Witajcie, kochani! Wakacje pełną parą, a ja, zamiast odpoczywać, zakuwam i zrywam się rano z łóżka. Osiemnastka ma swoje obowiązki i poszła na prawo jazdy! Dzisiaj miałam pierwszą lekcję jady i okropnie się stresowałam, ale chyba nie było tak źle. Instruktor był zadowolony i wspominał coś o postępach.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sun. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sun. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 11 lipca 2016
czwartek, 5 maja 2016
Witamy w maju!
Cześć, wybaczcie, że tak dawno (znowu!) mnie nie było, ale wiele rzeczy ostatnio zwaliło się na moją głowę. Ten rok to czas ciągłych imprez i zabiegania w szkole. W domu też nie jest łatwo, więc staram się pomagać, kiedy tylko mogę i kiedy tylko jestem. Dodatkowo na urodziny dostałam mega wielkie puzzle i od trzech dni się z nimi męczę i jak na razie efekty marne. Więc laptop, a blogger to już całkiem, poszedł w zapomnienie na jakiś czas.
Ale znów wracam i postaram się wrzucić jakieś opowiadanie czy recenzję. Niewiele ostatnio przeczytałam, więc pewnie nie będzie nic o żadnej książce, ale może jakiś film, albo serial? Albo jeszcze coś innego wymyślę.
Rozpoczął się maj, a co za tym idzie i matury. Chciałam wszystkim maturzystom życzyć jak najprostszych zadań na resztę egzaminów. Chwalcie się, jak Wam poszły wcześniejsze testy? Do mojej matury jeszcze trochę, więc jak na razie nie muszę się za bardzo stresować (no chyba że za Was).
Jakie macie plany na maj? Co robiliście w majówkę? Ja odpoczywałam i się leniłam oraz dochodziłam do siebie po dwudniowej imprezie. No i oczywiście się rozchorowałam i teraz leżę sobie z katarkiem pod ciepłym kocykiem i się grzeję ;)
Także do zobaczenia już niebawem! ♥
piątek, 18 marca 2016
Weekend z Zuzką M. #3
Witam Was serdecznie po krótkiej przerwie ;) Miałam w tym tygodniu jechać na wykłady, miało być kino i ogólnie super wyjazd z najlepszymi ludźmi, ale niestety, nie wyszło. Cóż, może uda się to przełożyć w czasie ;)
Dzisiaj troszkę sportowo będzie, ponieważ ostatnio nie mam czasu na znajdowanie żadnych filmów ani książek a co dopiero na ich czytanie czy oglądanie. Ale będzie coś innego, mam nadzieję, że równie ciekawego! ;)
Powoli kończy się sezon na sporty zimowe, więc serdecznie was zapraszam do śledzenia ostatnich zawodów w ten weekend.
Od 16 marca odbywają się Mistrzostwa Polski w biegach narciarskich w Jakuszycy, Wiśle i Zakopanem. Potrwają aż do 22 marca, więc praktycznie cały weekend.
Również pod koniec tego tygodnia zakończą rywalizację skoczkowie narciarscy. Będą latać w Planicy na mamucie już od 18 marca. Odbędą się wtedy dwa konkursy indywidualne oraz drużynówka. Trzymajmy kciuki za naszych!
Żegnamy się również z biathlonem ostatnimi startami w Chaty - Mansjsku. Zawody już od 17 marca. Nasze panie niech dają z siebie jak najwięcej!
,/div>

,/div>
Oprócz sportów zimowych również trwają inne rozgrywki. PGE Skra wygrała ostatnio z Zenitem Kazań 3:2.
Nasze szczypiornistki rozpoczęły również rywalizacje w turnieju kwalifikacyjnym do Igrzysk Olimpijskich w Rio. Co prawda pierwszy mecz przegrały, ale nieznacznie i to daje nam nadzieję na kolejne zwycięstwa!
Rozpoczęły się też Halowe Mistrzostwa Świata w Portland. Co prawda naszych jest mało, ale to nie znaczy, że nie ma ich w ogóle. Już Lisek zdobył brąz, skacząc o tyczce. A panie właśnie rywalizują na 400 metrów, gdzie będziemy mieli swoje reprezentantki. Trzymajcie za nich kciuki!

Mnóstwo nowych filmów mamy na polskich ekranach ostatnio. "Historia Roja" czy "Nieobecność" to polskie produkcje, ale oprócz nich mamy również ostatnią część trylogii "Niezgodnej" i kilka komedii. Czy dobrych? Mam nadzieję, że się wkrótce o tym przekonamy ;)
Jak planujecie spędzić ten weekend? U mnie zapewne zaczną się przygotowania do świąt, co oznacza generalne, wiosenne porządki. A co do wiosny... U Was też zawitało słoneczko? U mnie świeci już od dwóch dni, z czego się bardzo cieszę, bo w końcu wraca chęć do życia. I oczywiście jest ciepło, a ja jak na osobę, która urodziła się w kwietniu przystało, nie cierpię marznąć i praktycznie cała zima to dla mnie katorga. Choć sprzątać też ie lubię, dlatego te okres przedwielkaocny nie należy do moich ulubionych. Zwłaszcza, jeśli w szkole nas tak męczą jak ostatnimi czasy!
Życzę Wam udanej końcówki tygodnia oraz żebyście znaleźli chwilkę dla siebie i odpoczęli ;)
Pozdrawiam Was serdecznie i zapraszam na mojego instagrama!
Ps. Dzieje się ostatnio, oj dzieje i mam nadzieję,że każdy z Was znajdzie coś dla siebie ;)
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Autor:
zuzka
Brak komentarzy:
Etykiety:
biathlon,
books,
classic ski,
cotygodniowy cykl,
handball,
hello,
instagram,
my hobbies,
PGE Skra Bełchatów,
school,
ski jumpings,
spring,
sun,
volleyball,
weekend z zuzką,
worlds,
zuzka037
czwartek, 2 kwietnia 2015
~39~
We wtorek rano Tom i Nate wstali bardzo wcześnie. Wynajmowali mały pokoik w mieście niedaleko szkoły, do której chodziła Maya. Nie musieliby się spieszyć, gdyby nie poranny trening, który wszedł im w nawyk. Ćwiczyli codziennie, nieważne, czy było ciepło czy zimno, czy padało. Przywykli do fizycznego wysiłku i gdyby teraz z wygody go zaprzestali, ich ciała nie poradziłyby sobie przy wznowieniu treningu pod czujnym okiem Gundara.
Chłopcy zdawali sobie z tego sprawy, więc jeszcze przed siódmą wyszli pobiegać. Bardzo dobrze im się ćwiczyło, ponieważ, dopiero co obudzone słońce, nie prażyło jeszcze tak mocno. Delikatny wiatr szumiał między zielonymi gałęziami drzew. Życie na ulicach powoli zaczęło ożywać. Ludzie, nie spiesząc się, szykowali się do pracy, dzieci wstawały do szkoły.
Wróciwszy do mieszkania, wzięli prysznic i zjedli przyszykowane na szybko śniadanie i posprzątali sypialnie. Pozostawianie czystości po sobie również weszło im w krew, będąc uczniami Gwardii. Później obaj usiedli przy stole i jeszcze raz dokładnie przeanalizowali wszystkie fakty.
![]() |
| Diana |
Na koniec powtórzyli wszystkie działania, które już wcześniej ustalili. Nate chciał mieć pewność, że jego brat już niczego nie zepsuje. Przebrali się w normalne ciuchy, by móc wtopić się w tłum i wyszli. Dochodziło południe, gdy zjawili się pod szkołą. Właśnie zaczynała się przerwa obiadowa, więc wokół szkoły zaległo się od uczniów, chcących te pół godziny spędzić na słońcu. Wśród nich chłopcy dostrzegli także Mayę wraz z Alex i Dianą. Uśmiechnięte od ucha do ucha, szły w stronę wolnej ławki niedaleko parkingu, na którym stali Nate i Tom. Niosły ze sobą drugie śniadanie, które zamierzały spokojnie zjeść w cieniu drzewa.
![]() |
| Maya |
Dziewczyny, całkowicie pochłonięte rozmową, nie zauważyły, że ktoś je podglądał. Siedziały do nich bokiem i ani myślały spojrzeć w stronę parkingu. Miały ważniejsze rzeczy do obgadania.
- I jak, Adam odzywał się do ciebie ostatnio? - zapytała niepewnie Alex. Maya pokręciła głową smutno. Odkąd się rozstali, chłopak odpowiadał jedynie na jej "cześć" powiedziane w autobusie lub na korytarzu. Nawet nie spoglądał w jej stronę, gdy siedzieli obok siebie na lekcjach. Wiedziała, że było mu ciężko, sam to przecież przyznał, że potrzebuje czasu. Ale nie miała pojęcia, że to aż tyle zajmie! Bardzo chciała, by było, jak kiedyś. Żeby Ad nie chodził już taki smutny, by ją na każdym kroku rozśmieszał a nie doprowadzał do łez. Nie chciała go stracić, w końcu był jej przyjacielem, wiele mu zawdzięczała. A teraz, w trudnym dla niego okresie, nie potrafiła mu pomóc. Czuła się z tym nieswojo, bo przywykła do pomocy swoim przyjaciołom. A w tej sprawie nie mogła zrobić nic, kompletnie nic.
- Rozmawiałam z nim ostatnio, tak jak mnie prosiłaś - zagadnęła po chwili Alex.
- I co? - ożywiła się od razu Maya.
- Twierdził, że jest w porządku. I wydawało mi się, że już naprawdę jest na dobrej drodze do tego, by w końcu się do ciebie odezwać, by odrzucić dumę na bok i znów zwrócić się do swoich znajomych. A zwłaszcza do ciebie i Shane'a. Gdy mu to wypomniałam, prychnął i stwierdził, że nie chce Shane'a widzieć na oczy, bo nadal jest zazdrosny. Zdziwiło mnie to, że się do tego przyznał. Dostrzegłam, że nie jest już tym, kim kiedyś był. Stał się dojrzalszy. Coś go zmieniło. I tu chyba nie tylko chodzi o tą relację miedzy wami. To chyba coś poważniejszego. Pewnie ty wiesz, bo to zaczęło się jeszcze zanim zerwaliście... - Alex spojrzała na Mayę, uważnie przypatrując się, jak zareaguje. Dziewczyna w jednej chwili spięła się, rozumiejąc, co mogło mieć wpływ na zmianę w zachowaniu Adama. Już po chwili jednak spróbowała udawać, że nie ma pojęcia, o co mogłoby chodzić. Alex jednak nie była głupia, nie dała się zwieść. - Rozumiem, że nie możesz mi powiedzieć, więc chociaż nie kłam. - Uśmiechnęła się serdecznie. Pokiwała tylko delikatnie głową, zgadzając się z koleżanką.
Maya tego dnia skończyła lekcje wyjątkowo wcześniej. Postanowiła poczekać na Shane'a, który po zajęciach poszedł na trening. Obiecali sobie rano, że razem zrobią zakupy, o które poprosiłą ich pani Shay.
Wyszła samotnie ze szkoły, kierując się na ławkę, na której jadła wraz z koleżankami drugie śniadanie. Usiadł na ławce, która pogrążona była jeszcze w cieniu wysokiego drzewa. Wyciągnęła z torby książkę. Zaczęła ją ostatnio czytać i tak ją zainteresowała, że nie mogła się od niej oderwać.
Nie dokończyła nawet rozdziału, gdy poczuła, że ktoś się do niej zbliżał. Podniosła wzrok i zobaczyła dwóch chłopców zmierzających w jej stronę. Nie wyróżniali się niczym szczególnym. Obaj byli wysocy i niezwykle chudzi, ale jednocześnie silni. Jeden z nich palił papierosa, choć na terenie przy szkole nie wolno tego robić. Serce zabiło jej szybciej, gdy rozpoznała w nich swoich oprawców ze snów.
- No, no, no, kogo my tu mamy! - zawołał Nate, siadając obok niej. - Dawno się nie widzieliśmy! Stęskniliśmy się za tobą, prawda? - zwrócił się do brata, nie odrywając od niej wzroku.
- Jasne, strasznie brakowało mi widoku tej przerażonej twarzyczki. - Zaśmiał się.
- Czego ode mnie chcecie? - szepnęła, przełykając narastającą w gardle gule.
- Tego co zawsze. Oddaj nam Elessar a już nigdy w życiu nas nie zobaczysz.
- Dla dobra twojego i wszystkich bliskich radziłbym ci to załatwić z nami od razu - zasugerował cicho Tom. - Malcolm powoli nudzi się tą grą w kotka i myszkę. I jeżeli nam nie dasz Elessaru, sam złoży ci wizytę. Albo raczej ty jemu, lecz od razu mogę ci zaświadczyć, że nie będzie to nic miłego. Chyba pamiętasz wasze ostatnie spotkanie? - Przyjrzał jej się uważnie, pochylając się delikatnie w jej kierunku.
Maya mimowolnie zadrżała. Nie musieli jej przypominać tych strasznych dla niej chwil w domu Gwardii. Najgorsze sceny nadal pojawiały się w jej koszmarach, przywołując paraliżujący strach, z którym nic nie potrafiła zrobić.
Chłopcy zdawali sobie doskonale sprawę z tego, że gdy ktoś raz spotkał Malcolma, nigdy już o nim nie zapomni. Wiedzieli, że miał ogromny wpływ na ludzi, bardzo zły wpływ, lecz dzięki temu załatwiał wiele spraw, które mogłyby się wydawać beznadziejne. Tym razem było jednak trochę inaczej. Przywódcy nigdy na niczym nie zależało tak bardzo jak na Elessarze. Nigdy również nie spotkał się z takimi silnymi osobami jak Maya czy matka Shane'a. To zadanie z niewykonalnego od początku, stawało się z każdą chwilą coraz bardziej tragiczne. Lecz nikt nie mógł się poddać.
Dokładnie przyglądali się jej reakcji, więc upewnili się, że dokładnie pamiętała, co wydarzyło się w siedzibie Gwardii. Uśmiechnęli się do siebie porozumiewawczo.
- Dajcie mi święty spokój! - spróbowała krzyknąć, ale z jej ściśniętego gardła wydobył się tylko delikatny szept.
