Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sad. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sad. Pokaż wszystkie posty

sobota, 11 kwietnia 2015

Fakt autentyczny,

czyli jak szybko stracić najlepsze przyjaciółki. 

Od bardzo dawna zastanawiałam się, jak ukazać postacie Chloe i Wendy w tym opowiadaniu. Bo historia ta okazała się odbiegać od wątku ich przyjaźni z Mayą (i bardzo dobrze, bo nie o to mi chodziło), ale wydaje mi się, że pewne sprawy potrzebują wyjaśnienia; czuję, że powinnam coś do tego dopowiedzieć. Odrębnego rozdziału nie chciałabym tworzyć, dlatego postanowiłam napisać króciutkie miniaturki, które, mam nadzieję, postawią w odpowiednim świetle przyjaźń dziewcząt i to, dlaczego stało się tak a nie inaczej.

A do stworzenia jednej z nich, zainspirowała mnie rozmowa z jedną dziewczyną, nie wiem, czy się pomylę, jeżeli powiem, że moją byłą przyjaciółką. Dzięki niej zauważyłam, dlaczego tak silna więź może tak nagle zniknąć. A może tej silnej więzi wcale nie było?

Zapraszam serdecznie do przeczytania miniaturek! ;)


Strach się bać! 


   Maya siedziała w pokoju i przeglądała zdjęcia, których miała mnóstwo na laptopie. Za oknem hulał chłodny wiatr, do tego od kilku minut padał ulewny deszcz. Atmosfera na dworze sprzyjała humorowi, jaki udzielił się dziewczynie. Blondynce wzięło się na wspomnienia. W jej głowie co rusz pojawiały się różne scenki, każda związana z innym wydarzeniem, które zostało uwiecznione na fotografii.
    Jedno zdjęcie szczególnie lubiła. Nie pamiętała, kiedy dokładnie zostało zrobione, ale wydawało jej się, że mogło to być w zeszłe wakacje lub jeszcze pod koniec roku szkolnego. Zawsze uwielbiały się wygłupiać, stroić śmieszne miny, zakładać na siebie to, w co normalnie by się nie ubrały. Robiły ostry makijaż, czasami przesadzony i tańczyły się, wygłupiały i uwieczniały te chwile na zdjęciach.
    Wspominając tamte czasy, jej myśli wybiegły do Wendy. Zaczęła zastanawiać się, co robiła koleżanka, jak się czuła, co chodziło jej po głowie. Pragnęła ją o to wszystko wypytać niemal od razu, lecz gdy sięgnęła po telefon, zamarła. Przeoczyła jeden mały szczegół. Przyjaciółka się do niej nie odzywała, pewnie nie chciała mieć już z nią nic wspólnego. Zawiedziona i smutna powróciła do przeglądania zdjęć lecz z o wiele mniejszą pasją niż wcześniej.
    Nie skupiała już tak wielkiej uwagi na tym, co widziała na monitorze laptopa. Mimowolnie zaczęła zastanawiać się, jak to wszystko by się potoczyło, gdyby jakoś inaczej pokierowała sprawą z dziewczynami. Czy byłoby tak, jak dawniej? Jak kiedyś? Czy chciała do tego wrócić?
    Zdecydowanie na wszystkie pytania odpowiedziała wielkie "NIE". Nic nigdy nie jest takie samo po pewnych wydarzeniach. I wiedziała, że i tym razem reguła sprawdziłaby się. Każde doświadczenie zmienia człowieka.
    Zdawała sobie również sprawę, że nie pragnęła tego, co było kiedyś. Owszem, chciałaby się dogadywać z Wen i Chloe, ale do tej pory tak wspaniale nie układało jej się z Shanem i Adamem oraz z resztą jej klasy. Uwielbiała te kontakty i nie zamieniłaby je na nic w świecie. Za bardzo czuła się w końcu zrozumiana i akceptowana.
    Mimo wszystko brakowało jej rozmów, zwłaszcza z Wen, z którą to potrafiły przegadać całe noce o wszystkim. To ona zawsze była przy niej, gdy ta potrzebowała wsparcia w związku z chłopcami. I teraz, gdy Maya miała dylemat, dziewczyny nie było przy niej. Czuła nieodpartą chęć opisania tego, co jej leży na sercu. Włączyła więc program do pisania w laptopie i zaczęła pisać to, co chciałaby powiedzieć Wendy.

