Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bad boy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bad boy. Pokaż wszystkie posty

sobota, 11 czerwca 2016

Weekend z Zuzką M. #6


Wybaczcie, że notka nie w piątek, ale jak wczoraj przyjechałam do domu, to jedyne, o czym marzyłam to długa kąpiel i cieplutki kocyk. Więc zawituję do Was dzisiaj :)


Wczoraj oficjalnie rozpoczęło się Euro 2016. Jak się z tym czujecie? Oglądaliście wczorajszy mecz? Ja i owszem, choć nie cały, ale dzisiaj odrobiłam powtórkę. Ze zniecierpliwieniem czekam na pierwszy mecz Polaków i to, jak sobie poradzą z swoimi rywalami. Wierzę w chłopców jak mało kto. Mamy naprawdę dużą szansę na pokazanie się całemu światu (a przynajmniej Europie) z dobrej strony. Wierzę, że kadrze się to uda i zagrają naprawdę wspaniałe mecze, na dobrym poziomie. Pierwszy mecz naszych w niedzielę już o 18:00! Kibicujmy razem!

Rozpoczęłam czytanie "Piątej fali". Jak na razie wszystko jest jak za mgłą, ale robi się coraz ciekawiej oraz z każdą stroną przejaśnia się obraz świata po inwazji kosmitów. Mam nadzieję, że wkrótce pojawi się recenzja. Mam więcej czasu teraz, kiedy koniec roku szkolnego ma się ku końcowi, więc myślę, że notki od teraz będą pojawiały się regularnie.

Ostatnio zakochałam się w piosence Pink "Just Like Fire". Słucham jej non stop i mi się nadal nie nudzi!

Dzisiaj w telewizji będzie coś dla fanów szybkich wozów, ponieważ po 20:00 włączą "Za szybkich, za wściekłych". Nie mam pojęcia, czy będzie mi dane obejrzeć ten film tym razem, ale uwielbiam wracać do tych produkcji. Choć wraz z przyjaciółką ryczymy na myśl o siódmej części to wcześniejsze wspominamy bardzo pozytywnie i oglądamy z zapartym tchem po raz enty.

Zapomniałam na początku dodać, że również dzisiaj tj w sobotę odbędzie się mecz eliminacyjny do Mistrzostw Świata w piłce ręcznej. Nasi panowie zmierzą się z Holandią w Spodku w Katowicach. Zazdroszczę tym, którzy będą oglądali mecz z trybun!

Jak na razie to chyba koniec, do zobaczenia wkrótce!

niedziela, 8 maja 2016

TOP7 ~~Serie książek

Ruszam z kolejnym pomysłem na umilenie i Wam i sobie czasu ;) Postanowiłam wrzucać tutaj różne rankingi i będę Was prosiła o Wasze zdanie na dany temat oraz własne TOP7.


Dzisiejszy temat to serie książek, które uwielbiam całym moim sercem ;)

7. Saga "Zmierzch"

Pojawia się u mnie, ponieważ mam do tych książek pewien sentymentalizm, 
kojarzą mi się z miłymi dla mnie czasami, kiedy po raz pierwszy po nie sięgnęłam. 
Historia może i jest banalna, ale za to jaka piękna!



6. Dziedzictwa Planety Lorien

Zakochałam się w tej serii od pierwszego wejrzenia, z resztą pisałam na początku recenzję, 
więc to tam możecie poznać moją opinię. Naprawdę Wam ją polecam, choć denerwuje 
mnie to, że nie przetłumaczone są wszystkie części na język polski.



5. Zwiadowcy

Te książki znalazłyby się wyżej w rankingu, zdecydowanie, gdyby nie posiadały tak 
wielkiej konkurencji. Uwielbiam pana Flanagana za stworzenie tak cudownego 
świata, za niesamowitych bohaterów oraz ich nietuzinkowe przygody i rozwiązania 
tych przygód. Za wprowadzenie nas do świata magicznego, 
ale jednocześnie realnego.



4. Igrzyska Śmierci

Książki również uwielbiane przeze mnie i chętnie do nich wracam dość często. 
Wspaniały świat, cudowni bohaterowie, nieziemskie opisy, druzgoczące zakończenia, 
dramatyczne i niespodziewane sytuacje a przede wszystkim śmierci głównych bohaterów. 
Chyba nie ma osoby, która chociażby nie słyszała o filmie, o którym ostatnio było głośno.



3. Wybrani

Mam wszystkie części w domu i absolutnie nie żałuję, że je kupiłam, bo przygody 
głównych bohaterów wciągają jak mało które. Tajemnice, tajemnice i jeszcze raz 
tajemnice a pomiędzy nimi Allie, Carter, Sylvain i wielu innych nastolatków, którzy, 
uczęszczając do szkoły Cimmeria, nie do końca zdają sobie sprawę, z czym się to wiąże. 



2. Harry Potter

Długo zastanawiałam się, którą serię dać na drugie miejsce, a którą na pierwsze. Biłam się 
z myślami i do tej pory nie wiem, czy nie popełniłam błędu. Ale moje umiłowanie do 
niebieskich oczu Froda chyba wygrało i to Harry Potter jest drugi. Kultowa seria 
o młodym czarodzieju, która podbiła serca miliony ludzi na całym świecie. Kocham panią Rowling za cały świat Harrego, za Draco Malfoy'a, za cudowne, śmieszne, wzruszające, dramatyczne
 sceny. Za to, że książki są naprawdę mądre oraz niezwykle ciekawe i wciągające. 



1. Władca Pierścieni

W domu mam bardzo starą wersję, która już się prawie rozleciała od ciągłego kartkowania. 
Ale co roku we wakacje wracam do nich i zarywam trzy noce, by przeczytać od początku, 
od deski do deski całą historię pierścienia oraz Froda i jego przyjaciół. Polecam książki 
naprawdę każdemu, ponieważ każdy powinien znaleźć coś dla siebie. Historia niesie wiele 
przesłań ze sobą, co prawda jest nieco obszerna, ale czyta się ją dosyć szybko. Znajdziemy 
w nich wątki miłosne, przygodowe, fantastyczne, o przyjaźni, o walce, momenty 
śmieszne i wzruszające do łez. Wielbię pana Tolkiena za to, że potrafił stworzyć całą swoją 
mitologię o Śródziemiu, na której wzorowali się inni twórcy. Jestem pełna podziwu dla
 autora za pomysłowość i za całokształt. Dziękuję! ♥





A Wasze? Jakie są ulubione serie książek? Chwalcie się koniecznie w komentarzach! Już niedługo kolejny TOP7, obserwujcie blogaa! ♥

piątek, 15 kwietnia 2016

Weekend z Zuzką M. #4


Witam Was serdecznie w ten piękny dzień! Dawno mnie nie było z moim cyklem, więc postanowiłam dzisiaj Wam troszkę rzeczy przygotować ;) I zrekompensować poprzednie braki.
Zacznijmy może od tego, że jest tak piękna pogoda, że aż szkoda siedzieć w domu. Sama zamierzam wyjść później na spacer (oczywiście jak wrócę do domu i tam również będzie taka zachęcająca pogoda). Proponuję Wam aktywny weekend! Spacer z rodziną, psem, może samotnie. Przejażdżka rowerowa do lasu czy parku świetnie nam zrobi. Trzema korzystać z okazji i łapać pierwsze promienie słońca całymi garściami!
Dzisiaj wieczorem proponuję zasiąść przed telewizorem i obejrzeć "Shrek Trzeci". Uwielbiam wracać do bajek z dzieciństwa, w ogóle do bajek i zawsze, kiedy mam okazję, siadam i oglądam razem z moją młodszą kuzynką. Nie da się zliczyć, ile razy obejrzałyśmy "Krainę Lodu" czy "Epokę lodowcową". Na poprawę humoru albo na miły koniec dnia akurat pasują takie filmy animowane.
Później będę miała dylemat, ponieważ, już nie wiem, po raz który, w telewizji leci "Armageddon" i za każdym razem staram się go obejrzeć. Ryczę zawsze jak bóbr, ale nie żałuję, ponieważ kocham ten film jak żaden inny. Ale prawie w tym samym czasie jest również trzecia część "Zmierzchu" i jak dotąd obejrzałam już dwie poprzednie, wypadałoby zobaczyć i tę. Zwłaszcza, że mama bardzo lubi się przy tym odprężyć, a przecież nie będę jej wieczorem po pracy kazała oglądać kolejny raz takiego dramatu jakim jest "Armageddon".
W sobotę będzie okazja zobaczyć w telewizji "Chłopca w pasiastej piżamie". Jeżeli ktoś tego nie oglądał, powinien się z tym filmem zapoznać. Pamiętam, jak pani na polskim w gimnazjum włączyła go nam na lekcji. Do tamtej pory mam ciarki, kiedy pomyślę, co tam się działo. Nie za bardzo przepadam za wojennymi filmami, ale ten jest wart polecenia i obejrzenia. Naprawdę.
Coś dla fanów sportu! W sobotę tj. 16 kwietnia odbędzie się pierwszy półfinałowy mecz Final Four Ligi Mistrzów. Panowie z Zenitu Kazań zmierzą się z Asseco Rasovią Rzeszów ok 16:30. Spotkanie odbędzie się w Tauron Arenie w Krakowie. Niesamowicie zazdroszczę tym, którzy mają bilet i mogą obejrzeć mecz na żywo!!
Przez ostatnie dwa tygodnie chodzą za mną cały czas dwie piosenki:

I chociaż na aktywny weekend poleciłabym Wam coś ruchliwszego, to mogłabym tych piosenek słuchać non stop, więc to je właśnie Wam polecam ;)
Nadal kończę "Miasto szkła" oraz "Łaskę utraconą", więc nie wiem, co Wam polecić z książek. Zakupiłam ostatnio trzy nowe, ale jeszcze się za nie nie wzięłam. Jak tylko przeczytam choć jedną, na pewno się o tym dowiecie, ponieważ zamierzam wrzucać więcej recenzji i innych uwag co do książek.
Jeżeli natomiast chodzi o bloga, to wybrałam jednego, który uważam, że zasługuje na moje wyróżnienie tutaj ;)

Opowiadanie zakończone, więc nie będziecie mieli problemu z tym, że notki długo się nie pojawiają ani nic.

"Faith nie ma łatwego życia. Lecz kto by miał, gdyby musiał uciekać z rodzinnej krainy? Ether jest miejscem pełnym intryg, tajemnic ale przede wszystkim przeszłości, od której główna bohaterka chciała się odciąć. Niestety, przeszłość zawsze nas dogoni, a już na pewno nie da o sobie zapomnieć.
Okazuje się, że Faith ma do odegrania ważną rolę w krainie, którą kiedyś nazywała domem. Czy zdoła sprostać wyzwaniu, jakie ją czeka?
Dlaczego jest Ostatnia?"

Od siebie mogę dodać, że historia niesamowicie wciąga i jeżeli są jakieś błędy czy niedociągnięcia to nie zwraca się na nie wielkiej uwagi, ponieważ samo opowiadanie jest naprawdę dobre ;)

To tyle na dzisiaj. Do przeczytania niedługo!
Ps. Piszcie, jak wy spędzacie weekend! 

sobota, 9 kwietnia 2016

Dziedzictwo mroku,czyli wilkołactwo w nowym wydaniu.

Polski tytuł: Dziedzictwo mroku
Oryginalny tytuł: The Dark Divine
Autorka: Bree Despain
Wydawnictwo: Galeria Książki
Kategoria: fantastyka



Książkę znalazłam w internecie, kiedy poszukiwałam czegoś, co mogłabym przeczytać. Była w przecenie, sam opis, jak i okładka mnie zaintrygowały. Postanowiłam dać szansę tej serii. 