- Damy, damy, gdy tylko załatwimy tę sprawę - zapewnił Nate. - To jak będzie, będziesz mądra i oddasz nam Elessar teraz, czy jednak chcesz się ponownie spotkać z Malcolmem? A może pragniesz, by poznał twoich przyjaciół? - zapytał. Przerażona dziewczyna spojrzała na niego. Do oczu cisnęły się jej łzy, lecz postanowiła sobie, że nie da im tej satysfakcji i nie podda się. Nie mogła. Musiała za wszelką cenę chronić naszyjnik. Przymknęła na chwilę powieki, by pozbyć się niechcianych łez a później spojrzała najpierw na jednego a następnie na drugiego z nich.
- Niczego wam nie dam, a waszemu panu możecie powiedzieć, że się go nie boję! - zawołała opanowanym już głosem. - Mam gdzieś jego i jego zachcianki. Zostałam stworzona po to, by chronić Elessar i nie myślcie sobie, że go tak łatwo dam jakimś dwóm zwyrodniałym, przerośniętym chłystkom! Niedoczekanie! - prychnęła, wstała, szarpiąc za torbę i chciała odejść, lecz Tom zatrzymał ją. Chwycił mocno za jej nadgarstek a następnie odwrócił w swoją stronę. Próbowała wyswobodzić rękę z jego dłoni, lecz był dla niej zbyt silny. Warknęła tylko z bezsilności i spojrzała wrogo w oczy napastnika.
- Nie masz prawa nas obrażać! - syknął Nate, podchodząc wolno do niej. Zatrzymał się milimetry od niej. Był zdecydowanie wyższy, więc Maya, chcąc spojrzeć mu w twarz, musiała zadrzeć głowę do góry. - Muszę ci jednak podziękować - powiedział cicho, pochylając się tak, że niemal musnął ustami jej ucho. - W końcu przyznałaś się, że jesteś Strażniczką. - Zaśmiał się. Dopiero wtedy dotarło do niej, co takiego się stało. Szantażując nią, nie mieli pewności, kim właściwie była w tym całym zamieszaniu. Dopiero jej słowa utwierdziły ich w przekonaniu, że dobrze robili, że natrafili na właściwą osobę. Przerażona zdawała sobie sprawę, że to już koniec tajemnic. Już wszyscy będą wiedzieli, skończy się beztroskie życie, które do tej pory wiodła.
Nie zastanawiając się nad konsekwencjami, tylko nad tym, by jak najszybciej stamtąd uciec, kopnęła, nadal pochylającego się nad nią Nate'a między nogi. Chłopak zachwiał się i odszedł kilka kroków do tyłu. Chwyt Toma na jej nadgarstku zelżał na chwilę, więc wyrwała rękę i puściła się biegiem w stronę szkoły, mając nadzieję, że tam znajdzie kogoś, kto jej pomoże.
Niestety, nie doceniła chłopców. Wyszkoleni pod okiem Gundara, umieli szybko zareagować. W sekundę później już ruszyli za nią w pościg. Maya co prawa biegała codziennie, ale od niedawna, natomiast bracia ćwiczyli od najmłodszych lat. Byli wysportowani i niezwykle szybcy. Złapali dziewczynę jeszcze zanim dobiegła do końca chodnika. Tom zamknął ją w swoich ramionach, stojąc za nią. Nate z furią w oczach przechodził się tuż przed nią. Bała się go. W końcu uderzyła go dosyć boleśnie, miał prawo się wściekać. Nie miała pojęcia, co zamierzali jej zrobić, ale wiedziała, że nie czekało ją nic dobrego.
W końcu, gdy starszy z nich stanął i blondynka z bijącym sercem oczekiwała najgorszego, stało się coś, czego w życiu by się nie spodziewała. Usłyszała głośny krzyk za jej plecami. Chłopcy jak jeden mąż odwrócili się. Ona również chciała zobaczyć, kto się zjawił, lecz mocny uścisk Toma jej to uniemożliwił. Tylko po głosie poznała, że wołał mężczyzna.
- A co tu się dzieje? - zapytał, gdy był już bliżej. - Wy nie chodzicie do naszej szkoły, prawda? Już, puśćcie ją! - rozkazał. Maya poczuła, jak Tom zabiera od niej łapy. Zachwiała się delikatnie, lecz nauczyciel pomógł zachować jej równowagę. - Już ja się z wami rozprawię! - pogroził uciekającym. - Nic ci się nie stało? - zapytał, gdy blondynka z jego pomocą usiadła na ławce. Serce biło jej niemiłosiernie szybko, w głowie jej szumiało. Mimo szoku, jakiego doznała, poczuła ciężar Elessaru. Resztką sił skupiła się na tym, by go nie dotknąć i nie zdemaskować się przed nowym belfrem uczącym wychowania fizycznego.
- Nic mi nie jest. Dziękuję. - Spojrzała na niego nieufnie. Na jego ustach gościł uśmiech, lecz ciemne oczy wydawały się jej puste. Nie miała pojęcia, co o nim myśleć. Intuicja podpowiadała jej, żeby mu nie ufać. Z drugiej strony jednak ją uratował, więc może nie do końca był zły?
- Cała przyjemność po mojej stronie - powiedział. Maya chciała coś dodać, ale podbiegł do nich Shane, który właśnie skończył trening.
- Co się stało? - zapytał nie mało przestraszony widząc przyjaciółkę w takim stanie.
- Długo by opowiadać. - Machnęła ręką dziewczyna. - Chodźmy lepiej do domu. Później ci wszystko wyjaśnię - obiecała, pociągając chłopaka za sobą.
~~~*~~~*~~~*~~~
Hej, jeszcze raz was strasznie przepraszam za takie opóźnienie, ale w weekend tak mnie palec bolał, że ledwo co pisałam :/ Wczoraj prawie dokończyłam rozdział, ale mi się coś zacięło i pół tego, co miałam napisane mi się usunęło i musiałam dzisiaj od połowy pisać jeszcze raz. Ale na szczęście już jest okej, palec jeszcze boli, ale już nie tak dokuczliwie no i laptop się odbraził :D
Dzisiaj się dzieje, mam nadzieję, że choć trochę zrekompensuje wam to, że rozdział nie pojawił się na czas ;) Piszcie, co o nim myślicie, jestem straaasznie ciekawa waszego zdania! <3
sobota, 14 marca 2015
~38~
Przez całą noc nie mogła zmrużyć oka, zastanawiając się, czy nie zadzwonić do Josha, nie porozmawiać z nim. Kika razy już nawet wybierała jego numer, ale za każdym razem w ostatniej chwili coś ją powstrzymywało. Zastanawiała się, jak miałaby zacząć rozmowę, czy od razu powiedzieć, że wie o wszystkim? Czy może w ogóle nie wspominać? Bijąc się z myślami, non stop chodziła po pokoju, co chwila przyłapując się na obgryzaniu paznokci.
"Cholera! Josh, to nadal mój przyjaciel. Powinnam do niego zadzwonić, mimo wszystko." - postanowiła.
Wybrała więc numer chłopaka i czekała aż odbierze. Po piątym sygnale stwierdziła, że to jednak może nie był za dobry pomysł, by dzwonić do niego o tak późnej porze. Już miała się rozłączyć, gdy usłyszała w słuchawce zaspany głos przyjaciela.
- Halo?- Josh! - odetchnęła z ulgą. - Przepraszam, że dzwonię tak późno, ale nie zorientowałam się, która jest godzina, zanim wybrałam numer.
- Nic się nie stało. - Ziewnął. - Co tam u ciebie? Coś się stało? - Wyczuła zaniepokojenie w jego głosie. Już całkowicie się rozbudził.
- Nie, skąd - uspokoiła go. - Po prostu chciałam usłyszeć twój głos, pogadać. Stęskniłam się strasznie! - Westchnęła. Usiadła w końcu na łóżku, położyła sobie na kolanach poduszkę i zacisnęła pięść na jej rogu. - Co tam u was? - zapytała nieśmiało.
- Maya, wiem, że rozmawiałaś z mamą i powiedziała ci wszystko o mnie - powiedział, nie owijając w bawełnę. - Jak się z tym czujesz?
- Cóż... - zawahała się. Nie miała pojęcia, od czego zacząć. Nigdy nie była dobra w opisywaniu swoich emocji, czasami nawet nie orientowała się, co odczuwa. - Mam mętlik w głowie. Tyle się ostatnio wokół mnie dzieje, że nie wiem, czy czegoś ważnego nie ominę, nawet jakby to przeszło mi obok nosa. I niby teraz jest względnie spokojnie, to nadal wisi nade mną jakaś groza, napięcie. Wiem, że nie o to pytałeś, - dodała po chwili milczenia - ale potrzebuję się komuś zwierzyć. A komu, jak nie tobie? - Zaśmiała się smutno. - Gdzieś w głębi duszy wiem, że to tylko cisza przed prawdziwą burzą. I obawiam się, że nie przetrwam tego żywiołu, że może być zbyt mocny, bym utrzymała się na powierzchni ziemi...
- Co ty wygadujesz? - zawołał Josh kompletnie oszołomiony.
- Nie mówię, że umrę. Wydaje mi się jednak, że już długo nie uda mi się chronić Elessaru. Niedługo Gwardia przyjdzie po niego. A ja jestem zbyt słaba, by go obronić przed ich lepiącymi łapami. Dostaną to, czego pragną. Nie widzę innej przyszłości.
- Nie pozwalam ci nawet tak mówić! - zagroził jej. - Co ty pleciesz? Jesteś bezpieczna, nic ci się nie stanie, obiecuję ci to ja, twój prywatny ochroniarz - powiedział z przekonaniem. Serce Mayi zabiło szybciej, gdy usłyszała jego zdeterminowanie. Prawie uwierzyła w jego słowa. Prawie. Intuicji nawet najlepsze kłamstwo nie dało zwieść.
- On coraz częściej staje się gorący, czasami niemal nie do wytrzymania - szepnęła z przejęciem. - Wiem, że oznacza to tylko jedno. Że oni są już blisko. Elessar chce mi dać sygnał do działania, ale ja nie mam pojęcia, co robić.
- Po pierwsze nie panikować!
- Nie panikuję! - zaprzeczyła stanowczo, podnosząc nieco głos. Josh tylko prychnął cicho. - No może odrobinę. To mnie przerasta. Za dużo tego.
- Poradzisz sobie, wierzę w ciebie. - Zamilkł na chwilę. - Co ty na to, bym przyjechał jutro po ciebie po szkole? Spotkalibyśmy się, porozmawiali. Dobrze nam to zrobi.
- Tak, to świetny pomysł. - Dziewczyna uspokoiła się nieco, choć nadal miała złe przeczucia, wiedziała, że Josh jej pomoże.
- Co do Elessaru... Nie znam się na tym zbyt dobrze, to nie moja działka. Masz z kim o tym porozmawiać? Bo słyszałem, że z mamą się pokłóciłaś... - powiedział niepewnie.
- Nie tyle pokłóciłam, co obraziłam. Nie mogłam uwierzyć, że po tym wszystkim skrywała przede mną jeszcze prawdę o tobie. Swoją drogą to na ciebie też byłam zła, ale już mi przeszło. Zdałam sobie sprawę, że nie mogłeś mi o niczym powiedzieć. Tak samo jak ja muszę zachować swoje prawdziwe ja w sekrecie przed resztą normalnego świata. Co do reszty to myślę, że mogłabym zagadać panią Shay. Kto wie, może będzie coś wiedzieć. - Wzruszyła ramionami. Nagle poczuła się naprawdę zmęczona. Ziewnęła i zamrugała kilka razy ciężkimi powiekami, pod którymi czuła piasek. Usłyszała śmiech chłopaka.
- Idź spać. Niewiele godzin zostało ci do rana, ale powinnaś się położyć. Zobaczymy się jutro. Dobranoc! - pożegnał się z nią i rozłączył.
![]() |
| Maya |
Rano Maya rzeczywiście wstała niewyspana. Ale całkowicie tego nie żałowała. Cieszyła się, że w końcu przemogła się i zadzwoniła do Josha. Po rozmowie z nim ulżyło jej trochę. Nie wyzbyła się ani jednego niepokoju, ale starała się o niczym złym nie myśleć choć przez chwilę. Pomogło. Oczyściła umysł i gdy pozbyła się czarnych scenariuszy z głowy, świat stał się piękniejszy.
Jedząc śniadanie, wyglądała przez okno. Pogoda była przepiękna. Słońce grzało mocno już od kilku godzin, delikatny, ciepły wiatr rozwiewał duchotę i szumiał między drzewami, poruszając zielonymi liśćmi. Aż chciało się wyjść na dwór, pooddychać świeżym powietrzem, skorzystać z przecudownego słońca i opalić się choć odrobinę. Niestety tak ładny dzień musiała spędzić w zimnych murach szkoły.
![]() |
| Alex |
Aby wejść głównymi drzwiami, Maya musiała przejść obok małego parkingu. Mijając ogrodzenie, zauważyła nowego nauczyciela. Stał w najodleglejszym kącie parkingu z dwoma chłopakami. Na pierwszy rzut oka wyglądało to na zwykłą rozmowę pomiędzy uczniami a ich wychowawcą. Dziewczyna jednak wiedziona instynktem zatrzymała się w pobliżu i zaczęła udawać, że szuka czegoś w torebce. Tak naprawdę jednak uważnie przyglądała się mężczyznom. Wydawało jej się, że o coś się kłócą. Starała się przypomnieć sobie imiona chłopców, lecz nie potrafiła. Ich szkoła nie była duża, każdy znał każdego chociażby z widzenia. I choć wyglądali znajomo, za nic nie mogła dopasować tych osób do nazwisk. Już miała odejść, gdy jeden z chłopaków odwrócił się w jej stronę i spojrzał jej prosto w oczy. Serce na moment jej stanęło. Dłonie spociły się tak, że niemal nie upuściła torebki na chodnik. Zobaczyła kogoś, kogo najmniej się spodziewała. Prześladowca ze snów pojawił się w jej rzeczywistości!
Do końca zajęć próbowała sobie wmówić, że tam, na parkingu stał ktoś bardzo podobny do Toma. Że to nie był chłopak z jej koszmarów. Więc gdy wychodziła ze szkoły, niemal uwierzyła w swoje zapewnienia i nieco się uspokoiła. Już prawie zapomniała, że umówiła się z Joshem. Zdziwiła się, widząc przyjaciela czekającego na nią przed szkołą opartego o swój samochód. Uśmiechnęła się do niego serdecznie, podbiegła szybko i uściskała go mocno. Na koniec delikatnie musnęła jego policzek ustami.
- Hmm jakie miłe powitanie. - Zaśmiał się cicho.
- Zasłużyłeś - odparła wesoło, wsiadając do auta po stronie pasażera. - To dokąd mnie zabierasz? - zapytała zaciekawiona.