   "Hej, przepraszam, że o tak późnej porze, ale mam dzisiaj taki wieczór przemyśleń i po prostu musiałam. 
    Nie wiem, czy zauważyła, ale się od siebie oddaliłyśmy. I to bardzo. Już nie jest tak, jak kiedyś. Obie się zmieniłyśmy. Tak dawno ze sobą nie rozmawiałyśmy... Coś się popsuło. Zaczęłam zastanawiać się nad przeszłością, nad tym, co było, co schrzaniłam. Nie mam pojęcia, kto w naszej relacji zawinił - zapewne wina leży gdzieś pośrodku, jak zwykle. Ale to przecież nie o to chodzi, by zwalać teraz na siebie nawzajem winę. Nie po to też piszę. Chciałabym Tobie, tak samo jak sobie same, przypomnieć, jak to było kiedyś. 
    Pamiętasz, jak było na początku? Zawsze mnie do wszystkiego motywowałaś, trwałaś i wspierałaś nawet wtedy, a zwłaszcza wtedy, gdy popełniałam błędy. Zawsze we mnie wierzyłaś jak nikt inny. Dopełnialiście się z Alyss i Joshem. Mogłyśmy przegadać cały dzień a i tak miałybyśmy jeszcze mnóstwo tematów. Dzięki Tobie wiele się nauczyłam... I gdzie to wszystko? tak nagle zniknęło? 
    Nie mam pojęcia, w którym momencie tak naprawdę coś się zaczęło dziać. Pamiętam, że zaczęłaś interesować się Japonią i jak się cieszyłyśmy, że każda z nas ma jakieś państwo, które zwiedzi, jak będzie dorosła. Doskonale to pamiętam, a ty? 
    Potem przerzuciłaś się na Koreę a z czasem dołączyła do Ciebie Chloe. I wkrótce już w waszym towarzystwie czułam się niepotrzebna, niechciana. Jakbym komuś przeszkadzała... Więc zaczęłam więcej czasu spędzać z dziewczynami... a czasami wolałam być po prostu sama. 
    Ale ja spoglądam na to z mojej perspektywy, ty możesz mieć inne zdanie, chętnie dowiedziałabym się, jakie stanowisko zajęłabyś w tej sprawie. 
    To prawda, że czasami nie reagowałam na wyciągniętą dłoń, ale taka już jestem. Nie chciałam was zamartwiać, zepsuć dobrej zabawy, powiedzieć okrutnej prawdy, że czuję się odtrącona. Poza tym naprawdę nie potrafię rozmawiać o swoich uczuciach. Niewielu powiedziałam prawdę. Z pozoru może wydaję się otwartą dziewczyną, ale tak naprawdę rzadko i niechętnie przyznaję się, jak jest w rzeczywistości. A rzeczywistość jest szara i smutna. 
    Zdawałam sobie również sprawę, że nie widziałaś, że coś się działo. Może nie chciałaś widzieć. Nigdy wprost nie powiedziałaś mi, co ci się w moim zachowaniu nie podoba. Chyba nawet nie starałaś się ze mną szczerze pogadać, Teraz może jest już za późno. Wiedz jednak, że nie zapomniałam o Tobie. Prawie codziennie przed zaśnięciem zastanawiam się, co u Ciebie słychać, wiedząc, że gdybym napisała to odpisałabyś mi tylko to, co robisz aktualnie. A ja jestem ciekawa całego Twojego życia. Wszystkich uczuć. Mogłabyś mi godzinami opowiadać, a mnie by to nie znudziło, bo naprawdę ciekawi mnie, co u Ciebie. Ale nie napisałam też wcześniej do Ciebie, bo się bałam. Może tego, że mi nie odpiszesz, nadal będąc na mnie zła. Nie zniosłabym chyba, gdybyś jednak odpisała i zaczęła opowiadać o tych swoich koreańskich zespołach. Bo ja czuję do nich ogromny żal, bo, nie wiedząc, kogo obwiniać za nasz urwany kontakt, obwiniałam je. 
    Teraz już mi nie zależy. Po prostu się stęskniłam, tak najnaturalniej w świecie. A gdy słyszę od Diany, że o czymś tam pisałyście, przypomina mi się, że Ty zawsze miałaś dla mnie mało czasu... Nigdy długo nie pisałyśmy, nie rozmawiałyśmy, gdy nie byłyśmy blisko siebie.
    Myślisz czasami o mnie? Czy można być przyjaciółmi, mimo tego, że się z kimś w ogóle nie gada? Nie wie się, co u drugiej osoby? czy to ma jakiś sens, że ja Ci teraz wszystko opowiem? Nie mam zielonego pojęcia... Czy warto? 
    Chciałam Cię jedynie przeprosić za wszystkie błędy, które popełniłam. Tylko tyle..."

    Obiecała sobie, że nie uroni już ani jednej łzy. Niestety, nie dotrzymała obietnicy. Pisząc tę wiadomość zapłakała nie raz, nie dwa. Tak strasznie tęskniła za kimś, kto okazał się być niewart miłości, jaką go obdarzyła. Już nie łudziła się, że coś diametralnie się w ich stosunku zmieni. Musiałby się stać cud, żeby dziewczyny nagle schowały dumę do kieszeni i przyznały, że jednak czasami nie zauważały, że Maya po prostu nie lubi słuchać o tylko ich problemach, że nie interesują jej dylematy związane z kpopwymi zespołami. Że nie czuła się wśród nich już jak wśród najlepszych, niezastąpionych psiapsiółek. Jak się okazało, znalazły się inne osoby, które doceniły oddanie blondynki. I tylko ta myśl podtrzymywała ją na duchu.


