Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dark story. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dark story. Pokaż wszystkie posty

sobota, 9 kwietnia 2016

Dziedzictwo mroku,czyli wilkołactwo w nowym wydaniu.

Polski tytuł: Dziedzictwo mroku
Oryginalny tytuł: The Dark Divine
Autorka: Bree Despain
Wydawnictwo: Galeria Książki
Kategoria: fantastyka



Książkę znalazłam w internecie, kiedy poszukiwałam czegoś, co mogłabym przeczytać. Była w przecenie, sam opis, jak i okładka mnie zaintrygowały. Postanowiłam dać szansę tej serii. 

W przeszłości rodziny Divine wydarzyło się coś, o czym się nie wspomina. Coś, o czym Grace nie ma zielonego pojęcia, choć bardzo by chciała. Przecież to tej jednej nocy straciła ukochaną osobę, najlepszego przyjaciela. Nagle tak po prostu odszedł. Tej samej nocy znalazła swojego brata całego zalanego krwią i od tamtej pory nie wspomina już przyjaciela z dzieciństwa. 
Wszystko wywraca się do góry nogami, kiedy Daniel wraca, by skończyć szkołę i móc iść na wymarzone studia. Grace znów zbliża się do chłopaka, co bardzo denerwuje jej brata, który wolałby, by jego rodzina nie miała już z nim nic wspólnego. 
Pojawienie się Daniela spowodowało, że Grace chce jeszcze bardziej poznać sekret z przeszłości i jest zdeterminowana, by dotrzeć do sedna sprawy z tej nocy, kiedy po raz ostatni widziała Daniela. Dziewczyna musi poznać mroczną tajemnicę Daniela oraz znaleźć sposób na to, by uratować nie tylko jego, ale i swoich bliskich, co okazuje się nie być takie proste, jakby się na początku wydawało. 
Na początku opowieść nudzi. Pojawia się cała rodzina pastora, która zachowuje się, jak na taką rodzinę przystało. Rodzeństwo pomaga w przykościelnych organizacjach, dobrze się uczy, nie można im nic zarzucić. Wręcz przeciwnie, staje się to odrobinę sztuczne i irytujące. Jude, brat głównej bohaterki od początku kreowany na superbohatera, po kilku stronach po prostu mnie zdenerwował i miałam ochotę kopnąć go w cztery litery. Już go później nie polubiłam, ale w każdej książce znajdzie się bohater, którego nigdy nie polubimy. 
Po przeczytaniu całej książki wydawało mi się, że bohaterowie byli mało opisani. Może nie chodzi tutaj o ogólne przedstawienie, bo dobrze wiedziałam, kto kim jest (choć muszę przyznać, że dopiero po kilku stronach). Chodziło mi bardziej o to, że mało ukazało się informacji o ich wyglądzie. Dopiero po kilkunastu rozdziałach, dotarła do mnie informacja, jakie główna bohaterka ma włosy. Więc w tym miejscu ubolewałam nad tymi drobnymi ubytkami. 

Uwielbiam historię przedstawioną w tej książce. Coś innego, troszkę świeżości powiało w temat wilkołaków i innych istot nadprzyrodzonych. Pojawia się wątek z Bogiem, z jego wysłannikami, którzy mieli rozprawić się ze złem. Spodobało mi się to wyjaśnienie wilkołaków, jak i tego, jak bestia czasem może przejąć kontrolę nad ciałem. To już nie takie spokojne wilczki jakie ukazano w postaci Jacoba w "Zmierzchu" tylko prawdziwe zwierzęce instynkty. 
Intrygujące w opowieści są listy, które mają pomóc Grace w rozwiązaniu zagadki i uratowaniu Daniela. Mężczyzna opisywał, jak szukał wilkołaków i wierzył, że da się je wyleczyć z ich przekleństwa.
Książkę mogę gorąco polecić na chłodny wieczór osobom, które lubują się w klimatach fantastycznych, ponieważ oprócz tych wątków z wilkołactwem, pojawiają się te z przyjaźnią Grace i April oraz miłości Daniela i Grace. Reszta jest gdzieś w tle i w sumie mnie to nie przeszkadza, ale może komuś innemu się to nie spodoba.
Opowieść wciąga i naprawdę lekko się ją czyta, pióro autorki nie męczy. Bohaterowie również nie są źli pod tym względem, że niczego im nie brakuje. Skromny i zagubiony Daniel, wściekły na każdego Jude i próbująca uratować cały świat Grace. Jest jeszcze Pete, który wydaje się najprzystojniejszy po Jude i jest naprawdę opiekuńczy i słodki a April jest zakręcona i wydaje się za bardzo niewinna, by móc ją wplątywać w ten zły świat, w który właśnie wkroczyła Grace.

Jak zakończy się historia Grace, Daniela i Juda? Według mnie zaskoczy choć część was. Oczywiście opowieść odkrywa po kolei swoje tajemnice, ale sama końcówka oraz to, co stało się z Grace i Judem jest trudne i na pewno nie tego spodziewalibyście się, czytając początek o perfekcyjnej rodzinie Divine. 
Już czytam kolejną część a moja mama już jest po lekturze i powiedziała mi, że się całkowicie załamała ostatnimi rozdziałami. Już nie mogę się doczekać, kiedy dowiem się, co miała na myśli. Jak wspominałam, historia jest wciągająca i czasem po prostu nie można się od niej oderwać. 

czwartek, 24 kwietnia 2014

~16~


    Nie widziała, dokąd idzie. Łzy zasłoniły jej drogę. Zauważała jedynie zamazane kształty. To dlatego bez przeszkód przeszła przez drzwi. Dalej było już gorzej. Zaczęła szybciej mrugać, by pozbyć się słonych kropelek. Trochę pomogło.
    Nogi poprowadziły ją do drewnianej huśtawki. Usiadła na niej, kuląc się. Niewidzącym wzrokiem spoglądała na płot przed nią. Łzy spływały po jej zimnych policzkach. Pragnęła oczyścić umysł z wszelkich złych myśli, lecz na próżno się starała. Gdy pozbyła się jednej na jej miejsce pojawiały się dwie kolejne.
    Po chwili wyciągnęła telefon. Żałowała, że nie miała przy sobie swojego zeszytu i ulubionego, różowego długopisu. Został jej tylko notatnik w telefonie. Ale to jej wystarczyło. Odblokowała go. Zaczęła pisać, to co leżało jej na sercu.

    "Czuję taką ogromną pustkę, której nie potrafię niczym zapełnić. Samotność mi dokucza, choć gdy jestem z kimś to pragnę zostać sama. Pogubiłam się. Straciłam sens życia, straciłam, sama nie wiem dlaczego, kiedy i przez co, część siebie. Czuję jakby ubywało mnie jeszcze bardziej z każdym dniem. Nie oczekuję, że ktoś mnie zrozumie. Pragnę tylko odrobiny współczucia, wsparcia w tych trudnych chwilach. Niestety, nie doświadczam tego za dużo, a nie jestem osobą, która domaga się czegoś, zwierza się ze swych problemów ot tak. Nie lubię mówić o sobie, ale czasami trzeba. 
    Czy ja tak wiele chcę??


Krwawię, cicho płacząc.
Płaczę, cicho krwawiąc.

    Jest mi źle, a najbliższe mi osoby, z którymi mogłabym porozmawiać szczerze i na żywo się do mnie nie odzywają. Nie obchodzi ich mój ból. To takie niesprawiedliwe! Ja starałam się być przy nich, gdy coś szło nie tak jak powinno. Wspierałam je, złorzeczyłam tym, którzy nadepnęli im na odcisk. Czasami zastanawiam się, czy moje serce nie jest jakieś zepsute. To najprostsze wytłumaczenie. Zawsze muszę trafić na kogoś, kto złamie mi serce. Po ostatnim razie myślałam, że to już niemożliwe, że już jestem uodporniona na takie wstrząsy. Okazało się jednak, że Bóg napisał dla mnie nową historię życia. A każda następna jest gorsza, boleśniejsza od poprzedniej. 


Na samotność skazują człowieka nie wrogowie, lecz przyjaciele. 

    Próbuję cierpienie zagłuszyć muzyką tak głośną, że aż uszy bolą, ale to nic nie daje. Nadal płaczę, tęskniąc za czymś, czego nie miałam i nie dane mi jest mieć. Nie potrafię pojąć, co mi jest. Po prostu płaczę, a nikt obok nie widzi, co się ze mną dzieje. Przynajmniej nie widzą ci, na których mi najbardziej zależy. Ślepcy!
    Ale może i ja jestem ślepa i głucha na ich ból? Jeśli tak to przepraszam was! Jestem tak głupia! Tak zagubiona w tym wielkim świecie! Samotna wśród tylu ludzi! Tak mała w ogromie zabudowań, tłumów! Tak naiwnie kochająca wśród kłamstwa i zdrady! Nieostrożna wśród drapieżników czyhających na moją pomyłkę! Po prostu jestem sobą i to mnie zabija od wewnątrz! 
    Jeśli ktoś to przeczyta, nim będzie za późno, krzyczę do Ciebie!
    Pomocy!
    Proszę..."

    Gdy skończyła, poczuła się nieco lepiej. Wyrzuciła z siebie część smutków, lecz to nie było to samo, co wyżalenie się komuś. Nie usłyszała od telefonu słowa pocieszenia, którego w obecnej sytuacji najbardziej potrzebowała.
    Po chwili usłyszała czyjś głos, który zbliżał się do niej z każdym kolejnym krokiem. Spróbowała doprowadzić się do porządku, lecz nim upłynęła sekunda, zdała sobie sprawę, że tylko niepotrzebnie się trudzi. Starła tylko łzy, które nagromadziły jej się w oczach i czekała z bijącym sercem na gościa.
    - Też się cieszę!
Alex
    Gdy Maya rozpoznała głos Alex, nieco się uspokoiła. Wyłoniwszy się zza rogu budynku, blondynka dostrzegła, że koleżanka rozmawiała z kimś przez telefon, śmiejąc się głośno.