- Cóż... Sam nie wiem, może masz jakiś pomysł?
- Mam ochotę na dużego truskawkowego loda, co ty na to?
- Z przyjemnością.
- No to ruszamy!
Maya bardzo dobrze bawiła się z przyjacielem. Czuła się przy nim bezpiecznie. Był jej obrońcą. Przed wszystkim - nawet przed złymi myślami, które, gdy tylko go zauważyła, zniknęły. Nie pamiętała już, kiedy spędzili ze sobą tyle czasu sami. Zawsze towarzyszył im albo brat blondynki, albo Alyss. Tym razem mogli pobyć po prostu we dwoje, porobić to, na co mieli tylko oni ochotę.
Po lodach poszli na spacer, a gdy po południu ciemne chmury zakryły słońce i zaczęło z nich padać, schowali się w kinie. Josh kupił bilety na nową komedię.
Wieczorem, gdy Josh stanął pod domem Shane'a, Mayi żal było z niego wychodzić.
- Dziękuję ci - powiedziała. - Strasznie się za tobą stęskniłam. I dawno się tak dobrze nie bawiłam - przyznała.
- Nie ma za co. - Uśmiechnął się do niej czule. - Wiesz, że zawsze możesz na mnie liczyć, prawda?
- Jasne, że tak. Ty na mnie też - odezwała się, łapiąc ręką za klamkę. - Muszę już iść. Do zobaczenia! - Cmoknęła go w policzek i wyszła z auta. Przebiegła te kilka metrów dzielących ją od drzwi. Stanąwszy na schodach, pomachała do odjeżdżającego chłopaka. Z uśmiechem na ustach weszła do środka.
Mijając kuchnię, poczuła, ze naszyjnik robi się ciepły. Nie było to jakieś nieznośne gorąco, wręcz przeciwnie. Nagle zrobiło jej się przyjemnie i spokój ogarnął jej ciało. Zdziwiona zajrzała do kuchni. Zastała tam panią Shay, czytającą książkę i pijącą herbatę. Przywitała się z nią i usiadła na przeciwko.
- Mam do pani pytanie - odezwała się po chwili, gdy kobieta odłożyła na bok książkę i ściągnęła z oczu okulary,by móc lepiej widzieć dziewczynę.
- Słucham. - Uśmiechnęła się do niej zachęcająco.
- Chodzi o Elessar. Coraz częściej czuję, jak staje się ciężki, czasami jest nie do zniesienia. Nieraz jest tak gorący, że pragnę go od razu zdjąć i rzucić gdzieś daleko. Myślę, że chce mnie przestrzec przed złem, które czai się niedaleko. Że niedługo zaatakują... - wyrzuciła z siebie szybko. - Ale przed chwilą naszyjnik stał się dziwnie przyjemnie ciepły. Jakby... jakby się ucieszył? - odpowiedziała pytająco. Nie była pewna, czy dobrze określiła to, co czuła. Wydawało jej się, że tak właśnie było, ale gdy tylko to powiedziała, stwierdziła, że to niedorzeczne.
- Mądra z ciebie dziewczyna - pochwaliła ją kobieta. - Elessar wyczuwa niebezpieczeństwo i daje ci znać, ze nadchodzi. Jestem niema pewna, że to, czego dzisiaj doświadczyłaś, ma coś wspólnego z jego prawdziwym panem. Może jest już blisko i dlatego klejnot się cieszy? Wiesz, może to zabrzmi głupio, ale ja traktuję go niemal tak, jakby był żywą istotą. Kiedyś uzdrawiał ludzi, może dać władzę. Ma wiele przymiotów ludzkich. Czuje, chce chronić rodzinę, do której na pewno się zaliczasz. Zupełnie jak człowiek, nie sądzisz? - zapytała, przyglądając się jej uważnie.
Maya dotknęła ostrożnie wisiorka. Pod palcami poczuła ciepło, które przekonało ją, że pani Shay ma rację. Dziedzić Elessary był już bardzo blisko!
~~~*~~~*~~~*~~~
Cześć! Nie marudząc dzisiaj, piszcie tylko, co myślicie o rozdziale ;) Dla mnie jest okej, tak mi się przynajmniej wydaje :D
piątek, 27 lutego 2015
~37~
![]() |
| Maya |
Myjąc, a następnie ubierając się, wspominała mile spędzony wieczór. Razem z Shanem najpierw zjedli przyszykowany przez dziewczynę posiłek. W międzyczasie wybrali film, który odpowiadał im obojgu. Następnie zrobili popcorn i zasiedli przed laptopem na łóżku Mayi. Czuła się delikatnie skrępowana tak bliską obecnością chłopaka. Bardzo dobrze pamiętała o ich pocałunku, o znamieniu, które ich połączyło. Starała się o tym choć przez chwilę zapomnieć i cieszyć się wspólnie spędzonym czasem.
A wieczór trzeba było jak najbardziej zaliczyć do udanych! Blondynka dawno tyle się nie śmiała jak przez te kilka godzin. I to nie tylko za sprawą komedii, którą oglądali, ale również dobrego towarzystwa. Jeszcze będąc w kuchni i czekając aż popcorn będzie gotowy, Shane starał się, by Maya przy nim poczuła się naprawdę dobrze. Swojsko. I chyba mu się to udało, bo gdy tylko na ekranie pojawiły się pierwsze napisy, Maya odprężyła się a kolejne jej zachowania były całkowicie naturalne i spokojne.
Pamiętała, że po obejrzeniu komedii, Shane włączył jeszcze jeden film, ale nie mogła sobie przypomnieć choćby o czym opowiadał.
"Widocznie zasnęłam" - pomyślała, schodząc na dół. W kuchni napiła się tylko trochę wody i wyszła, by pobiegać. Po drodze nie spotkała żadnego z domowników. Zapewne wszyscy jeszcze spali. - "Trudno im się dziwić. W końcu jest niedziela. Mają prawo odpocząć po całym tygodniu pracy."
Codziennie biegła tę samą trasę, ale z każdym dniem czuła się zupełnie inaczej. Na początku była wyczerpana po tych kilku kilometrach, lecz z czasem jej ciało w końcu nabrało kondycji i już nie męczyła się tak okropnie. Co prawda nadal brakowało jej wiele do dobrej formy, ale znalazła się na idealnej drodze. Była z siebie naprawdę dumna. Kiedyś nawet nie wyobrażała sobie, że kiedykolwiek zacznie biegać. Po treningach z panią Shay zaczynała lubić bieganie. Mogła wtedy się odprężyć, wyciszyć lub na spokojnie wszystko przemyśleć. Tego ostatniego nie lubiła robić. Wolała, męcząc się, zapomnieć choć na chwilę o wszystkim, by później, móc z podwójną siłą zmierzyć się ze swoimi problemami.
![]() |
| Maya |
- Widziałam, że biegałaś. To bardzo dobrze, że tak wcześnie, bo później zapowiada się niezwykle gorąco. Aż strach wychodzić z domu w taki upał żeby jeszcze jakiegoś udaru nie dostać - zagadnęła kobieta. Maya zgodziła się z nią cicho, nalewając sobie soku pomarańczowego do szklanki.
- Wolę biegać, gdy jest o wiele chłodniej niż teraz, dlatego wstałam dzisiaj trochę wcześniej - przyznała.
- Idzie ci już dużo lepiej - pochwaliła ją szczerze. - Pewnie to zauważyłaś?
- Tak, jasne, że tak. Nie męczę się tak szybko jak wcześniej, mięśnie też tak bardzo nie bolą - powiedziała po czym zaczęła jeść przyszykowaną kanapkę z serem żółtym, pomidorem i rzodkiewką. Później nie rozmawiały już wiele.
Po jakimś czasie, gdy Maya kończyła śniadanie, do kuchni wszedł zaspany Shane. Drapiąc się po głowie jedną ręką, drugą przecierał nie do końca jeszcze otwarte oczy. Na sobie miał krótkie, zielone spodenki i cienką koszulkę na ramiączkach. Włosy sterczały mu na wszystkie strony, zwłaszcza po tym, jak przejechał po nich dłonią.
- Cześć - rzucił w stronę siedzących kobiet, po czym ziewnął. Zajrzał do lodówki, a gdy niczego interesującego go, nie znalazł, nalał sobie do kubka kawy i upił łyk, opierając się o blat szafki. Spojrzał na rozbawioną Mayę i kręcącą głową mamę. - No co? - zdziwił się.
- Nic - odpowiedziały równocześnie po czym obie wybuchnęły śmiechem. Chłopak machnął na nie ręką po czym wrócił do swojego pokoju, by później wziąć prysznic i ubrać się.
- Powinnam iść. Obiecałam mamie, że do niej zadzwonię, gdy tylko będę miała chwilkę, a tak się składało, że tej chwilki w tym tygodniu nie znalazłam - odezwała się Maya, gdy posprzątała po sobie. Pani Shay pokiwała tylko głową.
Dziewczyna wyszła na zewnątrz, by w spokoju móc porozmawiać z mamą, zapytać o nurtujące ją sprawy. Usiadła na trawie w cieniu ogrodu i wybrała numer rodzicielki.
- Halo? - usłyszała po chwili w słuchawce jeszcze delikatnie zachrypnięty głos mamy.
- Cześć, mamuś! - zawołała.
- Dzień dobry, słońce! Co tam u ciebie słychać? Dawno się nie odzywałaś! - powiedziała z lekką przyganą w głosie.
- Wiem, wiem, ale dużo się działo. Był mecz, szkoła no i ogólnie różne takie - odparła wymijająco. - Dzwonię do ciebie, ponieważ tak się wczoraj zastanawiałam. Legenda głosi, że kiedy Zakon dowie się, kto jest Strażniczką, to wtedy poznamy dziedzica Elessaru, prawda?
- Tak - potwierdziła kobieta, nie rozumiejąc jeszcze, do czego jej córka pije.
- Więc skoro oni wszyscy tutaj wiedzą o mnie a ja o nich, to dlaczego władca tego cholernego naszyjnika się jeszcze nie pojawił? Albo się pojawił, ale ja go nie zauważyłam? Jak go rozpoznać?
- Po pierwsze nie panikuj! - ostrzegła, słysząc narastające napięcie.
- Nie panikuję! - zdenerwowała się Maya. - Po prostu chcę wiedzieć. Całą prawdę i tylko prawdę.
- No więc dobrze, opowiem ci tyle, ile sama wiem. - Westchnęła cicho. - Legenda oczywiście wspomina, w jakich okolicznościach poznamy tego, któremu oddamy Elessar. Niestety, nie mówi nam, że przyjdzie od razu. Nie mamy pojęcia, czy zjawi się pierwszego dnia, miesiąc po tym, jak się wszystkiego dowiedzieliśmy, a może będziemy musieli czekać rok? Może być też tak, że ten dziedzic nie będzie wiedział, że to on jest tak ważną osobą. Może to ty będziesz musiała go odnaleźć i go uświadomić o ciążącym na nim brzemieniu. Taka wiedza niestety nie przetrwała do naszych czasów. Jeśli oczywiście w ogóle Strażniczki kiedyś wiedziały o czymś takim, bo nie można brać za pewnik, że nasi przodkowie rozumieli wszystko. Gdy Król przyszedł do Galadrieli, ona po prostu wiedziała. I to samo chyba będzie z tobą. Gdy już będziesz miała tego właściwego człowieka przed sobą, zrozumiesz, że to on.
- To wcale nie jest pomocne - przyznała blondynka, bawiąc się pojedynczym źdźbłem trawy.
- Wiem, kochanie i przepraszam, ale nie jestem wstanie ci inaczej odpowiedzieć. Oczywiście mogę poszukać w jakiś książkach, popytać, ale wątpię, bym znalazła coś ponad to, co już wiem. - Zasmuciła się na moment. - Lepiej opowiadaj, co tam słychać u ciebie? - zmieniła szybko temat.
- Co by tu dużo mówić... Odkryliśmy z Shanem, że przeznaczenie nas połączyło, znacząc nas takimi samymi znamionami - zaczęła lekceważąco. - Nikt z tego powodu nie jest szczęśliwy, choć czekaj, może on w sumie... Sama już nie wiem... Może i Shane się cieszy z tego, że jesteśmy sobie przeznaczeni, bo wie, że i tak będziemy razem? Ale przecież to głupie, nie? To, że nie my wybieramy, z kim chcemy być. Nie znoszę, gdy nie mam prawa głosu! - Westchnęła ciężko.
- Naprawdę pojawiła się u ciebie ósemka? - zdziwiła się. Maya potwierdziła cicho. - Ale przecież... Wcześniej jej nie miałaś? Kiedy... Kiedy to się stało?
- Na wycieczce. Upadłam. Myślałam, że to blizna po tym, jak się uderzyłam i rozcięłam skórę, ale teraz już wiem, że nie - dokończyła z żalem.
- Posłuchaj mnie, kochanie. Czy rodzice Shane'a wyglądają na nieszczęśliwych? Kłócą się? Albo Adama? - zapytała rzeczowo. Maya musiała się zastanowić przez chwilę.
- Wydaje mi się... Znaczy chyba są szczęśliwi razem. I nigdy nie widziałam, żeby się kiedyś kłócili. Przynajmniej nie przy mnie.
- Więc nie stawiaj od razu, że nie będziesz szczęśliwa. Przeznaczenie nie oznacza... - Maya nie pozwoliła jej dokończyć.
- Przepraszam cię, mamo, ale słyszałam to już od Shane'a. To nie oznacza braku wyboru. Mogę wybrać, przecież wiem, ale... Ja po prostu czuję jeszcze większą presję niż wcześniej, gdy dowiedziałam się, że jestem Strażniczką i że muszę strzec tego małego wisiorka.
- Wiem, kochanie. Dlatego moja rada jest taka. Nie kieruj się rozumem. Głowa ci tu w niczym nie pomoże, może jedynie przeszkodzić. Słuchaj serca. Ono będzie wiedziało, co dla ciebie najważniejsze - powiedziała serdecznie.
- Dziękuję. - Blondynka szepnęła, wpatrując się w pięknie kwitnące róże w ogrodzie pani Shay. - A co u was? - zapytała po chwili milczenia.
- Tak szczerze to bardzo dobrze się składa, że pytasz, bo powinnam z tobą porozmawiać - zaczęła poważnie.
- O nie, jeszcze jedna rodzinna tajemnica? - jęknęła głośno. Gdy nie usłyszała śmiechu mamy, spoważniała. - Okej, słucham.
- Chodzi o Josha...
- Co z nim? Coś nie tak? Miał wypadek? - przestraszyła się Maya, nie dając dokończyć myśli swojej mamie.
