to nic miłego. Chyba pamiętasz wasze ostatnie spotkanie? - Przyjrzał jej się uważnie, pochylając się delikatnie w jej kierunku.
    Maya mimowolnie zadrżała. Nie musieli jej przypominać tych strasznych dla niej chwil w domu Gwardii. Najgorsze sceny nadal pojawiały się w jej koszmarach, przywołując paraliżujący strach, z którym nic nie potrafiła zrobić.
    Chłopcy zdawali sobie doskonale sprawę z tego, że gdy ktoś raz spotkał Malcolma, nigdy już o nim nie zapomni. Wiedzieli, że miał ogromny wpływ na ludzi, bardzo zły wpływ, lecz dzięki temu załatwiał wiele spraw, które mogłyby się wydawać beznadziejne. Tym razem było jednak trochę inaczej. Przywódcy nigdy na niczym nie zależało tak bardzo jak na Elessarze. Nigdy również nie spotkał się z takimi silnymi osobami jak Maya czy matka Shane'a. To zadanie z niewykonalnego od początku, stawało się z każdą chwilą coraz bardziej tragiczne. Lecz nikt nie mógł się poddać.
    Dokładnie przyglądali się jej reakcji, więc upewnili się, że dokładnie pamiętała, co wydarzyło się w siedzibie Gwardii. Uśmiechnęli się do siebie porozumiewawczo.
    - Dajcie  mi święty spokój! - spróbowała krzyknąć, ale z jej ściśniętego gardła wydobył się tylko delikatny szept.
    - Damy, damy, gdy tylko załatwimy tę sprawę - zapewnił Nate. - To jak będzie, będziesz mądra i oddasz nam Elessar teraz, czy jednak chcesz się ponownie spotkać z Malcolmem? A może pragniesz, by poznał twoich przyjaciół? - zapytał. Przerażona dziewczyna spojrzała na niego. Do oczu cisnęły się jej łzy, lecz postanowiła sobie, że nie da im tej satysfakcji i nie podda się. Nie mogła. Musiała za wszelką cenę chronić naszyjnik. Przymknęła na chwilę powieki, by pozbyć się niechcianych łez a później spojrzała najpierw na jednego a następnie na drugiego z nich.
    - Niczego wam nie dam, a waszemu panu możecie powiedzieć, że się go nie boję! - zawołała opanowanym już głosem. - Mam gdzieś jego i jego zachcianki. Zostałam stworzona po to, by chronić Elessar i nie myślcie sobie, że go tak łatwo dam jakimś dwóm zwyrodniałym, przerośniętym chłystkom! Niedoczekanie! - prychnęła, wstała, szarpiąc za torbę i chciała odejść, lecz Tom zatrzymał ją. Chwycił mocno za jej nadgarstek a następnie odwrócił w swoją stronę. Próbowała wyswobodzić rękę z jego dłoni, lecz był dla niej zbyt silny. Warknęła tylko z bezsilności i spojrzała wrogo w oczy napastnika.
    - Nie masz prawa nas obrażać! - syknął Nate, podchodząc wolno do niej. Zatrzymał się milimetry od niej. Był zdecydowanie wyższy, więc Maya, chcąc spojrzeć mu w twarz, musiała zadrzeć głowę do góry. - Muszę ci jednak podziękować - powiedział cicho, pochylając się tak, że niemal musnął ustami jej ucho. - W końcu przyznałaś się, że jesteś Strażniczką. - Zaśmiał się. Dopiero wtedy dotarło do niej, co takiego się stało. Szantażując nią, nie mieli pewności, kim właściwie była w tym całym zamieszaniu. Dopiero jej słowa utwierdziły ich w przekonaniu, że dobrze robili, że natrafili na właściwą osobę. Przerażona zdawała sobie sprawę, że to już koniec tajemnic. Już wszyscy będą wiedzieli, skończy się beztroskie życie, które do tej pory wiodła.
    Nie zastanawiając się nad konsekwencjami, tylko nad tym, by jak najszybciej stamtąd uciec, kopnęła, nadal pochylającego się nad nią Nate'a między nogi. Chłopak zachwiał się i odszedł kilka kroków do tyłu. Chwyt Toma na jej nadgarstku zelżał na chwilę, więc wyrwała rękę i puściła się biegiem w stronę szkoły, mając nadzieję, że tam znajdzie kogoś, kto jej pomoże.