Bo czasem trzeba odpłacić pięknym za nadobne


   Maya, jak chyba każdy prowadzący własnego bloga, miała swoje wzloty i upadki. Często dotyczyły po prostu braku motywacji do napisania kolejnej notki, czasami w ogóle nie było na nią pomysłu. W takich chwilach ważne jest, by mieć kogoś przy sobie, kto podniesie cię z dołka, powie, że masz dla kogo pisać i że nie możesz się poddać. W większości wypadkach są to czytelnicy bloga, odwiedzający, którzy swoimi komentarzami czy nawet samymi wyświetleniami, wspierają blogerkę.
    Przychodzi jednak taka chwila w życiu człowieka, że przyjaciel okazuje się niezbędny.
    I to właśnie spotkało dziewczynę. Zimny, ponury dzień. Nie ma się wtedy na nic ochoty a już zwłaszcza na pisanie; takie pisanie, które można by było pokazać na stronie. Martwiła się również ciągłym spadkiem statystyk. Nie wiedziała, dlaczego tak się działo, więc napisała do Chloe, która miała już jako takie pojęcie w blogowaniu, ponieważ miała o kilka miesięcy dłuższy staż niż Maya.
    - Hej, mam do ciebie pytanie - zaczęła ostrożnie swoją wiadomość. - Czy czytasz moje wpisy na stronce? - zapytała. Zastanawiała się nad tym już od dłuższego czasu - odkąd przestała komentować, choć zwykle to robiła po przeczytaniu notki. Czekała chwilę na odpowiedź, coraz bardziej się denerwując.
    - Wiesz, mam teraz tyle na głowie, że chyba nie znajdę czasu, żeby zajrzeć i przeczytać - przeczytała blondynka. Zaraz potem pojawiło się kolejne zdanie. - Oczywiście bardzo mi się podoba, jest super, opowiadanie bardzo wciąga i jest mega intrygujące, ale cóż...
    - Taa, jasne. Ile razy ja to już czytałam ostatnimi czasy... - odparła. Zrobiło jej się strasznie przykro. Maya starała się jak mogła, by zawsze zajrzeć na bloga przyjaciółki, by zostawić choć kilka dobrych słów, zachęcających do dalszej pracy.
    - Powinnaś prowadzić go dalej, jestem przekonana, że dasz radę - zapewniła.
    - Ja tak, ale po co, skoro i tak nikogo to nie interesuje? Po prostu przestało się podobać i tyle - westchnęła ciężko.
    - Jak mogło się przestać podobać? Oszalałaś? Opowiadanie jest cudowne!
    - Gdyby ci się naprawdę podobało, zostałabyś - stwierdziła zrezygnowana.
    - Przecież mówię ci, że nie mam czasu! - Maya aż za dobrze potrafiła sobie wyobrazić, jak dziewczyna krzyczy te słowa, minę temu towarzyszącą, wyrzut w głosie, który zawsze wzbudzał w blondynce poczucie winy, nieważne co by zrobiła. Wkurzyła się na nią. Za ten ton, który wyczuła w odpowiedzi, za to, że koleżanka jakby się od niej odwróciła. Postarała się jednak opanować, bo wiedziała, że złością niczego nie ugra. Poza tym chciała tylko wiedzieć, czy Chloe będzie odwiedzać jej bloga. A na to się nie zanosiło.
    - Wiesz, ja po prostu mam gorszy dzień - próbowała załagodzić sytuację. - Wydaje mi się, że ludziom przestało zależeć, mają gdzieś czy będę prowadziła bloga czy nie. I chciałam się tylko dowiedzieć, czy jest sens. Bo jeśli już twoja najlepsza przyjaciółka, która zawsze czytała wpisy na stronce, przestaje nagle się pojawiać, znaczy, że coś musi być na rzeczy. Ja tylko... myślałam, że mi w jakiś sposób pomożesz, coś doradzisz, może wesprzesz jakoś - postawiła sprawę jasno. Bardzo zależało jej na opinii Chloe na ten temat. Może akurat udałoby jej się coś wymyślić. Ale ona nadal była obrażona za to, że, być może Maya powiedziała wcześniej prawdę, trafiając w czuły punkt szatynki.
    - A dlaczego miałabym ci pomagać? Ty nie byłaś przy mnie, gdy ja potrzebowałam wsparcia. Tylko Alexsis ze mną była wiedziała, że coś się działo. Tylko ona wspierała mnie w najgorszym okresie mojego życia blogowego - zarzuciła jej. Maya osłupiała. Wpatrywała się w słowa, które pojawiały się na ekranie laptopa z niedowierzaniem i smutkiem. Ona, jej przyjaciółka chciała ją tak zranić, mówiąc, że jej nie pomagała? Pragnęła wypisać jej całą listę rzeczy, które dla niej zrobiła, ale nie miała siły udowadniać, że rzeczywistość przedstawiała się inaczej. Już dostrzegła, że dziewczyna nie chciała widzieć innego punktu widzenia, że pragnęła mieć w tej sprawie rację. Zamiast więc wypominać jej te słowa, uderzyła z innej strony.
    - To powiedz mi, skąd Alexisi wiedziała, kiedy cię pocieszyć? I dlaczego ja o tym nie wiedziałam? Ja znam odpowiedź. - Nie czekała, aż Chloe odpisze. - Nie powiedziałaś mi, że potrzebujesz pomocy, zawsze starałaś się być samowystarczalna i taka pewna siebie. Ale czasami się tak po prostu nie da. To smutne, że znalazłaś oparcie w jakiejś dziewczynie, której w życiu na oczy nie widziałaś i z którą prawdopodobnie za rok nie będziesz miała kontaktu. Ale może było ci tak łatwiej, wygadać się osobie, której nie znasz. Tylko teraz nie zarzucaj mi, że nie chciałam ci pomóc, bo gdybyś tylko okazała chwilę słabości, wiedziałabym, że mnie potrzebujesz i trwałabym przy tobie. Ale ty wolałaś ją ode mnie. Więc nie miej pretensji. Ja natomiast mam żal do ciebie, bo co to za przyjaźń, w której jedna osoba zwraca się o pomoc do drugiej i ta druga mówi ci, że cię nie wesprze, bo ty wcześniej również jej nie pomogłeś? A gdzie bezinteresowna pomoc? Takie coś, co jest w prawdziwej przyjaźni? - zapytała, ledwo hamując napływające do oczu łzy. Miała dosyć. Dosyć całego życia, dosyć tej chorej relacji z Chloe, dosyć wszystkiego. Więc nie czekając na odpowiedź, wyłączyła laptopa. Czuła jak serce mocno jej bije. Próbowała nad nim zapanować, ale nie potrafiła.
    Do późna w noc analizowała każde przeczytane słowo. Nadal nie mogła uwierzyć w to, że Chloe ją tak potraktowała. Wydawało jej się, że zawsze mogła na nią liczyć. Myliła się jednak. I jak każda pomyłka, strasznie bolało.