W przeszłości rodziny Divine wydarzyło się coś, o czym się nie wspomina. Coś, o czym Grace nie ma zielonego pojęcia, choć bardzo by chciała. Przecież to tej jednej nocy straciła ukochaną osobę, najlepszego przyjaciela. Nagle tak po prostu odszedł. Tej samej nocy znalazła swojego brata całego zalanego krwią i od tamtej pory nie wspomina już przyjaciela z dzieciństwa. 
Wszystko wywraca się do góry nogami, kiedy Daniel wraca, by skończyć szkołę i móc iść na wymarzone studia. Grace znów zbliża się do chłopaka, co bardzo denerwuje jej brata, który wolałby, by jego rodzina nie miała już z nim nic wspólnego. 
Pojawienie się Daniela spowodowało, że Grace chce jeszcze bardziej poznać sekret z przeszłości i jest zdeterminowana, by dotrzeć do sedna sprawy z tej nocy, kiedy po raz ostatni widziała Daniela. Dziewczyna musi poznać mroczną tajemnicę Daniela oraz znaleźć sposób na to, by uratować nie tylko jego, ale i swoich bliskich, co okazuje się nie być takie proste, jakby się na początku wydawało. 
Na początku opowieść nudzi. Pojawia się cała rodzina pastora, która zachowuje się, jak na taką rodzinę przystało. Rodzeństwo pomaga w przykościelnych organizacjach, dobrze się uczy, nie można im nic zarzucić. Wręcz przeciwnie, staje się to odrobinę sztuczne i irytujące. Jude, brat głównej bohaterki od początku kreowany na superbohatera, po kilku stronach po prostu mnie zdenerwował i miałam ochotę kopnąć go w cztery litery. Już go później nie polubiłam, ale w każdej książce znajdzie się bohater, którego nigdy nie polubimy. 
Po przeczytaniu całej książki wydawało mi się, że bohaterowie byli mało opisani. Może nie chodzi tutaj o ogólne przedstawienie, bo dobrze wiedziałam, kto kim jest (choć muszę przyznać, że dopiero po kilku stronach). Chodziło mi bardziej o to, że mało ukazało się informacji o ich wyglądzie. Dopiero po kilkunastu rozdziałach, dotarła do mnie informacja, jakie główna bohaterka ma włosy. Więc w tym miejscu ubolewałam nad tymi drobnymi ubytkami. 

Uwielbiam historię przedstawioną w tej książce. Coś innego, troszkę świeżości powiało w temat wilkołaków i innych istot nadprzyrodzonych. Pojawia się wątek z Bogiem, z jego wysłannikami, którzy mieli rozprawić się ze złem. Spodobało mi się to wyjaśnienie wilkołaków, jak i tego, jak bestia czasem może przejąć kontrolę nad ciałem. To już nie takie spokojne wilczki jakie ukazano w postaci Jacoba w "Zmierzchu" tylko prawdziwe zwierzęce instynkty. 
Intrygujące w opowieści są listy, które mają pomóc Grace w rozwiązaniu zagadki i uratowaniu Daniela. Mężczyzna opisywał, jak szukał wilkołaków i wierzył, że da się je wyleczyć z ich przekleństwa.
Książkę mogę gorąco polecić na chłodny wieczór osobom, które lubują się w klimatach fantastycznych, ponieważ oprócz tych wątków z wilkołactwem, pojawiają się te z przyjaźnią Grace i April oraz miłości Daniela i Grace. Reszta jest gdzieś w tle i w sumie mnie to nie przeszkadza, ale może komuś innemu się to nie spodoba.
Opowieść wciąga i naprawdę lekko się ją czyta, pióro autorki nie męczy. Bohaterowie również nie są źli pod tym względem, że niczego im nie brakuje. Skromny i zagubiony Daniel, wściekły na każdego Jude i próbująca uratować cały świat Grace. Jest jeszcze Pete, który wydaje się najprzystojniejszy po Jude i jest naprawdę opiekuńczy i słodki a April jest zakręcona i wydaje się za bardzo niewinna, by móc ją wplątywać w ten zły świat, w który właśnie wkroczyła Grace.

Jak zakończy się historia Grace, Daniela i Juda? Według mnie zaskoczy choć część was. Oczywiście opowieść odkrywa po kolei swoje tajemnice, ale sama końcówka oraz to, co stało się z Grace i Judem jest trudne i na pewno nie tego spodziewalibyście się, czytając początek o perfekcyjnej rodzinie Divine. 
Już czytam kolejną część a moja mama już jest po lekturze i powiedziała mi, że się całkowicie załamała ostatnimi rozdziałami. Już nie mogę się doczekać, kiedy dowiem się, co miała na myśli. Jak wspominałam, historia jest wciągająca i czasem po prostu nie można się od niej oderwać. 

wtorek, 26 stycznia 2016

Shadowhunter, czyli kolejne odwiedziny w świecie Nocnych Łowców.


Z racji tego, że ostatnio odbyła się premiera nowego serialu na podstawie "Darów Anioła", a konkretnie "Shadowhunters", postanowiłam swoją pierwszą notkę poświęcić właśnie im.
Już od dawna czekałam na serial, choć z czasem o nim zapomniałam i przez przypadek, z nudów go znalazłam. I od razu były dwa odcinki, więc je pochłonęłam niemalże natychmiast.
Serial ma być lepszą ekranizacją książek pani Cassandry Clare. Opowiada o nastolatce, która do tej pory nie miała pojęcia, że magiczny świat istnieje i że ona w jakiś sposób do niego należy. Dowiaduje się o tym w dość przykrych dla niej okolicznościach. Oczywiście poznaje chłopaka i oczywiście ma najlepszego przyjaciela. Jakby mogło być inaczej. 
Produkcja budzi wiele kontrowersji. Jedni chwalą i mówią, że ma potencjał, inni zaklinają się, że już więcej nie zobaczą. Ja, zaczynając oglądać, byłam nieco sceptycznie i z dystansem nastawiona do produkcji. Wolałam się mile rozczarować, niż zawieźć. I wydaje mi się, że dzięki temu mam pozytywne odczucia po obejrzeniu dwóch odcinków.
Scenarzysta powprowadzał wiele zadziwiających zmian. Pierwszą, która od razu rzuca się w oczy, bo jest poruszona już w pierwszych minutach pierwszego odcinka, to wiek Clary. Jest nieco starsza niż w książce. Druga, to całkowicie inna postać Dot, sąsiadki Clary z dołu, która zawsze uchodziła za nieco świrniętą, w serialu przyjaźni się z matką Clary a na dodatek jest młoda i nie tak zwariowana. Ta w książce miała swój oryginalny i bardzo dobrze rozwinięty charakter, ale serialowa Dot jak do tej pory również mi się podobała.
Kolejne zmiany już niekoniecznie mogą się spodobać tym, którzy uwielbiali nastrój i tradycje Nocnych Łowców. Instytut kompletnie zmieniony i to akurat zaszkodziło produkcji. Za bardzo i na siłę unowocześniony. Hodge paraduje z gołą klatą po planie i wymachuje bronią przy pierwszym spotkaniu. Zastanawia mnie również Valentine i jego miejsce pobytu, ale to może będzie niedługo wyjaśnione, ponieważ bardzo się zdziwiłam, widząc napis "Czarnobyl", kiedy pojawiła się pierwsza scena z Valentinem.
Niektóre efekty są niezwykle sztucznie pokazane, sceny wydają się wręcz komiczne (na przykład oglądając fragment z walki z Pandemonium, gdzie demon nadziewa się na broń, którą trzyma Clary jest taki... brak mi słowa. Może to przez tę ścianę z tyłu?).
Jak dotąd główna bohaterka nie powala. Irytuje mnie jej postać. To, jak chodzi w tych swoich butach na obcasach, próbuje w nich biegać, ale nie może, no bo się wywali. Miała swoje dobre momenty, jasne że tak, ale gorsze również. Ogólnie czasami wpada w straszną histerię, choć to może być tłumaczone stratą matki, domniemaną zdradą najbliższej osoby itp. Fajnie, że się martwi o mamę i chce ją odnaleźć, ale dlaczego musi to powtarzać co drugą linijkę swojej kwestii? (To już tak jakby ktoś bardzo chciał się jej uczepić, a ja chcę, ponieważ po prostu mnie irytuje ta postać i już. Jak mało która).
Za to, z tych bohaterów, których już poznaliśmy, polubiłam Aleca. Ma naprawdę ciekawe ujęcia, charakter również już jako taki zbudowany. Próbuje nie być zazdrosny o Jace'a oraz sprowadzić go na dobrą drogę, żeby się nie narażał. Stara się pilnować go ale mu to nie za bardzo wychodzi. Isabell i Simon (a już zwłaszcza relacja między nimi) są cudowni. To głównie dzięki nim się uśmiechałam, wprowadzali konieczny humor i za to im dziękuję. Po histeryzującej Clary to jakaś odmiana.

Na pewno będę dalej oglądała serial, ponieważ nieźle się w niego wkręciłam. Niektóre wątki zostały poprowadzone tak, by widz nie do końca wiedział, co się zadzieje, więc z chęcią zobaczę, jak to się dalej potoczy. Jak każdy normalny Polak lubię sobie ponarzekać na różne tematy, ale i tak nie zrezygnowałabym z obejrzenia kolejnego odcinka.
Mam nadzieję, że w kolejnych wszystko zacznie się rozwijać; nie tylko fabuła i akcja, ale i również gra aktorów.
Serial zachęcił mnie do powrotu do książek i już zaczęłam czytać pierwszą część. Oglądając odcinek, stwierdziłam, że niewiele z tego pamiętam i warto byłoby odświeżyć pamięć. Więc nie zdziwcie się, kiedy pojawi się notka o "Darach Anioła".
Zachęcam Was do obejrzenia serialu mimo wszystko. Jest naprawdę ciekawie zrobiony i myślę, że nic nie stracicie, jeżeli obejrzycie parę odcinków, a możecie tylko zyskać. (link do zwiastuna)
A Wy co sądzicie o tym serialu? Oglądaliście? Macie zamiar? Oglądacie w ogóle jakieś seriale i macie swoje ulubione? Piszcie śmiało, chętnie podyskutuję ;)

wtorek, 28 lipca 2015

Epilog


    Shane i Maya spojrzeli na siebie porozumiewawczo. Uśmiechnęli się do siebie. Oczywiście bardzo chcieli podzielić się z przyjacielem dobrymi nowinami i tym, jaki plan wymyślił Josh, ale nie mogli oprzeć się pokusie podroczenia się z nim. Mimo tego, co przeżył. Widząc, że ogarniała go już szewska pasja, blondynka ulitowała się nad nim i z kieszeni spodenek wyciągnęła Elessar cały i zdrowy. Oniemiały Adam nie potrafił wydobyć z siebie ani jednego słowa. Spoglądał tylko na przemian to na swoich przyjaciół to na klejnot.
    - Aaa... Ale jak? - zdołał wydukać po paru minutach. Chwycił za naszyjnik, chcąc upewnić się, że jest prawdziwy. Był, czuł w palcach jego kontury, przyjemne ciepło, które rozprzestrzeniało się po jego ciele.
    - Normalnie. - Uśmiechnął się jeszcze szerzej Shane.
    - Czekaj, czekaj. Skoro prawdziwy Elessar jest tutaj, z nami, to co dostał Malcolm? - zapytał, kojarząc szybko fakty. Shane i Maya znów spojrzeli na siebie porozumiewawczo.
    - Podróbkę - powiedziała tylko dziewczyna. - Josh wymyślił, by na początku pokazać Malcolmowi prawdziwy naszyjnik a potem udać, że najpierw chcemy, by pokazał nam ciebie. Wtedy schowałam go za plecami a chłopcy podmienili wisiorki. Nikt się nie zorientował, zwłaszcza Malcolm, ponieważ pokazałam mu Elessar. A potem chyba za bardzo uwierzył w siebie, bo nawet nie sprawdził, czy jest prawdziwy, po prostu pozwolił nam odejść. Plan ryzykowny, ale podziałał, a to najważniejsze.
    - Jesteście niemożliwi! - Zaśmiał się serdecznie Adam. Oddał klejnot blondynce, która z powrotem powiesiła go na swojej szyi. Chciała go jeszcze przez moment ponosić, by później z czystym sercem móc oddać właścicielowi. Oczywiście, kiedy nadejdzie odpowiednia pora. Na szczęście tę porę mogła już sama wybrać.
    - Powinieneś już iść spać. Mama Shane'a nas zabije, jeżeli nie pozwolimy ci odpocząć - odezwała się po krótkiej chwili.
    - Masz rację - powiedział Shane, wstając. - Lepiej, żebyś miał siły. Jutro zakończenie roku szkolnego a potem dwa miesiące wakacji! Powinieneś przed nimi odpocząć. - Uśmiechnął się porozumiewawczo do kumpla.
    - Dobranoc - rzekła cicho Maya, wychodząc z pokoju i zamykając za sobą drzwi.