    Niestety, nie doceniła chłopców. Wyszkoleni pod okiem Gundara, umieli szybko zareagować. W sekundę później już ruszyli za nią w pościg. Maya co prawa biegała codziennie, ale od niedawna, natomiast bracia ćwiczyli od najmłodszych lat. Byli wysportowani i niezwykle szybcy. Złapali dziewczynę jeszcze zanim dobiegła do końca chodnika. Tom zamknął ją w swoich ramionach, stojąc za nią. Nate z furią w oczach przechodził się tuż przed nią. Bała się go. W końcu uderzyła go dosyć boleśnie, miał prawo się wściekać. Nie miała pojęcia, co zamierzali jej zrobić, ale wiedziała, że nie czekało ją nic dobrego.
    W końcu, gdy starszy z nich stanął i blondynka z bijącym sercem oczekiwała najgorszego, stało się coś, czego w życiu by się nie spodziewała. Usłyszała głośny krzyk za jej plecami. Chłopcy jak jeden mąż odwrócili się. Ona również chciała zobaczyć, kto się zjawił, lecz mocny uścisk Toma jej to uniemożliwił. Tylko po głosie poznała, że wołał mężczyzna.
    - A co tu się dzieje? - zapytał, gdy był już bliżej. - Wy nie chodzicie do naszej szkoły, prawda? Już, puśćcie ją! - rozkazał. Maya poczuła, jak Tom zabiera od niej łapy. Zachwiała się delikatnie, lecz nauczyciel pomógł zachować jej równowagę. - Już ja się z wami rozprawię! - pogroził uciekającym. - Nic ci się nie stało? - zapytał, gdy blondynka z jego pomocą usiadła na ławce. Serce biło jej niemiłosiernie szybko, w głowie jej szumiało. Mimo szoku, jakiego doznała, poczuła ciężar Elessaru. Resztką sił skupiła się na tym, by go nie dotknąć i nie zdemaskować się przed nowym belfrem uczącym wychowania fizycznego.
    - Nic mi nie jest. Dziękuję. - Spojrzała na niego nieufnie. Na jego ustach gościł uśmiech, lecz ciemne oczy wydawały się jej puste. Nie miała pojęcia, co o nim myśleć. Intuicja podpowiadała jej, żeby mu nie ufać. Z drugiej strony jednak ją uratował, więc może nie do końca był zły?
    - Cała przyjemność po mojej stronie - powiedział. Maya chciała coś dodać, ale podbiegł do nich Shane, który właśnie skończył trening.
    - Co się stało? - zapytał nie mało przestraszony widząc przyjaciółkę w takim stanie.
    - Długo by opowiadać. - Machnęła ręką dziewczyna. - Chodźmy lepiej do domu. Później ci wszystko wyjaśnię - obiecała, pociągając chłopaka za sobą.

~~~*~~~*~~~*~~~

    Hej, jeszcze raz was strasznie przepraszam za takie opóźnienie, ale w weekend tak mnie palec bolał, że ledwo co pisałam :/ Wczoraj prawie dokończyłam rozdział, ale mi się coś zacięło i pół tego, co miałam napisane mi się usunęło i musiałam dzisiaj od połowy pisać jeszcze raz. Ale na szczęście już jest okej, palec jeszcze boli, ale już nie tak dokuczliwie no i laptop się odbraził :D
    Dzisiaj się dzieje, mam nadzieję, że choć trochę zrekompensuje wam to, że rozdział nie pojawił się na czas ;) Piszcie, co o nim myślicie, jestem straaasznie ciekawa waszego zdania! <3

sobota, 17 stycznia 2015

~34~


    Kolejny dzień zapowiadał się zgoła inaczej, niż wcześniejszy. Niebo zakryły ciemne chmury, z których rano delikatnie siąpiło. Słońce, które towarzyszyło wszystkim przez ostatnie kilka tygodni, skryło się i ani na moment nie chciało się pokazać.
     Maya siedziała w autobusie i spoglądała na pogrążone w deszczu miasto. Widziała spieszących pieszych z parasolami, którzy uciekali przed rozchlapującą się wodą z kałuż, gdy przejechał obok nich jakiś samochód. Po szybie szybko spływały kropelki wody, ścigając się w nieoficjalnym wyścigu.
    Kolejny dzień, w którym Adam się do niej nie odezwał. Miała dosyć jego zachowania i postanowiła z nim porozmawiać, gdy tylko znajdą chwilę. A takiej chwili nie było aż do przerwy na lunch, kiedy to dopadła chłopaka, gdy szedł samotnie na stołówkę.