    Alex, widząc dziewczynę, pomachała do niej. Gdy ta nie odwzajemniła gestu, nieco się zaniepokoiła.
    "Przecież zawsze tak robiłyśmy..."
    Pożegnała się ze swoim chłopakiem, wyłączyła komórkę i podeszła do Mayi. Usiadła obok niej na huśtawce i zaczęła się jej bacznie przyglądać. Zauważyła rozmazany nieco tusz pod oczami, pozostałości po płynących łzach, przekrwione oczy, delikatnie drżące dłonie. Położyła swoją rękę na jej i lekko ścisnęła. Zwróciła tym na siebie uwagę blondynki. Uśmiechnęła się do niej delikatnie. Nie wiedziała do końca, jak zacząć. Nigdy ze sobą tak szczerze nie rozmawiały o swoich prywatnych sprawach, ale w końcu musiał przyjść ten pierwszy raz.
    "Po prostu spytaj!" - nakazała sobie. Wzięła jeden głębszy wdech i odezwała się.
    - Co się stało?
    Maya spojrzała na nią, nieco zdezorientowana. Musiała minąć chwila, nim dotarł do niej sens zadanego pytania. Nie wahała się. Czuła, że może zaufać Alex, więc wyjawiła jej całą prawdę.
    - Szczerze to nie mam pojęcia. Dziewczyny sobie siedzą w pokoju, śmieją się, gadają o czymś, nie mam pojęcia o czym, jarają się Koreańczykami. Nie słuchają mnie. A ja chciałam im powiedzieć coś dla mnie ważnego, ale nawet nie zwróciły na mnie uwagi. Już nie czuję, że im na mnie zależy. Tak jakby ktoś przebił szpilką otaczający nas balon. Jakby do niedawna coś kurczowo trzymało mnie blisko nich i teraz ta siła nagle przestała działać i odepchnęła mnie daleko od nich. Sama do końca  tego nie rozumiem, więc nie wiem, jak ci to wytłumaczyć.
    - Czujesz się, jakbyś straciła przyjaciela... - podpowiedziała.
    - Czuję, jakby nigdy nie były moimi przyjaciółkami. Jeśli się pomyliłam to... To co? Tyle lat żyłam, myśląc, że mogę na nich polegać, wyjawiając im swoje tajemnice. Nie mam pojęcia, co ja teraz zrobię. Niby mam Josha i Alyss, ale to nie to samo. Oni są starsi, no i czasami fajnie jest mieć kogoś, na kim można polegać w szkole. Josh, jako chłopak, nie rozumie czasami moich decyzji i muszę mu tłumaczyć, dlaczego zrobiłam tak a nie inaczej. Z dziewczyną byłoby inaczej.
    - Wiesz, zawsze możesz na mnie liczyć - uśmiechnęła się.
    - Pewnie, ale ty masz swoją grupkę przyjaciół, ja miałam swoją. Jakoś nieswojo się czuję na samą myśl o tym, że mogłabym się zacząć kolegować z kimś innym.
    - To kwestia przyzwyczajenia. Ale do przyjaźni nie można nikogo zmusić.
    - Tak, to chyba dlatego, że się przyzwyczaiłam, że mogłam na nie liczyć i teraz nagle taki zawód...
    - Nie kolegowałam się z nimi jakoś mocno, ale mnie też powoli zaczynały wkurzać tą swoją gadką o Japonii, Korei, o tych "ślicznych" chłopakach. Każdy ma swój gust i to nawet nie o to chodzi, że mnie się nie podobają, bo na pewno jakiś jest ładny. Tylko że ja się koleguję z Adamem, Żabą, a one tak bardzo obnoszą się z tym, że są nietolerowane w klasie, że to jest... Robią z siebie takie ofiary losu - zaśmiała się cicho. - Przepraszam, to ty miałaś się wyżalać mi a nie ja tobie. Już cię słucham.
    - Nie masz za co przepraszać. To ja ci powinnam podziękować. Dobrze jest usłyszeć, że się nie zwariowało, że ktoś inny myśli podobnie, że wie, jak się czuję. Kochana jesteś! - Maya pocałowała Alex delikatnie w policzek.
    - Nie ma za co. Polecam się na przyszłość. To co, idziemy? Chłopaki prosili, bym namówiła cię na jakąś grę u nich. Co ty na to? Musisz iść, bo mi nie odpuszczą, gdy przyjdę sama! - zawołała Alex, ciągnąc koleżankę za rękę.
    - Za chwilę, ok? Powinnam zadzwonić do mamy. I może do Josha. Pewnie się martwią. Dawno z nimi nie rozmawiałam.
    - Ale widzimy się u Adama i Marka?!
    - Niech ci będzie! Choć myślałam, że mają mnie już serdecznie dość.
    - No coś ty! Uwierz mi! Na pewno nie mają cię dosyć! - uśmiechnęła się łobuzersko.
    - Ty coś wiesz - wytknęła jej Maya. - I mi nie powiesz? Swojej nowej najlepszej przyjaciółce?
    - Wybacz, nie mogę. Ale niedługo sama się dowiesz - krzyczała, oddalając się od nie. - Tylko pamiętaj, obiecałaś przyjść!
    - Wiem, wiem! - pomachała jej. Wyciągnęła telefon, gdy Alex odwróciła się i pobiegła w kierunku wejścia  do hotelu.
    Zawahała się. Czy była gotowa zmierzyć się z prawdą, która czekała na nią tak blisko, a jednak tak daleko? Czy potrafiłaby zapytać mamę o najistotniejsze rzeczy? I najważniejsze. Czy zrozumiałaby tok myślenia rodzicielki, który kazał jej Mayę okłamywać od samego początku.
    "Nie okłamywać, głupia!" - usłyszała cichy głosik w głowie. - "Po prostu nie powiedziała ci tej rzeczy. Na pewno miała ku temu powody."
    Mimo wszystko pierwszy wybrała numer Josha. Co się odwlecze, to nie uciecze. I tak czekała ją konfrontacja z mamą. Teraz wolała usłyszeć kojący głos przyjaciela.
    Odebrał niemal natychmiast. Jakby siedział przy telefonie od dłuższego czasu i czekał aż zadzwoni. To byłoby do niego podobne. Zawsze przejawiał wobec niej nadopiekuńczość. Czuł się w obowiązku ją chronić przed całym złem świata. Oczywiście przed wszystkim nie potrafił jej ochronić - tak jak to było teraz - i tym bardziej się zadręczał. To, że nie dawała znaku życia przez parę dni, było do niej kompletnie niepodobne.
    - No nareszcie! Już myślałem, że ci się coś stało! - zawołał na powitanie.
    - Hej - odezwała się cichutko. Nieważne, czy na nią krzyczał, był zły czy okazywał swą przyjacielską miłość - zawsze jego głos ją uspokajał. I tak było tym razem. Gdy tylko go usłyszała, lżej się jej zrobiło na sercu. Mimowolnie uśmiechnęła się i westchnęła prawie niesłyszalnie. - Co tam? Wszystko w porządku?
    - Co? To raczej ja powinienem zadawać te pytania! To ty nie odpisywałaś na moje smsy, nie oddzwaniałaś! Wiesz jak się martwiłem?
    - Przepraszam. Po prostu potrzebowałam czasu, by wszystko sobie poukładać. Rozmawiałam z Alex i stwierdziłam, że kto jak kto, ale ty jesteś moim przyjacielem. Bo jesteś, co nie? Nigdy byś mnie nie zdradził?
    - Co to w ogóle za pytanie? - oburzył się. - No jasne, że nie! Prawdziwi przyjaciele tak nie robią, przecież wiesz.
    - Ja tylko potrzebowałam potwierdzenia - szepnęła. - Dziękuję. Ja ciebie też nigdy nie zawiodę.
    - Wiem o tym i bez twoich zapewnień - zaśmiał się krótko. - To co, powiesz mi wreszcie co u ciebie?
    - A jak ma być? Nie słychać? Siedzę sobie na huśtawce i przed chwilą wypłakiwałam oczy przez takie jedne, ale już wszystko w porządku. Jak wspominałam, przyszła Alex, trochę pogadałyśmy. Czuję, że stoi za mną murem. Nie żebym zbierała armię, po prostu stara się mnie zrozumieć. Kto wie, może nawet rozumie mnie bardziej niż ja sama? Bo szczerze to od pewnego czasu siebie kompletnie nie ogarniam!
    - Szczerze? Ja również. Ale cieszę się, że już przestałaś się tak przejmować. Mówiłem, że nie warto.
    - Serio? Nie przypominam sobie.
    - No jak nie? Dokładnie tak mówiłem! Słowo w słowo!
    - Niech ci będzie. Nie mam siły na kłótnie - powiedziała pojednawczym tonem. - Lepiej opowiadaj, co u was!
    - Całkiem całkiem. Trochę nudno bez ciebie, ale dajemy radę. Alyss drażni się z Mayą, bo akurat jest u nas.
    - Och, czyli ci przeszkadzam? Czemu nie mówisz? Przecież Maya to święta rzecz! Nie może czekać na swojego księcia! - zawołała.
    - Przestań się wydurniać. Ona doskonale rozumie, że jesteś dla mnie jak siostra, tylko że trochę lepsza. Wie, że zamieniłbym się; Alyss odesłałbym twojej mamie a ciebie sobie przywłaszczył. Z tamtej nie ma za grosz pożytku! Au! To bolało!
    - Miało boleć! - W tle rozróżniła głos swojej blond przyjaciółki! - Wszystko słyszałam! Wiesz, też bym się zamieniła. Wolałabym mieć siostrę niż takiego brata jak ty! Hej, Maya! - Wyrwała telefon Joshowi i krzyczała teraz do słuchawki. - Ta dziewucha jest nie do zniesienia! Szarogęsi się tu już drugi dzień, doprowadza mnie do szału, a Josh ma do mnie ciągle pretensje, że się źle zachowuję! Gdybyś tylko tu była! Ty wiesz, co ona zrobiła? "Przez przypadek" przewróciła moje perfumy, które spadły na podłogę i roztrzaskały się w drobny mak! Te różowe! Słyszysz? A mój braciszek stwierdził, że i tak było ich niewiele, więc to żadna szkoda! Jednak mężczyzna nie zrozumie nigdy kobiety! - zakończyła z bólem.
    - Przykro mi. Wiem, że bardzo je lubiłaś. Ale przynajmniej będziemy miały pretekst, by jechać na kolejne zakupy - uśmiechnęła się Maya.
    - Oo tak! Zdecydowanie musimy się na nie wybrać! I Josh razem z nami! Tak tak, kochaniutki, będziesz odpokutowywał swoje winy jako tragarz i szofer. Gdy tylko Maya wróci! Właśnie, kiedy wracasz? - zaciekawiła się Alyss. Maya podliczyła szybko kolejne dni wycieczki. Nie wiedziała kiedy, straciła poczucie czasu. Czyżby minęło już tyle dni? Kiedy? Gdzie? Jeszcze raz wykonała rachunek. Tak, wszystko się zgadzało. - Za cztery dni.
    - To dobrze! Stęskniłam się, wiesz? Powinnam się na ciebie obrazić, bo obiecałaś dzwonić, a jak na razie to to jest twój pierwszy raz! Ale nie będę taka. Doskonale rozumiem, że masz inne zajęcia, na pewno ciekawsze - zaśmiała się pod nosem.
    - Muszę ci przypomnieć, że Maya nie jest taka jak ty - odezwał się Josh.
    - Och, proszę cię! Chyba tylko chory na umyśle nie bawiłby się na takiej wycieczce!
    "Ach, no tak, bo ja jestem chora na umyśle. Dlatego się nie potrafię bawić i cieszyć. Taak, to zdecydowanie o to chodziło." - westchnęła Maya.
    - Wiecie co, powinnam kończyć. Muszę jeszcze zadzwonić do mamy, a obiecałam kolegom, że wpadnę do nich i w coś zagramy. Jeśli znajdę czas to się jeszcze odezwę. Jeśli nie, to widzimy się za cztery dni. Pa! Kocham was!
    - My ciebie też! Cześć! - rozłączyła się. Odetchnęła głęboko. Jak dobrze było usłyszeć ich roześmiane głosy, te nad wyraz normalne problemy! Tak bardzo chciała mieć podobne rozterki! Jednak nie takie życie jej było pisane. Wzięła jeszcze jeden głęboki wdech i wybrała numer mamy. Spodziewała się tej samej bury, może nawet gorszej, co od Josha. Jednak nie. Jej rodzicielka przywitała się grzecznie po czym stwierdziła, że nie ma do niej żalu, że się nie odzywała. Po to przecież wyjechała. By cieszyć się wolnością. Maya zaśmiała się gorzko.
    - Wolnością powiadasz? No to posłuchaj, co mam ci do powiedzenia. - I opowiedziała jej wszystko. O porwaniu, o torturowaniu. Nie wspominała o kłótni z przyjaciółkami. Na to jeszcze przyjdzie pora. Teraz najważniejsze były inne pytania. - Więc jak, wiesz, kim są Strażniczki? I czy mają coś wspólnego z moim naszyjnikiem? Bo tylko tyle zdołałam wywnioskować. Zawsze powtarzałaś, bym strzegła go jak oka w głowie.
    - Tak - szepnęła.
    - To dlaczego mi nic o nich nie powiedziałaś? - wyrzuciła jej Maya.