    Chciałam jeszcze na koniec zaznaczyć, że tytuł posta specjalnie napisałam z ogromnym błędem :D Ale tak właśnie miało być ;) Mam nadzieję, że się Wam podobało. Mam pomysł jeszcze na kilka takich krótkich scenek (zdradzę, że może pojawi się Gwardia oraz wymyśliłam małą akcję znad morza ;)) Ale to pojawi się później, między którymiś rozdziałami ;)
    Jestem ciekawa Waszych opinii, więc śmiało piszcie, co myślicie o obu scenkach :)

czwartek, 2 kwietnia 2015

~39~


    We wtorek rano Tom i Nate wstali bardzo wcześnie. Wynajmowali mały pokoik w mieście niedaleko szkoły, do której chodziła Maya. Nie musieliby się spieszyć, gdyby nie poranny trening, który wszedł im w nawyk. Ćwiczyli codziennie, nieważne, czy było ciepło czy zimno, czy padało. Przywykli do fizycznego wysiłku i gdyby teraz z wygody go zaprzestali, ich ciała nie poradziłyby sobie przy wznowieniu treningu pod czujnym okiem Gundara.
    Chłopcy zdawali sobie z tego sprawy, więc jeszcze przed siódmą wyszli pobiegać. Bardzo dobrze im się ćwiczyło, ponieważ, dopiero co obudzone słońce, nie prażyło jeszcze tak mocno. Delikatny wiatr szumiał między zielonymi gałęziami drzew. Życie na ulicach powoli zaczęło ożywać. Ludzie, nie spiesząc się, szykowali się do pracy, dzieci wstawały do szkoły.
    Wróciwszy do mieszkania, wzięli prysznic i zjedli przyszykowane na szybko śniadanie i posprzątali sypialnie. Pozostawianie czystości po sobie również weszło im w krew, będąc uczniami Gwardii. Później obaj usiedli przy stole i jeszcze raz dokładnie przeanalizowali wszystkie fakty.
Diana
    Po pierwsze: nie byli mile widziani pod szkołą blondynki, choć nadal musieli jakoś mieć z nią kontakt. Po drugie: zdawali sobie sprawę, że Malcolm im nie ufał, więc wysłał za nimi ogon. Po trzecie: nie byli zachwyceni tym, że ktoś patrzył im na ręce, gdy wykonywali tak ważne zadanie. Mogło to się źle skończyć. Mieli jednak nadzieję, że jak zwykle dopisze im łut szczęścia. Choć maleńki.
    Na koniec powtórzyli wszystkie działania, które już wcześniej ustalili. Nate chciał mieć pewność, że jego brat już niczego nie zepsuje. Przebrali się w normalne ciuchy, by móc wtopić się w tłum i wyszli. Dochodziło południe, gdy zjawili się pod szkołą. Właśnie zaczynała się przerwa obiadowa, więc wokół szkoły zaległo się od uczniów, chcących te pół godziny spędzić na słońcu. Wśród nich chłopcy dostrzegli także Mayę wraz z Alex i Dianą. Uśmiechnięte od ucha do ucha, szły w stronę wolnej ławki niedaleko parkingu, na którym stali Nate i Tom. Niosły ze sobą drugie śniadanie, które zamierzały spokojnie zjeść w cieniu drzewa.
Maya
    Tom przyglądał się z uwagą dziewczynie, podczas gdy jego brat stał tyłem do niej. Udawali, że zawzięcie o czymś rozmawiali, lecz to była tylko przykrywka. Tak naprawdę przysłuchiwali się każdemu słowu, które padłyby z jej ust, analizowali i zapamiętywali każdy gest, by móc później wyciągnąć odpowiednie wnioski.