    - Poczekaj! - zawołała za nim. Brunet stanął, by Maya mogła się z nim zrównać i potem razem ruszyli w stronę jadalni. - Chciałabym z tobą porozmawiać.
    - Okej. - Wzruszył ramionami. - O czym?
    - O twoim zachowaniu - przyznała. Adam uniósł brwi, widocznie nierozumiejąc tematu. - Och, nie udawaj! - żachnęła się. - Doskonale wiesz, o co mi chodzi. Zachowujesz się jak dzieciak, odkąd dowiedziałeś się, że ten głupi znak jakoś łączy mnie z Shanem.
    Przystanął na chwilę, spojrzał jej głęboko w oczy. Zauważyła w nich odrobinę bólu, który chłopak starał się za wszelką cenę ukryć. Ale Maya znała go za dobrze, by tego nie zauważyć.
    Przyglądał jej się chwilę, po czym pociągnął dziewczynę za sobą, prowadząc ją w ustronne miejsce. Wiedział, że tak łatwo nie pozbędzie się Mayi, mówiąc jej byle co. Poza tym zasługiwała na prawdę. Ona go nigdy nie okłamywała. Więc powinien z nią szczerze porozmawiać, przyznać się.
    Zatrzymali się na końcu korytarza obok drzwi prowadzących do gabinetu szkolnego pedagoga. O tej porze wszyscy uczniowie znajdowali się lub jeszcze zmierzali do stołówki, więc w tej części szkoły było niewielu ich niewielu. Maya oparła się o zimny parapet. Zerknęła na Adama, który spacerował od jednej ściany do drugiej, zbierając myśli. Uważnie patrzył w podłogę, jakby ta miała mu coś doradzić. Dziewczyna odczekała chwilę, lecz nie mogąc się doczekać tego, aż Ad pierwszy się odezwie, zagaiła.
    - Więc, powiesz mi, dlaczego się tak zachowujesz? - zapytała ostrożnie, cały czas wodząc za nim wzrokiem. Zatrzymał się po chwili jakiś metr przed nią. Zachowywał się, jakby chciał podejść bliżej, ale coś mu w tym przeszkadzało.
    - Jest mi trudno - przyznał. - Niby twierdzisz, że przeznaczenie nic dla ciebie nie znaczy, że to ty podejmujesz decyzje, z kim zamierzasz się spotykać a z kim nie, ale ja wiem swoje. Zdaję sobie sprawy, że prędzej czy później zorientujesz się, że to Shane'a tak naprawdę kochasz. Rozmawiałem o tym z moją siostrą. Doradziła mi, bym się nie mieszał, bo i tak  będzie, jak miało być. Nikt tego nie zmieni - zamilkł na moment. Maya pomyślała, że powinna się jakoś odezwać, ale kompletnie nic sensownego nie przychodziło jej do głowy. Adam zaskoczył ją tak dorosłym podejściem do sprawy. Nie spodziewała się takich słów. Widząc, że dziewczyna nie wie, co powiedzieć, Adam znów się odezwał. - Ja po prostu nie mam siły rywalizować z przeznaczeniem. Zwłaszcza, że wiem, że i tak przegrałbym tę walkę.
    - Czy to znaczy, że... - Mayi nie chciały prześć te słowa przez gardło. Spojrzała przerażonym spojrzeniem w jego brązowe oczy pełne smutku. Pokiwał głową.
    - Przykro mi - powiedział szczerze. - Lepiej będzie, jak zostaniemy przyjaciółmi, choć nie wiem, czy dam radę. Bardzo mi na tobie zależy - wyznał.
    - Mi na tobie też - szepnęła.
    - Wiem. - Uśmiechnął się słabo. - Przepraszam, ale kiedyś zobaczysz, że tak będzie najlepiej.
    I odszedł. Tak po prostu ją zostawił pośrodku korytarza, naprawdę zdezorientowaną, smutną, wystraszoną. Stała tak jakiś czas, nie wiedząc, co ze sobą zrobić. Potem zorientowała się, że powinna iść coś zjeść, bo jeśli tego nie zrobi, będzie głodna. Ruszyła wiec chwiejnym krokiem naprzód.
    Gdy weszła do jadalni, rozejrzała się dokoła, szukając tego jedynego, którego chciała teraz zobaczyć. Był tam. Siedział ze zwieszoną głową przy stoliku razem z Shanem, Kevinem i resztą. Podniósł na nią wzrok, jakby wyczuł, że znajdowała się w tym samym pomieszczeniu co on. Od razu jednak wrócił spojrzeniem do blatu stołu.