- Nie skądże znowu! - zawołała. - Po prostu myślę, że już czas, byś dowiedziała się wszystkiego. - Zrobiła delikatną pauzę na złapanie oddechu. - Josh i Alyss są twoimi kuzynami. Ich mama jest moją kuzynką. Twoja babcia jest starszą siostrą babci Josha. Wszyscy wiedzą o Elessarze i pomagali mi cię bronić. To dlatego Josh pojechał wtedy do ciebie, gdy przyjechałaś z wycieczki. Znał zagrożenie, spotkał się z nimi, na szczęście były to tylko dwa chłystki i sobie z nimi bez problemu poradził. Był szkolony na twojego obrońcę.
Maya zaniemówiła. Sądziła, że po wszystkich nowinkach, jakie usłyszała przez ostatni miesiąc, jest przygotowana na wszystko. Ale myliła się. To, co powiedziała jej mama, zmroziło jej krew w żyłach.
"Wszyscy wiedzieli, wszyscy, tylko nie ja..."
- Słońce, wiem, że to dla ciebie ogromny szok - zaczęła, gdy Maya się nie odezwała - ale poradzisz sobie z tym. Wiem, że tak. Josh... On nie wiedział od początku. Jego mama powiedziała mu, gdy skończył piętnaście lat. Więc wasza przyjaźń jest prawdziwa. Ona tylko ułatwiała mu chronienie ciebie przed różnymi niebezpieczeństwami. A uwierz, czyhało ich niemało na ciebie. Początkowo chciałam ci o tym powiedzieć od razu, gdy tylko dowiedziałabyś się o Strażniczkach. Ale wiesz, jak się to wszystko potoczyło. Nie chciałam dokładać ci zmartwień, więc pomyślałam, że lepiej będzie, jeśli dowiesz się o tym kiedy indziej. Dzisiaj wydało mi się, że muszę ci powiedzieć, bo będziesz go wkrótce potrzebować. Mam nadzieję, że moje przeczucia okażą się mylne, ale uważaj na siebie. I pamiętaj, że Josh zawsze ci pomoże, o każdej porze dnia i nocy. Tak, jak to było do tej pory. Słyszysz? Maya, jesteś tam?
Matka dziewczyny usłyszała tylko ciche piknięcia, gdy blondynka się z nią rozłączyła.
~~~*~~~*~~~*~~~
Cześć i czołem! ;) Choroba przeszła, więc przyszedł czas na napisanie i dodanie czegoś. I oto macie świeżutki rozdział! Mam nadzieję, że jest okej ;) Wiem, że ostatnio mało się działo, ale zawsze w opowiadaniach musi być chwila przerwy, czasami na wyjaśnienia, czasami tylko po to, by zrobić dramatyczny powrót zła, a czasami dlatego, by zaskoczyć czymś czytelników. Mam nadzieję, że niedługo tak będzie, bo u mnie były chyba wszystkie te powody ;) Był czas na wyjaśnienia, bo bez nich nikt nic by nie ogarniał, bo to w sumie w rozdziałach ciszy wszystko wychodzi na wierzch, musiała być chwila przerwy dla wszystkich, by potem się zaskoczyć. A może nie :D Nie wiem, jeszcze ;)
Rozdział pisany w przerwie między oglądaniem Zmierzchu <3 Tak mnie jakoś naszło :D
Pozdrawiam serdecznie! ♥
piątek, 13 lutego 2015
~36~
Czerwiec zawsze miał to do siebie, że nikomu tak naprawdę nie chciało się chodzić do szkoły. Wszyscy zdecydowanie woleli zostać w domu i poleniuchować w ogrodzie, zwłaszcza, gdy pogoda była tak piękna jak ostatnimi dniami.
Niestety, mimo szczerych chęci, nie każdemu udawało się przekonać rodziców o tym, że już naprawdę nie opłacało się uczęszczać na lekcje. Prawie cała klasa Mayi codziennie spotykała się w placówce, by razem nudzić się na zajęciach i praktycznie nic nie robić. Dlatego, gdy przychodził weekend, wszyscy z niego korzystali. Niektórzy wyjeżdżali do rodzin czy przyjaciół, inny wychodzili na imprezy. Znalazło się też kilka osób, które wolało zostać w domu. I wśród nich była Maya.
Już dużo wcześniej obiecała sobie, że gdy tylko znajdzie czas, poświęci go na dalsze szperanie w bibliotece. Za dobrze pamiętała swój straszny sen, w którym pojawiła się postać Zła. Miała nadzieję znaleźć coś na jego temat właśnie wśród starych książek.
![]() |
| Maya |
Gdy tylko drzwi za blondynem się zamknęły, Maya przeszła na schody i dotknęła odpowiedniego sęka na poręczy. Po chwili drzwi otworzyły się. Jak poprzednim razem w środku panowały egipskie ciemności, ale dziewczyna odetchnęła głęboko, przemogła się i przeszła przez próg. Oczywiście nie obyło się bez lekkiej paniki, ale cały czas powtarzała sobie cicho, że za sekundę pojawi się światło i wszystko będzie już dobrze. I tak też się stało. Weszła do biblioteki, rozkoszując się zapachem starych i poniszczonych papierów.
Pośród wielu ksiąg, starała się znaleźć te, których jeszcze nie przeglądała. Nie było to trudne, ponieważ pomieszczenie od góry do dołu wypełnione książkami, dawało wielkie pole do popisu. Kiedy już wybrała nowe tomy, usiadła i otworzyła pierwszy z nich. I potem następny, i jeszcze jeden. Kochała czytać, czy po prostu przeglądać różne książki, ale te, które miała, niczego jej nie dawały, nie nauczyła się nic przez przewracanie ich kartek, nie dowiedziała się ciekawych rzeczy. Tylko palce zaczęły ją boleć.
Niektóre z nich miały tak wytarte litery, że czasami na całych stronach nie dało się nic przeczytać. Zdarzało się też, że posklejanych czymś kartek nie można było od siebie oderwać. W takich sytuacjach nie miała pojęcia, co się tam znajdowało. Z jednej strony mogło okazać się, że to nic nieznaczące słowa jak w większości wypadków, ale bała się, że to właśnie tam, gdzie nie sposób odczytać zapisów, znajduje się coś bardzo ważnego. Coś, co pomogłoby jej w rozwiązaniu zagadki.
Po pewnym czasie odłożyła na chwilę pracę, by trochę odpocząć. Przymknęła oczy, które powoli zaczynały ją piec. Jej myśli mimowolnie popłynęły ku Elesaarowi. Dotknęła go delikatnie. Przypomniały jej się słowa. Już nie pamiętała, kto je wypowiedział. Wydawało jej się, że to jej mama, gdy pierwszy raz zapytała ją o naszyjnik. Wspomniała wtedy, że prawdziwy dziedzic Elessaru pojawi się, kiedy Zakon pozna tożsamość Strażniczki... Maya zmarszczyła brwi, zastanawiając się, dlaczego wcześniej się nad tym nie głowiła. Przecież skoro pani Shay i Shane, i Adam wiedzieli o tym, że to ona strzegła tak cennego klejnotu, to już wkrótce pozna właściciela zielonego wisiorka, któremu go odda.
"I wtedy skończą się moje problemy z Gwardią!" - ucieszyła się. Uśmiechnęła się szeroko, lecz po chwili dotarła do niej straszna prawda. Skąd miała wiedzieć, kim był ten, któremu powinna oddać własność? Jak go pozna? I kiedy się pojawi?
Nic nie wskazywało na to, by spieszył się z odzyskaniem swojego skarbu.
Shane uwielbiał spotykać się ze swoimi kumplami. Z resztą, kto nie lubił? Ale tego dnia po prostu nie miał nastroju do żartów, z których śmiali się jego przyjaciele, do grania z nimi w piłkę. Cały czas myślami uciekał do domu lub do wygranego meczu siatkówki. Ale nie myślał o nim dlatego, że pokonali niezwyciężoną dotąd drużynę. Miał inne powody. A raczej jeden o blond włosach i niebieskim, przenikliwym spojrzeniu.
Kevin przyglądał mu się uważnie, zastanawiając się, co go tak bardzo zmieniło. A zmienił się i to było naprawdę widoczne. Obserwował ten proces od samego początku i nie mógł się nadziwić. Wydawał się bardziej odpowiedzialny, spokojniejszy. Coraz częściej to on wykazywał zdrowy rozsądek w różnych sytuacjach, choć i wcześniej czasami również się to mu zdarzało. Stał się poważniejszy. Kevin obserwował przemianę przyjaciela i nie mógł się nadziwić. Długo jednak nie musiał główkować, co spowodowało tak radykalne zmiany.
"Czego dziewczyna nie potrafi zrobić z chłopakiem?" - zadał sobie w myślach pytanie, na które chyba nikt nie znał odpowiedzi.
Chłopak prawdopodobnie nawet nie zdawał sobie sprawy, że coś w jego zachowaniu uległo gruntownej zmianie. Nie robił tego świadomie. Choć może, gdyby mu ktoś wytknął takie czy inne zachowanie, zacząłby się zastanawiać, dlaczego postąpił tak a nie inaczej. Wtedy może doszedłby do właściwych wniosków. Ale nikt tak naprawdę nie chciał tego zrobić. Albo po prostu tylko Kevin to dostrzegł?
- Wiecie co, chłopaki, będę już leciał - powiedział, gdy usiedli na trawie, by chwilę odpocząć. Otarł pot z czoła, który skleił jego blond włosy i napił się wody z butelki.
- Co tak wcześnie? - zdziwił się Colin. - Coś się stało?
- Nie, nic się nie stało, po prostu... Powinienem się już zbierać - odparł tylko. Wstał z ziemi, założył na siebie koszulkę, którą ściągnął, gdy zaczynali grać. Pożegnał się ze znajomymi i ruszył do domu.
![]() |
| Adison |
- Cześć! Co ty tu robisz? Myślałam, że jeszcze gracie. Właśnie szłam popatrzeć, jak się pocicie. - Zaśmiała się. - Już skończyliście? Tak wcześnie?
- Chłopaki jeszcze są na boisku, możesz do nich iść - odrzekł uprzejmie.
- A ty? - Chciała wiedzieć. - Wiesz, myślałam, że moglibyśmy później razem gdzieś wyskoczyć... - zaproponowała nieśmiało. Shane spojrzał na nią nieco zdezorientowany. W pierwszej chwili nie pojął, o co dziewczynie chodziło. Dopiero po chwili dotarło do niego, że Adison zaproponowała mu randkę.
- Adison, słuchaj - westchnął ciężko. - To, że cię uratowałem, wtedy na treningu nic między nami nie zmienia. Chyba to rozumiesz, prawda? Przykro mi, ale nigdzie razem nie pójdziemy. Dzisiaj ani jutro, ani nigdy. Ja chyba... Nie lubię cię tak jak ty mnie. Przepraszam, jeśli pomyślałaś sobie coś innego...
Bardzo dokładnie jej się przyglądał, więc zauważył, jak cała radość uleciała jej z oczu, jak przez niego się zasmuciła. Starała się jednak nie pokazać po sobie, że jego odtrącenie jakoś bardzo ją zraniło. Po sekundzie załamania podniosła wysoko głowę i spojrzała mu prosto w oczy. Uśmiechnęła się krzywo.
- Ja tak tylko zaproponowałam. Nie chciałam, żebyś czuł się do czegoś zobowiązany, bez przesady. Po prostu sądziłam, że dasz się wyciągnąć do kina czy coś, ale skoro nie chcesz, nie będę się narzucać. - Wzruszyła ramionami. - To do zobaczenia w szkole! - zawołała na pożegnanie. Shane patrzył na nią z niemałym zdziwieniem na twarzy. Tak nim zakołowała, że już kompletnie nie wiedział, co o tym myśleć.
Miał nadzieję, że dał Adison jasno do zrozumienia, że nic do niej nie czuł. Nie wiedział, czy aby nie zranił dziewczyny, ale co się stało to już się nie odstanie. Nie miał zamiaru żałować czegoś, czego za żadne skarby nie chciał powtarzać.
"Adison zawsze była twarda. Nawet jeśli ją to w jakiś sposób uraziło czy może nawet zabolało, poradzi sobie." - pomyślał. Przynajmniej żywił taką nadzieję.
Maya właśnie szykowała dla siebie późny obiad, może nawet coś w rodzaju kolacji, gdy jej telefon zadzwonił. Wytarła szybko ręce w ściereczkę i odebrała.
- Hej! - usłyszała po drugiej stronie radosny głos Diany. Od razu się uśmiechnęła, bo przyjaciółka samym przywitaniem sprawiła, że humor jej się poprawił.
- Dzień doberek! - zawołała. - Co tam słychać?
- Wszystko dobrze. Co dzisiaj robisz? - zapytała niepewnie.
- A co? - Maya zachowywała ostrożność. Nie wiedziała, czego Diana od niej chciała, ale gdyby to coś było niemożliwe do spełnienia, zamierzała mieć jakąś furtkę, przez którą mogłaby spokojnie wyjść, nikomu nie robiąc krzywdy.
- No wiesz, zastanawiałam się, czy nie mogłybyśmy się spotkać, pogadać, może obejrzałybyśmy film? - zaproponowała.
- Tylko we dwie? - dopytywała. Maya usłyszała szczęk kluczy w zamku. Wyjrzała z kuchni, by zobaczyć wchodzącego do domu Shane'a. Widząc, że dziewczyna rozmawiała przez telefon, uśmiechnął się do niej tylko. Razem weszli do kuchni.
- No... Niezupełnie... Chloe już u mnie jest a Wen powinna za chwilę się pojawić. To co, wpadniesz? - zapytała z nadzieją. Serce Mayi zabiło szybciej. Uwielbiała swoją przyjaciółkę za to, że chciała pogodzić ją z dziewczynami, ale niestety, musiała odmówić. Z żalem w sercu odpowiedziała smutno.
- Przykro mi, ale nie mogę. Poza tym Chloe i Wendy nie byłyby zachwycone moją obecnością.
- Na pewno nie dasz się namówić? - próbowała nadal ją przekonać. Maya westchnęła cichutko.
- Naprawdę chciałabym się spotkać, ale dzisiaj nie dam rady - odpowiedziała tylko. Woda w czajniku zagotowała się, więc wyłączyła go i zalała herbatę wrzątkiem.
- Ale wszystko w porządku? Nic się nie stało? - zmartwiła się przyjaciółka. Blondynka zaśmiała się serdecznie.