    - Gundarze, pierścień zniknął, nie wiem, jak użyć bez niego Elessaru a ty mi mówisz, że mam być spokojny? - zawołał donośnym głosem. Starszy mężczyzna nawet się nie wzdrygnął. Od lat pracował najpierw dla jego ojca, potem dla niego i doskonale wiedział, na co stać dziedziców ich rodu. Był im niezwykle potrzebny, znał swoją wartość i nie obawiał się, że się go pozbędą. Był chodzącą skarbnicą wiedzy. Wiedział dużo więcej niż wszyscy mogliby przypuszczać. To dlatego wszyscy szanowali jego zdanie i o takowe prosili, gdy tylko przychodziły kłopoty. On umiał się z nimi rozprawić. Więc nie zdziwił się, widząc Malcolma w drzwiach biblioteki. Odesłał swoich uczniów, kończąc tym samym zajęcia, ponieważ przeczuwał, że to nie będzie rozmowa miła dla ich uszu. I nie pomylił się.
    - Pokaż mi, proszę, ten naszyjnik. Jest łatwy sposób, by przekonać się, że to Elessar i zmusić go do współpracy bez pierścienia - zauważył spokojnie. Rozeźlony przywódca Gwardii podał starcowi pudełko z wisiorem. Ten wziął je w swoje dłonie i dokładnie obejrzał. Palcami badał każdy, najmniejszy fragment klejnotu, nie uszło jego uwadze nawet to, że jego zieleń wydaje się zbyt matowa. Nie biła od niego żadna energia a doskonale wiedział, że Elessar wytwarza ogromne ciepło z kontaktem ze skórą człowieka. Kiedy już miał pewność, odezwał się cicho. - Obawiam się, że to fałszywka.
    - Jak to? - wrzasnął blondyn. - Jesteś pewien?
    - Absolutnie - powiedział śmiertelnie poważnie Gundar. Przekazał wszystkie wnioski, jakie wyciągnął i zerknął na młodzieńca. - Przykro mi, wiem, ile włożyłeś wysiłku, by go zdobyć. I wszystko poszło na marne...
    - Jeszcze nie wszystko stracone - szepnął jakby sam do siebie, ale mężczyzna doskonale go usłyszał. Jedyne, czego się obawiał, to cena, jaką przyjdzie zapłacić Gwardii za ten nowy plan, który zrodził się w młodej głowie Malcolma.

Maya
    W ostatni dzień szkoły pogoda jak najbardziej dopisywała. Od rana słońce świeciło, na niebie nie było ani jednej chmurki, a wiatr delikatnie rozwiewał włosy przechodzącym przez pasy dziewczynom, które spieszyły na uroczyste zakończenie roku szkolnego.
    Maya, Adam i Shane już siedzieli na sali gimnastycznej pośród innych uczniów. Każdy ubrał się tego dnia elegancko. Dziewczyny założyły sukienki lub spódniczki, a chłopcy koszule i ładne spodnie. Nawet nauczyciele odstroili się. Zwłaszcza wuefiści, którzy zwykle chodzili w dresach.
Alex
    Blondynka siedziała między Dianą a Adamem. Shane natomiast zajął miejsce ze swoją klasą za Mayą. Rozmawiali sobie swobodnie, lecz dziewczyna nie potrafiła oprzeć się wrażeniu, że ktoś ją obserwuje. I to na pewno nie były Wen i Chloe, które siedziały zaraz za Dianą. Dziewczyny starały się, by blondynka niczego nie zauważyła, lecz wiedziała swoje. Obie pewnie zastanawiały się, dlaczego jest taka szczęśliwa, kiedy Shane poprawiał jej włosy i szeptał jej coś do ucha. Nie potrafiły dosłyszeć, o czym rozmawiali i to chyba najbardziej je zabolało, ponieważ jak dotąd wiedziały o niej niemalże wszystko. Teraz nawet nie zdawały sobie sprawy, jakie stosunki mieli wobec siebie Maya i Shane. A wyglądało na to, że bardzo dobre.
    Również Adam i Diana śmiali się z nimi, a kiedy na moment przyszła do nich Alex, ona również zaczęła z nimi ożywioną dyskusję. Tylko Wendy i Chloe nie rozmawiały z nikim z ich klasy. I czuły, że coś było nie tak, nie potrafiły przyznać się, że to one nawaliły po całości.
    - Ślicznie wyglądasz - skomplementował Alex Adam. Uśmiechnęli się do siebie serdecznie.
    - Dziękuję. Słuchajcie, po uroczystościach zamierzamy iść na miasto. Co wy na to? Piszecie się? - zaproponowała. Wszyscy jak jeden mąż się zgodzili. - Okej, to ja lecę. - Jako przewodnicząca szkoły, musiała poprowadzić całą ceremonię.
     Z boku, wśród swoich przyjaciółek ukryła się również Adison. Spoglądała zazdrośnie na dwójkę, która ewidentnie miała się ku sobie. Od środka zżerała ją ciekawość o to, jaki mają do siebie stosunek. Zastanawiała się, czy już byli parą, czy to jeszcze tylko kwestia czasu. Postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce. Podeszła do Adison, która kolejny raz czytała tekst z podkładki.
    - Słuchaj, widziałam, jak gadałaś z resztą. Zgodzili się iść? - zapytała niby od niechcenia.
Adison
    - Jasne - odparła tylko, spoglądając na koleżankę znad kartek. Kiedy ujrzała w jej oczach nieme pytanie, ponagliła ją. Nie miała czasu na zajmowanie się innymi sprawami. Chciała po prostu skupić się na tym, by nie pomylić się w wystąpieniu.
    - Chciałam zapytać o Shane'a i Mayę. Czy myślisz... Myślisz, że oni są ze sobą? - wydusiła w końcu z siebie swoje pytanie.
    - A kto ich tam wie? - odpowiedziała pytaniem na pytanie. - Jeśli tak to wkrótce się o tym dowiemy, a jeżeli nie to co nam do tego? - Cheerleaderka przeklęła w duchu Alex za tak wymijającą odpowiedź. Wyczuła jednak, że dziewczyna radziła jej, żeby nie wtrącała się w ich sprawy. Doskonale wiedziała, że ta para była jedną z ulubionych w ich klasie. Tuż po tym, jak Adam pogodził się z Mayą, wszyscy serdecznie im kibicowali, ponieważ uważali, że do siebie pasowali. Więc Adison zrobiłaby dobrze, gdyby się wycofała. I tak też zrobiła. Na razie dała wygrać Mayi, ale postanowiła sobie, że dziewczyna nie będzie długo cieszyć się sukcesem.
    Wychodzili już z sali gimnastycznej. Szli prawie na końcu, nie chcąc się pchać. Zostali niemalże sami, kiedy podszedł do nich nowy nauczyciel wfu. Stanął im na drodze i spojrzał na Mayę.
    - Myślisz, że tak łatwo wykiwasz mojego pana? - Zaśmiał się jej prosto w twarz. - On nie jest taki głupi, za jakiego go wzięłaś. Przejrzał waszą sztuczkę i teraz wam nie odpuści. Chyba, że oddacie mi to, co powinno należeć do niego - pogroził.
    - O czym pan mówi? - zdziwiła się blondynka.
    - To jeden z Gwardczyków! Widziałem go w siedzibie Malcolma! Pracuje dla niego. Miałem wam powiedzieć, ale z tego wszystkiego zapomniałem! Przepraszam! - zawołał Adam skruszony i zły.
    - Jesteś pewien? - zapytał Shane. Zacisnął dłonie w pięści.
    - Jasne, takich twarzy się nie zapomina.
    Nim zdołali cokolwiek zrobić, nim Will się zorientował, Shane uderzył go z całej siły w szczękę. Mężczyzna zatoczył się do tyłu zaskoczony. Wykorzystali więc jedyną okazję i opuścili budynek szkoły.
    - Niezły cios - pochwalił przyjaciela Adam. Ten tylko skinął głową, rozmasowując dłoń.
    - Słuchaj - zaczęła powoli Maya, przybliżając się do Shane'a. - To chyba należy do ciebie. - Wyciągnęła otwartą dłoń, na której spoczywał Elessar. - Teraz ty powinieneś go nosić.
    Shane ostrożnie wziął od Mayi biżuterię, która od razu w jego rękach zamieniła się na zegarek z zieloną tarczą. Założył go na nadgarstek i podszedł jeszcze bliżej dziewczyny.
    - Dziękuję, że jesteś - szepnął i pocałował ją namiętnie. Pocałunek był krótki, ponieważ już po chwili pojawili się wokół nich znajomi, którzy zaczęli gwizdać i krzyczeć z radości. Ze śmiechem odsunęli się od siebie i rozejrzeli dokoła. Najbliżej stał Adam uśmiechnięty od ucha do ucha. Wcisnął się między nich i objął oboje ramionami.
    - Jak to dobrze, że was mam - powiedział poważnie.
    - Hej, idziecie? - zawołał Kevin, oglądając się na nich.
    W trójkę poszli na miasto, gdzie pozostali już zaczęli świętować koniec roku szkolnego i początek wakacji.

~~~*~~~*~~~*~~~

     Hej, jeszcze raz Was straaasznie przepraszam za takie opóźnienia, ale cóż, bywa i tak. :) Z racji tego, że niedługo odbędzie się już trzecia rocznica tego bloga, postanowiłam napisać jeszcze parę miniaturek, które trochę dodadzą, mam nadzieję, koloru tej historii ;)

    Pierwsza, cóż, pierwsza była nieplanowana, ale wyszła, więc czemu by się nią nie podzielić? ;) Bo to przyjaciółki stwarzają najwięcej problemów i trosk.

    Druga opisuje finał, który rozegrali chłopcy. Pomyślałam, że skoro był półfinał, to dlaczego finału miałoby nie być? Zwłaszcza, że jak pamiętacie, wygrali ;) Siatkówkowa rewolucja.

     A w tej macie nieco przybliżoną kwestię z pewnym snem Mayi ;) Zło to największy strach ludzkości.

    Mam nadzieję, że wszystko przypadło Wam do gustu. Śmiało piszcie, co myślicie o wszystkim. O całym opowiadaniu, co wam się podobało a co nie, sama nie wiem ;) Ogólnie wszystko. :D

    Chciałabym również w tym miejscu podziękować wszystkim, którzy przyczynili się do powstania tej historii. Całej mojej klasie z gimnazjum, na której wzorowałam wyglądy postaci. Dzięki Wam miałam mnóstwo pomysłów na ciekawe rozwinięcia tej opowieści. Dziękuję moim przyjaciółkom, które dzielnie walczyły ze mną i z prawdą, jaka ukazała się w tej opowieści. Dziękuję wszystkim czytającym i komentującym a w szczególności Mii, która dotrwała ze mną do końca! <3

    Jeżeli ktoś chciałby przeżyć historię jeszcze raz, serdecznie zapraszam na wattpada, tam poprawiam wszystkie rozdziały ;)

    A jeżeli ktoś zatęskniłby za moimi opowieściami, to zapraszam na bloga "Polowanie na magię".