Alex
    Idąc przez stołówkę, zauważyła Alex, która pomachała do niej. Maya ucieszyła się, bo koleżanka zaprosiła ją do jej stolika, gdzie siedziały już dziewczyny z jej klasy - Maggie i Jessie. Przywitała się z nimi cicho, po czym zaczęła jeść swoje drugie śniadanie. Jednocześnie przysłuchiwały się rozmowie, którą prowadziły dziewczyny. A dotyczyła ona nowego nauczyciela, który przyszedł na zastępstwo. Zaciekawiona blondynka spojrzała na koleżanki.
    - A co się stało z Wodzem? - zainteresowała się. Wodzu to przezwisko nadane lata temu ich nauczycielowi wychowania fizycznego.
    - Miał wypadek, był parę dni w szpitalu, ale mówią, że to nic poważnego. Zdziwiło nas to, że tak od razu znaleźli kogoś nowego, zwłaszcza, że nic nie wskazuje na to, by Wodzu zrezygnował z dalszego uczenia.
    - Jaki jest? - zapytała.
    - Nieziemsko przystojny! - zawołała ze śmiechem Margaret. - Jest bardzo wysportowany.
    - Zapomniałaś, że jest młody - dodała Jessie.
    - No tak - przyznała Alex. - Na imię ma Will, tak każe do siebie mówić.
    - Okej. - Uśmiechnęła się Maya. - A na zajęciach? Jest wymagający? Co robiliście?
    - Na pierwszej lekcji, kiedy się już przedstawił, graliśmy w siatkówkę. Potem na następnej lekcji biegaliśmy a później robiliśmy różne takie ćwiczenia. Nie było najgorzej - odpowiedziała Alex. - Zresztą, przekonasz się dzisiaj już po przerwie. A tak a propos, ćwiczysz?
    - Nie, mam zwolnienie do końca tygodnia. Zapomniałaś? Przecież jeszcze nie tak dawno byłam chora - powiedziała.

    Pod koniec przerwy dziewczyny poszły do szatni. Tam przebrały się w swoje stroje na wychowanie fizyczne i, gdy zadzwonił dzwonek, stanęły przed drzwiami, prowadzącymi do sali gimnastycznej, gdzie znajdowali się już chłopcy z ich klasy. Maya nie miała pojęcia, jak zachowywać się w obecności Adama. Czy powinna się z nim przywitać, czy może raczej w ogóle na niego nie patrzeć?
    Nie musieli długo czekać. Nim upłynęły dwie minuty z magazynku sportowego wyszedł wysoki, młody mężczyzna. Miał brązowe włosy, które sterczały mu na wszystkie strony, jednodniowy zarost, który przykrył żuchwę. Swoimi brązowymi, mądrymi oczami rozejrzał się po twarzach zebranych. Zauważywszy Mayę, jakaś dziwna iskierka zabłyszczała mu w oczach. Gdy dziewczyna to dostrzegła, wystraszyła się. Nie było to miłe spojrzenie, choć z pozoru mogło się takie wydawać. Patrzył na nią przenikliwie, jakby chciał dosięgnąć jej myśli.
    Co dziwniejsze, Maya poczuła nagle, że jej naszyjnik staje się naprawdę ciężki i gorący. Zdziwiła się, bo bardzo rzadko coś takiego się działo. Tylko, gdy w pobliżu znajdował się ktoś zły. Ktoś, kto chciałby zabrać Elessar i użyć go dla własnych celów.

~~~*~~~*~~~*~~~

    Hej. Tak, wiem, rozdział króciutki, ale tak właśnie chciałam go zakończyć. Poza tym, nie wiedziałabym, co jeszcze mogłabym w nim opisać. Ostatnio rozpisałam sobie wszystkie rozdziały aż do epilogu i w tym było właśnie tylko to. Sądziłam, że zajmie mi to trochę więcej notki, ale wydaje mi się, że tak też może być.
    Co o nim sądzicie? Co myślicie o zachowaniu Adama? A co o nowym nauczycielu? Macie jakieś sugestie, pytania, albo może podejrzewacie, co będzie działo się dalej? Jestem ciekawa waszych pomysłów ;)
    Kiedy zaczynacie ferie? A może ktoś z Was już ma wolne? ^^ Ja zaczynam z początkiem lutego, czyli jeszcze trochę czasu :)
    Pozdrawiam serdecznie!
Mrs Black bajkowe-szablony