- Oczywiście, że wszystko okej. Po prostu jestem daleko od domu i nie dałabym rady przyjechać do ciebie - wyjaśniła szybko.
- Aha, no chyba że tak. Innym razem?
- Koniecznie! Pa, do zobaczenia w szkole! - pożegnała się.
- Cześć!
- Gadałaś z Dianą? - zainteresował się Shane, gryząc jabłko. Zdziwiona Maya potwierdziła. - Przykro mi - powiedział tylko.
- Dlaczego? - zapytała, jeszcze bardziej zdezorientowana.
- Będąc tutaj, nie możesz spotkać się ze swoimi przyjaciółkami - wyjaśnił.
- Bez przesady. W sumie, dobrze mi tutaj. Co prawda bardzo tęsknię za mamą, Joshem i wszystkimi, ale tu czuję się... Tak swojsko. Jakbym była u babci czy coś. Poza tym nawet jakbym mieszkała u siebie, nie spotkałabym się dzisiaj z Dianą. Znów byśmy się tylko niepotrzebnie pokłóciły z dziewczynami. A tego naprawdę bym nie chciała.
- Więc jeśli ani ja, ani ty nie mamy planów na wieczór, to może porobilibyśmy coś razem? Może popcorn i kolejny film? Co ty na to? - zaproponował, pomagając jej pokłaść całe jedzenie na tacy.
- Czemu nie. - Wzruszyła ramionami. - To co oglądamy? - zapytała, gdy szli po schodach na górę.
- Nie wiem, ale na pewno znajdziemy coś ciekawego - zapewnił. Weszli do pokoju dziewczyny, rozsiedli się na łóżku i, jedząc, szukali repertuaru, który zainteresowałby ich oboje.
~~~*~~~*~~~*~~~
Heeej. Chyba nigdy w całej mojej karierze nic innego nie pisało mi się tak opornie jak ten rozdział. Po prostu kompletna katastrofa! Mam jednak nadzieję, że chociaż Wam będzie się to czytało lepiej niż mnie pisało ;) Mój pomysł na ten rozdział poszedł sobie do lasu i nici z niego wyszły. A miało być tak fajnie i tajemniczo :D
Piszcie, co o nim sądzicie. Jestem mega ciekawa Waszych wrażeń po tych moich wypocinach. Od następnych rozdziałów znów zacznie się dziać, to mogę jedynie obiecać ;)
Na razie to tyle. Pozdrawiam Was serdecznie! <3
piątek, 2 stycznia 2015
~33~
Pojawienie się Mayi w szkole jakimś sposobem popsuło humor Adison. Gdy pakowała się rano do szkoły, miała przeczucie, że ten dzień będzie wyjątkowy. Uśmiechała się na samą myśl o tym, co mogłoby się dobrego jej przytrafić, wrzucając torbę do auta. Przez całą drogę uśmiechała się wesoło, wyglądając przez szybę. Była naprawdę piękna pogoda, co tylko utwierdzało ją w przekonaniu, że dzień również będzie szczęśliwy. Dla niej.
Jak zwykle przyjechała dosyć wcześnie pod szkołę. W szafce zostawiła książki, które miała na przerwie oddać do biblioteki szkolnej oraz swoje drugie śniadanie. Potem poszła pod klasę, gdzie jeszcze nikogo nie było. Usiadła na ławce i wyciągnęła podręcznik z matematyki, by powtórzyć materiał przed lekcją. Była dobrą uczennicą, poza tym w domu nauczyła się już wszystkiego, więc szybko przeczytała fragment z książki. Już miała zamknąć podręcznik i włożyć go z powrotem do torby, gdy usłyszała czyjś radosny krzyk. Podniosła szybko głowę i zauważyła Alex i kogoś, kogo się kompletnie nie spodziewała, mimo, że razem chodziły do jednej klasy. Mayę. Od razu dzień stał się jakiś inny. Jakby słońce nagle przesłoniły chmury a porywisty wiatr nagle wygonił wszystko, co sprawiało, że Ad czuła się szczęśliwa.
Spojrzała na chłopców. Byli wyraźnie uradowani widokiem dziewczyny, co jeszcze bardziej wkurzyło blondynkę. Wściekle spojrzała na podręcznik, leżący na jej kolanach. Utkwiła w nim wzrok, nie chcąc patrzeć na ich wesołe miny. Nie lubiła być smutna, gdy wszyscy wokół byli uśmiechnięci. Ale w tym wypadku nie potrafiła się inaczej poczuć.Gdyby się tak głębiej zastanowić, Adison nie miała powodów do tego, by nie lubić Mayi. Może tylko ze względu na Shane'a, Ad mogłaby być zazdrosna i czuć się nieco niekomfortowo. Ale i taki moment minął, ponieważ Maya miała chłopaka i Shane nie mógł jej już obchodzić. A przynajmniej tak powinna myśleć Adison, która nie wiedziała, co tak naprawdę siedziało w głowie koleżanki z klasy. Mimo to w pewnien sposób czuła się zagrożona. Widziała, jak chłopak na nią spoglądał. Adison wręcz marzyła, by blondyn uraczył ją takim spojrzeniem. Nie mogła więc znieść tego, że swój wzrok kieruje ku Mayi, która nawet tego nie zauważała. W jej przekonaniu to było niesprawiedliwe. Naprawdę niepojęte są nastolatki, jeżeli chodzi o chłopców!
Lecz oprócz chłopców, Adison zazdrościła Mayi wielu innych rzeczy; przede wszystkim tego, że przez większość czasu była naprawdę miłą i uśmiechniętą dziewczyną, co Ad nie udawało się wyćwiczyć, choć praktykowała już kilka dobrych lat - zawsze była tą nieco wyniosłą, ale fajną laską, która się modnie ubiera i jest twarda, bo nikt nigdy nie widział, żeby miała jakiś kryzys. A rzeczywistość przedstawiała się kompletnie inaczej. Tak naprawdę zawsze starała się zachować swoje sprawy prywatne i sercowe zakopane gdzieś na samym końcu podświadomości, gdzie ewentualny dostęp miała tylko ona. Z prawdziwych uczuć nigdy nikomu się nie zwierzała. Koleżankom opowiadała zawsze to, co wydawało jej się, że jej nie zagrozi, gdy dowie się o tym ktoś inny. Wiele lat pracowała nad tym, by wszyscy widzieli w niej tego, kim chciała, by widzieli, więc teraz musiała uważać, by tego nie zepsuć jednym głupio wypowiedzianym słowem.
Tylko ci, którzy zadawali się z nią dostatecznie długo, gdyby chcieli, zauważyliby moment, w którym stała się kimś kompletnie innym. Wyłącznie Cam znała ją taką, jaką była naprawdę - wrażliwą, nieco zakompleksioną, z mocnym charakterem dziewczyną. Bo miała specyficzny charakter. Nigdy nie była stuprocentowo wrażliwa. Nie dawała się nigdy nikomu podejść, zawsze stawiała na swoim. Charakteru nie da się zmienić. Ukryła tylko te cechy, których u siebie nie lubiła, a chciała wypracować takie, które chętnie by u siebie zobaczyła. Lecz nie do końca się jej to udało. Bo wyniosłości i lekkiej pogardy do niektórych osób czy tematów potrafiła się nauczyć. Ale bycie cały czas uśmiechniętą gryzło się z jej osobą. Nie chciała być przesadnie wesoła, bo takich ludzi również nie znosiła. Chciała umieć się cieszyć, gdy los ci sprzyja. Tylko tyle.
Adison od razu po lekcjach miała trening. Od rana była zabiegana, bo jako zastępczyni przewodniczącej szkoły miała mnóstwo spraw do załatwienia z związku ze zbliżającym się wielkimi krokami końcem roku szkolnego. Musiała załatwić wiele spraw w ciągu tygodnia. Chciała mieć wszystko z głowy jak najszybciej, więc za pracę zabrała się od razu w poniedziałek. Nic więc dziwnego, że do szatni weszła jako ostatnia, pięć minut przed rozpoczęciem zajęć. W mgnieniu oka przebrała się w swój strój i wybiegła na boisko do piłki nożnej jako ostatnia. Dziewczęta z jej drużyny już się rozciągały, robiąc przeróżne ćwiczenia. Niedaleko, bo po drugiej stronie trawiastego boiska, rozgrzewali się chłopcy z siatkówkowej reprezentacji szkoły. Wśród nich Adison od razu dostrzegła Shane'a. Właśnie zaczął biec truchtem wokół boiska.
Gdy był najbliżej ćwiczących dziewczyn, blondynka zapatrzyła się na niego o chwilę za długo. Przez to nie usłyszała, co mówiła do niej trenerka i ta nakrzyczała na nią. Ale na blondynce nie zrobiło to większego znaczenia; kompletnie się tym nie przejęła. Ukradkiem zerkając na biegnącego chłopaka, wykonywała swoje zadania.
Po intensywnej rozgrzewce przyszedł i czas na trening. Zbliżyły się nieco do boiska do siatkówki, więc Adison mogła z bliska podziwiać grę chłopców. A była naprawdę dobra. Od kilku lat nie grali tak fantastycznie jak w ostatnim sezonie. Mieli nadzieję wygrać najważniejsze dla nich międzyszkolne rozgrywki. Niedługo czekał ich mecz w półfinale z zeszłorocznym zwycięzcą zawodów. Wszyscy czuli ogromną presję, ale nie poddawali się jej. Ćwiczyli tak, jakby to miał być zwykły mecz, który powinni zakończyć jak najlepiej.Cheerleaderki również musiały się przygotowywać do półfinałowego meczu. Zostało niewiele czasu, więc ich trenerka zarządziła dłuższe spotkania, na których szlifowały swoje umiejętności. Były elementem bardzo ważnym w meczu, zwłaszcza, że ten drużyna miała zagrać na boisku przeciwnika. A co za tym szło, szacowano, że większa część kibiców będzie po stronie gospodarzy. Z resztą jak zwykle. Więc dziewczyny musiały kibicować nie tylko za siebie, ale i za tych wszystkich, którzy bardzo chcieliby zobaczyć mecz, ale z różnych powodów po prostu by im się to nie udało.
Właśnie ćwiczyły piramidę. Adison, jako jedna z najniższych i najlżejszych dziewczyn, stawała zawsze na jej szczycie, więc czekała, aż cała drużyna się ustawi. Gdy już każda była na swoim miejscu, blondynka wskoczyła na samą górę i, nieco się chwiejąc, podniosła ręce do góry i zamachała pomponami. Uśmiechnęła się przy tym szeroko.
- Dobra, dziewczęta! - zawołała trenerka. - A teraz wszystko razem z muzyką! - rozporządziła. Wszystkie zajęły więc swoje miejsca i zaczęły tańczyć, wymachując pomponami, wykrzykując dopingujące słowa. W układzie znalazło się dużo szpagatów, gwiazd, przewrotów, stania na ręce czy innych wymyślnych figur. A piramida była uwieńczeniem całego układu i wykonywały ją na końcu. Zbliżał się właśnie moment, w którym Adison miała podskoczyć i stanąć na ramionach swoich koleżanek. Odbiła się więc i chwiejnie wylądowała na szczycie piramidy. Starała się zachować równowagę, lecz nie udało jej się to. Noga ugięła się jej w kolanie. Krzyknęła głośno przerażona. Ostatkiem świadomości wybiła się delikatnie i ugięła kolana jeszcze bardziej, by w locie nie zahaczyć ani nie strącić którejś z dziewczyn, które ją podtrzymywały. Serce w piersi zatrzymało się na ten moment ze strachu. Poleciała na dół, a głos uwiązł jej w gardle.- Dobra robota, chłopcy! - pochwalił swoich podopiecznych trener, patrząc każdemu w oczy. Wszyscy byli zmęczeni, ale zadowoleni i uśmiechnięci. Wiedzieli, że odwalili kawał dobrej roboty, że są gotowi na półfinałowy mecz. - Jeśli będziecie grać tak, jak na dzisiejszym treningu, nie muszę się o was martwić - zapewnił. Chłopcy pokiwali głowami, któryś z tył coś krzyknął radośnie, rozśmieszając tym zgromadzonych. - Dzisiaj puszczę was wcześniej, ale kolejnych treningów wam nie odpuszczę - powiedział. - Do zobaczenia! - pożegnał się, poklepując stojącego najbliżej niego Shane'a po plecach. Blondyn uśmiechnął się do niego zmęczony. Już mieli się rozchodzić, nawet niektórzy już się odwrócili i zaczęli iść w stronę szatni, gdy usłyszeli przeraźliwy krzyk. Jak na komendę odwrócili się w stronę dziewczyn, które parę metrów dalej ćwiczyły swój układ. Teraz wszystkie stały jak zaczarowane, z przerażeniem spoglądając na upadającą Adison.
Czas jakby spowolnił swój bieg. Shane'owi wydawało się, że dziewczyna już dawno powinna spaść na ziemię, lecz ona nadal znajdowała się w powietrzu. Udało jej się nawet zrobić przewrót. Gdyby nie jej krzyk przed ułamkiem sekundy, nikt może nie zorientowałby się, że tego elementu nie było w planie. Spadała naprawdę z gracją. Nawet wtedy pamiętała o wszystkich szczegółach. A może to nie pamięć tylko przyzwyczajenie?
Nie zastanawiając się już dłużej nad niczym, w mgnieniu oka podbiegł do dziewczyn i stanął tuż pod spadającą Adison z wyciągniętymi ramionami. Nie musiał na nią długo czekać. Już po chwili wylądowała bezpiecznie w jego rękach. Nadal zaciskała oczy z przerażenia, nie wiedząc, co się stało. Shane usłyszał gdzieś obok siebie westchnienia ulgi.
- Jak się czujesz? - Ktoś zapytał blondynki, lecz ta nie odpowiedziała. Jej klatka piersiowa szybko falowała, gdy nabierała głośno powietrza. Dopiero po jakimś czasie poczuła, że nie leży cała połamana na trawie tylko, że ktoś ją trzyma. Otworzyła więc szybko oczy, by zobaczyć, co się stało.
- Wszystko okej? - szepnął Shane, przyglądając jej się uważnie. Bał się położyć ją na ziemi, więc trzymał ją w ramionach. Pokiwała niepewnie głową, próbując coś z siebie wydusić. Czuła tylko mocne i szybkie bicie jej serca, nie tylko spowodowane upadkiem, ale i bliskością blondyna. Poczuła, że policzki zaczynają ją piec.