    - Bo byłaś jeszcze za młoda! Naprawdę chcesz znać prawdę?
    - Jeszcze się pytasz? Oczywiście, że tak. Skoro mam za to coś zginąć, to chyba powinnam wiedzieć, ile warta byłaby moja śmierć. Czy w ogóle warto ginąć za taką małą rzecz.
    - Nie ocenia się rzeczy po pozorach! - upomniała ją mama. - I co ty wygadujesz? Nie umrzesz!
    - Tak? To ciekawe, bo już raz otarłam się o śmierć przez ten naszyjnik! Powiesz mi wreszcie, dlaczego jest taki ważny?
    - Tak, ale jeśli stoisz, to lepiej usiądź. I proszę, nie przerywaj mi, bo to długa historia i nie chcę niczego pominąć. Szkoda tylko, że musisz dowiedzieć się w ten sposób...


~~~*~~~*~~~*~~~

    Hej :) Macie wcześniej, bo tak. Długo musieliście na ten czekać, więc mogę trochę wcześniej dodać. Szkoda tylko, że jest coraz mnie wyświetleń i komentarzy. No nic, ale po dzisiejszej chemii i fizyce nic mnie już nie zdołuje ;p
    Nie wydaje Wam się czasami, że Maya ma jakieś dziwne huśtawki nastroju? :D Bo mnie to się zdaje co najmniej dziwne :D No ale to jest taka bohaterka, której szybko nie ujarzmię, dlatego za wszystkie niestosowne ustępstwa od normy przepraszam. No i koniecznie komentujcie. Może macie jakieś sugestie do tego, co miałoby się wydarzyć? :) Bo bardzo lubię czytać Wasze pomysły nawet jeśli miałabym ich nie użyć, ale może akurat, któryś mi się spodoba? :)
    Ściskam Was mocno!

wtorek, 1 października 2013

Love is blindness *end*

*
Lekarka zrobiła mi badanie USG i potwierdziła tylko to, co powiedział mi wczoraj doktor. Byłam, jestem w ciąży. Dostałam zdjęcie USG z podpisem, który to dzień i jaki etap rozwoju dziecka. Może to dziwne, ale gdy lekarka zachwycała się dzieckiem, zaczęło mi zależeć. Uwierzyłam, że może się uda. Że ono będzie miało rodzinę. Taką prawdziwą.
Ściskałam to zdjęcie w kieszeni jakby to był mój najcenniejszy skarb. Miałam nadzieję, że zdążę wrócić nim Malik się obudzi i udało się. Poszłam do łazienki się przebrać. Ubrałam czarne zakolanówki, pudrową zwiewną sukienkę, czarny komin, kurtkę ze zdjęciem USG w kieszeni i buty godne dziewczyny gangstera. Zamyśliłam się patrząc w swoje odbicie.
- Charlotte, wyłaź stamtąd! - zawołał Zayn waląc pięścią w drewnianą płytę drzwi.
Spełniłam polecenie. Gdy wyszłam z łazienki zajął ją Mulat mijając mnie bez słowa. Spojrzałam na zegarek. Co?! Już 2 pm?! Cały napad na znienawidzony gang miał się odbyć o 7 pm. Na samą myśl o tym, że zobaczę jak giną ludzie znów zachciało mi się rzygać. Co gorsza i ja będę musiała zabić jeśli to będzie konieczne. Fakt, że widziałam trupa, ale to co innego. No tak, zapomniałam. Tym trupem był ten sam Luckas Wood, od którego wyciągnęłam informacje. Zabito go na zlecenie Zayn'a. Wiedzieliśmy od naszych informatorów, że cały gang został wydelegowany do tego zlecenia w tym największe szychy i mordercy naszych ojców oraz ojczyma. Czego w dzisiejszych czasach nie robi się za kasę?
- Chodź - warknął zwracając moją uwagę na siebie.
Zwiesiłam smętnie głowę i poczłapałam za nim niczym skazaniec. Udaliśmy się na naradę. Ostatnią i najbardziej szczegółową. Ja miałam tylko stać i słuchać. Miałam być w tej samej grupie co Zayn. Mieliśmy siedzieć w przyczepie busa i śledzić każdy krok nieprzyjaciela z zamontowanych wcześniej kamer wideo. Gdy się pojawią i nadejdzie odpowiedni moment, mamy wyjść. Malik chce bowiem osobiście zabić zabójców naszych ojców. Proponował mi bym to ja zabiła Harisona, ale ja stanowczo odmówiłam, mówiąc, że użyje broni tylko wtedy kiedy będzie naprawdę konieczna.
*
No i czekamy na pojawienie się nieprzyjaciół. Coś trochę długo ich nie ma. Siedzę zamknięta w busie razem z Zaynem, Stevem, Nathanem i Ollym specem od elektroniki. Jestem jedyną dziewczyną biorąca udział w tej akcji. Jest to nowe. Także dla reszty gangu nie tylko dla mnie. Zaczęło szarzeć. Na niebie gromadziły się chmury zapowiadające deszcz. Zegar odmierzał kolejne minuty po siódmej. Steve zaczął się głośno zastanawiać nad prawdziwością tej transakcji między gangiem Browna a tym Wietnamczykiem.
-Zamknij się Steve- warknął Malik.
W tym momencie coś zaczęło się dziać. Kilka czarnych wozów wjechało na plac. Olly wysłał wiadomość do jednego z oddziałów by zajęły kwaterę gangu. Do innych zaś by zablokowali wjazd na teren fabryki z każdej możliwej strony. Niczego nieświadomi nieprzyjaciele zaczęli wysiadać z samochodów. Byli to sami mężczyźni w wieku od 17 do 60 lat. Zayn kazał wysłać rozkaz wystrzału. Olly go spełnił. Nagle ludzie na monitorze zaczęli padać na ziemie, wyciągać wszelkiego rodzaju broń. W koło pojawiło się multum ludzi z pistoletami w dłoniach. Trójka mężczyzn mniej więcej w tym samym wieku siedziała w opancerzonym samochodzie.
-To oni- rzekł Zayn z zawiścią- Wood, Brown i Haris.
Ciarki przeszły mi po plecach. Malik złapał za walkie-talkie.
-Tu Malik. Widzicie trzech facetów siedzących w opancerzonym samochodzie? Musimy się do nich dostać i zostawcie ich mnie.
Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki wszyscy skierowali się w stronę tamtego auta. Zaczęliśmy ponosić straty w ludziach ale ciągle prowadziliśmy i dążyliśmy do celu. W końcu trójka mężczyzn była zmuszona do opuszczenia pojazdu. Zayn zareagował natychmiast
-Steve, Nathan zabierajcie się stąd i idźcie po towar- ci skinęli głowami i już ich nie było- A ty Charlotte- sięgnął po colta i go odbezpieczył podając go mi- Na wszelki wypadek.
W tym momencie coś uderzyło w busa. Nie wiem co to było ale wiem jedno musieliśmy uciekać. Gdy tylko wyskoczyliśmy z samochodu uderzył w niego kolejny granat i bus stanął w ogniu. Zaatakowali nas. Mała grupka przeciwników zdołała się przedrżeć aż tutaj. Zayn wepchnął mnie za siebie osłaniając własnym ciałem. Kazał zwiewać i się ukryć. Na szczęście od razu pojawiło się wsparcie. Niestety wśród zgiełku strzałów i krzyków ludzi umierających i konających wokół zgubiłam Malika. Schowałam się za ledwo stojącą ścianą. Niczego innego nie znalazłam. Osunęłam się po murze przymykając powieki i ciężko dysząc.
-No proszę proszę- usłyszałam głos.
Momentalnie odwróciłam się w tamtą stronę i otworzyłam oczy.
Był to jeden z tych facetów, którzy siedzieli w tym wozie, do którego tak uparcie chciał się dobić Zayn. Była to starsza i większa wersja Luckasa. Domyśliłam się więc, że to jego ojciec- zabójca Peter'a Malik'a. Wstałam na chwiejnych nogach nie dając po sobie poznać jak bardzo się go boję. Ciągle trzymałam colta w ręce z palcem na spuście. Podniosłam dumnie głowę.
-Kogo my tu mamy- mówił dalej zaczynając się przechadzać w tę i z powrotem- Kobieta w gangu. To nie do wiary, że Malik jest aż tak lekkomyślny. Z resztą to rodzinne.
Już miałam się odgryźć, ale ostatecznie ugryzłam się w język.
-Wiesz kim jestem?- spytał.
-Braian Wood. Zabójca Peter'a Malik'a i wspólnik Browna- odparłam z kamienną miną.
-Ale dokształcona- zaśmiał się szyderczo- Tak masz rację. Jestem właśnie tą osobą. Ale ja też wiem kim jesteś. Charlotte. Córka Trevor'a Parker'a wychowywana przez John'a River'a. Obaj już świętej pamięci- złożył dłonie jak do modlitwy po czym roześmiał się.
On jest jakiś chory na umyśle. Chciał mnie sprowokować, ale ja się nie dam. Oprawca powoli się do mnie przybliżał idąc niemal jak drapieżnik. Odgłosy strzałów i krzyki stopniowo zdawały się przybliżać.
-Wiesz, ładna jesteś. Mogłabyś być idealną kobietą dla mojego syna. Luckas potrafiłby się docenić. On wie jak obchodzić się z kobietami- mówił.
Oni nie wiedzą! Nie wiedzą, że Luckas nie żyje.
-Skąd wiedzieliście o tej transakcji?- zapytał.
Nie chciałam mówić. No bo i po co?
-Gadaj!- ryknął tak głośno, że wszystkie wnętrzności się we mnie zatrzęsły.
-Od twojego syna- odparłam starając się by mój głos nie zadrżał.
Zrobił ogłupiałą minę.
-Co?!- spytał- Bo chyba źle usłyszałem.
-Luckas mi powiedział o tej transakcji. Powiedział mi też gdzie jest wasza kryjówka i jak brzmi hasło- powiedziałam.
-KŁAMLIWA SZMATA!- zaryczał.
-Mówię prawdę- oznajmiłam.
-STUL DZIÓB!- ryknął.
Był już tak blisko, że gdy mówił opluwał mnie swoją śliną.
"Harris nie żyje" usłyszałam z krótkofalówki, którą miał przy sobie Wood. Czyli Zayn zaczął spełniać swoją obietnicę. Zabił mordercę mojego ojca.
-Gdzie on teraz jest?- warknął Braian patrząc z furią w moje oczy.
-Kto?- spytałam zdezorientowana.
-Mój syn- odparł.
-Nie żyje- oznajmiłam.
W tym samym momencie usłyszałam głos z walkie-talkie "Brown zabity" odgłos strzału po czym trzask i koniec. Nie usłyszeliśmy nic więcej. Wood stał jak zahipnotyzowany. W jego oczach malowała się furia i rozpacz. Odgłosy wystrzałów zmniejszyły swoją częstotliwość, a za razem przybliżyły się znacznie. Zagrzmiało. Coraz rzadziej było słychać strzały.
-Nie, to nie może być prawda. Kłamiesz- Wood powtarzał to w amoku.
-Nie kłamię. Mówię prawdę- powiedziałam gdy powtórzył to po raz któryś.
Nie słyszałam już strzałów. Ustały. Słyszałam tylko grzmoty oznajmiające rychłe nadejście burzy.
-Zabiłaś go!- ryknął i pchnął mnie nożem w brzuch.
Ciszę nocy przerwał mój krzyk. Wood pchnął nożem jeszcze raz i jeszcze jeden. Zebrałam się w sobie i wzrokiem przesłoniętym łzami i bólem wymierzyłam w jego klatkę piersiową. Potem wszystko stało się jednocześnie. Braian po raz czwarty wbił ostrze noża w mój brzuch, mój wrzask i odgłos strzału, który został oddany z colta, którego miałam w ręce. Facet legł martwy u moich stóp. Zakręciło mi się w głowie i upadłam. Odszukałam ręką w kieszeni zdjęcie USG dziecka. On je zabił. Zabił. Łzy wezbrały się w moich oczach. W tym momencie usłyszałam odgłos biegu kogoś w ciężkich butach i krzyk:
-CHARLOTTE!
Ten głos poznałabym nawet na końcu świata. To był Zayn. Opadł na kolana tuż obok mnie biorąc moją głowę na kolana.
-Zayn- wyszeptałam.
-Charlotte co on ci zrobił?- spytał.
Głaskał mnie po głowie. Ocierał moją twarz z łez.
-Zayn- nie byłam w stanie nic więcej powiedzieć.
Krew sączyła się z moich ran. Już nie było ratunku. Ja umieram.
-Jestem Charlotte. Już wszystko będzie dobrze. Zobaczysz- szeptał gorączkowo tuląc mnie do siebie.
-Nie Zayn. Ja umieram- wyszeptałam.
-Nie. Nie możesz. Nie pozwalam- mówił łamiącym głosem.
-Ale ja umieram. Chcę żebyś wiedział jedno- szeptałam- Kochałam cię. Kocham i kochać będę. Mimo, że ty do mnie nic nie czujesz. Odchodzę.
-Dlaczego? Dlaczego ty mi to robisz?- spytał.
Zayn jakiego przedstawiał całemu światu zniknął. Teraz był zwykłym facetem, który troszczył się o kogoś na kim mu zależy. Zamroczyło mnie.
-Lottie!- zawołał z rozpaczą.
Uśmiechnęłam się słabo.