    Nie wiem, czy wrócę tutaj. Pewnie tak, ponieważ tutaj zawsze wracam. Może napiszę coś nowego i tutaj wstawię. Chodzą za mną ostatnio fajne pomysły na ff, ale na razie nie będę ich zaczynała, bo mam za wiele na głowie w związku z nowym blogiem ;)

    Zrobilibyście mi taką małą niespodziankę i każdy, kto przeczytał ten epilog, napisze komentarz? Byle kropkę, jedno słowo. Chciałabym wiedzieć, ilu Was tutaj ze mną <3 Chyba to wszystko. No to, co żegnam się? Strasznie mi będzie brakować tej historii, bohaterów! <3 Do zobaczenia <3

sobota, 9 maja 2015

~41~


    Dzień zapowiadał się przyjemny. Im bliżej wakacji, tym robiło się znów coraz cieplej. Minęła pora ochłodzenia i słońce od rana widniało na błękitnym niebie. Co prawda wiatr wiał dosyć porywisty, ale nie miało to zbyt wielkiego znaczenia.
Maya
    W ostatnim tygodniu szkoły Maya usiadła w autobusie na przedostatnim siedzeniu. Kevin, Colin i Shane siedzieli za nią, natomiast Adam zajął miejsce po drugiej stronie autobusu, na tym samym miejscu co blondynka. Dziewczyna przyglądała mu się uważnie od ich ostatniej rozmowy. Zastanawiała się, jakie relacje panują w grupie chłopców. Czy Adam rozmawiał już z Shanem? Żaden nic jej nie powiedział. Czy to oznaczało, że nie? Nie zachowywali się, jakby ze sobą rozmawiali. Raczej, jakby celowo unikali siebie nawzajem.
    "A może mi się tylko to wszystko wydaje?" 
    Co prawda Adam nadal nie siedział z chłopakami na samym tyle, jak to zwykle robił, ale może po prostu nie był jeszcze gotowy na zmierzenie się z tym wszystkim naraz. Bardzo chciała, by chłopcy doszli do porozumienia. Nie mogła znieść tej ciszy między nimi. Poza tym bała się o nich. Kiedyś myślała, że ich przyjaźń jest taka jak jej i Josha - nierozerwalna, na dobre i na złe, że powinna przetrwać wszystko. Miała nadzieję, że przetrwają tę próbę.
    Gdy już wysiadła z autobusu pod szkołą, poczekała na chłopców. Rozejrzała się w poszukiwaniu Adama. Chłopak, jakby wyczuwając, że na niego spogląda, odwrócił się. Maya pomachała mu i kiwnęła głową w stronę szkoły. Ten tylko pokręcił głową. Z ruchu warg odczytała, że zamierzał iść przed zajęciami do sklepu. Wpatrywała się w jego sylwetkę jeszcze przez moment. Potem, gdy Shane pociągnął ją za rękę, ruszyła za nim do szkoły.
    Od razu zauważył jej nieobecny wzrok, więc gdy tylko zostali sami, zapytał.
    - Co się stało?
    - Czy Adam odzywał się ostatnio do ciebie? - zadała nurtujące ją pytanie. Kiedy zobaczyła, że na twarz blondyna wypływa zaskoczenie, od razu wiedziała, jaką dostanie odpowiedź.
    - Nie, nie gadaliśmy już od dawna - przyznał ze smutkiem. - A co?
    - Martwię się o niego. - Wzruszyła ramionami. - Rozmawiałam z nim jakiś czas temu i mówił, że jest okej, ale widzę, że nadal go coś trapi. Może mógłbyś... Sama nie wiem... Wydaje mi się, że potrzebowałby takiej rozmowy z przyjacielem. A z kim, jak nie z tobą?
    - I myślisz, że mi cokolwiek powie? Nawet, jeżeli to, co mówisz, jest prawdą? - zawołał zdziwiony.
    - Och, sama nie wiem. Stał się taki skryty po tym... No wiesz... Może gdybyście pogadali, wyjaśnili sobie wszystko... - zaproponowała.
    - Przecież wiesz, ile razy do niego dzwoniłem... - przerwała mu.
    - Ale wydaje mi się, że teraz już dojrzał do takiej rozmowy. Że odstawił dumę na bok i przebolał wszystko. Cholera, czasami zachowuje się jak ostatni dzieciak! - westchnęła. - Ale uważam, że warto spróbować. Jeżeli nadal zależy ci na tym, byście zostali przyjaciółmi.
Alex
    - Oczywiście, że mi zależy! - żachnął się niemal od razu. - Mogę spróbować, ale nie wiem, czy to coś da.
    - Dziękuję! - ucieszyła się i przytuliła go mocno, akurat w tym samym momencie, gdy zadzwonił dzwonek. Pełna nadziei Maya odeszła do klasy z uśmiechem na ustach. Shane jeszcze chwilę stał w jednym miejscu i spoglądał w kierunku, w którym zniknęła blondynka.

    Gdy Adam nie pojawił się na pierwszej lekcji, wcale ją to nie zdziwiło. Oczywiście, zaniepokoiła się odrobinę, ale nie tak, by panikować czy coś. Rozglądając się po całym korytarzu, szła powoli na drugą lekcję w towarzystwie Alex. Zastanawiała się, gdy on się znowu podział.
    "Może poszedł na wagary? Samotnie? Nie, to do niego nie pasowało..." - próbowała znaleźć powód, dla którego jeszcze nie pojawił się w szkole. Zagadnęła o to Alex.
    - Nie przejmuj się nim. Na pewno zaraz przyjdzie - odpowiedziała wesoło, po czym zaczęła nowy temat.
    Lecz Adam nie pojawił się ani na drugiej, ani na trzeciej lekcji. Niemało zaniepokojona Maya zadzwoniła do Shane'a. Chłopak przyznał, że nie widział przyjaciela, odkąd wysiedli rano z autobusu.
     Podczas długiej przerwy wybrała numer Adama. Nie odebrał.
    - Na pewno mu się coś stało - powiedziała zaaferowana, wybierając jego numer po raz drugi.
    - Uspokój się - zażądał od niej Shane, potrząsając nią delikatnie. - Musimy myśleć racjonalnie. Zacznijmy od tego, że mógł się źle poczuć i po prostu wrócił do domu. Albo, nie wiem, postanowił iść na wagary, albo jeszcze coś innego. To nie od razu musi oznaczać najgorsze.
    - A co, jeśli oznacza? - zdenerwowała się. Zaczęła panikować i zdawała sobie z tego doskonale sprawę. Próbowała unormować oddech i bicie serca, ale nic nie pomogło. Bała się o przyjaciela, przez co nie potrafiła wysiedzieć na jednym miejscu spokojnie przez kilka sekund. Podczas gdy Alex i Shane siedzieli na ławeczce, Maya chodziła to w jedną to w drugą stronę, czasami tylko zatrzymując się przed nimi.
     - Nie zakładaj od razu najgorszego! - zawołała Alex, chcąc uspokoić nieco koleżankę. Również martwiła się o Adama, ale starała się myśleć racjonalnie.
    - Mam złe przeczucia - wyznała Maya, zerkając na Shane'a. Ten w mig pojął, o co chodziło dziewczynie. Ufał intuicji blondynki, zwłaszcza, jeśli w grę mogła wchodzić tak poważna sytuacja. Maya jeszcze nigdy nie się nie pomyliła.
    - Po szkole pójdziemy do niego do domu, okej? - zaproponował. Dziewczyna pokiwała tylko głową. Czuła, że tracą tylko czas, że powinni zacząć działać od razu, ale nie miała jak mu tego powiedzieć.

    - Hej, mamo! Już jesteśmy! - zawołał od progu Shane. Maya szła za nim, kolejny raz wybierając numer Adama. Jednak telefon nadal pozostawał głuchy. Zrezygnowana odłożyła go na stolik w salonie a następnie przeszła do kuchni, gdzie pani Shay przygotowywała coś na obiad.
    - O, dzień dobry, dzieciaki! Jak tam w szkole? Maya, kochana, przyszedł list do ciebie. Czy ktoś oprócz twojej mamy wie, gdzie mieszkasz? - zapytała nieco zaniepokojona kobieta.
    - Nikt, chyba nikt, znaczy... Oprócz Josha, Adama i was... To chyba nikt... - zastanowiła się. - Jest nadawca? - zainteresowała się. Kto mógłby do niej wysłać list? Podeszła do blatu i sięgnęła po śnieżnobiałą kopertę.
    - Niestety nie ma. Sama zdziwiłam się, gdy zauważyłam ten list w naszej skrzynce. Może domyślasz się, od kogo?
     Maya pokręciła tylko głową. Na moment zapomniała o zniknięciu Adama, o instrukcjach, jak odnaleźć dziedzica Elessaru, które wygrzebała w bibliotece, zapomniała o wszystkich sprawach. Liczyła się tylko ta koperta i jej zawartość.
    Delikatnie oderwała przylepioną część i wyciągnęła złożoną na pół kartkę. Papier w dotyku był naprawdę przyjemy, wyglądał na bardzo stary. Serce zabiło jej szybciej. Kto używa jeszcze takich kartek do pisania listów? Kto w ogóle w tych czasach wysyła listy?
    "Tylko ktoś, kto nie chce, by druga osoba wiedziała, od kogo jest..."
    Maya zadrżała. Ostrożnie rozłożyła papier i zaczęła czytać. Oczy z każdą linijką rozszerzały się jej coraz bardziej a na twarzy malował się strach. Ręce zaczęły się trząść a gdy już przeczytała list do końca, wyleciał jej z dłoni na podłogę. Maya zachwiała się i gdyby nie pomoc Shane'a, upadłaby wraz z kartką. Serce biło jej jak oszalałe.
    - Co się stało? - zawołała mama chłopaka, podbiegając do nich. Blondyn pomógł usiąść dziewczynie na krześle a sam podniósł list z podłogi.
    - Droga Strażniczko! - zaczął czytać, choć już przeczuwał, co znajdzie na końcu. - Dawno się nie widzieliśmy, nie uważasz? Stęskniłem się za tobą. Moi chłopcy podobno cię odwiedzili. Słyszałem o tym, jak próbowałaś ich pokonać. Nie było to mądre posunięcie z twojej strony. Uważam wręcz, że to głupota przemówiła przez ciebie, choć nigdy nie posądzałbym cię o to, że jesteś głupia. Co to to nie! Oczywiście musiałem... Musiałem zrobić to, co zrobiłem. Musiałem - znów zaciął się w czytaniu Shane. - Musiałem spotkać się z twoim przyjacielem i porozmawiać z nim o tobie. To bardzo miły chłopiec. I naprawdę mu na tobie zależy! Ach, ta miłość! Co za wstrętne i krępujące uczucie! Bardzo słabe!
    - Proszę, nie czytaj tego dalej na głos. Nie mam ochoty już tego słuchać - błagała Maya słabym głosem. - Najważniejsze, co z tego musicie wiedzieć to to, że Malcolm ma Adama... - szepnęła po czym rozpłakała się na dobre. - A jedynym sposobem na uratowanie go, jest oddanie Gwardii Elessar - dodała po chwili.