- Dz...Dziękuję - mruknęła cicho. - Możesz mnie już postawić? - zapytała nico onieśmielona. Choć chciała to jakoś ukryć, ale zdawała sobie sprawy, że jej się to nie udawało i że Shane doskonale wiedział, jak na nią zadział. Zrobiło jej się jeszcze bardziej głupio.
- Jeśli nie kręci ci się w głowie - powiedział, chcąc się upewnić, że z koleżanką wszystko okej.
- Nie, naprawdę wszystko w porządku - zapewniła. Postawił więc ją delikatnie na ziemi. Nie zachwiała się, więc odetchnął z ulgą. Zrobił kilka kroków w tył a potem już się prawie odwrócił z zamiarem pójścia do szatni, usłyszał, że Adison go zawołała.
- Shane! - Zatrzymał się i spojrzał na nią uważnie. - Dziękuję jeszcze raz - powiedziała szczerze otoczona zewsząd zmartwionymi koleżankami z drużyny. Siatkarz zasalutował tylko z uśmiechem i odszedł.
Serce Adison jeszcze długo po tym wydarzeniu nie mogło dojść do siebie. Ciągle wspominała, jak chłopak rzucił się jej na pomoc. Był jej bohaterem. Zauważył ją i już nie była zwykłą dziewczyną, którą mija się obojętnie na ulicy. Była tą, którą uratował. A takiego wydarzenia nie zapomina się tak szybko. Więc Ad miała nadzieję, że jej osoba będzie siedzieć w głowie blondyna jeszcze długo po tym, jak umilkną plotki o tym zdarzeniu. A to na pewno pomoże jej w poderwaniu go. Tego była pewna.
~~~*~~~*~~~*~~~
Hej, hej :) Rozdział odbiegający od głównego wątku. Mam nadzieję, że się spodobał. Część tego, co była powiedziana, zawarłam w miniaturce, którą napisałam na urodziny bloga, ale to było co innego, więc tutaj też trochę o tym musiałam wspomnieć. Temat z łapaniem, gdy dziewczyna upada oklepany, wiem o tym, ale to mi tak tutaj pasowało, że nie mogłam się oprzeć :p Mam nadzieję, że to was nie zniechęci :D
Jak tam po Sylwestrze? Dobrze się bawiliście? Bo ja muszę przyznać, że świetnie! <3
sobota, 18 października 2014
~28~
- Trzęsą ci się dłonie - zauważył z niemałym zdziwieniem Shane, gdy szli za jego mamą przez podwórko. Dziewczyna, próbując ukryć ten fakt, skrzyżowała ręce na piersi.
- Wydaje ci się - odparła tylko nonszalancko, wyprzedzając go o parę kroków. Chłopak wzruszył ramionami, nie chcąc się kłócić.
- Jak tam sobie chcesz. Ja i tak wiem swoje.
- To wiedz - zawołała do niego przez ramię. W rzeczywistości denerwowała się strasznie. Czuła, jak serce jej niemiłosiernie tłucze się w piersi. Miała spocone dłonie i suche gardło. Nie do końca była pewna, czego tak właściwie się znowu zaczynała bać. To był absurd. I tak sobie cały czas powtarzała, ale niestety, niewiele to pomagało. Coś jej podpowiadało strach i ona słuchała tej części mózgu, nie tej, która myślała racjonalnie.
Idąc szybko za mamą przyjaciela, starała się nie myśleć o nieprzyjemnym aspekcie treningu, zaprzątała sobie głowę myślami typu: "Fajnie będzie dowiedzieć się czegoś nowego. Może w końcu nauczę się bronić, a przy okazji schudnę parę kilo?"
Słyszała, że Shane idzie za nią. Jego buty cicho stukały na kostce, która została wyłożona przed wjazdem do garażu. Właśnie tam zatrzymała się pani Shay. Pilotem otworzyła drzwi garażu. Weszli do niego pojedynczo - najpierw matka Shane'a, następnie Maya, a na końcu blondyn. Pomieszczenie wyglądało nadzwyczaj normalnie i w pierwszej chwili dziewczyna zdziwiła się, dlaczego ona poprowadziła ich do garażu?
Już po chwili znała odpowiedź.
Kobieta wpisała hasło na panelu wbudowanym w ścianę, którego w pierwszej chwili Maya nie zauważyła. Dopiero po tym, jak mama chłopaka odsunęła od niego rękę, dostrzegła niewielką jak telefon klawiaturę. Nie przyglądała się jej jednak uważniej, bo ciszę zakłócił cichy szum, który towarzyszył opadaniu części podłogi. Wyglądało to tak, jakby część się zapadła, choć nie do końca. Z jednej strony płyta opadła i utworzyła wysoką dziurę w podłodze. Z drugiej natomiast płyta nadal trzymała się podłogi, tworząc pewnego rodzaju pomost, po którym można było zejść na dół. Jak się można domyślić, matka Shane'a poprowadziła ich właśnie przez ten pomost.
Dziewczyna bała się, że most zawali się, gdy tylko wejdą na niego i spadną w dół. Gdy zajrzała w głąb,jej obawy trochę się zmniejszyły, bo zauważyła, że do ziemi nie było daleko. Nie mniej jednak schodziła ostrożnie, stając przy każdym, nawet najlżejszym szmerze, wydanym przez pomost.
Gdy tylko stanęli na dole, zapaliły się wokół nich lampy, dające sztuczne, żółte światło. Rampa za nimi podniosła się do góry, zamykając przejście. Maya i Shane stali przez chwilę, rozglądając się dokoła, lecz nie za wiele zobaczyli. Stali w zwykło wyglądającym korytarzu, który był całkowicie pusty. Nie stała tam ani jedna szafa, półka, komoda, czy nawet wieszak na płaszcze.
- Chodźcie! Nie mamy czasu na zwiedzanie! - zawołała za nimi pani Shay, gdy zauważyła, że jej "uczniowie" nie podążają za nią. Przez ułamek sekundy spoglądali sobie w oczy, po czym ruszyli dalej w głąb korytarza.
Dogonili matkę Shane'a, gdy ta stała z założonymi rękoma na piersi, oparta niedbale o ścianę przy dużych, czarnych drzwiach, które zostały zamknięte.
- Zanim wejdziemy do środka, muszę wam oznajmić, że jak na razie nie możecie niczego ruszać. Po prostu tam wejdziemy i usiądziemy na materacu. Wtedy wyjaśnię wam, co i jak, zgoda? - zapytała. Maya i chłopak pokiwali ochoczo głowami. - No to zapraszam was! - powiedziała i pchnęła drzwi.
Oczom Mayi ukazała się wielka siłownia. Wszędzie stały różnego rodzaju sprzęty do ćwiczenia, których większości dziewczyna nawet nie potrafiła nazwać i powiedzieć, co na nich się robi. Na ścianie wisiały drabinki, w rogu leżały niebieskie materace. Pomieszczenie oświetlone było białymi lampami, nie takimi, jak korytarz. Światło na sali wydawało się niemal słoneczne. Tuż przy drzwiach wejściowych znajdowały się jeszcze jedne, a za nimi kolejne drzwi. Maya już chciała zapytać, gdzie prowadzą, ale w ostatniej chwili ugryzła się w język. Na pewno dowie się tego w odpowiednim momencie, a przecież pani Shay powiedziała, że mają spokojnie przejść przez siłownię i usiąść na materacach.
Tak też zrobili. Z niemałym wysiłkiem, ale udało im się dotrzeć do leżących na podłodze materacy, nie dotykając żadnego sprzętu ani nie zadając żadnych pytań. Siedząc w jednym rogu materaca, spoglądali z wyczekiwaniem na kobietę naprzeciwko nich.
- Oto znajdujemy się w głównej siłowni Zakonu. Prowadzi do niej wiele dróg. Ta, którą wam pokazałam, jest jedną z licznych. Tutaj członkowie Zakonu ćwiczą, nabierają masy, wyrabiają mięśnie, dbają o kondycję. Pierwsze drzwi przy wejściu prowadzą do szatni i łazienek. Te drugie natomiast do jeszcze większej sali, gdzie znajdują się worki treningowe i maty do ćwiczeń obronnych. Z tamtej z kolei sali przechodzi się do następnej, gdzie uczymy się władania bronią, rzucania nożami, strzelania. I oczywiście jest tam skład wszelkiej broni i amunicji nam potrzebnej. - Spoglądała chwilę na każdego z osobna, by upewnić się, że wszystkie informacje do nich dotarły. - Oczywiście dużo biegamy na dworze i tym właśnie będziecie się na razie głównie zajmowali. Chcę zobaczyć, w jakiej formie jesteście, musicie sobie również wyrobić kondycję, by potem mi nie miauczeć po zwykłym ćwiczeniu, że was wszystko boli. Zrozumieliście? - zapytała dla pewności. Oboje pokiwali głowami.
Dziewczyna odetchnęła z ulgą na wieść, ze na razie będą tylko biegali. Co prawda nie lubiła biegać, a raczej męczyć się, ale wiedziała, że to jej dobrze zrobi. Shane natomiast wyglądał na zawiedzionego, ale starał się to ukryć przed mamą.
- Po południu zasiądziemy do bardziej teoretycznej kwestii Zakonu. Omówimy legendy, poznacie historię. Z resztą, zobaczycie po obiedzie. A teraz proszę bardzo, wychodzimy na zewnątrz. Biegniecie truchtem pięć kilometrów.Po wyznaczeniu trasy, jaką mieli pokonać, wyszli na dwór. Shane i Maya zaczęli truchtać już na podwórku, a pani Shay przyglądała im się z zadowoloną miną. Uwielbiała rozdawać rozkazy. Wtedy była w swoim żywiole.
Dziewczyna starała się biec w swoim tempie. Oddychała równo przez nos. Kroki stawiała delikatnie; stąpnięcia było ledwo co słychać.
Początkowo Shane biegła razem z nią, ale dla niego tempo dziewczyny okazało się za wolne. Był bardziej wysportowany od przyjaciółki, bo trenował nie tylko siatkówkę, ale i piłkę nożną. Kondycję miał wiec dobrą. Swobodnie przyspieszył. Najpierw delikatnie, potem trochę mocniej, aż w końcu zostawił Mayę w tyle.
Czując ciepły wiatr we włosach, uśmiechał się jak głupi. Uwielbiał biegać. Kiedyś robił to niemal codziennie, potem jakoś się złożyło, że nie miał czasu przez nawał nauki wstać wcześniej rano lub iść wieczorem potruchtać. I z czasem zapomniał, że tak właśnie robił. Ale biegi na treningach mu wystarczały i jakoś szczególnie mu tego nie brakowało. Dopiero wtedy poczuł, że biegnąc, nic go nie interesuje, nie musi o niczym myśleć. Może po prostu biec przed siebie, ciesząc się chwilą ciszy, jaką mu dawała natura wokół niego. Odetchnął głęboko i nieco przyspieszył, chcąc poczuć tę wolność, którą dawało mu bieganie.
Maya spokojnie biegła sobie wzdłuż lasu, nie przejmując się, że może robi to za wolno. Jej nauczyciel wuefu zawsze powtarzał, że trzeba walczyć ze sobą, z własnymi słabościami, a nie z rekordami. Dlatego nigdzie się nie spieszyła. Starała się tylko pamiętać o równym oddechu i o tym, by nie przyspieszyć.
"Wtedy na pewno dobiegnę."
Nie miała czasu podziwiać widoków, ale kątem oka zauważała piękno mijanych miejsc. Obiecała sobie, że kiedyś poprosi Shane'a, by pokazał jej całą okolicę.
Tymczasem chłopak biegł niestrudzenie ku skraju lasku. Do końca trasy pozostało mu już niewiele ponad kilometr i nie czuł zmęczenia. Wręcz przeciwnie. Bieg sprawił, że wstąpiły w niego nowe siły. Czuł się rześko mimo spływającego strużką potu z jego czoła. Otarł wierzchem dłoni głowę, odgarniając na bok włosy. Ten nieznaczny ruch sprawił, że nie zauważył głębokiej kałuży na środku jego drogi. Wpadł do niej jedną stopą, ochlapując obie nogi ciemnym błotem.
- Cholera! - mruknął cicho. Przystanął na chwilę, ale nie wiedząc, co zrobić, ruszył dalej.
Na ostatnich parunastu metrach przyspieszył, wbiegając na podwórko z najszybszą prędkością, jaką osiągnął podczas tego biegu. Potem stopniowo zwalniał, aż w końcu zatrzymał się przed garażem, gdzie czekała na niego mama ze stoperem w jednej ręce. Koło jej nogi leżała butelka wody.
- Całkiem przyzwoity wynik - pochwaliła, spoglądając to na syna to na stoper. Chłopak stał pochylony do przodu, opierając dłonie na kolanach. Dyszał delikatnie. - Masz, napij się. Ale powoli! - zastrzegła, podając mu butelkę z wodą.
- Dzięki. - Przytknął butelkę do ust, przechylił ją i wypił kilka łyków. - Już całkiem zapomniałem, jakie bieganie jest fajne.
- Gdzie Maya? - zapytała. - Jak myślisz, kiedy do nas dołączy?
- Niedługo. Nie biegła tak szybko jak ja, ale również nie ślimaczyła się czy coś. - Wzruszył ramionami.
Czekali jeszcze parę minut, nim bramę przekroczyła zmęczona, spocona, zdyszana Maya. Gdy stanęła obok kobiety i Shane'a, szybko pochyliła się do przodu, by unormować oddech. Chwilę jej to zajęło, nim znów normalnie jako tako oddychała.
- Jak na pierwszy raz nie było tak źle - powiedziała do niej pani Shay. Uśmiechnęła się do niej przyjaźnie i ciepło. - Gdy w następnym tygodniu znów zmierzę wam czas, zobaczysz, że będzie o wiele krótszy niż dzisiaj. Zapiszę go sobie w notatniku, by nie zapomnieć. A tymczasem może chcielibyście wypróbować naszą siłownię? Teraz już będziecie mogli korzystać ze wszystkiego kiedy tylko będziecie mieli na to ochotę.Oczywiście na początek radziłabym wam się za bardzo nie forsować, bo kolejnego dnia nie będziecie mogli wstać, ale jakieś proste ćwiczenia na początek dobrze wam zrobią. Więc chodźmy.
Znów przeszli całą drogę na dół. Maya piła zachłannie, ale jednocześnie wolno wodę z butelki. Znów czuła szybkie bicie swojego serca w klatce piersiowej, lecz tym razem nie było spowodowane strachem tylko wysiłkiem włożonym w bieg. Ale mimo zmęczenia czuła się dobrze.