    Dziewczyny, całkowicie pochłonięte rozmową, nie zauważyły, że ktoś je podglądał. Siedziały do nich bokiem i ani myślały spojrzeć w stronę parkingu. Miały ważniejsze rzeczy do obgadania.
    - I jak, Adam odzywał się do ciebie ostatnio? - zapytała niepewnie Alex. Maya pokręciła głową smutno. Odkąd się rozstali, chłopak odpowiadał jedynie na jej "cześć" powiedziane w autobusie lub na korytarzu. Nawet nie spoglądał w jej stronę, gdy siedzieli obok siebie na lekcjach. Wiedziała, że było mu ciężko, sam to przecież przyznał, że potrzebuje czasu. Ale nie miała pojęcia, że to aż tyle zajmie! Bardzo chciała, by było, jak kiedyś. Żeby Ad nie chodził już taki smutny, by ją na każdym kroku rozśmieszał a nie doprowadzał do łez. Nie chciała go stracić, w końcu był jej przyjacielem, wiele mu zawdzięczała. A teraz, w trudnym dla niego okresie, nie potrafiła mu pomóc. Czuła się z tym nieswojo, bo przywykła do pomocy swoim przyjaciołom. A w tej sprawie nie mogła zrobić nic, kompletnie nic.
    - Rozmawiałam z nim ostatnio, tak jak mnie prosiłaś - zagadnęła po chwili Alex.
    - I co? - ożywiła się od razu Maya.
    - Twierdził, że jest w porządku. I wydawało mi się, że już naprawdę jest na dobrej drodze do tego, by w końcu się do ciebie odezwać, by odrzucić dumę na bok i znów zwrócić się do swoich znajomych. A zwłaszcza do ciebie i Shane'a. Gdy mu to wypomniałam, prychnął i stwierdził, że nie chce Shane'a widzieć na oczy, bo nadal jest zazdrosny. Zdziwiło mnie to, że się do tego przyznał. Dostrzegłam, że nie jest już tym, kim kiedyś był. Stał się dojrzalszy. Coś go zmieniło. I tu chyba nie tylko chodzi o tą relację miedzy wami. To chyba coś poważniejszego. Pewnie ty wiesz, bo to zaczęło się jeszcze zanim zerwaliście... - Alex spojrzała na Mayę, uważnie przypatrując się, jak zareaguje. Dziewczyna w jednej chwili spięła się, rozumiejąc, co mogło mieć wpływ na zmianę w zachowaniu Adama. Już po chwili jednak spróbowała udawać, że nie ma pojęcia, o co mogłoby chodzić. Alex jednak nie była głupia, nie dała się zwieść. - Rozumiem, że nie możesz mi powiedzieć, więc chociaż nie kłam. - Uśmiechnęła się serdecznie. Pokiwała tylko delikatnie głową, zgadzając się z koleżanką.