~~~*~~~*~~~*~~~

    Heej, dziś króciutko, ponieważ jestem meega zmęczona! Cały dzień siedziałam w ogródku i a to koszenie trawy a to sianie jeszcze warzyw i kwiatów no i w ogóle chwasty już się na nowo rozpleniły -,- więc, trzeba było coś z nimi zrobić. Mam nadzieję, że rozdział Wam się spodoba ;)

sobota, 25 kwietnia 2015

~40~

Maya

    Pod koniec tygodnia nieco się ochłodziło. Słońce tylko od czasu do czasu wyglądało zza deszczowych, ciężkich chmur a zimny wiatr dął nieustannie, rozwiewając włosy i porywając kapelusze z głów. Liście zerwane z drzew, wirowały w powietrzu, tworząc widowiskowe pokazy.
    W piątek od rana siąpiło. Maya, przyzwyczajona do upalnych dni, zmuszona została do wygrzebania z szafy cieplejszych ciuchów, których u Shane'a nie posiadała zbyt wielu.
    Pogoda sprawiła, że każdy bez wyjątku miał gorszy humor. Shane jakby wstał lewą nogą' odkąd tylko pojawił się w kuchni na śniadanie, odburkiwał coś pod nosem, gdy ktoś się do niego odezwał. Nawet zwykle uśmiechniętą blondynkę dopadła tego dnia chandra. Nic jej się nie chciało, a już zwłaszcza wstać do szkoły. Zmusiła się jednak do tego, tak samo jak Shane'a, który co chwila pomrukiwał, że nie ma już po co wychodzić z domu. Dziewczyna siłą zawlokła go do autobusu a potem odprowadziła pod klasę jak przedszkolaka.
    - Widzimy się później! - zastrzegła i odeszła, zostawiając chłopaka z przyjaciółmi.
    Idąc do sali, w której odbywała się jej pierwsza lekcja, przypadkiem natknęła się na Adama i Marka. Obaj wracali z szatni, dyskutując o czymś zawzięcie. Gdy tylko zobaczyli dziewczynę, zamilkli. Adam przez sekundę patrzył jej prosto w oczy a następnie spuścił wzrok i wpatrywał się w niesioną reklamówkę.
    - Hej, Maya! - przywitał się wesoło Mark. - Właśnie gadaliśmy o tym, że powinniśmy na wuefie zagrać na dworze w siatkówkę, dziewczyny na chłopaków. Co ty o tym myślisz? - zapytał. Blondynka przeniosła swoje spojrzenie z bruneta na niego.
    - Tak, to dobry pomysł - poparła. - Słuchaj, zostawiłbyś nas samych? Chciałabym pogadać z Adamem - poprosiła. Mark, od razu wyczuwając sytuację, odszedł, zerkając jeszcze dyskretnie na przyjaciela. Adam znów patrzył na Mayę, zaskoczony jej prośbą. Nie odezwał się jednak ani słowem, dopóki Mark ich nie opuścił. - Co tam? - zadała pierwsze pytanie, jakie jej wpadło do głowy. Co prawda od dłuższego czasu planowała tą rozmowę, ale gdy przyszło co do czego, to nie wiedziała, od czego zacząć.
    - Dobrze - odpowiedział. Wyczuła w jego głosie napięcie. - Słuchaj, ja naprawdę chciałbym...
    - Wiem - przerwała mu. - Po prostu mi ciebie brakuje - przyznała ze smutkiem. - Nie mogę przyzwyczaić się do tego, że ciebie już nie ma przy mnie. To takie dziwne, ty też tak masz?
    Przytaknął niepewnie głową. Nie miał pojęcia ani co zrobić, ani co powiedzieć. Stali tak po prostu na korytarzu i wpatrywali się w siebie. Oboje wiedzieli, że to, co między nimi było, w jakiejś części zepsuło ich dawną relację i już nigdy nie poczują się w swoim towarzystwie tak jak kiedyś. Wierzyli jednak, że mimo wszystko, uda im się pozostać przyjaciółmi. Starali się, próbowali. Ale co z tego wyniknie?
    - Zastanawiałam się, czy to, co powiedziałeś Alex to prawda? - wypaplała po chwili.
    Zawahał się. Zauważyła to doskonale. Obserwowała go przez cały czas, by właśnie takie coś zobaczyć. Po chwili dopiero pokiwał głową.
    - Nie powinienem zachowywać się jak dzieciak - przyznał. - Czas dorosnąć. Nie udało się, trudno. Żyjmy dalej. Wiem, że będzie trudno, ale może się uda - powiedział, spoglądając jej głęboko w oczy. Zobaczyła w nich smutek, ale też pewnego rodzaju dojrzałość, o której mówiła przyjaciółka. - A co tam... u was? - zapytał ostrożnie. Zaskoczyło ją to pytanie, więc nie od razu odpowiedziała. Musiała sobie najpierw uzmysłowić, o kogo chodziło chłopakowi.
    - U mnie i Shane'a? - chciała się upewnić. Gdy skinął głową, kontynuowała. - Chyba okej. Uważam - odważyła się - że powinieneś porozmawiać też z Shanem. To w końcu twój przyjaciel, na pewno się o ciebie martwi.
    - Powiedział ci to? - zapytał z niemałym zaskoczeniem.
    - Nie, tak właściwie to nie gadaliśmy o tobie dawno, ale jestem pewna, że przykro mu, że się do niego nie odzywasz. Może... Skoro z nami jest już okej, to może też z nim...?
    Adam zamyślił się. Na czole, pod delikatnie opadającymi na nie niemal czarnymi włosami, pojawiła się mała zmarszczka. Miała ochotę odgarnąć niesforne kosmyki z jego twarzy, ale, z wiadomych powodów, nie zrobiła tego.
    - Spróbuję. Spróbuję, ale niczego nie obiecuję - powiedział cicho, spojrzał na nią ostatni raz i, nie mówiąc już nic, odwrócił się na pięcie i odszedł, zostawiając ją samą z głową pełną kotłujących się myśli.

    - Dlaczego nie chcesz powiedzieć o tym incydencie mojej mamie? - zapytał ją po raz setny. Maya westchnęła. Tłumaczyła mu już wiele razy, ale postanowiła zrobić to jeszcze jeden.
    - To nie było nic poważnego. Po prostu mieli mnie sprawdzić. Tak naprawdę nic o mnie nie wiedzą - zapewniła, próbując uśmiechnąć się bardziej wiarygodnie. - Nawet nie mają pewności, że jestem Strażniczką. Poza tym to już się nie powtórzy. Teraz będę o wiele bardziej ostrożniejsza.
    Siedzieli w kuchni i kończyli jeść obiad. Od jednego do drugiego, Shane znów zaczął drażliwy dla niej temat. Nie chciała kolejny raz tego wałkować, próbowała zapomnieć, ale nie potrafiła. Było to zbyt świeże, zbyt realne wydawało się zagrożenie, by je zignorować.
    - I obiecujesz, że nigdzie nie będziesz chodziła sama? - zapytał. Pokiwała tylko głową. Właśnie taki był jej plan. Wierzyła, że gdy będzie otoczona mnóstwem ludzi, nic jej nie zrobią. Chciała również w jakiś sposób uspokoić Shane'a. Naprawdę się o nią martwił i doceniała to, ale tę partię powinna rozegrać sama.
    - Rozwaga i ostrożność to moje drugie imię, nie pamiętasz? - zawołała ze śmiechem, próbując rozładować atmosferę.
    - Ja nie żartuję - odezwał się poważnie.
    - Ja też nie - westchnęła zrezygnowana. - Wiem, że masz jak najlepsze intencje, ale nie możesz mnie przed wszystkim obronić albo wszystko za mnie zrobić. Pewne sprawy powinnam załatwić sama.
    Spojrzał na nią ze smutkiem. Odczuł to niemal jak odtrącenie. Nie potrzebowała jego pomocy...
    Widząc jego minę, dziewczyna od razu zrehabilitowała się.
    - Oczywiście, gdy już pozałatwiam strażnickie sprawy, przyjdzie czas na Gwardię i tutaj mam nadzieję, będę mogła liczyć na twoją pomoc?
    - Jasne - odparł niemal od razu. Spojrzał na nią uważnie, delikatnie się uśmiechając.
    - To fajnie. - Odetchnęła niemalże z ulgą. Dobrze było wiedzieć, że miała na kim polegać. - Powinnam już iść - powiedziała po chwili milczenia.
    - Na pewno nie potrzebujesz pomocy? - chciał się upewnić. Maya pokręciła z uśmiechem głową.
    - Ale gdy tylko się coś zmieni, ty jako pierwszy się o tym dowiesz - zapewniła. - A teraz idź już, podobno miałeś spotkać się z chłopakami. Nie chcę, żebyś przeze mnie się spóźnił - ponagliła go.
    - Do zobaczenia! - zawołał, znikając za drzwiami wejściowymi. Maya spoglądała w tamtym kierunku jeszcze kilka dobrych minut. Upewniwszy się, że chłopak na pewno odszedł, powędrowała na górę.

    Jak co piątek wyruszyli do domu Gundara, by zdać sprawozdanie z poczynań, pochwalić się sukcesami albo zebrać burę za źle wykonane zadanie. Obawiali się tej wizyty. Zastanawiali się, czy szpieg Malcolma doniósł już mu o ich niepowodzeniu wtedy, pod szkołą, kiedy ich nakryto. Mieli nadzieję, że nie zdążył się z nim skontaktować.
    Droga zajęła im kilka godzin. Przez większość czasu nie odzywali się do siebie. Siedzieli cicho - Nate całkowicie skupiony na jeździe, Tom słuchając muzyki płynącej ze słuchawek, które miał na uszach. Obaj w przeciwsłonecznych okularach, poważni, nawet na siebie nie spojrzeli.
    Wysiadając z auta przed domem, Tom poczuł, jak po jego plecach przebiegają dreszcze. Zerknął w stronę brata, który nie dał po sobie poznać, że się czegoś obawia. Chłopak jednak znał go za dobrze i za długo, by nie wyczuć napięcia, które owładnęło jego ciałem. Podążył za nim niczym cień.
    Weszli do zimnego korytarza. Drzwi zamknęły się za nimi, odcinając ich od reszty świata. Skierowali się od razu do gabinetu Malcolma, jednak go tam nie zastali. Zdziwieni, powędrowali dalej. Weszli do swojego pokoju, lecz tam również nie zastali Xaviera. Postanowili więc odwiedzić bibliotekę.
    Wśród miliona zbiorów ksiąg i zwojów odnaleźli w końcu Gundara i ich współlokatora. Dopiero od nich dowiedzieli się, że przywódca wyjechał na kilka dni. Niemalże odetchnęli z ulgą. Zdawali sobie sprawę, że skoro nie ma Malcolma, bezpośrednio podlegali Gundarowi. Rozsiedli się więc naprzeciwko niego przy długim stole.
    - Jak przypuszczam, przyjechaliście zdać raport? - upewnił się starzec. Nate skinął głową. - A więc słucham.
    Niechętnie opowiedzieli mu o ich wpadce. Dodali jednak, że dzięki temu Maya ujawniła się i mają pewność, że jest Strażniczką. Przez czas trwania opowieści na twarzy nauczyciela pojawiały się różne emocje - od zdziwienia, przez złość, smutek, zdenerwowanie czy zawód. Na koniec jednak na jego usta wypłynął uśmiech. - A jednak to ona - szepnął. - Nie pomyliłem się! - odparł zadowolony. Spojrzał w oczy najpierw jednego, następnie drugiego z braci. - Ale wy postąpiliście źle, ujawniając się tak szybko.
    - Ale co to zmienia? Przecież i tak już wie o Gwardii? Przesłuchiwaliście ją. Co to zmieni, że wie o nas? - chciał wiedzieć Nate.
    - A chociażby to, że teraz nie będziecie mogli się bezpiecznie obok niej kręcić - odparł wkurzony. - A powinniśmy mieć przy niej kogoś, komu możemy zaufać. Kogoś młodego, kto mógłby wtopić się w tłum. Ale wy już będziecie dla niej zbyt rozpoznawalni - westchnął. - Jednak to nie ja powinienem zdecydować o tym, czy was oddelegować od tego zadania. Ta decyzja należy do Malcolma. A że go nie ma, wydaje mi się, że możecie jeszcze wrócić i z daleka jej pilnować. Może akurat nikomu się nie poskarżyła. Czy coś jeszcze jest, co macie do powiedzenia? - Przyjrzał im się uważnie. Wyglądali na zdenerwowanych i spiętych, ale gdy tylko usłyszeli, że mogą wrócić, odprężyli się.
    - Skończył nam się proszek - odezwał się ostrożnie, konspiracyjnie Tom.
    - A przydałaby nam się jeszcze jedna porcja - zauważył Nate. Xavier przysłuchiwał się tej rozmowie uważnie. Do tej pory rozumiał niemal wszystko, znał sprawę Mayi, może nie ze szczegółami, ale nie był również zielony. Jednak gdy rozmowa zboczyła na temat tajemniczego proszku, zgłupiał całkowicie.
    - O jakim proszku mówicie? - zapytał ostrożnie, spoglądając to na swoich kolegów to na Gundara.
    - Chłopcy dostali ode mnie unikatową rzecz. Cerussa. Niezwykle rzadka i niespotykana substancja. Bardzo trudna do przyrządzenia. Sprawia, że wchodzisz do snu wybranej osoby i kierujesz nim. Czasami można przenieść daną osobę do miejsca, w którym się chce, żeby była, czasami tylko po prostu śledzimy i ingerujemy wydarzenia w snach.
    - A my dzięki temu straszyliśmy Mayę. Rozmawialiśmy z nią jakiś czas temu - dopowiedział Tom.
    - Kazałem wam tego używać w najgorszym wypadku. To nie jest zabawka. Wspominałem wam też o skutkach ubocznych zbyt częstego używania proszku - odparł surowo. Młodszy z braci wzdrygnął się na wspomnienie tamtej rozmowy. Na starszym nie zrobiło to jednak większego wrażenia. - Nie dostaniecie już więcej. Niewiele mi tego zostało a do przyrządzenia kolejnej są potrzebne specyficzne warunki atmosferyczne, które nie powtórzą się przez kilka kolejnych lat - wyjaśnił.
    Nate nastroszył się jeszcze bardziej. Nie powiedział nic, ale z jego miny Gundar spokojnie mógł wywnioskować, że był niezadowolony odpowiedzią.
    - Powinniście już wracać - zasugerował nauczyciel. - Nie możecie jechać po nocy, to niebezpieczne, więc lepiej, żebyście przed północą byli już w mieście.
    Tom pokiwał posłusznie głową. Pociągnął za rękę swojego brata i razem wyszli z biblioteki. Nate już na korytarzu wyszarpnął ramię z uścisku Toma.
    - Sam sobie poradzę. Nie musisz mnie prowadzić - warknął do niego. Tom podniósł dłonie w geście poddania się. Co więcej mógłby zrobić?