Gdy znów byli w siłowni, pani Shay zaproponowała im różnorodne ćwiczenia, które pomogłyby im wyrobić mięśnie. I tak przez kolejne pół godziny robili brzuszki, skłony, podnosili się na drabinkach, skakali na skakance i inne, równie męczące zadania.
Wychodząc z sali, byli strasznie zmęczeni, ale uśmiechnięci. Oboje czuli satysfakcję. Bolały ich mięśnie, ale wiedzieli, że robią to po coś. I to nie dla jakiś głupich celów. Ich cel był fantastyczny. Dziek swoim zdolnością, mieli pomagać innym.
~~~*~~~*~~~*~~~
Już myślałam, że nie będę mogła dodać, bo coś mi blogerek zaczął szwankować i nie chciało się ani zapisać, ani włączyć, nic. Tylko jakiś tam komunikat. Ale na szczęście się odwidziało i dokończyłam rozdział. :D
Tego się spodziewaliście? :D Przyznawać się :)
W następnym będzie trochę teorii o Zakonie i Gwardii - znów jakieś historyczne rzeczy :) Ale mam nadzieję nie zanudzać :P
piątek, 22 sierpnia 2014
~24~
Siedziała na ławce przed swoim domem z czarnym kotem na kolanach. Słońce ogrzewało jej bladą twarz. Wystawiła nieco nogi, by je choć trochę opalić. Przymrużyła powieki. Słyszała mruczenie kota, które ją uspokajało. Pewnie zasnęłaby na dworze, gdyby nie to, że niespodziewanie zwierzę zerwało się z jej nóg, najeżyło sierść i prychało oraz syczało, wyciągając ostre pazury. Zepchnęła szybko kotkę, bo jej pazury wbijały jej się w nagie uda. Wstała szybko z ławki i rozejrzała dokoła. Nie zauważyła niczego podejrzanego, ale wiedziała, że jej kot nie zachowywałby się tak z byle powodu. Musiało im zagrażać niebezpieczeństwo.
Zobaczyła ich pod cieniem jabłonki, opartych niedbale o jej pień. Uśmiechali się, rozmawiając ze sobą przyciszonymi głosami. Dziewczyna zaklęła cicho, rozpoznając ich od razu. Nate i Tom coraz częściej ją odwiedzali. Nawet zbyt często jak na jej gust. Postanowiła sobie jednak, że nie da się im zastraszyć. Wzięła głęboki wdech i ruszyła w ich kierunku.
Stanęła w pewnej odległości od nich. Mimo wszystko, nie chciała się do nich za bardzo zbliżać. Starszy z nich palił papierosa.
- Czego znowu ode mnie chcecie? - zapytała, starając się zapanować nad strachem i złością.
- Przyszliśmy tylko porozmawiać. - Wzruszył ramionami Tom.
- Jak zwykle - mruknęła Maya. - Więc słucham, co macie mi tym razem do powiedzenia.
- Uciekłaś naszemu Mistrzowi, ale od nas się nie odczepisz. W końcu zdobędziemy to, na czym nam zależy. Bez względu na cenę - wywarczał Nate.
- Ale czego wy ode mnie chcecie? Chodzi wam o ten cały Elessar, o którym mówił Malcolm? - zapytała drżącym głosem. Wcześniej nie wiązała swoich dziwnych snów z pobytem z wielkie twierdzy Gwardii.
"A może to wszystko jest połączone w jedną wielką intrygę?" - zastanawiała się.
- Czyli jednak coś o nim wiesz? - zainteresował się Tom.
- Mówiłam to już wtedy, u Malcolma i powiem to jeszcze raz. Nic nie wiem, o żadnym Elessarze! Zostawcie mnie w spokoju! Jestem zwykłą dziewczyną. Chodzę do szkoły, mam chłopaka... Nie mam z wami nic wspólnego. A już zwłaszcza z Elessarem.
- Nie jesteś zwykłą dziewczyną. Jesteś Strażniczką. Wiemy, że to cię upoważnia do pewnych rzeczy, na przykład do tego, że nie możesz mówić o skarbie, którego strzeżesz, ale gdybyś była, jak mówisz, tylko normalną nastolatką, nie uciekłabyś z domu, nie ukrywała. Ja wiem, że kłamiesz. I wkrótce wydobędziemy od ciebie potrzebne informacje. Prędzej czy później. - Nate zgasił papierosa i zapalił kolejnego. Maya nieco się przeraziła. Nie zdawała sobie sprawy, że tyle wiedzą. Na szczęście nie powiedzieli, gdzie się ukryła, więc istniał choć cień szansy, że nie wiedzą gdzie znalazła kryjówkę. Czyli że dobrze wybrała, zgadzając się zamieszkać u Shane'a. Właśnie, skoro była u Shane'a, to jakim cudem znalazła się u siebie w domu?
Gdy zaczęła się nad tym zastanawiać, chłopcy zaklęli cicho i uciekli spod jabłoni. Maya została sama a wszystko wokół niej zaczęło wirować...
Obudziła się zlana potem. Siedziała na łóżku, cała kołdra leżała skopana na podłodze. Dyszała ciężko. Miała trudności ze złapaniem oddechu, a w głowie jej się kręciło. Przymknęła na chwilę oczy. Po chwili wyszła z pokoju i skierowała się schodami w dół, do kuchni. Drogę oświetlała sobie telefonem.
Shane zaskoczył ją. Stał oparty o drzwi lodówki i pił coś z czerwonej szklanki. Gdy ją zauważył, wzdrygnął się. Odstawił szklankę na blat i uśmiechnął do dziewczyny.
- Co ty tu robisz? - zdziwiła się.
- Mógłbym cię zapytać o to samo - odparował.
- Pierwsza zadałam pytanie - zauważyła. Wzięła czystą szklankę z szafki i nalała sobie wody, którą jednym łykiem wypiła.
- Jakoś nie mogłem spać i postanowiłem zejść na dół. A ty?
- Miałam dziwny sen - przyznała. Nie myśląc nad tym, co mówi, opowiedziała chłopakowi koszmar.
- Tak, to rzeczywiście dziwny sen - przyznał. - Hej, cała się trzęsiesz. Wszystko okej? - zapytał, podchodząc do niej i łapiąc ją za ręce.
- Po prostu... Trochę się wystraszyłam. Wiesz, wyglądali trochę strasznie... - Westchnęła.
- Jestem tutaj, nic ci nie grozi. Nie masz się czym martwić. Tutaj jesteś bezpieczna.
- Dziękuję.
Chłopak przytulił ją delikatnie. Oparła głowę na jego ramieniu i wdychała przyjemny zapach jego skóry.
Następnego dnia po wycieczce w klasie Mayi było bardzo miało uczniów. Jak zapowiedziała Maggie, przyszły Chloe i Adison oraz dwaj chłopcy, którzy rozchorowali się tuż przed wyjazdem i nie pojechali z resztą klasy. Na lekcjach niewiele robili, głównie grali w gry, bo nie opłacało się realizować materiału z czworgiem uczniów, skoro następnego dnia przyjdzie reszta i oznajmi, że ich nie było i że nie rozumieją tego czy owego.
W czwartek przybyli już prawie wszyscy. Tylko Maya nie pojawiła się w szkole. Diana bardzo się denerwowała i martwiła o przyjaciółkę, ale ta ani nie odbierała telefonu, ani nie odpisywała na smsy.
- Musiało się coś stać - zawyrokowała podczas lunchu, gdy we trzy siedziały na stołówce, jedząc drugie śniadanie.
- A ty znowu swoje. Nie możesz pojąć, że się nadal na nas obraża? - odezwała się Chloe między jednym gryzem kanapki a drugim.
- Po pierwsze nie obraża. Po drugie to z wami się nie dogaduje. Jakbyście nie zauważyły to przez ostatnie parę dni znów się do siebie odzywałyśmy. To musiało być coś poważnego. Czas porozmawiać z Shanem i Adamem - postanowiła, wstając od stołu. Zmięła w dłoni serwetkę i rzuciła ją na opakowanie po drugim śniadaniu.
- Spoufalasz się z nimi? - zawołała Wen nieco zbyt głośno. Dwie dziewczyny przy sąsiednim stoliku odwróciły się w jej stronę niezadowolone z zakłócania posiłku głośnymi krzykami.
- Kolegujemy się. To naprawdę spoko chłopaki. Poza tym bardzo pomogli Mayi. Ona ich lubi i ja też. Nie ma w tym nic złego - oznajmiła, odchodząc.
- Niemożliwe - westchnęła Chloe, patrząc na oddalającą się przyjaciółkę
- A jednak!
- Ciekawe, co jej powiedzą - zastanawiała się głośno brunetka.
- Nagle zaczęło cię obchodzić, co oni myślą? - zapytała Wendy.
- Nie, oczywiście, że nie. Zastanawiałam się tylko... Diana może mieć trochę racji. Przecież do niej się odzywała, prawda? - spytała. - Jestem tylko ciekawa, o co znowu się na nią obraziła. Pewnie o jakąś błahostkę. Znając ją...
Diana podeszła do stolika, przy którym siedzieli Adam, Shane, Kevin i Mark. Ad wyglądał na smutnego, nie udzielał się w dyskusji, jaką prowadzili chłopcy. Stał się cichy i markotny. I tylko on wiedział, jaki jest powód jego złego nastroju.
Shane natomiast był szczęśliwy jak nigdy. Śmiał się z kumplami, głośno rozmawiał i nawet nie zwracał uwagi na cichego przyjaciela. Chociaż widział, że coś było nie tak, wolał nie pytać. Domyślał się, że to miało związek z Mayą i z tym, że nie podobało mu się to, że dziewczyna u niego zamieszkała. Znał go nie od dziś i zauważał, kiedy chłopak był zazdrosny. Podły nastrój przyjaciela dawał mu jakąś satysfakcję, choć w głębi duszy współczuł mu z całego serca. Nagle zaczął się zastanawiać, jak on zareagowałby, gdyby był na miejscu Adama.
Szatynka stanęła tak, by widzieć wszystkich.
- Wiecie, co się dzieje z Mayą? - spytała, patrząc głównie na Adama. W końcu to on był jej chłopakiem. Powinien więc coś wiedzieć.
- Ona... Źle się czuje, Kompletnie nie ma na nic siły. Złapało ją chyba straszne choróbsko. Leży cały czas w łóżku - odpowiedział szybko Shane. Zdziwiona Diana przeniosła wzrok na niego.
- Skąd wiesz? Rozmawiałeś z nią?Bo ja dzwonię do niej od wczoraj i nie odbiera...
- Gadałem z Joshem. Mogę mu przekazać, żeby powiedział Mayi, że się o nią martwisz. - Wzruszył ramionami.
- Naprawdę? Dziękuję. Powiedz mu też, że jak tylko poczuje się lepiej, to niech do mnie zadzwoni albo napisze.
- Jasne, nie ma sprawy. - Uśmiechnął się.
- Dzięki jeszcze raz.
- Nie ma za co. I nie przejmuj się tak. Jak szybko choroba przyszła, tak szybko minie.
- Mam nadzieję... To do zobaczenia! - Pomachała im na pożegnanie i odeszła.
- Ty, przecież Maya... - zaczął Adam, budząc się z zamyślenia. Nie słuchał uważnie słów kolegi, ale wiedział, co powiedział. I że to było kłamstwo. Shane stanowczo mu przerwał, nie pozwalając wypowiedzieć do końca zdania.
- Jest chora! - warknął cicho.
- Aha - mruknął Adam, zamykając sobie usta kanapką z szynką. Już nic z tego nie rozumiał. - Przyjdę dzisiaj do ciebie po szkole, okej? - powiedział. Blondyn wzruszył tylko ramionami. Nie za bardzo mu się to podobało, ale nie mógł zabronić mu odwiedzać ani jego, ani tym bardziej Mayi.
- Maya jest chora. A nie mówiłam, że to coś poważnego? - Uśmiechnęła się tryumfalnie.
- Wierzysz im? - Prychnęła Chloe, unosząc wysoko brwi.
- Oczywiście, że tak. Poza tym sama tak myślałam - że stało się coś złego. Poprosiłam Shane'a, by przekazał jej żeby się do mnie odezwała, gdy tylko będzie mogła.
- To on ma z nią kontakt, a ty już nie? - zdziwiła się Wendy.
- Rozmawiał z Joshem. - Westchnęła Diana. - Czy wy zawsze musicie być takie podejrzliwe? Nie mam już na to siły. Muszę wziąć książki z szafki. Mam kartkówkę na szóstej lekcji i powinnam się pouczyć. Do zobaczenia później! - pożegnała się. Już po chwili wyszła ze stołówki.
- Maya przekabaciła ją na swoją stronę. Ona to potrafi owinąć sobie wszystkich wokół palca - zawołała z udawanym uznaniem Chloe. Wen jej przytaknęła, sącząc sok z kartonika. - Jeszcze zobaczymy, kto ma rację, gdy wszystko wyjdzie na jaw. Wtedy wszyscy będą pod wrażeniem naszej inteligencji i sprytu. - Dziewczyny zaśmiały się, przybijając sobie nad stołem piątkę.
"Kiedyś czytelniczka mojego bloga zapytała mnie, skąd biorę pomysły na historie, które opisuję. Nie wiedziała, jak jej odpowiedzieć. Myślałam, że czerpię je z książek, filmów czy seriali albo innych opowiadań. Tak. Ale tylko po części. Najwięcej pomysłów przychodzi, gdy jestem sama, gdy się myję czy kładę spać.
Dopiero wtedy zauważyłam, że jestem typem samotnika. Tak, to prawda, że lubię spędzać czas w szkole wśród uczniów i kolegów. Ale do czasu. Czasem mam dość tego ich jazgotu, tych "problemów". "Jaką bluzkę założyć, żeby zwrócił na mnie uwagę?" Czerwień, czy róż?" Żenada.
Właśnie wtedy mam ochotę zamknąć się gdzieś, gdzie nikt mnie nie znajdzie, przytulić się do poduszki i płakać. Płakać nad swoim życiem. Płakać nad życiem innych. Często wtedy, właśnie w tej samotności coś mi świta w głowie. Jakiś pomysł, który muszę zapisać, bo inaczej uleci jak dmuchawiec na wietrze.
Część historii to także opowieść o moim życiu. O moich marzeniach, snach, pragnieniach. Rzeczy wymyślone przeze mnie umyślnie, to tylko kropla w morzu potrzeb.
Proszę, nie odchodź. Nie jestem jeszcze gotowa na pożegnanie...