    Maya tego dnia skończyła lekcje wyjątkowo wcześniej. Postanowiła poczekać na Shane'a, który po zajęciach poszedł na trening. Obiecali sobie rano, że razem zrobią zakupy, o które poprosiłą ich pani Shay.
   Wyszła samotnie ze szkoły, kierując się na ławkę, na której jadła wraz z koleżankami drugie śniadanie. Usiadł na ławce, która pogrążona była jeszcze w cieniu wysokiego drzewa. Wyciągnęła z torby książkę. Zaczęła ją ostatnio czytać i tak ją zainteresowała, że nie mogła się od niej oderwać.
    Nie dokończyła nawet rozdziału, gdy poczuła, że ktoś się do niej zbliżał. Podniosła wzrok i zobaczyła dwóch chłopców zmierzających w jej stronę. Nie wyróżniali się niczym szczególnym. Obaj byli wysocy i niezwykle chudzi, ale jednocześnie silni. Jeden z nich palił papierosa, choć na terenie przy szkole nie wolno tego robić. Serce zabiło jej szybciej, gdy rozpoznała w nich swoich oprawców ze snów.
    - No, no, no, kogo my tu mamy! - zawołał Nate, siadając obok niej. - Dawno się nie widzieliśmy! Stęskniliśmy się za tobą, prawda? - zwrócił się do brata, nie odrywając od niej wzroku.
    - Jasne, strasznie brakowało mi widoku tej przerażonej twarzyczki. - Zaśmiał się.
    - Czego ode mnie chcecie? - szepnęła, przełykając narastającą w gardle gule.
    - Tego co zawsze. Oddaj nam Elessar a już nigdy w życiu nas nie zobaczysz.
    - Dla dobra twojego i wszystkich bliskich radziłbym ci to załatwić z nami od razu - zasugerował cicho Tom. - Malcolm powoli nudzi się tą grą w kotka i myszkę. I jeżeli nam nie dasz Elessaru, sam złoży ci wizytę. Albo raczej ty jemu, lecz od razu mogę ci zaświadczyć, że nie będzie to nic miłego. Chyba pamiętasz wasze ostatnie spotkanie? - Przyjrzał jej się uważnie, pochylając się delikatnie w jej kierunku.
    Maya mimowolnie zadrżała. Nie musieli jej przypominać tych strasznych dla niej chwil w domu Gwardii. Najgorsze sceny nadal pojawiały się w jej koszmarach, przywołując paraliżujący strach, z którym nic nie potrafiła zrobić.
    Chłopcy zdawali sobie doskonale sprawę z tego, że gdy ktoś raz spotkał Malcolma, nigdy już o nim nie zapomni. Wiedzieli, że miał ogromny wpływ na ludzi, bardzo zły wpływ, lecz dzięki temu załatwiał wiele spraw, które mogłyby się wydawać beznadziejne. Tym razem było jednak trochę inaczej. Przywódcy nigdy na niczym nie zależało tak bardzo jak na Elessarze. Nigdy również nie spotkał się z takimi silnymi osobami jak Maya czy matka Shane'a. To zadanie z niewykonalnego od początku, stawało się z każdą chwilą coraz bardziej tragiczne. Lecz nikt nie mógł się poddać.
    Dokładnie przyglądali się jej reakcji, więc upewnili się, że dokładnie pamiętała, co wydarzyło się w siedzibie Gwardii. Uśmiechnęli się do siebie porozumiewawczo.
    - Dajcie  mi święty spokój! - spróbowała krzyknąć, ale z jej ściśniętego gardła wydobył się tylko delikatny szept.
    - Damy, damy, gdy tylko załatwimy tę sprawę - zapewnił Nate. - To jak będzie, będziesz mądra i oddasz nam Elessar teraz, czy jednak chcesz się ponownie spotkać z Malcolmem? A może pragniesz, by poznał twoich przyjaciół? - zapytał. Przerażona dziewczyna spojrzała na niego. Do oczu cisnęły się jej łzy, lecz postanowiła sobie, że nie da im tej satysfakcji i nie podda się. Nie mogła. Musiała za wszelką cenę chronić naszyjnik. Przymknęła na chwilę powieki, by pozbyć się niechcianych łez a później spojrzała najpierw na jednego a następnie na drugiego z nich.
    - Niczego wam nie dam, a waszemu panu możecie powiedzieć, że się go nie boję! - zawołała opanowanym już głosem. - Mam gdzieś jego i jego zachcianki. Zostałam stworzona po to, by chronić Elessar i nie myślcie sobie, że go tak łatwo dam jakimś dwóm zwyrodniałym, przerośniętym chłystkom! Niedoczekanie! - prychnęła, wstała, szarpiąc za torbę i chciała odejść, lecz Tom zatrzymał ją. Chwycił mocno za jej nadgarstek a następnie odwrócił w swoją stronę. Próbowała wyswobodzić rękę z jego dłoni, lecz był dla niej zbyt silny. Warknęła tylko z bezsilności i spojrzała wrogo w oczy napastnika.
    - Nie masz prawa nas obrażać! - syknął Nate, podchodząc wolno do niej. Zatrzymał się milimetry od niej. Był zdecydowanie wyższy, więc Maya, chcąc spojrzeć mu w twarz, musiała zadrzeć głowę do góry. - Muszę ci jednak podziękować - powiedział cicho, pochylając się tak, że niemal musnął ustami jej ucho. - W końcu przyznałaś się, że jesteś Strażniczką. - Zaśmiał się. Dopiero wtedy dotarło do niej, co takiego się stało. Szantażując nią, nie mieli pewności, kim właściwie była w tym całym zamieszaniu. Dopiero jej słowa utwierdziły ich w przekonaniu, że dobrze robili, że natrafili na właściwą osobę. Przerażona zdawała sobie sprawę, że to już koniec tajemnic. Już wszyscy będą wiedzieli, skończy się beztroskie życie, które do tej pory wiodła.
    Nie zastanawiając się nad konsekwencjami, tylko nad tym, by jak najszybciej stamtąd uciec, kopnęła, nadal pochylającego się nad nią Nate'a między nogi. Chłopak zachwiał się i odszedł kilka kroków do tyłu. Chwyt Toma na jej nadgarstku zelżał na chwilę, więc wyrwała rękę i puściła się biegiem w stronę szkoły, mając nadzieję, że tam znajdzie kogoś, kto jej pomoże.