    Maya jak zwykle, siedząc w bibliotece, wyciągnęła parę pozycji, które ją zainteresowały. Rozłożyła się na stoliku i zaczęła przeglądać je po kolei. Z nowym zapałem kartkowała pierwszą książkę. Nie znalazła w niej nic ciekawego, więc sięgnęła po drugą. W momencie, gdy ją podniosła, wypadła z niej pojedyncza kartka i sfrunęła na podłogę. Schyliła się, by ją podnieść. Rozłożyła ją a stole i przybliżyła do niej lampę, by więcej widzieć. Zaskoczona odkryciem, nie potrafiła uwierzyć w to, co znalazła. Oczywiście to nic związanego z jej snami, ale również ważnego! Uradowana, zaczęła czytać napisany staroangielskim językiem tekst. Nie wszystko zrozumiała, więc postanowiła zorganizować sobie słownik archaizmów. Przeszukała bibliotekę wzdłuż i wszerz nim odnalazła mały słowniczek ze starymi wyrazami, których od dawna nikt nie używał.
    Złożoną kartkę i słownik przemyciła do swojego pokoju pod bluzką. Gdy się już w nim znalazła, znów na nią spojrzała. Tytuł, napisany w esperanto zrozumiała doskonale, mimo, że nigdy nie uczyła się tego języka. "Heredanto Elesar" - tak brzmiał tytuł. Z bijącym sercem i uśmiechem na ustach, zabrała się do rozszyfrowania tej części tekstu, z której kompletnie nic nie zrozumiała.

~~~*~~~*~~~*~~~

    Heej, jak tam Wam mija cieplutki weekendzik? Kolejny będzie taaaaki długaśny!! <3 do środy nie chodzić do szkoły - bezcenne *,* Dziękuję maturzystom, którzy piszą testy! *,* No i już życzę Wam wszystkim powodzenia! :)
    Jak tam rozdział? Piszcie, co o nim sądzicie ;) Czy Was w którymś momencie zaskoczyłam, czy może wręcz przeciwnie? No i zapraszam wszystkich, którzy jeszcze nie zapoznali się z miniaturką na poprzednią notkę "Fakt autentyczny" ;)

czwartek, 2 kwietnia 2015

~39~


    We wtorek rano Tom i Nate wstali bardzo wcześnie. Wynajmowali mały pokoik w mieście niedaleko szkoły, do której chodziła Maya. Nie musieliby się spieszyć, gdyby nie poranny trening, który wszedł im w nawyk. Ćwiczyli codziennie, nieważne, czy było ciepło czy zimno, czy padało. Przywykli do fizycznego wysiłku i gdyby teraz z wygody go zaprzestali, ich ciała nie poradziłyby sobie przy wznowieniu treningu pod czujnym okiem Gundara.
    Chłopcy zdawali sobie z tego sprawy, więc jeszcze przed siódmą wyszli pobiegać. Bardzo dobrze im się ćwiczyło, ponieważ, dopiero co obudzone słońce, nie prażyło jeszcze tak mocno. Delikatny wiatr szumiał między zielonymi gałęziami drzew. Życie na ulicach powoli zaczęło ożywać. Ludzie, nie spiesząc się, szykowali się do pracy, dzieci wstawały do szkoły.
    Wróciwszy do mieszkania, wzięli prysznic i zjedli przyszykowane na szybko śniadanie i posprzątali sypialnie. Pozostawianie czystości po sobie również weszło im w krew, będąc uczniami Gwardii. Później obaj usiedli przy stole i jeszcze raz dokładnie przeanalizowali wszystkie fakty.
Diana
    Po pierwsze: nie byli mile widziani pod szkołą blondynki, choć nadal musieli jakoś mieć z nią kontakt. Po drugie: zdawali sobie sprawę, że Malcolm im nie ufał, więc wysłał za nimi ogon. Po trzecie: nie byli zachwyceni tym, że ktoś patrzył im na ręce, gdy wykonywali tak ważne zadanie. Mogło to się źle skończyć. Mieli jednak nadzieję, że jak zwykle dopisze im łut szczęścia. Choć maleńki.
    Na koniec powtórzyli wszystkie działania, które już wcześniej ustalili. Nate chciał mieć pewność, że jego brat już niczego nie zepsuje. Przebrali się w normalne ciuchy, by móc wtopić się w tłum i wyszli. Dochodziło południe, gdy zjawili się pod szkołą. Właśnie zaczynała się przerwa obiadowa, więc wokół szkoły zaległo się od uczniów, chcących te pół godziny spędzić na słońcu. Wśród nich chłopcy dostrzegli także Mayę wraz z Alex i Dianą. Uśmiechnięte od ucha do ucha, szły w stronę wolnej ławki niedaleko parkingu, na którym stali Nate i Tom. Niosły ze sobą drugie śniadanie, które zamierzały spokojnie zjeść w cieniu drzewa.
Maya
    Tom przyglądał się z uwagą dziewczynie, podczas gdy jego brat stał tyłem do niej. Udawali, że zawzięcie o czymś rozmawiali, lecz to była tylko przykrywka. Tak naprawdę przysłuchiwali się każdemu słowu, które padłyby z jej ust, analizowali i zapamiętywali każdy gest, by móc później wyciągnąć odpowiednie wnioski.

    Dziewczyny, całkowicie pochłonięte rozmową, nie zauważyły, że ktoś je podglądał. Siedziały do nich bokiem i ani myślały spojrzeć w stronę parkingu. Miały ważniejsze rzeczy do obgadania.
    - I jak, Adam odzywał się do ciebie ostatnio? - zapytała niepewnie Alex. Maya pokręciła głową smutno. Odkąd się rozstali, chłopak odpowiadał jedynie na jej "cześć" powiedziane w autobusie lub na korytarzu. Nawet nie spoglądał w jej stronę, gdy siedzieli obok siebie na lekcjach. Wiedziała, że było mu ciężko, sam to przecież przyznał, że potrzebuje czasu. Ale nie miała pojęcia, że to aż tyle zajmie! Bardzo chciała, by było, jak kiedyś. Żeby Ad nie chodził już taki smutny, by ją na każdym kroku rozśmieszał a nie doprowadzał do łez. Nie chciała go stracić, w końcu był jej przyjacielem, wiele mu zawdzięczała. A teraz, w trudnym dla niego okresie, nie potrafiła mu pomóc. Czuła się z tym nieswojo, bo przywykła do pomocy swoim przyjaciołom. A w tej sprawie nie mogła zrobić nic, kompletnie nic.
    - Rozmawiałam z nim ostatnio, tak jak mnie prosiłaś - zagadnęła po chwili Alex.
    - I co? - ożywiła się od razu Maya.
    - Twierdził, że jest w porządku. I wydawało mi się, że już naprawdę jest na dobrej drodze do tego, by w końcu się do ciebie odezwać, by odrzucić dumę na bok i znów zwrócić się do swoich znajomych. A zwłaszcza do ciebie i Shane'a. Gdy mu to wypomniałam, prychnął i stwierdził, że nie chce Shane'a widzieć na oczy, bo nadal jest zazdrosny. Zdziwiło mnie to, że się do tego przyznał. Dostrzegłam, że nie jest już tym, kim kiedyś był. Stał się dojrzalszy. Coś go zmieniło. I tu chyba nie tylko chodzi o tą relację miedzy wami. To chyba coś poważniejszego. Pewnie ty wiesz, bo to zaczęło się jeszcze zanim zerwaliście... - Alex spojrzała na Mayę, uważnie przypatrując się, jak zareaguje. Dziewczyna w jednej chwili spięła się, rozumiejąc, co mogło mieć wpływ na zmianę w zachowaniu Adama. Już po chwili jednak spróbowała udawać, że nie ma pojęcia, o co mogłoby chodzić. Alex jednak nie była głupia, nie dała się zwieść. - Rozumiem, że nie możesz mi powiedzieć, więc chociaż nie kłam. - Uśmiechnęła się serdecznie. Pokiwała tylko delikatnie głową, zgadzając się z koleżanką.

    Maya tego dnia skończyła lekcje wyjątkowo wcześniej. Postanowiła poczekać na Shane'a, który po zajęciach poszedł na trening. Obiecali sobie rano, że razem zrobią zakupy, o które poprosiłą ich pani Shay.
   Wyszła samotnie ze szkoły, kierując się na ławkę, na której jadła wraz z koleżankami drugie śniadanie. Usiadł na ławce, która pogrążona była jeszcze w cieniu wysokiego drzewa. Wyciągnęła z torby książkę. Zaczęła ją ostatnio czytać i tak ją zainteresowała, że nie mogła się od niej oderwać.
    Nie dokończyła nawet rozdziału, gdy poczuła, że ktoś się do niej zbliżał. Podniosła wzrok i zobaczyła dwóch chłopców zmierzających w jej stronę. Nie wyróżniali się niczym szczególnym. Obaj byli wysocy i niezwykle chudzi, ale jednocześnie silni. Jeden z nich palił papierosa, choć na terenie przy szkole nie wolno tego robić. Serce zabiło jej szybciej, gdy rozpoznała w nich swoich oprawców ze snów.
    - No, no, no, kogo my tu mamy! - zawołał Nate, siadając obok niej. - Dawno się nie widzieliśmy! Stęskniliśmy się za tobą, prawda? - zwrócił się do brata, nie odrywając od niej wzroku.
    - Jasne, strasznie brakowało mi widoku tej przerażonej twarzyczki. - Zaśmiał się.
    - Czego ode mnie chcecie? - szepnęła, przełykając narastającą w gardle gule.
    - Tego co zawsze. Oddaj nam Elessar a już nigdy w życiu nas nie zobaczysz.
    - Dla dobra twojego i wszystkich bliskich radziłbym ci to załatwić z nami od razu - zasugerował cicho Tom. - Malcolm powoli nudzi się tą grą w kotka i myszkę. I jeżeli nam nie dasz Elessaru, sam złoży ci wizytę. Albo raczej ty jemu, lecz od razu mogę ci zaświadczyć, że nie będzie to nic miłego. Chyba pamiętasz wasze ostatnie spotkanie? - Przyjrzał jej się uważnie, pochylając się delikatnie w jej kierunku.
    Maya mimowolnie zadrżała. Nie musieli jej przypominać tych strasznych dla niej chwil w domu Gwardii. Najgorsze sceny nadal pojawiały się w jej koszmarach, przywołując paraliżujący strach, z którym nic nie potrafiła zrobić.
    Chłopcy zdawali sobie doskonale sprawę z tego, że gdy ktoś raz spotkał Malcolma, nigdy już o nim nie zapomni. Wiedzieli, że miał ogromny wpływ na ludzi, bardzo zły wpływ, lecz dzięki temu załatwiał wiele spraw, które mogłyby się wydawać beznadziejne. Tym razem było jednak trochę inaczej. Przywódcy nigdy na niczym nie zależało tak bardzo jak na Elessarze. Nigdy również nie spotkał się z takimi silnymi osobami jak Maya czy matka Shane'a. To zadanie z niewykonalnego od początku, stawało się z każdą chwilą coraz bardziej tragiczne. Lecz nikt nie mógł się poddać.
    Dokładnie przyglądali się jej reakcji, więc upewnili się, że dokładnie pamiętała, co wydarzyło się w siedzibie Gwardii. Uśmiechnęli się do siebie porozumiewawczo.
    - Dajcie  mi święty spokój! - spróbowała krzyknąć, ale z jej ściśniętego gardła wydobył się tylko delikatny szept.
    - Damy, damy, gdy tylko załatwimy tę sprawę - zapewnił Nate. - To jak będzie, będziesz mądra i oddasz nam Elessar teraz, czy jednak chcesz się ponownie spotkać z Malcolmem? A może pragniesz, by poznał twoich przyjaciół? - zapytał. Przerażona dziewczyna spojrzała na niego. Do oczu cisnęły się jej łzy, lecz postanowiła sobie, że nie da im tej satysfakcji i nie podda się. Nie mogła. Musiała za wszelką cenę chronić naszyjnik. Przymknęła na chwilę powieki, by pozbyć się niechcianych łez a później spojrzała najpierw na jednego a następnie na drugiego z nich.
    - Niczego wam nie dam, a waszemu panu możecie powiedzieć, że się go nie boję! - zawołała opanowanym już głosem. - Mam gdzieś jego i jego zachcianki. Zostałam stworzona po to, by chronić Elessar i nie myślcie sobie, że go tak łatwo dam jakimś dwóm zwyrodniałym, przerośniętym chłystkom! Niedoczekanie! - prychnęła, wstała, szarpiąc za torbę i chciała odejść, lecz Tom zatrzymał ją. Chwycił mocno za jej nadgarstek a następnie odwrócił w swoją stronę. Próbowała wyswobodzić rękę z jego dłoni, lecz był dla niej zbyt silny. Warknęła tylko z bezsilności i spojrzała wrogo w oczy napastnika.
    - Nie masz prawa nas obrażać! - syknął Nate, podchodząc wolno do niej. Zatrzymał się milimetry od niej. Był zdecydowanie wyższy, więc Maya, chcąc spojrzeć mu w twarz, musiała zadrzeć głowę do góry. - Muszę ci jednak podziękować - powiedział cicho, pochylając się tak, że niemal musnął ustami jej ucho. - W końcu przyznałaś się, że jesteś Strażniczką. - Zaśmiał się. Dopiero wtedy dotarło do niej, co takiego się stało. Szantażując nią, nie mieli pewności, kim właściwie była w tym całym zamieszaniu. Dopiero jej słowa utwierdziły ich w przekonaniu, że dobrze robili, że natrafili na właściwą osobę. Przerażona zdawała sobie sprawę, że to już koniec tajemnic. Już wszyscy będą wiedzieli, skończy się beztroskie życie, które do tej pory wiodła.
    Nie zastanawiając się nad konsekwencjami, tylko nad tym, by jak najszybciej stamtąd uciec, kopnęła, nadal pochylającego się nad nią Nate'a między nogi. Chłopak zachwiał się i odszedł kilka kroków do tyłu. Chwyt Toma na jej nadgarstku zelżał na chwilę, więc wyrwała rękę i puściła się biegiem w stronę szkoły, mając nadzieję, że tam znajdzie kogoś, kto jej pomoże.
    Niestety, nie doceniła chłopców. Wyszkoleni pod okiem Gundara, umieli szybko zareagować. W sekundę później już ruszyli za nią w pościg. Maya co prawa biegała codziennie, ale od niedawna, natomiast bracia ćwiczyli od najmłodszych lat. Byli wysportowani i niezwykle szybcy. Złapali dziewczynę jeszcze zanim dobiegła do końca chodnika. Tom zamknął ją w swoich ramionach, stojąc za nią. Nate z furią w oczach przechodził się tuż przed nią. Bała się go. W końcu uderzyła go dosyć boleśnie, miał prawo się wściekać. Nie miała pojęcia, co zamierzali jej zrobić, ale wiedziała, że nie czekało ją nic dobrego.
    W końcu, gdy starszy z nich stanął i blondynka z bijącym sercem oczekiwała najgorszego, stało się coś, czego w życiu by się nie spodziewała. Usłyszała głośny krzyk za jej plecami. Chłopcy jak jeden mąż odwrócili się. Ona również chciała zobaczyć, kto się zjawił, lecz mocny uścisk Toma jej to uniemożliwił. Tylko po głosie poznała, że wołał mężczyzna.
    - A co tu się dzieje? - zapytał, gdy był już bliżej. - Wy nie chodzicie do naszej szkoły, prawda? Już, puśćcie ją! - rozkazał. Maya poczuła, jak Tom zabiera od niej łapy. Zachwiała się delikatnie, lecz nauczyciel pomógł zachować jej równowagę. - Już ja się z wami rozprawię! - pogroził uciekającym. - Nic ci się nie stało? - zapytał, gdy blondynka z jego pomocą usiadła na ławce. Serce biło jej niemiłosiernie szybko, w głowie jej szumiało. Mimo szoku, jakiego doznała, poczuła ciężar Elessaru. Resztką sił skupiła się na tym, by go nie dotknąć i nie zdemaskować się przed nowym belfrem uczącym wychowania fizycznego.
    - Nic mi nie jest. Dziękuję. - Spojrzała na niego nieufnie. Na jego ustach gościł uśmiech, lecz ciemne oczy wydawały się jej puste. Nie miała pojęcia, co o nim myśleć. Intuicja podpowiadała jej, żeby mu nie ufać. Z drugiej strony jednak ją uratował, więc może nie do końca był zły?
    - Cała przyjemność po mojej stronie - powiedział. Maya chciała coś dodać, ale podbiegł do nich Shane, który właśnie skończył trening.
    - Co się stało? - zapytał nie mało przestraszony widząc przyjaciółkę w takim stanie.
    - Długo by opowiadać. - Machnęła ręką dziewczyna. - Chodźmy lepiej do domu. Później ci wszystko wyjaśnię - obiecała, pociągając chłopaka za sobą.