Jestem w trakcie czytania "Pamiętnika Narkomanki" Barbary Rosiek. Z każdą przeczytaną kartką coraz bardziej utożsamiam się z Baśką. Co prawda nie ćpam i nie choruję, ale też czasami chciałabym umrzeć, jednak coś mnie powstrzymuje. Boję się. Boję się, co będzie po. Co będzie ze mną TAM dalej? Chciałabym, tak jak Baśka, w końcu się zakochać. Mieć osobę, do której mogłabym się przytulić.
Życie to kręte uliczki, wśród których można się pogubić.
Tak, ja już dawno pogubiłam się w swoim życiu. Nie wiem, po co żyję, dla kogo. Chyba tylko dla siebie samej.
Na razie dobrze jest tak, jak jest. Siedzę sama w domu, nikt do mnie nie pisze, nikt się nie odzywa. To boli. Myślę, że nikomu już na mnie nie zależy.I chyba to prawda. Więc się nie łudzę i nie oszukuję i jest mi nawet okej. Lubię być sama. Wtedy mam czas na pisanie. A to jest dla mnie ważne. Gdyby mi to zabrano, to nie pozostałoby mi już nic, dzięki czemu mogłabym żyć.
Tak, jestem samotnikiem i dobrze mi z tym. Nie umiem kontaktować się z innymi, nie umiem rozmawiać o swoich problemach. Zraziłam się do gatunku ludzkiego. Ćpają, piją, sprzedają swoje ciało. Obchodzą ich tylko problemy związane z nimi, a utrapienia innych, może bardziej potrzebujących, mają gdzieś. Nienawidzę takich ludzi, choć czasem jestem jedną z nich. Wtedy nienawidzę też siebie. Najgorsi są tacy, którzy są "przyjaciółmi", ale tylko śmieją się z tobą. Już nie płaczą, choć to w smutku najbardziej potrzebujemy bliskości drugiej osoby.
Oceniaj mnie dopiero wtedy, gdy mnie poznasz. A więc nie oceniaj nigdy. - Eminem."
Nikt nie wiedział, że te słowa, wypowiedziane przez jej bohaterkę na blogu, to cała prawda o niej. Pisała to dawno temu, już nawet nie pamiętała, kiedy, ale właśnie tak się czuła Maya. Odrzucona, niekochana, niepotrzebna.
![]() |
| Maya |
Otuliła się jeszcze bardziej za dużą bluzą chłopaka, bo zrobiło jej się zimno. Pożyczył jej to ubranie, gdy wychodził do szkoły, a ona zeszła na śniadanie okryta cienkim kocem wygrzebanym z szafy. Wciągnęła mocno zapach Shane'a, którym przesiąknięta była jego bluza.
To nie mieściło jej się w głowie. Za dużo wrażeń jak dla niej. Za dużo się działo wokół i miała kompletny mętlik. Starała to sobie wszystko poukładać w punktach, ale zawsze coś jej przeszkadzało. Tym razem było to ciche pukanie do drzwi. Odłożyła więc laptopa na bok, zeszła z łóżka i podeszłą do drzwi. Otworzyła je a za nimi stał Shane. Uśmiechnął się do niej, podnosząc tacę z parującym kubkiem.
- Cześć, przyniosłem kakao. Pomyślałem, że dobrze ci zrobi. Ja zawsze uwielbiam pić kakao, gdy mam gorszy dzień. A wydawało mi się, że wstałaś lewą nogą i...
- Dziękuję - przerwała mu jego paplaninę. - To miło z twojej strony. Proszę, wejdź. - Przesunęła się, by mógł wejść do pokoju. Chłopak zrobił parę kroków. Zatrzymał się przy stoliku, na którym położył tacę z kubkiem kakao. - Wiesz, zastanawiałam się, kiedy mogłabym iść do szkoły. Czy twoja mama nie wspominała o tym? - zapytała, spoglądając uważnie na chłopaka.
- Przykro mi, ale twoja mama powiedziała, że do końca tygodnia masz siedzieć w domu - przyznał ze skuszoną miną.
- Ale ja muszę się uczyć Muszę poprawić ocenę z fizyki! A tutaj nawet nie mam książek, żeby się przygotować do testu, który mam pisać we wtorek. Ja muszę wrócić do domu po zeszyty i notatki! - postanowiła.
- O nie, nie, nie! Nie ma mowy. Obiecałem mamie, że się tobą zajmę. Więc nie pozwolę ci teraz ot tak sobie wyjechać. Zostajesz tutaj, rozumiesz?
- Ale... - Chciała zaprotestować, lecz Shane jej na to nie pozwolił.
- Słuchaj, jeśli naprawdę ci na tym zależy, mogę jechać jutro po szkole do ciebie i zabrać parę rzeczy.
- Naprawdę? Mógłbyś? - zapytała, nieco udobruchana. Blondyn pokiwał głową. - Zostaje tylko kwestia szkoły. Jak ja się wytłumaczę z prawie tygodniowej nieobecności? - zastanawiała się.
- O to też się nie martw. Powiedziałem dzisiaj Dianie, że zachorowałaś. A propos niej, prosiła, żeby ci przekazać, żebyś się do niej odezwała. Martwiła się o ciebie.
- Dziękuję. Za chwilę do niej zadzwonię - obiecała. - A ty co będziesz robił? Jakieś plany? - zainteresowała się.
- Muszę pomóc ojcu w czymś i za chwilę wyjeżdżamy, ale mama jest na dole. Poza tym Adam wspominał coś o tym, że wpadnie po lekcjach. Raczej nie do mnie tylko do ciebie, więc będziesz miała gościa.
- Dlaczego nie do ciebie? Co się stało? Pokłóciliście się? - zmartwiła się Maya.
- Nic tylko wydaje mi się, że Adam jest trochę zazdrosny o to, że u mnie mieszkasz. Sam nie wiem, ostatnio w ogóle się do mnie nie odzywał i trudno mi cokolwiek powiedzieć. Może tobie uda się coś z niego wyciągnąć. Dzisiaj w szkole był nadzwyczaj cichy.
- Tak, to do niego niepodobne. Normalnie słychać go na całym korytarzu. - Zaśmiali się.
- Muszę już lecieć. - Westchnął. - Powinniśmy wrócić przed wieczorem. Jakbyś czegoś potrzebowała to mama powinna siedzieć w salonie albo w kuchni. No i pamiętaj o Adamie. Do zobaczenia! - pożegnał się i wyszedł z pokoju. Po trzaśnięciu drzwiami, Maya usłyszała jego kroki na schodach. Została sama. Westchnęła cicho. Wzięła do rąk gorący kubek i usiadła z nim na łóżku. Wzięła z powrotem laptopa na kolana. Pijąc ciepłe kakao, przeglądała różne strony internetowe.
Wyłączyła laptop, gdy skończyła pić kakao. Podniosła się z łóżka, wzięła tackę i kubek i zeszła z nimi na dół. Po drodze niektóre schody cicho skrzypiały, co nie umknęło uwadze Mayi.
Po kuchni krzątała się mama Shane'a. Wesoła, uśmiechnięta od ucha do ucha, nuciła pod nosem jakąś melodię. Gdy ujrzała Mayę w drzwiach, zaprosiła ją gestem do środka.
- Dzień dobry - przywitała się grzecznie. Kobieta wyszła z domu wcześnie rano i nie tak dano wróciła, więc dziewczyna widziała ją po raz pierwszy tego dnia.
- Masz ochotę na herbatę? - zaproponowała. Maya pokręciła głową, odstawiając pusty kubek na blat szafki. - To może jesteś głodna? Właśnie miałam przyszykować coś dla siebie.
- Nie, dziękuję.
- Proszę, usiądź. - Wskazała jej miejsce po drugiej stronie wyspy, gdzie rano razem z Shanem jadła śniadanie. Dziewczyna posłusznie usiadła, patrząc uważnie na panią Shay. - Wyspałaś się? - zapytała. Zaczęła wyciągać z lodówki różne opakowania i garnki. Dziewczyna nie wiedziała, czy skłamać, czy powiedzieć prawdę. Kobieta wyglądała na taką, której w żaden sposób nie da się oszukać. Z drugiej jednak strony nie chciała jej urazić.
- Nie za bardzo - przyznała, spuszczając głowę.
- Ach, nie dziwię się. Shane mówił, że miałaś koszmary. Ale zapewniam cię, z czasem to minie - wyznała. Usiadła naprzeciwko Mayi z talerzem pełnym jedzenia. Obok postawiła kubek z parującą herbatą i zaczęła powoli wszystko jeść. - Rozmawiałam sobie z Shanem przed jego wyjściem. Wiesz, chciałam się czegoś o tobie dowiedzieć, ale mój syn jest... Strasznie trudno namówić go do zwierzeń. Poza tym pomyślałam, że lepiej cię poznam, gdy z tobą porozmawiam. Jedyne, co udało mi się z niego wyciągnąć to to, że piszesz. Muszę przyznać, jestem pod wrażeniem. Oczywiście ja nawet głupiej rozprawki do szkoły nie potrafiłam skończyć i chyba wiem, dlaczego Shane'owi również nie idzie angielski. - Zaśmiała się serdecznie. - Mogłabym, jeśli to żaden problem, przeczytać choć kawałek? Bardzo mnie ta sprawa zainteresowała.
- Och - zdziwiła się Maya. Jeszcze nikt z dorosłych nie poprosił ją o jej opowiadanie. - No dobrze. Mam... Mam na komputerze. - Wskazała palcem sufit. - Mogę przynieść, jeśli pani chce...
- Bardzo - podkreśliła kobieta. Więc dziewczyna pobiegła na górę, wzięła laptopa i przyniosła go do kuchni. Postawiła go na blacie przed panią Shay, otwierając wcześniej odpowiedni plik. Maya przyglądała się uważnie kobiecie, która odłożyła na bok jedzenie i zajęła się czytaniem opowiadania. Na jej twarzy odmalowywały się różne emocje - od zdziwienia, przez niedowierzanie do fascynacji.
- Jak... Jakim cudem udaje ci się napisać coś tak wspaniałego? - spytała, gdy w końcu oderwała wzrok od ekranu laptopa. Spojrzała swoimi mądrymi oczami w oczy blondynki.
- No... Normalnie - zawahała się. - Siadam na podłodze, opieram się o łóżko, patrzę przez okno na niebo, w tle słychać muzykę, ja na kolanach mam zeszyt, w ręce trzymam długopis, a obok mnie leży otwarta książka.
- Po co ci to wszystko? - zdziwiła się.
- W zeszycie piszę długopisem. Książka daje mi motywację, jako taką wenę, pomysły. Wie pani, mając ją przy sobie, widzę, że komuś się udało, że napisał opowiadanie, wydał i teraz czytają go miliony. Lubię marzyć o tym, że w przyszłości ja też będę taka sławna, że moje pomysły dadzą inspiracji nowym pokoleniom pisarzy. Ale przejdźmy dalej. Muzyka pozwala mi się wyciszyć. Czasem, gdy już nie wiem, co pisać, wsłuchuję się w słowa piosenki i z czasem przychodzi do mnie nowy pomysł. Muzyka nastraja... Gdy siedzę na podłodze to czuję, jakbym była daleko od świata, ale spoglądając w niebo, uświadamiam sobie, że to świat jest daleko. Ja jestem tam, gdzie byłam. Siedzę na podłodze w moim pokoju...
- Niewiarygodne... Żeby szesnastolatka pisała z taką pasją, tak wielkim uczuciem... Od razu widać, że masz do tego talent. Ogromny. - Uśmiechnęła się. - Na pewno wszyscy ci go zazdroszczą.
- Tak naprawdę mało osób wie, co tak naprawdę robię. Pani dowiedziała się jako pierwsza z dorosłych. Jedynie Shane, Josh i... I moje przyjaciółki. - Westchnęła, przymykając na chwilę oczy. - Chyba... Chyba pójdę już. Na pewno ma pani dużo na głowie, nie chcę pani przeszkadzać.
- Dobrze, idź. Ja za kilka minut muszę wyjść. Powinnam zrobić zakupy. Nie pogniewasz się, jeśli zostawię cię na chwilkę samą? - zapytała.
- Nie, oczywiście, że nie. Niech się pani o mnie nie martwi. Poradzę sobie. Z resztą Shane coś wspominał o Adamie. Podobno ma wpaść.
- Tak, tak. Też mi o tym mówił. No to ja będę się zbierać. Czuj się jak u siebie w domu. Może znajdziesz tutaj coś, co pomoże ci napisać coś równie pięknego jak to. - Wskazała na laptopa.
- Dziękuję - odparła i wstała razem z kobietą.
- No to do zobaczenia!
- Do widzenia - pożegnała się uprzejmie. Wzięła komputer ze sobą. Weszła na pierwsze piętro, gdy usłyszała trzaśnięcie drzwi i szczęk kluczy w zamku. Pani Shay zamknęła ją w tym wielkim domu na dobrą godzinę. Oparła rękę na końcu drewnianej barierki, w miejscu ciemnego sęku. Coś głucho kliknęło, a dziewczyna szybko odskoczyła, wystraszona hałasem.
Nagle przed nią otworzyły się ukryte w ścianie drzwi, za którymi zobaczyła drewniane schody. Rozejrzała się więc dookoła. Zaciekawiona zajrzała do ukrytego pomieszczenia. Gdy przekroczyła próg, drzwi za nią zatrzasnęły się i nastała ciemność.
~~~*~~~*~~~*~~~
Hej, hej :) Mam tylko Wam do przekazania parę informacji i już się zmywam.
No więc po pierwsze: strasznie mi się pisze takie zwyczajne życie, jakie było w tym rozdziale. Najlepiej opisywało mi się początek i koniec. Środek był kompletną katastrofą.
Kolejny będzie bardziej ciekawy, mam przynajmniej taką nadzieję. No i będzie ważny - mam nadzieję, że wyjdzie mi odpowiednio dobrze ;p
Jeśli zdążę będę miała w tygodniu dla Was niespodziankę - może do kolejnego piątku uda mi się. Musicie tylko napisać w komentarzach, z kim chcielibyście zobaczyć rozdział, o kim chcielibyście się dowiedzieć czegoś więcej. Może macie jakieś konkretne pytania co do tych postaci, na które mogłabym odpowiedzieć w rozdziałach :) Bardzo mi na tym zależy, dlatego proszę Was o to :) Mogłam nieco wcześniej, ale dopiero nie tak dawno wpadłam na ten pomysł :)
Mam nadzieję, że to już wszystko :) Pozdrawiam Was serdecznie!
Subskrybuj:
Posty (Atom)