-Nigdy tak mnie nie nazywałeś od czasu tamtej nocy... -szepnęłam- Szkoda, że mnie nie kochasz.
-Ja za tobą wariuję. Szaleję za tobą. Ja... Kocham cię Lottie- szepnął i pocałował mnie namiętnie w usta.
Tak słodko i delikatnie. Zupelnie inaczej niż dotychczas.
-Kocham cię, kocham cię, kocham cię- powtarzał składając pocałunki na mojej twarzy mokrej od łez.
-Jeśli tak ma wyglądać śmierć- szepnęłam z trudem- To mogłabym umierać codziennie.
-Nie! Nie umrzesz!- zawołał -Kocham cię. Nie możesz umrzeć!- załkał.
Kocham, kocham, kocham...
Powtarzał to słowo jakby miało ono pomóc moim ranom się zagoić. Ostatkiem sił dotknęłam jego policzka.
-Żegnaj- wyszeptałam patrząc prosto w jego czekoladowe tęczówki. Tak szczere i pełne miłości. Poczułam krople deszczu na swoich policzkach.
Ze łzami w oczach wpił się w moje usta i całował. Całował, a ja oddawałam pocałunki puki jeszcze żyłam. Deszcz padał zmieniając się powoli w ulewę. Oddając ostatnie tchnienie wypowiedziałam bezgłośnie:
-Kocham...
Moje ciało zwiotczało, zdjęcie USG opadło na ziemię w kałużę mojej krwi...

~Perspektywa Zayn'a~

-Nie!- zawyłem- Lottie! Lottie!
Próbowałem ją obudzić. Potrząsałem ją lekko. Nie, to nie prawda. Ona żyje. Musi żyć. Nie wyobrażam sobie życia bez niej. Kim ja będę jeśli nie będzie jej przy mnie?
Strugi deszczy spływały po moich włosach i koszuli. Tuliłem do siebie chłodniejące ciało Lottie. Dlaczego ja byłem dla niej taki brutalny, zły i okrutny? Zachowywałem się jak skurwiel. Myślałem, że jej nie kocham, ale to jest nie prawdą. Kocham ją. Ale jej już nie ma. Odeszła. Z jej kieszeni wyleciało zdjęcie USG. Przyglądałem się mu mimo, że łzy i deszcz zamazywały mi obraz. To było moje dziecko. Nasze dziecko. Żałuję tego co jej wczoraj powiedziałem. To, że jej nie kocham, że nazwałem nasze dziecko "bachorem". Jaki ja byłem głupi.
-Zayn!- usłyszałem nawoływanie.
Tuż obok ciała Lottie ujrzałem colta. Już podjąłem decyzję. Nie zostawię jej. Złapałem jej zimną dłoń jedną ręką. Drugą wycelowałem colta prosto w serce. Muszę to zrobić. Nie jestem w stanie żyć bez niej.
-Żegnaj okrutny świecie- szepnąłem i pociągnąłem za spust.
-Zayn!- krzyknął Steve.
Ale było za późno.
*
Trzy dni później odbył się pogrzeb. Charlotte i Zayn'a pochowano w jednym grobie. Był to ciepły, słoneczny dzień. Wiele dobrych słów padło pod ich adresem. Skąd to wiem? Byłem tam. Ja i najważniejsza na świecie dla mnie osoba. Charlotte. Dopiero teraz po śmierci zaznaliśmy spokój i najważniejsze: Jesteśmy razem.



***
Tak więc koniec tego opowiadania. Tylko ja wiedziałam jak się ono skończy :D Mam nadzieję że się podobało. Jeśli liczycie na One Direction w wersji bad zapraszam na Story of my life tam niebawem ktoś namiesza i dowiemy się co kryje się pod maską sławy piątki chłopaków z boysbandu. dzięki wielkie za tak liczne wyświetlenia i dość sporą ilość komentarzy. Zuzka, twoja kolej na prowadzenie bloga :*

niedziela, 29 września 2013

Love is blindness (fourth)

*

Nie wiem co mnie obudziło, ale cokolwiek to było, przeklinałam to później tysiąckrotnie.
- Witak królewno - rzekł Zayn, wpatrując się w punkt nad moim ramieniem i całując mnie w czoło.
Nie tyle całując, co dotykając go wargami.
- Cześć Zayn - uśmiechnęłam się.
Tak dobrze czułam się w jego ramionach. Może to paradoksalne, ale czułam się bezpiecznie. Inni woleli z nim się nie spotykać, nie narazić się na jego gniew. Był dilerem, handlarzem bronią, groźnym gangsterem, a ja czułam się przy nim jakbym miała swój własny azyl.
Spojrzałam w jego oczy. Ujrzałam w nich to to zwykle. Chłód i bezdenną głębię. Zasmuciłam się. Jeszcze tak niedawno parzył na mnie z czułością, miłością, pożądaniem, zachwytem. Mimo to ciągle trwaliśmy wtuleni w siebie jakbyśmy stanowili jedno. Głaskał mnie maniachalnie dłonią po plecach.
- Coś się stało? - spytałam.
- Nie, skąd - odparł.
- Na pewno?
Potem szczerze znienawidziłam siebie za wypowiedzenie tego słowa.
- Ależ oczywiście, że wszystko jest w porządku - wybuchnął. - Gang Brown'a wybija naszych jak kaczki, Will przepadł gdzieś bez śladu, a jeszcze teraz przespałem się z dziewczyną, której nie powinienem nawet dotknąć, poza tym to nic się nie stało - odparł ironicznie.
Poczułam jak drżę po tak gwałtownym wybuchu.
- Przepraszam - westchnął i pocałował mnie w czubek głowy.
- Ale dlaczego nie wolno ci mnie dotykać? - spytałam.
- Taka jest zasada. - starannie dobierał słowa. - Wspólników nie łączy nic więcej niż przyjaźń. Poza tym gdyby Trevor się dowiedział...
- Ale on przecież nie żyje - odparłam.
- No tak - potwierdził szybko.
Jak dla mnie za szybko. Czy on coś przede mną ukrywa?
Usiadł na łóżku spuszczając nogi na podłogę. Oparł łokcie na kolanach zwieszając dłonie w dół.
- Lepiej będzie jak zapomnimy o tym co się tu wydarzyło zeszłej nocy. Gdy rozprawimy się z gangiem Brown'a we wtorek, rozdzielimy się. Wynajmę ci mieszkanie z dala od mojego. Będziesz mogła spokojnie zacząć żyć od nowa - oznajmił, wstał i wyszedł z pokoju odpalając fajkę i nawet na mnie nie patrząc.
Tylko co jeśli ja nie chcę układać sobie życia od nowa? Przecież jestem spadkobierczynią "firmy" ojca. Siedzę w tym tak jak Zayn. A poza tym ja kocham tego dupka!
Zachciało mi się ryczeć. Czy ja zawsze muszę sobie tak wszystko komplikować?
Nagle poczułam w gardle ostatni posiłek. Pognałam do łazienki, by ukłonić się sedesowi. "No i mamy skutki picia wódki" powiedziałam sama do siebie.  Gdy już byłam w stanie nie puścić pawia, gdy się podniosę, postanowiłam się ubrać. Czarne spodnie, czarna bokserka i koszula w kratę, na nogi wciągnęłam czarne buty. Umyłam zęby i wytuszowałam rzęsy po czym rozczesałam włosy i udałam się do pokoju. Usiadłam na łóżku i patrzyłam się tępo w okno obracając w palcach nieśmiertelnik. Niedługo potem wrócił Malik.
- Zbieraj się. Idziemy. Mamy wiele spraw do załatwienia.
Nic nie powiedziałam. Wstałam ociężale z materaca i udałam się za nim.

*

Następny tydzień wyglądał podobnie. Ciągłe zebrania, na które zabierał mnie bądź też nie Zayn. Omawialiśmy różne wersje napadu. Malik jednego razu przedstawił mi jakiegoś swojego kumpla Nathana, który uczył mnie jak posługiwać się bronią. Uczono mnie też sztuk walki.Zapomniałam też dodać, że ciągle miałam wymioty.  Zwykle z samego rana lub późnym wieczorem. W końcu bojąc się o swoje zdrowie ubrałam się i wyszłam do lekarza. Zayn był akurat na zebraniu, na które mnie nie zabrał. On też z resztą zauważył, że coś ze mną nie tak. Zbywałam go, że to przemęczenie. nie wiem czy uwierzył.
Długa kolejka do gabinetu lekarskiego. Tak przynajmniej mi się zdawało, gdy weszłam do przychodni. Okazało się, że całe to zgrupowanie jest tu w całkiem innym celu. Każdy z obecnych tutaj przyszedł tylko na szczepienie, które wykonywała pielęgniarka w swoim gabinecie. Gabinet lekarski był wolny. Zapukałam, a gdy usłyszałam "Proszę", nacisnęłam klamkę i znalazłam się w środku.

*

Gdy usłyszałam diagnozę, myślałam, że po prostu się przewrócę.
Jestem w ciąży. Ojcem dziecka na sto procent jest Zayn. Z nikim innym przecież nie spałam. Mało brakowało, a bym się rozpłakała. Lekarka napisała mi skierowanie do ginekologa na jutro rano.
Wyszłam z gabinetu z dodatkowym zmartwieniem na barkach. Czy mam mu powiedzieć? Jak zareaguje? Tysiąc pytań i milion wizji wirowało w mojej głowie. Co ja teraz zrobię? Mam dopiero 18 lat!
Do końca dnia siedziałam oszołomiona (coś było innego ale nie mogę się rozczytać) i nic się nie odzywałam. Ledwo przytomna robiłam to co kazał mi Malik. Każde spojrzenie na niego sprawiało mi ból. Powstrzymywałam się ze wszystkich sił żeby tylko się nie rozpłakać.
Wieczorem gdy siedziałam z podkulonymi nogami na łóżku, Zayn nie wytrzymał.
- Co się dzieje do jasnej cholery? - ryknął.
Wzdrygnęłam się gwałtownie.
- Nic. To przez tą jutrzejszą akcję - w sumie nie bardzo minęłam się z prawdą.
Tego też się bałam.
- Wszystko się uda - zapewnił. - A potem wszystko będzie po staremu. Będziemy mieli spokój.
"Nie będzie po staremu. Tu się mylisz". Kiwnęłam głową i dalej siedziałam smętnie patrzą się we własne kolana.
- Co ci znowu jest? - krzyknął wkurzony,
- Nic - odparłam.
- Jak to nic? - złapał mnie za nadgarstki i zmusił do patrzenia na siebie. - Przecież widzę! Na oczy mi jeszcze nie padło. Gadaj, ale już! - zażądał patrząc stalowym wzrokiem prosto w moje oczy.
Westchnęłam. No cóż...
- Mam pytanie, ale to tylko tak sobie i ciągle się zastanawiam jakbyś na nie odpowiedział. - zaczęłam.
- Zapytaj to się dowiesz - poluźnił uścisk ciągle patrząc mi w oczy.
- Chciałbyś mieć dzieci?
Popatrzył na mnie jak na wariatkę.
- Ty tak na serio? - spytał.
- Tylko się pytam - odparłam.
- Szczerze mówiąc nie jestem najlepszym kandydatem na ojca. Pomyśl logicznie. Diler, gangster, handlarz bronią. Czy tym zajmuje się normalny ojciec dziecka? - zapalił papierosa znów siadając na skraju łóżka i patrząc w okno z zamyśleniem.
- Ale ja się pytam czy ty chciałbyś mieć dzieci. Tak sam z siebie.
- Nie - odpowiedział. - Nie chcę mieć dzieci. A tak w ogóle to dlaczego pytasz? - spytał i zaciągnął się dymem.
- Bo... - zastanawiałam się czy powiedzieć mu prawdę.
- Bo...? - zachęcił.
- Jestem w ciąży. Z tobą - wyszeptałam.
Otworzył usta aż my wypadła fajka. Przydepnął ją butem i raptownie znalazł się obok mnie.
- Co ty pierdolisz? - spytał łapiąc mnie za nadgarstki.
- Jestem w ciąży, a ty jesteś ojcem - jęknęłam.
- Kłamiesz! - ryknął.
- Mówię prawdę! - wykrzyknęłam mu prosto w twarz.
- Kłamiesz, bo boisz się, że cię zostawię! Nie potrafisz żyć beze mnie, dlatego to wymyśliłaś, żeby mnie zatrzymać przy sobie! - krzyknął z furią w oczach.
- Rozumiem, że nie chcesz tego dziecka. Niczego od ciebie nie oczekuję. Chciałam byś wiedział. Sama siebie przecież nie zapłodniłam! - zawołałam ze łzami w oczach.
- Nie chcę tego bachora! - ryknął i wstał po czym uderzył pięścią w ścianę. - Ciebie też nie chcę! Nie kocham cię i nigdy nie kochałem!
- Nienawidzę cię! - wykrzyczałam do jego pleców, gdy zabrał dupę w troki i wyszedł trzaskając drzwiami tak mocno, że o mało nie wypadły z zawiasów.
Rozpłakałam się. Skąd ja wiedziałam, że tak będzie? Po co mu mówiłam? Chociaż i tak by się dowiedział...
Skuliłam się na łóżku w pozycji embrionalnej i płakałam, płakałam, płakałam. Aż w końcu zasnęłam.

*