~~~*~~~*~~~*~~~

    Hej, jeszcze raz was strasznie przepraszam za takie opóźnienie, ale w weekend tak mnie palec bolał, że ledwo co pisałam :/ Wczoraj prawie dokończyłam rozdział, ale mi się coś zacięło i pół tego, co miałam napisane mi się usunęło i musiałam dzisiaj od połowy pisać jeszcze raz. Ale na szczęście już jest okej, palec jeszcze boli, ale już nie tak dokuczliwie no i laptop się odbraził :D
    Dzisiaj się dzieje, mam nadzieję, że choć trochę zrekompensuje wam to, że rozdział nie pojawił się na czas ;) Piszcie, co o nim myślicie, jestem straaasznie ciekawa waszego zdania! <3

sobota, 8 listopada 2014

~29~


Maya
    Powłócząc nogami, wspięła się po schodach do swojej sypialni. Miała ogromną ochotę paść na łóżko i nie wstawać, ale wiedziała, że nie ma czasu na leżenie. Wyciągnęła więc z szafy czyste ubrania i poszła do łazienki, gdzie wzięła zimny, orzeźwiający prysznic, który spłukał z niej cały pot. Od razu poczuła się lepiej, choć woda niewiele pomogła na obolałe mięśnie i zmęczenie.
    Szybko ubrała się w przyniesione ciuchy i zeszła na dół, gdzie w kuchni siedział już Shane. W jednej ręce trzymał telefon i coś w nim przeglądał, natomiast w drugiej miał szklankę z wodą, z której od czasu do czasu wypijał łyk. Był tak pochłonięty wpatrywaniem się w telefon, że nawet nie zauważył, że dziewczyna podeszła do niego, usiadła na krześle obok i wyjęła mu z ręki szklankę. Dopiero gdy zaczęła się śmiać, spojrzał na nią.
    - Ej! - zawołał głośno. Nie zrobił jednak nic, by odzyskać szklankę, bo wiedział, że to byłoby głupie bić się o prawie pustą szklankę. Odłożył jednak telefon na blat szafki i wstał z krzesełka. - Mama musiała gdzieś jechać, więc dzisiaj ja gotuję.
    - O nie! - udała przerażenie. - Jesteś pewien, że to bezpieczne dawać ci garnki i gazówkę? - spytała ostrożnie.
    - Ha ha, bardzo zabawne, rzeczywiście. Tak na serio to mam tylko do odgrzania zupę, więc wielkiego gotowania nie będzie, ale kiedyś ci pokażę, że umiem gotować, obiecuję!- zawołał, wyciągając z lodówki zupę i stawiając garnek na gazówce.
    - Kiedy twoja mama wróci? - zaciekawiła się Maya.
    - A tego to nie wiem, powiedziała, że po południu na pewno będzie już w domu i że będziemy mieli lekcje - powiedział z niesmakiem. - Jakoś nie uśmiecha mi się kolejna godzina historii, jakbym w szkole nie miał jej o dwie godziny za dużo - mruknął.
    - A ja tam się cieszę, że twoja mama chce nam opowiedzieć coś więcej na temat Zakonu czy Gwardii.  Od zawsze lubiłam słuchać o takich rzeczach. Chyba dlatego nigdy nie usypiałam na historii.
    - Jesteś niemożliwa! - westchnął, kręcąc głową. Zamieszał ogromną łyżką w garnku, spoglądając na Mayę. Czując jego wzrok na sobie, dziewczyna nie mogła się nie odezwać.
    - No co się tak na mnie patrzysz? Mam coś na twarzy? - zapytała i zaczęła wycierać policzki wierzchem dłoni.
    - Co? Nie, nic nie masz. Tak tylko się patrzę, a co nie mogę? Nie zabroniłaś mi ani nic. - Wzruszył ramionami.
    - Wiesz co, chyba powinnam to jednak zrobić - zastanawiała się.
    - Dlaczego? - zaoponował Shane. Maya uśmiechnęła się do niego serdecznie, zdając sobie sprawę, że ich spór jest bez sensu.
    - Nieważne. Lepiej dawaj tę zupę, bo jestem strasznie głodna!
    - Jeszcze chwila i będzie gotowa - obiecał, wracając do mieszania zawartości garnka. Po tych słowach zapanowało w kuchni milczenie.
    Po upływie niecałych pięciu minut chłopak wyłączył gazówkę i zaczął nalewać gorącą zupę na talerze. Jeden postawił przed Mayą, podając jej łyżkę, a drugi położył obok niej. Tam też właśnie usiadł - po lewej stronie dziewczyny. Jedząc, blondynka oparła lewą rękę o blat, więc Shane mógł zauważyć ciemną bliznę na jej przedramieniu. Czując delikatne pieczenie w tym samym miejscu tylko na swojej ręce, zapytał o znamię Mayę.
    - A to tylko taka blizna. Sama nie wiem, jak to się stało, ale jak zemdlałam wtedy na wycieczce to musiałam zahaczyć o coś ostrego i już takie coś mi zostało. - Wzruszyła ramionami, bagatelizując sprawę. Ale chłopak nie potrafił tego ważnego dla niego faktu tak po prostu przemilczeć. Chciał coś powiedzieć, lecz po chwili zdał sobie sprawę, że nie ma słów, które mógłby wypowiedzieć, nie ujawniając nic przedwcześnie, nie płosząc dziewczyny. Siedział więc z bijącym szybko sercem, ukradkiem zerkając na znak w kształcie ósemki, jakby miał na niego skoczyć i zrobić mu krzywdę.
    Miał mętlik w głowie, dlatego oprócz "Smacznego", nie odzywał się przez cały posiłek do Mayi. Jadł mechanicznie, próbując poukładać sobie gonitwę myśli. Ojciec wspominał mu, że zrozumie, gdy zobaczy ten sam znak u jakiejś dziewczyny. Zauważył, ale nadal nic z tego nie rozumiał. Nie spłynęło na niego oświecenie. Czuł się jednak jakoś związany z Mayą. I to nie od tego momentu, gdy zobaczył u niej ósemkę. Już wcześniej coś jakby ciągnęło go do niej. Nie miał pojęcia, co to jest, ale ewidentnie Maya czuła coś podobnego, bo wiedział, jak dobrze jest jej w jego towarzystwie, jak świetnie się z nim bawi, jak wspaniale się dogadują. Tworzyliby fajną parę... Na drodze do szczęścia stał im tylko Adam. Shane zastanawiał się, co przyjaciel tak właściwie czuje do Mayi. Nigdy jakoś nie widział, żeby się nią specjalnie interesował. Ani na odwrót. I tu nagle ni z tego ni z owego true love? Coś mu się nie zgadzało. Któreś z nich albo bawiło się kosztem drugiego (i to bynajmniej nie była dziewczyna), albo jeszcze nie przejrzeli na oczy i nie widzieli, że do siebie nie pasują. Bo nie pasowali. Nie według Shane'a.
    Postanowił na razie się niczym nie przejmować i dowiedzieć w odpowiednim momencie o ciążących mu sprawach. Mimo postanowienia serce nadal biło mu szybciej, gdy jego spojrzenie powędrowało do Mayi. A wędrowało coraz częściej.