    Niestety, nie doceniła chłopców. Wyszkoleni pod okiem Gundara, umieli szybko zareagować. W sekundę później już ruszyli za nią w pościg. Maya co prawa biegała codziennie, ale od niedawna, natomiast bracia ćwiczyli od najmłodszych lat. Byli wysportowani i niezwykle szybcy. Złapali dziewczynę jeszcze zanim dobiegła do końca chodnika. Tom zamknął ją w swoich ramionach, stojąc za nią. Nate z furią w oczach przechodził się tuż przed nią. Bała się go. W końcu uderzyła go dosyć boleśnie, miał prawo się wściekać. Nie miała pojęcia, co zamierzali jej zrobić, ale wiedziała, że nie czekało ją nic dobrego.
    W końcu, gdy starszy z nich stanął i blondynka z bijącym sercem oczekiwała najgorszego, stało się coś, czego w życiu by się nie spodziewała. Usłyszała głośny krzyk za jej plecami. Chłopcy jak jeden mąż odwrócili się. Ona również chciała zobaczyć, kto się zjawił, lecz mocny uścisk Toma jej to uniemożliwił. Tylko po głosie poznała, że wołał mężczyzna.
    - A co tu się dzieje? - zapytał, gdy był już bliżej. - Wy nie chodzicie do naszej szkoły, prawda? Już, puśćcie ją! - rozkazał. Maya poczuła, jak Tom zabiera od niej łapy. Zachwiała się delikatnie, lecz nauczyciel pomógł zachować jej równowagę. - Już ja się z wami rozprawię! - pogroził uciekającym. - Nic ci się nie stało? - zapytał, gdy blondynka z jego pomocą usiadła na ławce. Serce biło jej niemiłosiernie szybko, w głowie jej szumiało. Mimo szoku, jakiego doznała, poczuła ciężar Elessaru. Resztką sił skupiła się na tym, by go nie dotknąć i nie zdemaskować się przed nowym belfrem uczącym wychowania fizycznego.
    - Nic mi nie jest. Dziękuję. - Spojrzała na niego nieufnie. Na jego ustach gościł uśmiech, lecz ciemne oczy wydawały się jej puste. Nie miała pojęcia, co o nim myśleć. Intuicja podpowiadała jej, żeby mu nie ufać. Z drugiej strony jednak ją uratował, więc może nie do końca był zły?
    - Cała przyjemność po mojej stronie - powiedział. Maya chciała coś dodać, ale podbiegł do nich Shane, który właśnie skończył trening.
    - Co się stało? - zapytał nie mało przestraszony widząc przyjaciółkę w takim stanie.
    - Długo by opowiadać. - Machnęła ręką dziewczyna. - Chodźmy lepiej do domu. Później ci wszystko wyjaśnię - obiecała, pociągając chłopaka za sobą.

~~~*~~~*~~~*~~~

    Hej, jeszcze raz was strasznie przepraszam za takie opóźnienie, ale w weekend tak mnie palec bolał, że ledwo co pisałam :/ Wczoraj prawie dokończyłam rozdział, ale mi się coś zacięło i pół tego, co miałam napisane mi się usunęło i musiałam dzisiaj od połowy pisać jeszcze raz. Ale na szczęście już jest okej, palec jeszcze boli, ale już nie tak dokuczliwie no i laptop się odbraził :D
    Dzisiaj się dzieje, mam nadzieję, że choć trochę zrekompensuje wam to, że rozdział nie pojawił się na czas ;) Piszcie, co o nim myślicie, jestem straaasznie ciekawa waszego zdania! <3

sobota, 17 stycznia 2015

~34~


    Kolejny dzień zapowiadał się zgoła inaczej, niż wcześniejszy. Niebo zakryły ciemne chmury, z których rano delikatnie siąpiło. Słońce, które towarzyszyło wszystkim przez ostatnie kilka tygodni, skryło się i ani na moment nie chciało się pokazać.
     Maya siedziała w autobusie i spoglądała na pogrążone w deszczu miasto. Widziała spieszących pieszych z parasolami, którzy uciekali przed rozchlapującą się wodą z kałuż, gdy przejechał obok nich jakiś samochód. Po szybie szybko spływały kropelki wody, ścigając się w nieoficjalnym wyścigu.
    Kolejny dzień, w którym Adam się do niej nie odezwał. Miała dosyć jego zachowania i postanowiła z nim porozmawiać, gdy tylko znajdą chwilę. A takiej chwili nie było aż do przerwy na lunch, kiedy to dopadła chłopaka, gdy szedł samotnie na stołówkę.
    - Poczekaj! - zawołała za nim. Brunet stanął, by Maya mogła się z nim zrównać i potem razem ruszyli w stronę jadalni. - Chciałabym z tobą porozmawiać.
    - Okej. - Wzruszył ramionami. - O czym?
    - O twoim zachowaniu - przyznała. Adam uniósł brwi, widocznie nierozumiejąc tematu. - Och, nie udawaj! - żachnęła się. - Doskonale wiesz, o co mi chodzi. Zachowujesz się jak dzieciak, odkąd dowiedziałeś się, że ten głupi znak jakoś łączy mnie z Shanem.
    Przystanął na chwilę, spojrzał jej głęboko w oczy. Zauważyła w nich odrobinę bólu, który chłopak starał się za wszelką cenę ukryć. Ale Maya znała go za dobrze, by tego nie zauważyć.
    Przyglądał jej się chwilę, po czym pociągnął dziewczynę za sobą, prowadząc ją w ustronne miejsce. Wiedział, że tak łatwo nie pozbędzie się Mayi, mówiąc jej byle co. Poza tym zasługiwała na prawdę. Ona go nigdy nie okłamywała. Więc powinien z nią szczerze porozmawiać, przyznać się.
    Zatrzymali się na końcu korytarza obok drzwi prowadzących do gabinetu szkolnego pedagoga. O tej porze wszyscy uczniowie znajdowali się lub jeszcze zmierzali do stołówki, więc w tej części szkoły było niewielu ich niewielu. Maya oparła się o zimny parapet. Zerknęła na Adama, który spacerował od jednej ściany do drugiej, zbierając myśli. Uważnie patrzył w podłogę, jakby ta miała mu coś doradzić. Dziewczyna odczekała chwilę, lecz nie mogąc się doczekać tego, aż Ad pierwszy się odezwie, zagaiła.
    - Więc, powiesz mi, dlaczego się tak zachowujesz? - zapytała ostrożnie, cały czas wodząc za nim wzrokiem. Zatrzymał się po chwili jakiś metr przed nią. Zachowywał się, jakby chciał podejść bliżej, ale coś mu w tym przeszkadzało.