Zayn nie wrócił na noc. Przynajmniej nie do łóżka. Może spał na kanapie? Taką miałam nadzieję. Nadzieja matką głupich,. ale każda matka swoje dzieci kocha. Gdy po cichu, na palcach podeszłam do drzwi i uchyliłam je, odetchnęłam z ulgą. Był tu. Spał na sofie przykryty kocem. Wyglądał tak niewinnie kiedy spał. Nie pomyślałabym, że jest takim bezdusznym człowiekiem. Usiadłam krzyżnie na ziemi tuż obok ściany i zagłębiłam się w myślach obracając w palcach nieśmiertelnik, wiszący na mojej szyi - podarunek tamtej pamiętnej nocy. Z resztą nie tylko to mi zostało dane. Co ja teraz mam zrobić? Nawet pracy nie znajdę, a na Zayn'a nie mam co liczyć. Sam przecież mi to powiedział. Może nie dosłownie, ale ostatnie zdanie jakie do mnie wypowiedział, zbyt dobitnie dało mi do zrozumienia, że będę samotną matką. Może lepiej byłoby gdybym tu nie przychodziła i nie pytała Johna o nic? Wtedy byłabym tylko już martwa, a teraz jestem w ciąży z kimś, kto mnie nie kocha, nie chce tego dziecka i jest  kompletnym sukinsynem.
Wyrwałam sić z osłupienia. Przecież ja mam wizytę u ginekologa! Ubrałam czarne spodnie, czarną bluzkę i skórzaną czarną kurtkę. Założyłam znienawidzone buty, które teraz wydawały się nie takie złe. Pociągnęłam rzęsy maskarą i rozczesałam włosy. Tak naszykowana po cichutku wyszłam z domu żeby tylko nie obudzić Zayn'a. Zamaszystym krokiem przemierzałam ulice miasteczka aż w końcu dotarłam do celu mojej podróży. Przeszły mnie ciarki. Dlaczego wizyta u lekarza przyprawia mnie o zawrót głowy? Uregulowałam oddech i pewnie weszłam do środka. Wewnątrz nie było nikogo poza drobną kobieciną w małej recepcji.. Podeszłam do kontuaru. Kobieta podniosła na mnie wzrok znad swoich okularów.
- Dzień dobry - powiedziałam i przestraszyłam się echa, które rozniosło się po pomieszczeniu. - Ja do doktor Gryffin. Zostałam tu skierowana przez doktor Clue - podałam jej świstek, który dostałam wczoraj od lekarza.
Ta przyjrzała mu się dokładnie po czym przywołała na twarz życzliwy uśmiech i rzekła:
- Chodź za mną kochaniutka, zaprowadzę cię - wyszła zza lady i powędrowała korytarzem, a ja podreptałam za nią.
Zapukała do drzwi po lewo, gdy usłyszała "Proszę" otworzyła drzwi i powiedziała:
- Pacjentka do pani.


***

Witam was kochani czytelnicy. Dziękuję ogromnie za te 16 komentarzy, które się ukazały pod poprzednimi trzema częściami tej krótkiej historii oraz całe 110 wyświetleń. Jesteście kochani! A wracając... Jest to przedostatni rozdział tego opowiadania (blog będzie jednak dalej prowadzony przez Zuzkę.M) w przyszłym tygodniu ostatni rozdział tego opowiadania. No to chyba na tyle. Pozdrowionka. Wasza
~Marchewa~

sobota, 21 września 2013

Love is blindness (third)

*
- CO?!  - ryknął Malik. - Jak to wysłali kogoś po ciebie?
- Tak powiedział Luckas. - odparłam stojąc z założonymi rękoma i opierając się o ścianę.
Śledziłam wzrokiem Zayn'a rzucającego się po pokoju. Uderzył pięścią w ścianę i oparł się na tej ręce, ciężko dysząc.
- Złapiemy ich we wtorek i zabijemy - powiedział. Stanęłam jak wryta.
- C... Co? - zapytałam ogłupiała.
- Zabijemy ich we wtorek - powtórzył bez emocji.
Obrócił się na pięcie i ruszył w kierunku drzwi.
- Zostań tu. Zaraz wrócę - rzekł i trzasnął drzwiami z impetem.
Zrezygnowana usiadłam na kanapie. Oparłam łokcie na kolanach, a brodę położyłam na dłoniach. Czuję się jakbym była w jakimś chorym gangsterskim filmie. Dilerka, nielegalny handel, prostytucja, mafia czyli jeden wielki burdel. Co gorsza z tego co wynika jestem współwłaścicielką tego szajsu. A żeby jeszcze bardziej sobie utrudnić życie zakochałam się w facecie, który jest nieobliczalny, porywczy i jest moim wspólnikiem. Żyć nie umierać!
Siedziałam tak zatracona w swoich myślach, gdy nagle drzwi się otworzyły i wszedł Zayn. Podniosłam na niego wzrok. Zdębiałam, widząc jego minę. On się uśmiechał! Nigdy nie widziałam go uśmiechniętego. Nie w taki sposób.
- Charlotte - kucnął naprzeciw mnie, kładąc dłonie na moich kolanach, tam gdzie przed chwilą trzymałam łokcie. Popatrzyłam na niego nie kryjąc zdziwienia. - Idź się szykuj, skarbie. Zabieram cię na imprezę. - powiedział i puścił do mnie oczko.
Żadna mądra odpowiedź nie przychodziła mi do głowy więc po prostu skinęłam głową na znak, że się zgadzam.
- No to szybko! Masz pół godziny. Zaraz przyniosę ci stosowne ciuchy... - oznajmił po czym wstał i wyszedł.
Czym prędzej udałam się do łazienki. Rozebrałam się do naga i weszłam pod prysznic. Dokładnie umyłam swoje ciało i włosy po czym wyszłam i opatuliłam się szczelnie ręcznikiem, który sięgał ledwie za moje pośladki. Wysuszyłam włosy ręcznikiem i położyłam go na krześle, a gdy znów zerknęłam w lustro, zobaczyłam w nim Zayn'a. Stał ze skrzyżowanymi rękoma, opierając się nonszalancko o futrynę. Pisnęłam przerażona na co on tylko się zaśmiał gardłowo.
- Co ty robisz? - spytałam odwracając się do niego twarzą.
Był jakiś krok ode mnie.
- Ja? - zapytał. - Podziwiam piękne widoki.
Czułam, że się rumienię. Spuściłam wzrok. Malik zrobił krok w moją stronę i objął mnie ręką w talii, przyciągając mocno do siebie. Pisnęłam. Między nami nie było miejsca nawet żeby wściubić włos. Zatonęłam w czekoladowych tęczówkach Mulata. Położył obie dłonie na moich biodrach po czym powoli zaczął je zsuwać w dół. Obniżał je tak długo jak pozwalała mu długość jego ramion. Potem zaczął powoli wracać w górę. Zahaczył palcem, niby przypadkiem o ręcznik po czym wspiął się jeszcze w górę i złapał mnie za pośladki. Znów pisnęłam.
- Mm... - zamruczał.
- Przestań - powiedziałam choć nie tak stanowczo jak zamierzałam.
- A bo co mi zrobisz? - droczył się ze mną.
Fuknęłam i próbowałam się wyplątać z jego objęć. W końcu mi się udało. Uniosłam dumnie głowę do góry i wyszłam do sypialni. Usłyszałam śmiech Malika.
- Co znowu? - warknęłam.
- Chyba o czymś zapomniałaś - roześmiał się na głos wyciągając rękę, w której trzymał ręcznik, którym jeszcze przed chwilą byłam owinięta.
Czym prędzej złapałam jedno z ubrań, które leżało na łóżku i przycisnęłam je do siebie. Spłonęłam rumieńcem.
- Pięknie wyglądasz nago - powiedział. - Chyba, że wolisz sformułowanie toples albo w stroju Ewy - zakpił pożerając mnie wzrokiem.
- Wyjdź, chcę się ubrać - zażądałam.
- Wiesz, że możesz zrobić to przy mnie. - rozsiadł się wygodnie na krześle wyciągając nogi do przodu i zakładając ręce na kark.
- Wiesz, wolę nie - uśmiechnęłam się sarkastycznie.
Zabrałam wszystko z łóżka tak by nie odwrócić się do niego tyłem i szybko czmychnęłam do łazienki w taki sposób, by ciągle widział moją twarz.
Śmiał się z tego. Trzasnęłam z  łoskotem drzwiami i zamknęłam je na klucz. Upewniłam się jeszcze, że na 100% są zamknięte i dopiero wtedy położyłam wszystko na krześle. Włożyłam kosmyk włosów za ucho i nachyliłam się, by zobaczyć co on mi przyniósł do ubrania. Była to czarna, skąpa, koronowa bielizna i takiego samego koloru sukienka mini. Czy go pogięło? Ale nie mam wyboru. Muszę to założyć. Był jeszcze aksamitny woreczek. W środku znajdowała się złota bransoletka. Co jak co, ale braku gustu nie można mu zarzucić. Chcąc nie chcąc założyłam ubrania, które wybrał dla mnie Mulat i zaczęłam robić makijaż. Czarne powieki przechodzące w szary, czarna kreska, czerwone usta i mocno wytuszowane rzęsy. Włosy już wyschły i opadały falami na moje plecy. Byłam gotowa. Tak sądzę. Tylko co z butami?
- Yy... Zayn? - zawołałam z łazienki.
- Taak - powiedział przeciągle po drugiej stronie drzwi. - Pomóc ci coś założyć? - spytał.
- Nie, dzięki. Poradziłam sobie. Mam pytanie... Jakie mam założyć buty?
- Mam je tutaj - powiedział. Trzymam je  w ręce.
Nie chciałam żeby mnie zobaczył zanim nie będę całkowicie gotowa.
- Ja otworzę drzwi, a ty włożysz buty, ok? - zapytałam. - Chcę ci zrobić niespodziankę.
- No może - zgodził się niechętnie.
Schowałam się za drzwiami i położyłam rękę na klamce. Dobrze, że otwierały się do wewnątrz. Otworzyłam drzwi, a Zayn wyciągnął przez szparę rękę z butami. Złapałam je i szybko zamknęłam drzwi z powrotem na klucz.
- Co ty odpierdalasz?! - ryknął i załomotał w drzwi.
Lekko się wzdrygnęłam.
- Chciałaś mi rękę przytrzasnąć?! - krzyknął po drugiej stronie drewnianej płyty.
Postawiłam obuwie na podłodze.
- Otwieraj, ale już! - zażądał dalej uderzając w drzwi.
Szybko wsunęłam nogi w buty, które okazały się czarnymi, bo jakże inaczej szpilkami na grubym 8.cm słupku. Przejrzałam się jeszcze raz w lustrze, obciągnęłam sukienkę w dół i przeczesałam ręką włosy. Przy każdej z tych czynności towarzyszył mi dźwięk pięści obijającej się szybko o drewno.
- Wyłaź! - krzyknął Zayn.
Odetchnęłam głęboko i otworzyłam zamek po czym wyszłam z łazienki trafiając prosto na Malika. Już miał coś powiedzieć, krzyknąć, ale nie mógł wydobyć słowa. Jego ciemne oczy, które dotychczas zajmowała wściekłość, zmieniły się. Ujrzałam w nich... No właśnie. Sama nie wiem co. Pożądanie? Patrzył na mnie z odległości pół kroku. Skanował swoimi kawowymi oczami każdy milimetr mojego ciała. Przygryzł dolną wargę.
- Ekhm - odchrząknął. - Chcesz coś powiedzieć? Bo jeśli nie to chcę ci przypomnieć, że mieliśmy iść na imprezę.
- Ach tak. Czekaj chwilę. Tylko się przebiorę. - oznajmił wybudzając się z transu.
Wyciągnął jakieś ubrania z szafy po czym zniknął w drzwiach łazienki. Korzystając z tej chwili jego nieobecności, spryskałam się perfumami playboy'a. Chwilę potem wyszedł z łazienki ubrany w czarne spodnie i czarną koszulkę i oczywiście czarne buty.
- No to idziemy, skarbie - oznajmił i objął mnie w pasie po czym ruszyliśmy do drzwi.

*

Jak się okazało owa impreza odbywała się w dyskotece obok. Był to lokal dość zapuszczony i niekoniecznie zachęcający do zabawy. Tak wyglądał z zewnątrz. ale wewnątrz okazał się być dość ekskluzywnym klubem ze striptizem. Na rurach, w klatkach, na ladzie tańczyły panie ubrane w bikini, szpilki i pończochy na szelkach. Dodatkowo niektóre z nich były przybrane w pióra przez co wyglądały jak pawie. Inne miały na głowach peruki w kolorach, które z pewnością nie były naturalne.
Cały wystrój wnętrza był w tonacji czerwono - czarnej. Loże i stoliki ustawione były blisko ścian po to, by parkiet był większy. Za długą ladą stało dwóch barmanów i taka sama ilość barmanek. Schody prowadziły do kolejnej sali taneczno-alkoholowej skopiowanej niemal idealnie z poprzedniej.
- Chodźmy - Zayn pociągnął mnie za rękę i usadowił w jeden z lóż.
- Ręką przywołał jednego z barmanów i założył zamówienie na dwa drinki. Po chwili ten sam facet nam je przyniósł. Zayn podstawił mi jednego z nich.
- Pij - polecił.
- Nie piję alkoholu - oznajmiłam.
- Pamiętasz co mi obiecałaś w zamian za to, że będziesz mogła przesłuchać Luckasa? - spytał. - Że zrobisz wszystko co ci każę?
Kiwnęłam głową.
- Więc każę ci to wybić i dobrze się bawić - rzekł. - Ze mną - dodał z naciskiem.