     Po zjedzonym obiedzie Shane szybko włożył talerz do zlewu i wyszedł z kuchni. Maya patrzyła, jak znika na schodach, nie rozumiejąc nagłej zmiany, która zaszła w chłopaku. Zastanawiając się nad tym, czy zrobiła coś źle, czy może powiedziała coś nieodpowiedniego, zaczęła zmywać brudne naczynia.
    Gdy już wszystkie talerze znalazły się w suszarce, usłyszała pukanie do drzwi. Wytarłszy ręce w ściereczkę, poszła otworzyć. Uśmiech wykwitł na jej ustach, gdy zobaczyła, kto stał na progu.
    - Cześć! - przywitał się Adam, przechodząc przez próg. Pocałował dziewczynę w policzek i zamknął za sobą drzwi.
    - Hej! - zawołała ze zdziwieniem. - Co ty tu robisz?
    - Przyszedłem cię odwiedzić. - Wzruszył ramionami. - Chyba nie masz nic przeciwko?
    - Nie, jasne, że nie. Bardzo się cieszę, że przyszedłeś. Po prostu mnie zaskoczyłeś swoją wizytą. Chodź, przecież nie będziemy tak stali na korytarzu.
    Maya zaprowadziła Adama do saloniku przy kuchni, gdzie usiedli na kanapie obok siebie.
    - Napijesz się czegoś? - zapytała, po czym wstała i podeszła do szafek w kuchni. Wyciągnęła dwie szklanki gotowa nalać to, czego zażyczyłby sobie chłopak.
    - Obojętnie - powiedział, wpatrując się w dziewczynę uważnie. Zauważył jakąś dziwną zmianę w niej. Od razu niewidoczną, ale znał ją już wystarczająco długo, by zobaczyć, że czymś się martwiła. Więc gdy wróciła z szklankami napełnionymi sokiem pomarańczowym, od razu zapytał ją o to, co ją trapiło.
    - Aż tak to widać? - Uśmiechnęła się delikatnie.
    - Po prostu długo cię znam i wiem takie rzeczy. Obserwuję.
    - Wydaje mi się, że Shane się na mnie obraził czy coś. Chyba go coś zmartwiło, tylko nie wiem, co. Podczas obiadu zapytał mnie o moją bliznę na ramieniu i mu odpowiedziałam, że to nic takiego, że gdy się przewróciłam to o coś zahaczyłam i tyle. Nie wiem, może to nie o to chodziło? Ale potem w ogóle się do mnie nie odezwał i wyszedł, gdy tylko skończył jeść. Nie mam pojęcia, co o tym myśleć.
    - Mogę zobaczyć tę bliznę? - zapytał. Dziewczyna wyciągnęła więc lewe przedramię w jego kierunku i pokazała mu miejsce, gdzie miała ciemną ósemkę. - Dziwne - mruknął tylko, oglądając dokładnie znak.
    - Co jest takiego dziwnego w zwykłym znamieniu? - zdziwiła się.
    - Shane ma taki sam znak jak ty. Identyczny, w takim samym miejscu położony. Nie powiedział ci o tym? - zainteresował się.
    - Nie. Co to może znaczyć?
    - Nie mam pojęcia - wyznał. - Powinnaś się jego zapytać. On będzie wiedział. A przynajmniej powinien.
    - Tak, chyba właśnie tak powinnam zrobić. Dziękuję - powiedziała, przytulając się do chłopaka.
    W tym samym momencie w zamku szczęknęły klucze i po chwili drzwi się otworzyły i do domu weszła pani Shay.
    - Dzień dobry! - zawołali oboje Maya i Adam jednocześnie. Kobieta uśmiechnęła się na ich widok.
    - Dzień dobry. Dobrze, że tak szybko przyszedłeś, Adam. Będziemy mogli zacząć, gdy tylko coś zjem. Shane podgrzał zupę? - zapytała. Dziewczyna pokiwała tylko głową. - To dobrze, w takim razie idę jeść. Spotkamy się za dwadzieścia minut w salonie - postanowiła i podeszła do szafek w kuchni.
    Tymczasem Maya spojrzała na Adama z wyrzutem.
    - Nie przyszedłeś do mnie tylko dlatego, że pani Shay ci kazała? - zapytała.
    - Cóż, prawda jest taka, że przyszedłem, ponieważ pani Shay poprosiła mnie, bym wpadł, bo powiedziała, że może być interesująco. Ale wprosiłem się wcześniej niż ustaliliśmy, żeby pobyć z tobą. I tak zamierzałem przyjść. Tak się tylko złożyło, że matka Shane'a mnie zaprosiła.
    - No dobra, dobra, nie tłumacz już się tak bardzo. - Maya uśmiechnęła się do Adama uroczo i pocałowała w policzek. - Zadzwonię do Shane'a żeby przyszedł za chwilę do salonu. A swoją drogą, skoro pani Shay zaprosiła cię dzisiaj, to wiesz coś o Zakonie i Gwardii - powiedziała, wybierając numer blondyna.
    - Może i coś wiem - odparł wymijająco. - A skoro ty o tym mówisz to też coś wiesz.
    - A i owszem. Cześć, Shane. Słuchaj, twoja mama chce, żebyśmy się zebrali za jakieś dwadzieścia minut w salonie, okej? - odezwała się do telefonu, gdy chłopak po drugiej stronie odebrał.
    - Jasne - mruknął tylko i się rozłączył.
    - Naprawdę jest coś, czego ja nie wiem, a on jest tego świadomy. - Westchnęła, odkładając telefon na stolik stojący przed nimi.
    - Nie martw się nim. Pogadacie potem i wszystko się wyjaśni - zapewnił. - A teraz powiedz, dlaczego wiesz o taki sprawach jak Gwardia czy Zakon.
    - Tego to ci powiedzieć nie mogę. Tajemnica służbowa mnie obowiązuje. Ale myślę, że w odpowiednim momencie się dowiesz, jeśli już się nie domyślasz. Bo uważam, że Shane już się domyślił, jaką odgrywam w tym wszystkim rolę.
    - Jesteś Strażniczką - odparł po prostu, jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie. - Nie należysz do Zakonu, do Gwardii tym bardziej, bo by cię tutaj nie było, więc jest tylko jedno wytłumaczenie. - Wzruszył ramionami. Blondynka uśmiechnęła się do niego. Bardzo chciała się z kimś podzielić swoim sekretem, może porozmawiać o tym z osobami, które się na tym znają, ale wiedziała, że nie wolno jej było wyjawiać tajemnic byle komu. A skoro on sam się domyślił, kim była to inna sprawa.
    - A ty jesteś w Zakonie? - zapytała. Miała podejrzenia co do pani Shay i Shane'a, ale nie miała pojęcia, że Adam też mógłby być z tym powiązany.
    - Jeszcze nie formalnie, ale będę. Za niecały rok, może krócej w takich okolicznościach...
     - Chodźcie! - przerwał im głos kobiety, dochodzący z salonu. Wystraszeni odskoczyli od siebie, śmiejąc się cicho pod nosami z własnej bujności. W dobrych humorach wkroczyli do salonu i zajęli miejsca obok siebie a naprzeciwko mamy przyjaciela przy stole. Tam już siedział Shane i Maya znalazła się pomiędzy jednym chłopakiem a drugim. Było to trochę niezręczne, zważając na fakt, że blondyn się do niej nie odzywał z nieznanych jej powodów. - Wszyscy są, więc w końcu możemy zacząć. Najpierw chciałabym powiedzieć Mayi coś więcej o sobie i chłopcach. Choć może się już domyśliłaś, kim tak naprawdę jesteśmy. - Uśmiechnęła się zachęcająco do niej.
    - Należycie do Zakonu - powiedziała cicho.
    - Owszem, należymy. A czy wiesz, co się z tym wiąże? - zapytała. Maya pokręciła głową. Co prawda mama opowiadała jej z grubsza, na czym polegała praca Zakonu, ale wolała dowiedzieć się od wiarygodnego źródła wszystkiego, czego tylko mogła. - Więc dzisiaj poznasz wszystko. A i chłopcy dowiedzą się dużo nowych rzeczy, bo ani jeden, ani drugi nie należy jeszcze formalnie do Zakonu. Nie złożyli przysięgi wierności. Ale nie teraz o tym. O wiele łatwiej by nam było, gdybyśmy wiedzieli coś więcej o tobie. - Spojrzała na nią uważnie i dziewczyna już wiedziała, że kobieta zna jej sekret. I że mogła swobodnie informację potwierdzić. Odchrząknęła więc i wyznała:
    - Jestem Strażniczką.
    Na nikim nie zrobiło to wielkiego wrażenia. Każdy albo wiedział, albo domyślał się prawdy. Pani Shay pokiwała z uśmiechem głową, Adam poklepał jej rękę pod stołem a Shane tylko na nią spojrzał nieodgadnionym wzrokiem.
    - Tyle czasu poszukiwaliśmy Strażniczek, nawet sobie nie wyobrażasz. Aż w końcu natknęliśmy się na trop, ale nie chcieliśmy was wystraszyć, więc pozostawaliśmy w cieniu, nie ingerowaliśmy w wasze życie. Ale gdy zagrażało wam niebezpieczeństwo, interweniowaliśmy. Niestety ostatnio zawiedliśmy, choć w porę udało nam się cię stamtąd wydostać.
    - To byliście wy? - zdziwiła się.
    - Tak, to byłam ja i paru innych moich kolegów z Zakonu.
    - Bardzo, ale to bardzo pani dziękuję. Uratowała mi pani życie! - zawołała, podchodząc do niej i ściskając ją serdecznie.
    - Wykonywaliśmy tylko swoją pracę. Nic więcej. Poza tym, twoja mama nam już podziękowała. Naprawdę nie ma za co. Musisz wiedzieć, że kiedyś Zakon i Strażniczki żyli bardzo blisko siebie, znali się dobrze i chronili się nawzajem. Teraz możemy odbudować tę więź. Myślę, że poprzez najmłodszych z naszych uda się to jak najlepiej, bo ty, Adam i Shane już jesteście przyjaciółmi.
    Nikt z nich się nie odezwał. Shane nadal wpatrywał się w stół, a Adam i Maya po prostu nie wiedzieli, co mieliby odpowiedzieć. Więc najlepsze w tym wypadku było milczenie. A niezrażona pani Shay opowiadała dalej.
    - Zakon powstał nieco później niż cała sprawa z Strażniczkami i  Elessarem. A wraz z powstaniem Zakonu, narodziła się i Gwardia. Zakon jest od tego, by pilnować porządku w naszym świecie. Zajmuje się eliminowaniem zagrożenia, gdy to nadchodzi, chroni ludzi przed siłami zła i jak tylko może pomaga, by Gwardia nie dostała w swoje łapy Elessaru. To tak w wielkim skrócie. Chłopcy będą się tego dokładniej uczyć, a tobie, Mayo, tak rozległa wiedza nie jest do niczego potrzebna, ale jeśli cię coś bardzo interesuje to oczywiście pytaj śmiało. Nie ma problemu. Jak już może wiesz, w Zakonie i Gwardii są ludzie, których przodkowie należeli do organizacji. Poprzez małżeństwa czasami dochodzi ktoś nowy, ale nie jest to przypadkowa osoba. Druga połówka jest nam pisana odkąd nas poczęto. Członkowie Zakonu są napiętnowani znakami rozpoznawczymi, poprzez które mogą się nawzajem rozpoznać, ale te znaki mają też inną rolę. One pokazują nam osobę nam przeznaczoną. Gdy spotkamy kogoś, kto ma taki sam znak, a nie jest z naszej rodziny, to oznacza to, że niedługo do niej dołączy.
    W tym momencie Shane gwałtownie odwrócił głowę w stronę Mayi. Po sekundzie to samo zrobił Adam. Chłopcy wiedzieli już, co to wszystko znaczył. Tylko biedna blondynka siedziała między nimi pod ostrzałem spojrzeń, nie wiedząc, co się wokół niej działo.
    Ponad głową Mayi spojrzenia chłopców się skrzyżowały. Wzrok Shane'a był przepraszający i wystraszony, natomiast Adama wrogi i stanowczy.
    - Co tu się dzieje? - zapytała mama blondyna, wchodząc na scenę, na której rozgrywała się niezręczna sytuacja.

~~~*~~~~*~~~*~~~

    Hej, przepraszam, że nie dodałam rozdziału wcześniej, ale nauka, nauka i nauka :D N i też brak pomysłu na tę drugą część. Oczywiście miało być coś innego, a wyszło jak zwykle :D Ale musiałam jakoś przyspieszyć nieco akcję, zaognić sytuację :D A na wyjaśnienia przyjdzie czas :) Mam nadzieję, że czekaliście i przeczytacie rozdział :)
    Pozdrawiam!
Mrs Black bajkowe-szablony