    - Jest mi trudno - przyznał. - Niby twierdzisz, że przeznaczenie nic dla ciebie nie znaczy, że to ty podejmujesz decyzje, z kim zamierzasz się spotykać a z kim nie, ale ja wiem swoje. Zdaję sobie sprawy, że prędzej czy później zorientujesz się, że to Shane'a tak naprawdę kochasz. Rozmawiałem o tym z moją siostrą. Doradziła mi, bym się nie mieszał, bo i tak  będzie, jak miało być. Nikt tego nie zmieni - zamilkł na moment. Maya pomyślała, że powinna się jakoś odezwać, ale kompletnie nic sensownego nie przychodziło jej do głowy. Adam zaskoczył ją tak dorosłym podejściem do sprawy. Nie spodziewała się takich słów. Widząc, że dziewczyna nie wie, co powiedzieć, Adam znów się odezwał. - Ja po prostu nie mam siły rywalizować z przeznaczeniem. Zwłaszcza, że wiem, że i tak przegrałbym tę walkę.
    - Czy to znaczy, że... - Mayi nie chciały prześć te słowa przez gardło. Spojrzała przerażonym spojrzeniem w jego brązowe oczy pełne smutku. Pokiwał głową.
    - Przykro mi - powiedział szczerze. - Lepiej będzie, jak zostaniemy przyjaciółmi, choć nie wiem, czy dam radę. Bardzo mi na tobie zależy - wyznał.
    - Mi na tobie też - szepnęła.
    - Wiem. - Uśmiechnął się słabo. - Przepraszam, ale kiedyś zobaczysz, że tak będzie najlepiej.
    I odszedł. Tak po prostu ją zostawił pośrodku korytarza, naprawdę zdezorientowaną, smutną, wystraszoną. Stała tak jakiś czas, nie wiedząc, co ze sobą zrobić. Potem zorientowała się, że powinna iść coś zjeść, bo jeśli tego nie zrobi, będzie głodna. Ruszyła wiec chwiejnym krokiem naprzód.
    Gdy weszła do jadalni, rozejrzała się dokoła, szukając tego jedynego, którego chciała teraz zobaczyć. Był tam. Siedział ze zwieszoną głową przy stoliku razem z Shanem, Kevinem i resztą. Podniósł na nią wzrok, jakby wyczuł, że znajdowała się w tym samym pomieszczeniu co on. Od razu jednak wrócił spojrzeniem do blatu stołu.
Alex
    Idąc przez stołówkę, zauważyła Alex, która pomachała do niej. Maya ucieszyła się, bo koleżanka zaprosiła ją do jej stolika, gdzie siedziały już dziewczyny z jej klasy - Maggie i Jessie. Przywitała się z nimi cicho, po czym zaczęła jeść swoje drugie śniadanie. Jednocześnie przysłuchiwały się rozmowie, którą prowadziły dziewczyny. A dotyczyła ona nowego nauczyciela, który przyszedł na zastępstwo. Zaciekawiona blondynka spojrzała na koleżanki.
    - A co się stało z Wodzem? - zainteresowała się. Wodzu to przezwisko nadane lata temu ich nauczycielowi wychowania fizycznego.
    - Miał wypadek, był parę dni w szpitalu, ale mówią, że to nic poważnego. Zdziwiło nas to, że tak od razu znaleźli kogoś nowego, zwłaszcza, że nic nie wskazuje na to, by Wodzu zrezygnował z dalszego uczenia.
    - Jaki jest? - zapytała.
    - Nieziemsko przystojny! - zawołała ze śmiechem Margaret. - Jest bardzo wysportowany.
    - Zapomniałaś, że jest młody - dodała Jessie.
    - No tak - przyznała Alex. - Na imię ma Will, tak każe do siebie mówić.
    - Okej. - Uśmiechnęła się Maya. - A na zajęciach? Jest wymagający? Co robiliście?
    - Na pierwszej lekcji, kiedy się już przedstawił, graliśmy w siatkówkę. Potem na następnej lekcji biegaliśmy a później robiliśmy różne takie ćwiczenia. Nie było najgorzej - odpowiedziała Alex. - Zresztą, przekonasz się dzisiaj już po przerwie. A tak a propos, ćwiczysz?
    - Nie, mam zwolnienie do końca tygodnia. Zapomniałaś? Przecież jeszcze nie tak dawno byłam chora - powiedziała.

    Pod koniec przerwy dziewczyny poszły do szatni. Tam przebrały się w swoje stroje na wychowanie fizyczne i, gdy zadzwonił dzwonek, stanęły przed drzwiami, prowadzącymi do sali gimnastycznej, gdzie znajdowali się już chłopcy z ich klasy. Maya nie miała pojęcia, jak zachowywać się w obecności Adama. Czy powinna się z nim przywitać, czy może raczej w ogóle na niego nie patrzeć?
    Nie musieli długo czekać. Nim upłynęły dwie minuty z magazynku sportowego wyszedł wysoki, młody mężczyzna. Miał brązowe włosy, które sterczały mu na wszystkie strony, jednodniowy zarost, który przykrył żuchwę. Swoimi brązowymi, mądrymi oczami rozejrzał się po twarzach zebranych. Zauważywszy Mayę, jakaś dziwna iskierka zabłyszczała mu w oczach. Gdy dziewczyna to dostrzegła, wystraszyła się. Nie było to miłe spojrzenie, choć z pozoru mogło się takie wydawać. Patrzył na nią przenikliwie, jakby chciał dosięgnąć jej myśli.
    Co dziwniejsze, Maya poczuła nagle, że jej naszyjnik staje się naprawdę ciężki i gorący. Zdziwiła się, bo bardzo rzadko coś takiego się działo. Tylko, gdy w pobliżu znajdował się ktoś zły. Ktoś, kto chciałby zabrać Elessar i użyć go dla własnych celów.

~~~*~~~*~~~*~~~

    Hej. Tak, wiem, rozdział króciutki, ale tak właśnie chciałam go zakończyć. Poza tym, nie wiedziałabym, co jeszcze mogłabym w nim opisać. Ostatnio rozpisałam sobie wszystkie rozdziały aż do epilogu i w tym było właśnie tylko to. Sądziłam, że zajmie mi to trochę więcej notki, ale wydaje mi się, że tak też może być.
    Co o nim sądzicie? Co myślicie o zachowaniu Adama? A co o nowym nauczycielu? Macie jakieś sugestie, pytania, albo może podejrzewacie, co będzie działo się dalej? Jestem ciekawa waszych pomysłów ;)
    Kiedy zaczynacie ferie? A może ktoś z Was już ma wolne? ^^ Ja zaczynam z początkiem lutego, czyli jeszcze trochę czasu :)
    Pozdrawiam serdecznie!
Mrs Black bajkowe-szablony