No cóż... Zaczynam tonąć przez tą swoją deskę ratunkową. nie sądziłam, że tak szybko stanie się dziurawa. Jakoś trzeba przetrwać. Na poprawienie samopoczucia wypiłam większą część drinka naraz. Ciepło rozgrzało mój organizm od środka rozprowadzając po moich żyła alkohol.
- Ale jest jeden warunek - zastrzegłam.
- Powiedziałaś wszystko - naciskał.
- Żadnych fajek, narkotyków i seksu z nieznajomymi - odparłam nie zwracając uwagi na to co powiedział.
Zaśmiał się na moje słowa.
- Wiesz, jesteś strasznie zabawna. Żadnej z tych rzeczy nie będę kazał ci robić. Tego możesz być pewna.
Po jeszcze jednym drinku poszliśmy na parkiet. Co rusz przedstawiał mnie komuś. Wielu patrzyło nam nie pożądliwym wzrokiem lecz gdy tylko zauważyli morderczy wzrok Malika, uciekali jak najdalej. Mulat mimo, że były tu dziesiątki innych, bardziej odpowiednich dla niego dziewczyn, nie zwracał uwagi na nikogo innego oprócz mnie.
W pewnym sensie ten fakt dawał mi satysfakcję. Gdy byliśmy już trochę zmęczeni tańcem, wróciliśmy z powrotem do loży. Malik usadził mnie sobie na kolanach. Nie protestowałam. Może to skutek tak dużej ilości alkoholu? Pewnie tak, albo może się mylę. Nie wiem sama.
Położył głowę na wgłębieniu między moim ramieniem, a szyją wodząc po niej nosem.
- Mm... Ładnie perfumy - powiedział.
Zaśmiałam się.
Delikatnie pocałował moja szyję. Była to przyjemna odmiana, bo każdy jego poprzedni pocałunek był brutalny i w pewien sposób przynosił ból, a zarazem ekstazę.
- Zrobisz coś dla mnie> - spytał owiewając moją skórę swoim oddechem.
- To zależy - odparłam.
- Zatańcz dla mnie - wyszeptał do ucha, przygryzając jego płatek.
- Ale jak? - spytałam.
- Normalnie. Wyjdź na parkiet i zatańcz.
Zmusił mnie bym wstała. Powędrowałam na parkiet powoli, bardzo powoli zaczęłam się poruszać. Trochę nie wiedziałam c robić, aż postanowiłam wsłuchać się w muzykę. Zaczęłam poruszać rękoma i falować biodrami ciągle wpatrując się w Zayn'a. Jego oczy były utkwione były w moich.
Wokół było tylu tańczących, a on patrzył na mnie. Tylko na mnie. Przesunęłam dłońmi wzdłuż swojego ciała. Nachyliłam się w jego stronę i przywołałam do siebie. Opróżnił szklankę  z whisky po czym wstał i zaczął iść w moim kierunku. Roześmiałam się w głos. Mój śmiech zagłuszyła muzyka. Zaczęłam przeciskać się między ludźmi do wyjścia co chwila odwracając się i sprawdzając czy Malik podąża za mną. Śledził mnie bez mrugnięcia okiem. W pewnym momencie, gdy się obróciłam, nie było go. Zatrzymałam się. Wtedy ktoś objął mnie od tyłu w talii, mocno przyciskając do swojego ciała i szepcząc kusząco.
- Wystraszyłem cię?
Od razu poznałam, że to Zayn. W tym miejscu muzyka była trochę cichsza i ludzi było mniej.
- Tańcz - zamruczał mi do ucha.
Zaczęłam poruszać biodrami, a on trzymał na nich swoje dłonie. Założyłam jedną rękę na jego kark, a drugą położyłam na jego ręce. Zjechał dłońmi w dół na miejsce gdzie zaczynała się bielizna. W innym przypadku pewnie bym go zahamowała, ale nie teraz. Ręką wolną od mojej zjechał jeszcze niżej tak, że teraz dotykał wewnętrznej części mojego uda. Wsunął dłoń pod i tak kusą spódniczkę i zaczął szukać moich majtek. Zareagowałam łapiąc go za nią. Odwróciłam się do niego twarzą. Ujrzałam błysk gniewu w jego oczach.
- Nie tutaj - wyszeptałam mu do ucha i odsunęłam się.
Jego tęczówki wyrażały tylko jedno. Bezgraniczne pożądanie. Złapał mnie za rękę, wplatając swoje palce między moje i ruszyliśmy ku wyjściu. Przebiegliśmy przez ulicę i wpadliśmy do pubu, wlecieliśmy po schodach z prędkością błyskawicy i zatrzasnęliśmy drzwi do mieszkania Malika. Nie czekając na nic Zayn zamknął moje usta pocałunkiem dociskając mnie swoim ciałem do drewnianej płyty za nami. Zjechał dłonią w dół zatrzymując się dopiero na udzie. Założyłam obie ręce na jego szyję krzyżując je w nadgarstkach. Druga dłoń Malika powędrowała na to samo miejsce co ta pierwsza tyle że na drugiej nodze. Ściągnęłam buty używając do tego tylko stóp. Chłopak złapał mnie za pośladki i podniósł do góry. Oplotłam nogi wokół jego bioder. Bez najmniejszego wysiłku przetransportował mnie do pokoju obok nie przestając całować. Rozłożył mnie na łóżku ściągając przy tym ze mnie sukienkę. Z resztą to nie było problemem gdyż na plecach znajdował się zamek ciągnący się przez całą długość tegoż ubrania. Leżałam na łóżku, a Zayn klęczał między moimi nogami, opierając się rękoma nad moimi ramionami. Jedną dłoń wplątałam w jego włosy, a drugą powoli zaczęłam odpinać od góry jego koszulę. Gdy dotarłam do paska jego spodni, zadrżałam. Wykasłałam koszulę ze spodni po czym przeniosłam obie dłonie na jego kark i włożyłam je za kołnierzyk zjeżdżając wolno w dół. Mulat przygryzł moją dolną wargę. Syknęłam, a on się zaśmiał. Ściągną z siebie górę swojego stroju. Przestawił się tak, że jego kolana znajdowały się obok moich bioder. Zaczął składać pocałunki po mojej szyi, dekolcie, obojczykach, po czym na odwrót po obojczykach, dekolcie i szyi. Przesunął po niej nosem aż do mojego ucha. Przygryzł jego płatek ze śmiechem na ustach po czym znów odnalazł moje usta. Usłyszałam dwa ciche puknięcia oznaczające, że pozbył się butów.
Opuszkami palców błądziłam po jego skórze kreśląc linie wyznaczające wzory jego tatuaży. On dotykał mojej nagiej skóry zostawiając na niej mrowiące ślady swojej obecności. Było to miłe uczucie. Przeniosłam ręce na dolne partie jego pleców i zjeżdżając w dół dotknęłam paska od spodni. Przejechałam dłońmi tak, że teraz wyczuwałam zapięcie. Wahałam się czy odpiąć czy też nie. Zachęcił mnie do tego całując szyję. Odpięłam sprzączkę potem guzik. Nie mogłam nie wyczuć zgrubienia jego członka, gdy rozpinałam rozporek.
Tak szybko, że prawie niezauważalnie pozbył się spodni. Teraz dzieliła nas tylko bielizna. Moje czarne, koronkowe, wyjątkowo skąpe figi i taki sam stanik oraz jego czarne bokserki z Calvina Kleina. Nagle jego język zatańczył na mojej szyi. Chwilę potem znalazł się w moich ustach, łącząc się z moim w dzikim tańcu. Uniosłam biodra lekko do góry, domagając się zmiany pozycji. Jego klatka piersiowa zawibrowała pod wpływem śmiechu, który został po części zablokowany przez moje usta. No cóż, muszę sama zmienić pozycję. Położyłam mu dłonie na barkach. Gwałtownie poderwałam się w górę i przewróciłam go na plecy. Usiadłam na jego kroczu, czując wyraźnie wybrzuszenie jego męskości. Oderwałam się od jego ust i uśmiechnęłam się cwaniacko kładąc dłonie na dolnych partiach jego brzucha. Zatańczyłam placami na lamówce jego bokserek po czym zaczęłam całować jego brzuch, tors, szyję. Jego dłonie powędrowały do mich majtek. Wsunął za nie swoje palce wskazujące, jednak zaraz je wyciągnął, by odpiąć stanik, o którym wyraźnie zapomniał. Przestałam go całować i znów przysiadłam na jego kroczu.
- Wyglądasz pięknie Lottie - szepnął.
Zdziwił mnie trochę tym, że użył takiego zdrobnienia mojego umienia, które tak bardzo lubiłam, a rzadko kiedy słyszałam. Zaśmiałam się gardłowo po czym zeszłam z niego znajdując się teraz między jego nogami. Ściągnęłam jego bokserki i ujrzałam go. Duży, twardy, napęczniały. Przejechałam po nim delikatnie językiem/ Zayn jęknął. Uśmiechnęłam się do niego tryumfująco znad kurtyny włosów opadających mi na twarz. Złapałam jego członka oburącz. Po czym nachyliłam się i włożyłam go do buzi. Raz miałam go głębiej, raz płycej. Czułam jak chłopak drży z podniecenia i słyszałam jak ciągle jęczy i szepce:
- Lottie, Lottie...
Zrobiłam mu loda po czym połknęłam jego nasienie, które wytrysnęło, gdy miałam jeszcze jego męskość w ustach. Wyciągnęłam go z buzi po czym liznęłam czubek jego członka. Spojrzałam na Zayn'a. Jego ciało połyskiwało w świetle księżyca wpadającym przez okno od kropelek potu. Ni trwało długo nim znów był gotowy. Po tym co mu zrobiłam, delikatność poszła na bok. Przewrócił mnie na plecy i ściągnął ze mnie figi. Rozłożył szeroko moje nogi i  nie czekając na nic, wszedł we mnie nie tyle brutalnie co zdecydowanie. Jęknęłam i zacisnęłam ręce na pościeli wyginając się w łuk i po chwili opadając z powrotem. Poruszył się we mnie mocno. Kolejne pchnięcia były coraz mocniejsze i coraz bardziej brutalne. Łóżko skrzypiało pod wpływem naszego dzikiego seksu rozgrywającego się na nim. Krzyczałam wniebogłosy. Już chciałam, by przestał, czułam się spełniona.
- Dość - jęknęłam prosząco, ponownie wyginając się w łuk.
- Musisz wykrzyczeć moje imię, Lottie - powiedział dysząc. - A po za tym... Tak pięknie wyglądasz nago, mój aniele.
Jego ruchy zrobiły się jeszcze szybsze i szybsze choć myślałam, że takie już nie mogą być. Zayn objął mnie rękoma w pasie i wyciągnął swojego członka ze mnie na chwilę tylko po to, by zmienić pozycję. Usadził mnie na swoich kolanach twarzą do siebie i z powrotem wszedł we mnie. Kazał mi lekko podskakiwać. Poruszał się szybko i mocno. Wbiłam paznokcie w jego plecy i podskakiwałam raz po raz krzycząc i czując jak coraz bardziej mnie wypełnia. Chyba nie zdawał sobie sprawy, że to mój pierwszy raz. Wreszcie w tym samym czasie, ja wysoko skoczyłam, a on mocno pchnął i dosięgnęłam krytycznego punktu.
- ZAYN!!!!!! - zawyłam.
Poczułam jak jego nasienie mnie wypełnia, ale nie wyleciało, gdy wyciągnął swojego członka ze mnie. Opadłam na poduszkę z trudem łapiąc oddech. Malik wylądował obok mnie ciężko dysząc. Wpatrywałam się w niego.
Ja w stroju Ewy, on w stroju Adama. Przed chwilą zerwaliśmy zakazany owoc. Gdy już trochę ochłonęliśmy, a mój oddech się wyregulował, Zayn wstał na chwilę i podszedł do komody. Śledziłam jego nagą sylwetkę, na której ciąż iskrzyły się drobinki potu. Dzięki temu jeszcze bardziej przypominał Adonisa. Wyciągnął z szuflady koszulkę i podniósł z podłogi moje majtki i swoje bokserki. Podniosłam się do pozycji siedzącej zgarniając pościel i lekko się zasłaniając. Zaśmiał się na ten mój ruch. Klęknął naprzeciw mnie i nachylił się w moją stronę. Musnął moje usta swoimi. Potem sięgnął na swoją szyję i zdjął z niej swój nierozłączny nieśmiertelnik. Podniósł go do góry i wsunął na moją szyję. Dotknęłam wisiorka ręką i przeniosłam na niego wzrok.
- Chcę, żebyś zawsze to nosiła, Lottie - szepnął. - Żeby przypominał ci tę noc i to jak bardzo jesteś dla mnie ważna. - wyszeptał.
Położyłam się, a on obok mnie przytulając swoje nagie ciało do mojego.
- Ubierz się, Lottie - wyszeptał do mojego ucha całując kark.
Szybko wsunęłam figi oraz jego T-shirt i z powrotem opadłam na łóżko. Znów położył się obok mnie przykrywając nas kołdrą. Przygarnął mnie do siebie. Odwróciłam się do niego twarzą i wtuliłam w jego nagi tors wdychając wciąż jeszcze wyczuwalny zapach jego perfum, alkoholu i dymu nikotynowego pomieszanego z pożądaniem. Objął mnie mocno ale delikatnie i wplątał swoje nogi między moje. To niesamowite jak nasze ciała do siebie pasują. Pocałował mnie w czubek głowy i wyszeptał w moje włosy:
- Kocham cię, Lottie.
- Ja ciebie też kocham, Zayn - szepnęłam. - I lubię jak się do mnie w ten sposób zwracasz - dodałam.
Pocałował mnie jeszcze raz tym razem w czoło i zasnęliśmy wtuleni w siebie, tworząc jedno ciało, jeden organizm, jedno istnienie.

piątek, 13 września 2013

Love is blindness (second)

*
  To był błąd. Mogłam żyć w błogiej nieświadomości. Po cholerę tak dociekałam? Gdy tata wrócił z pracy zapytałam się go czy możemy porozmawiać, a potem spytałam czy ma mi coś do powiedzenia. Odparł, że nie. Gdy wspomniałam o Zaynie spiął się. Czyli wiedziałam już że go zna. Zaczęłam drążyć temat. W końcu wywiązała się kłótnia i pod wpływem emocji dowiedziałam się prawdy. Zostałam adoptowana. Ojcem był jakiś diler, którego zastrzelono, a matką kobieta, która umarła przy moich narodzinach. Czułam się potwornie oszukana.
Teraz wypłakiwałam sobie oczy w poduszkę. Co mam robić?
Już wiem! Idę do tego miejsca, którego adres podał mi Zayn. Wciągnęłam czarne rajstopy, założyłam jeansowe spodenki, w które wkasałam szarą koszulkę z ustami, na to założyłam skórzaną kurtkę z dresowym kapturem. Z racji że koszulka miała duży dekolt założyłam czarny komin. Na nogi wsunęłam czarne buty za kostkę, które nie za bardzo lubiłam, ale moje ulubione granatowe trampki zostały na dole, a tam siedzieli moi „rodzice”. Wiadomo, że o 11 w nocy nie wypuszczą mnie z domu. Spakowałam do plecaka kosmetyczkę, dwie pary spodni, spodenki, koszulę, sweter, bluzę, cztery koszulki, bieliznę, coś do spania, sukienkę, ładowarkę do telefonu i oszczędności. Jeszcze raz spojrzałam na adres. Przecież to najbardziej zapuszczona dzielnica miasteczka. Wiem gdzie to jest. Wszyscy wiedzą. Wcisnęłam klawisz „wycisz” na swoim iPhone po czym włożyłam go do kieszeni spodenek. Założyłam plecak na plecy i wyszłam przez okno schodząc po gzymsie.
Pod osłoną nocy powędrowałam w podane mi miejsce. Gdy tylko weszłam na ta ulicę zaczęłam się zastanawiać czy dobrze zrobiłam zapuszczając się tu w środku nocy. Przecież to tu niedawno kogoś zamordowano. To tu obraca się handel narkotykami, bronią i żywym towarem. To tu szerzy się prostytucja. Już chciałam zawrócić kiedy nagle jakiś koleś mnie zaczepił.
-Cześć- powiedział przeciągle- Ładną masz buźkę, wiesz?
Był to brzuchaty kolo koło pięćdziesiątki z długimi, siwymi włosami związanymi w kitkę na karku.
-Zgubiłaś się?- dopytywał przysuwając się do mnie bliżej.
-Ehm… Właściwie to… kogoś szukam- wydukałam.
-A kogo takiego? Kogoś konkretnego? Czy może ci to obojętne?
O nie. On myśli że jestem panią do towarzystwa.
-Tak… Szukam kogoś konkretnego… Zayn kazał mi tu przyjść- powiedziałam.
-Aaa…- facet odsunął się ode mnie- Skoro znasz Zayna i on kazał ci do siebie przyjść… Chodź. Tak się składa że znam go doskonale. Zaprowadzę cię do niego.
Kiwnął na mnie, ale ja stałam dalej w miejscu.
-Chodź. Nic ci nie zrobię. Nikt ci tutaj nic nie zrobi. Zayn zabiłby każdego kto zrobi coś lasce którą on sobie sprowadził.
Przewertowałam dokładnie jego słowa po czym skinęłam głową jakby do siebie i powędrowałam za tym facetem. Zatrzymaliśmy się przed jakimś pubem. Przed drzwiami stał ponad dwumetowy drab z miliardem tatuaży i mięśniami jak u Steven’a Seagal’a.
-Co jest?- spytał gburowato.
-Wpuścisz mnie?- spytał siwy.
-A to co to za jedna?- dopytywał zauważając mnie.
-Ona do Malika- mrugnął do niego porozumiewawczo.
-Właźcie- rzekł bez zastanowienia ochroniarz.
Zayn Malik. Więc tak się nazywa.
Oprócz tego wywnioskowałam jeszcze, że brązowooki jest tutaj jakąś szychą, bo nikt nie chce mu zaleźć za skórę.
  Klub był pełen ćpunów i pań do towarzystwa. Śmierdziało tu alkoholem, tytoniem i potem. Przed wejściem założyłam kaptur na polecenie Steve’a. Stwierdził, że to dla mojego dobra. Przemknęłam w ten sposób przez tłum niezauważona. Steve zaprowadził mnie po schodach na górę. Nie zważał na napis „Niezaproszonym wstęp wzbroniony”. Przeszedł przez korytarz i zapukał do drzwi na samym końcu. Gdy nikt nie odpowiedział wszedł bez żadnych ceregieli.
W środku na kanapie jakaś blondi przymilała się do Zayn’a, a on powoli spalał fajkę. Gdy drzwi się otworzyły odwrócił się w ich kierunku wysyłając mordercze spojrzenie Steve’owi. 
-Czego kurwa chcesz?- warknął Malik do faceta.
-Nie przeszkadzałbym gdyby to nie było ważne.
-Weź koleś spieprzaj!- zawołała blondynka, która pół naga siedziała okrakiem na kolanach Mulata.
-Zamknij się Karen- syknął brązowooki do tej laski- Lepiej by to było naprawdę ważne Steve… Wiesz co może się stać kiedy ktoś mi przeszkadza w ważnych sprawach.
Tak, orżnięcie dupy jakiejś lafiryndzie to ważna sprawa.
-Kogoś przyprowadziłem- powiedział siwowłosy.
Malik zrzucił blondynkę z kolan.
-Kogo?! Kogo znowu kurwa?!- krzyknął.
-Szukała ciebie- kiwnął na mnie Steve.
Wyminęłam faceta w drzwiach i ściągnęłam kaptur. Zaskoczenie przemknęło przez twarz bruneta.
-Kto to kurwa?- zapytała blondi.
-Nie twój zasrany interes- warknął do niej- Wypad stąd- dodał zwracając się do dziewczyny.
-Ale…- zaczęła.
-Wypierdalaj stąd!- ryknął brązowooki wskazując drzwi.
Tamta tylko skuliła się i czmychnęła z pokoju jak myszka.
-Dzięki Steve- powiedział beznamiętnie Malik patrząc w moje oczy- Możesz iść.
Usłyszałam jak drzwi się zamykają.
-Po coś przyszła? Rozmawiałaś z ojcem?- zaakcentował ostatni wyraz.
Przerwał kontakt wzrokowy ze mną.
-On nim nie jest- odparłam.
-Widzę, że posłuchałaś mojej rady- zauważył uśmiechając się tryumfująco.
-Kazałeś mi przyjść jak się tego dowiem, tak? Powiedz mi kto jest… Znaczy był, moim ojcem. Prawdziwym- rzekłam.
-A bo ja wiem?- wzruszył ramionami wywijając dolną wargę na wierzch.
-To dlaczego John słysząc twoje imię się spiął? Hmm?- odparowałam.
Nie będzie wciskał mi taniego kitu.
-Sądzę Charlotte, że powinnaś wrócić do domu. Ochłoniesz, to pogadamy jutro- odparł beznamiętnie sięgając do kieszeni po fajki.
 Wyciągnął jedną, zapalił ją i zaciągnął się dymem.
-Nie wrócę tam. Uciekłam. John powiedział, że mam nie wracać- taka była prawda.
Kiedy powiedziałam mu, że się wyprowadzam oznajmił, że jeśli dziś opuszczę dom to mogę już nie wracać, bo nie mam do czego.
-Kurwa!- krzyknął i kopnął w kanapę ze złości.
Przeczesał włosy palcami z papierosem w ustach.
-To ja idę- oznajmiłam.
-Dokąd?- spytał ironicznie.
-Nie wiem. Znajdę jakiś hotel.
-Pojebana. Znajdą cię i zabiją- stwierdził.
Wytrzeszczyłam oczy.
Zayn zgasił fajkę po czym ponownie przeczesał włosy dłonią.
-Robimy tak. Zostaniesz tutaj. Chodź- rzekł i odwrócił się w kierunku drzwi w ścianie.
Nie zareagowałam.
-Rusz ten swój zgrabny, zasrany tyłeczek i chodź jak cię kurwa proszę- warknął.
Trochę wystraszona ruszyłam za nim. Pomieszczenie za drzwiami okazało się sypialnią.
-Tam z boku masz łazienkę- burknął- Lepiej się umyj.
-Sugerujesz, że śmierdzę?- spytałam.
Cień uśmiechu przemknął przez jego twarz.
-Nie- odparł z cynizmem- Ale rozmazałaś się kochanie- przejechał kciukiem po moim policzku.
Przeszedł mnie przyjemy dreszcz.
-Bo płakałaś- szepnął prosto w moje usta.
Wstrzymałam oddech i czekałam na jego ruch.
-Idź do łazienki- rozkazał odsuwając się ode mnie.
Ściągnęłam plecak i zaczęłam szukać piżamy.
-Idź do tej cholernej łazienki!- krzyknął.
-Szukam piżamy kurwa!- odkrzyknęłam.
Momentalnie znalazł się obok mnie. Złapał mnie za nadgarstki i zmusił do patrzenia na siebie.
-Grzeczniej- warknął- Dziewczynie nie przystoi przeklinać.
-Nie będziesz mi tu mówił co mam robić- powiedziałam przez zęby.
Pchnął mnie, a z racji, że byłam na kuckach upadlam na podłogę. Przygwoździł mnie swoim ciałem do podłogi. Leżał na mnie w taki sposób, że stykaliśmy się brzuchami. Moje ręce uwięził w uścisku swoich i położył je nad moją głową.
-Właśnie, że będę skarbie- powiedział przesłodzonym głosem- Bo to kurwa moje mieszkanie i moje zasady- szepnął mocniej wbijając palce w moje nadgarstki- Zrozumiano?
Pokiwałam głową zaciskając usta by nie krzyknąć.
-To teraz do łazienki- powiedział prosto w moje usta.
-Wiesz, to raczej niemożliwe. Leżysz na mnie- odparłam.
-Jak ty mnie denerwujesz- powiedział przez zęby i wpił się w moje wargi.
Całował brutalnie, dokładnie tak samo jak się zachowywał. Zakręciło mi się w głowie. Puścił moje nadgarstki by złapać mnie w talii i jeszcze bardziej przyciągając do siebie. Wplątałam palce jednej dłoni w jego włosy, a drugą położyłam na jego karku. Rozchylił moje usta językiem wsuwając się do nich niczym wąż. Zmusił mnie bym oddała pocałunek, zrobiła to samo. Błądziłam dłońmi po jego plecach i karku. W końcu przestał.
-Idź- rozkazał- Zanim znów to zrobię- dodał.
-Ale ty ciągle na mnie leżysz- odparłam lekko sapiąc.
Wstał i odwrócił się do mnie tyłem. Wbił ręce w kieszenie po czym z jednej z nich wyciągnął fajki i odpalił jedną z nich.
Z prędkością błyskawicy złapałam plecak i zamknęłam się w łazience. Oparłam się o umywalkę i spojrzałam w lustro. Malik miał rację. Pod moimi oczami widniały ciemne ślady po tuszu. Ktoś mógłby pomyśleć, że specjalnie się tak umalowałam, ale tak nie było. Wyciągnęłam z kosmetyczki mleczko i waciki. Dokładnie zmyłam cały makijaż. Po czym rozebrałam się do naga i weszłam pod prysznic. Musiałam ochłonąć. Zrelaksować się. Woda delikatnie masowała moje ciało bombardując je kroplami na całej jego powierzchni. Wyszłam z kabiny, wytarłam się do sucha, nałożyłam odżywkę o zapachu fiołków, ubrałam się w piżamę składającą się z króciutkich, pomarańczowych spodenek i niebieskiej, luźniej bokserki. Pod spód założyłam oczywiście bieliznę. Zebrałam wszystko do kosmetyczki. Ją z kolei spakowałam do plecaka. Rozczesałam włosy pozwalając by same wyschły. Podniosłam plecak i wyszłam z łazienki.
-No w końcu! Ile kurwa można czekać!- zawołał.
Już zdążył przywołać swoją twarz skurwiela.
-Prze… Przepraszam- wyjąkałam.
-Kładź się spać. Teraz moja kolej- rozkazał mi.
Skinęłam głową. Potruchtałam do lóżka. Postawiłam plecak obok niego. Malik zniknął w łazience gasząc światło w pokoju. Położyłam się na skraju łóżka i przytuliłam się do kołdry wpatrując się w okno, za którym świeciły gwiazdy.
Co ja tutaj robię? Raz po raz zadawałam sobie to pytanie… Czy jestem na tyle głupia i zakochałam się w tym mrocznym nieznajomym? Co on ma mi do powiedzenia? Dlaczego rodzice ukrywali przede mną, że jestem adoptowana?
Zatopiona w myślach nawet nie usłyszałam jak Zayn opuszcza łazienkę. Skapnęłam się dopiero wtedy kiedy materac ugiął się pod ciężarem jego ciała gdy oto na nim usiadł. O mało nie pisnęłam.
-Niestety jesteś zmuszona ze mną spać- rzekł cynicznie.
Spięłam się. „Mus to mus” pomyślałam.
-Pogadamy jutro- zapewnił bez emocji nim zdążyłam o cokolwiek spytać.
Położył się obok mnie i przykrył tą samą kołdrą. Objął mnie jedną ręką w pasie i brutalnie przygarnął do siebie. Pisnęłam.
-Nie bój się. Nie gryzę- zaśmiał się ochryple.
Przysunął się jeszcze bardziej zmniejszając odległość między nami do minimum. Z resztą, nawet tego minimum nie było. Przez koszulkę czułam mięśnie jego brzucha. Na gołych nogach dotyk jego skóry. Jego głowa spoczywała na wgłębieniu między moją szyją, a ramieniem.
Czułam jak moje serce przyśpiesza. Zamknęłam oczy ciągle spięta. Jak mogłam zakochać się w takim draniu i to po tak krótkim czasie jaki się znamy?
Zayn odnalazł ręką, którą trzymał na mojej talii skraj koszulki. Włożył rękę pod materiał tylko po to by znów mnie objąć prawie uniemożliwiając oddech. Będą siniaki to pewne. Mimo tego przeświadczenia było mi dobrze. Czułam się bezpiecznie. Wiedziałam, że nie pozwoli mnie nikomu innemu dotknąć. Przy nim nie stanie mi się krzywda.
-Odpręż się. Przecież wiesz, że nic ci nie zrobię- szepnął mi do ucha przygryzając jego płatek.
Zrobiłam to co kazał.
-Może tak byśmy zrezygnowali z ubrań?- omiótł moje ucho swoim oddechem podrażniając moją skórę zarostem.
Nie zareagowałam w jakiś specjalny sposób. Tylko wstrzymałam oddech.
-A może masz i rację. Lepiej nie- zrezygnował choć ton jego głosu na to nie wskazywał- Bo nie jesteś niegrzeczna. Ty jesteś grzeczną dziewczynką.
Zamknęłam oczy pragnąc by już więcej nic nie mówił.
-Dobranoc skarbie- wyszeptał.
Wplątał nogi między moje jakby bał się, że nocą ktoś przyjdzie i mnie porwie. Nie byłam w stanie się ruszyć, ale i tego nie chciałam. Tak było idealnie. Stłumiłam ziewnięcie. Chwilę potem zasnęłam.

*
Rano, gdy wstałam Malika nie było. Aż dziw że się nie obudziłam gdy wstawał, nasze kończyny były tak mocno ze sobą spętane. Udałam się czym prędzej do łazienki i założyłam czarne, obcisłe spodnie rurki i czarny, luźny top z białym, wielkim napisem "FUCK". Zrobiłam grube kreski eye-linerem i mocno wytuszowałam rzęsy. Rozczesałam włosy i wyprostowałam je. Usta pomalowałam różową szminką i wciągnęłam trampki. Dlaczego to wszystko robiłam? Chciałam pokazać Zaynowi, że nie jestem grzeczną dziewczynką.
Spryskałam się tylko perfumami z playboy'a i przeczesałam włosy palcami. Po czym spakowałam wszystko do kosmetyczki i wyszłam z łazienki. Nikogo nie było.
"Cóż, poczekam." stwierdziłam. Podeszłam do plecaka i włożyłam do niego kosmetyczkę.
- O! Nie śpisz już? - powiedział głos Mulata.
Nie słyszałam jak wszedł, ani nie widziałam. Byłam bowiem ustawiona tyłem do drzwi.
- Tak. Nie śpię - odparłam nie odwracając się do niego.
- Odwróć się jak ze mną rozmawiasz - warknął.
Odwróciłam się zamaszyście.
- pamiętasz o obietnicy? - spytałam krzyżując ręce na piersiach.
- Zjedzmy najpierw śniadanie - powiedział. - Chodź.
Odwrócił się i wyszedł przez drzwi. Dogoniłam go przy drzwiach, przez które wczoraj wprowadził mnie Steve.
Gdy się z nim zrównałam, Malik objął mnie w talii, przyciągając do siebie. ruszyliśmy schodami. Różni kolesie oglądali się na mnie i gwizdali.
- Pięknie dzisiaj wyglądasz - Zayn szepnął mi na ucho i przygryzł jego płatek.
W duchu jęknęłam. Boże, jak ja reaguję na każdy jego ruch, dotyk! To nie jest normalne.
- Nie wyglądasz na grzeczną dziewczynkę, ale ostrzegam - tu zmienił ton głosu na ostry - jeśli zaczniesz z kimś flirtować...
- To co? - warknęłam. - Uderzysz mnie?
Postanowiłam być "bad" to taka też będę. Co z tego, że kolana mi miękną kiedy widzę jego kawowe tęczówki, wpatrzone w moje.
- Bo jesteś moja. Zrozumiano? - syknął wbijając palce w moje biodro.
Niech zostaną siniaki. Trudno. Nie jestem przecież z porcelany.
- Zrozumiano? - powtórzył, gdy nie uzyskał odpowiedzi. - Bo mogę z ciebie zrobić taką, co będzie musiała - zaakcentował to słowo - bawić się z innymi kolesiami.
Od razu zrozumiałam aluzję.
- Rozumiem - szepnęłam dla świętego spokoju.
- To dobrze - wyszeptał, omiatając moje ucho swoim oddechem.
Znaleźliśmy się w pubie. Zayn podszedł do baru i zawołał:
- Sue, jest już nasze śniadanie?
Zza lady wyłoniła się dziewczyna z zielonymi oczami, śniadą cerą i prostymi, czarnymi włosami do pasa, w których widniały pasemka kolorów tęczy.
- Ależ oczywiście - zaszczebiotała barmanka, patrząc maślanym wzrokiem na Malika.
- Daj! Proszę, daj mi jeszcze działkę - jakiś chłopak dopadł do nogawki spodni Zayn'a. - Proszę. Musisz mi dać. nie wytrzymam. Daj - powtarzał w amoku.
W sumie, chłopak była nawet ładny. Kręcone, brązowe włosy, błękitne oczy, które zasnute były teraz bielmem.
- Finn, odejdź - zarządził brązowooki.
- Ale proszę... Tylko działkę... - szepnął, nie zważając na słowa chłopak.
Malik zamachnął się i z całej siły uderzył go pięścią w twarz. Usłyszałam odgłos łamanej kości. Finn zalał się krwią i opadł nieprzytomny. Zakryłam usta dłońmi. Mulat odsunął chłopaka od siebie nogą.
- Proszę. oto śniadanie - za ladą pojawiła się barmanka z dwoma talerzami i postawiła je na ladzie.
- Skarbie, to twoje - Zayn wskazał talerz z makaronem i mięsem, patrząc na mnie.
Barmanka dopiero teraz zdała sobie sprawę z moje obecności. Wzięłam potrawę i udałam się za brunetem do stolika w najdalszym, ale i najcichszym kącie pubu.
- Więc jesteś dilerem - stwierdziłam w czasie posiłku, nabijając mięso na widelec. - I nie mów, że nie.
- Tak, masz rację. - potwierdził.
No po prostu super. Zakochałam się w zimnym draniu, który handluje prochami. Gratulacje Lottie, gratulacje.
- Powiedz mi, czego ode mnie chcesz? - spytałam.
Zauważyłam błysk wściekłości w jego oczach.
- Przepraszam... Źle to ujęłam - pospieszyłam z wyjaśnieniami. - Dlaczego sugerowałeś bym porozmawiała z Johnem? Skąd on cię zna?
- John zna mnie dlatego, bo znał mojego ojca - wyjaśnił - obaj siedzieli w jednej branży, tak jak i twój prawdziwy ojciec.
- CO? - zamrugałam zdziwiona.
- Skończyłaś już? - spytał, patrząc na mój pusty talerz. - To jest prywatna rozmowa. Nikt niepowołany nie powinien jej słyszeć.
Skinęłam głową.
- Sue! - ryknął.
Dziewczyna przytruchtała na swoich ponad piętnastocentymertowych szpilkach.
- Zabierz no to - polecił ze swoją jak zwykle bez wyrazu miną.
Wstaliśmy i udaliśmy się z powrotem na górę. Malik znów trzymał mnie blisko siebie. W pewnym momencie jakiś koleś klepnął mnie w tyłek. Tego było za dużo. Odwróciłam się nie zwracając uwagi na Zayn'a i przywaliłam facetowi z całej siły z liścia w twarz. Ten złapał się za policzek i zsunął się ze schodów.
- Auć! Ostra - wyszeptał brązowooki do mojego ucha, przygryzając jego płatek i podrażniając go językiem.
- Nie będzie mnie skurwiel tykał. nie jestem dziwką - warknęłam wściekłą na tamtego kolesia.
- Uspokój się - zaśmiał się cynicznie.
Grr... Jak on mnie wkurwiał, ale i pociągał zarazem.
- Chodź - powiedział. - Będziemy sami - wyszeptał, całując moją szyje, zasysając powietrze i robiąc w tym miejscu malinkę.
Ruszyliśmy do tamtego mieszkania, w którym spędziłam noc. Gdy tylko zamknęły się za nami drzwi, Malik przygwoździł mnie do nich, wpijając się w moje usta.
Boże, on wie jakiego go lubię... O nie! Stop! Najpierw informacje. Oparłam dłonie na jego torsie i z całej siły odepchnęłam. Prawie wcale się nie ruszył, ale przestał.
- Co ty kurwa robisz? - każdy wyraz mówił z coraz większym jadem.
- Najpierw opowiedz mi o moim ojcu - zażądałam. - A potem... - uśmiechnęłam się zadziornie, przebiegając palcami po mięśniach jego brzucha i klatki piersiowej. - Hm... - wydęłam usta w zastanowieniu i kręciłam jedno pasmo włosów na palcu. - Zobaczymy - szepnęłam, nachylając się do niego i liżąc płatek jego ucha.
Był napalony. Było to widać w jego oczach. Korzystając z tej chwili zdezorientowania, wyswobodziłam się z jego rąk i usiadłam wygodnie na kanapie. Widziałam jak Zayn zgina palce w pieści, a chwilę potem prostuje.
- Mój ojciec miał na imię Peter - zaczął grobowym głosem jaki miał w zwyczaju używać. - Była ich trójka: Peter, John i Travis - twój ojciec. Byli dilerami, handlowali bronią. Zbili niezły szmal. Zabawiali siłą z panienkami. normalka. John oznajmił kiedyś, że odchodzi, że nie dla niego takie życie. Twój i mój ojciec pozwolili mu odejść pod warunkiem, że będzie trzymał gębę na kłódkę i się tobą zaopiekuje razem ze swoją żoną Silvią. Po tym jak Harper zaszła w ciążę z Travisem i umarła przy porodzie, nie było co z tobą zrobić. Travis nie chciał wychowywać dziecka, ale chciał cię chronić. Wszyscy chcieli cię zabić. Jedynymi osobami po twoim ojcu, które nie życzyły ci źle byli John i Peter. Dlatego trafiłaś na wychowanie do Riverów. Naszych ojców zabiła rosyjska mafia. Johna zapewne już też... Teraz chcą dopaść nas. Ciebie i mnie - zakończył opowieść.
- Ale czego oni od nas chcą? - spytałam lekko łamiącym się głosem. Natłok myśli i informacji stworzył  w mojej głowie niewyobrażalny mętlik. nie myślałam już rozsądnie. Czułam się oszukana i bezbronna.
- Jesteśmy wspólnikami. Odziedziczyliśmy biznes po ojcach - oznajmił. - A po za tym... - odwrócił się do mnie i zaczął zmierzać w moim kierunku, przeszywając mnie wzrokiem. - Pewnie chcą cię sprzedać na czarnym rynku za kupę szmalu. A wierz mi - był już tak blisko, że nasze oddechy splatały się w jeden - jesteś naprawdę droga. - szepnął i natarł na moje usta.
Oddałam pocałunek. Jestem córką gangstera, wychowaną przez jednego z jego najlepszych przyjaciół, a Zayn jest synem drugiego. To nie jest normalny związek.
Pchnął mnie na kanapę i znalazł się nade mną nie odrywając się od moich ust. Jedną ręką trzymał nad moim ramieniem, a drugą błądził po moim ciele. Ja z kolei wplotłam jedną dłoń w jego włosy, a drugą położyłam na samej górze jego pleców. Ręka, którą wodził po moim ciele przesunęła się na pośladek, a następnie na udo. Założyłam tą nogę na jego biodro, a on wbił w nią palce. Zaczęłam zjeżdżać dłonią, którą trzymałam na jego plecach w dół. Już dotarłam do skraju jego koszulki, gdy nagle ktoś wpadł do salonu i zaczął wołać:
- Malik! Malik!
Znieruchomiałam. Kurwa, od czego są drzwi?! Nie nauczyli pukać?!
- Kurwa ty chcesz już nigdy nie wstać, prawda? - ryknął wściekły Zayn, odrywając się ode mnie i patrząc na tamtego przez ramię, ciskając z oczu piorunami.
- Gdybym wiedział... Ale... To... - jąkał się ten chłopak.
- Wysłowisz się kurwa wreszcie?! - krzyknęłam.
W mojej głowie ciągle buzowała namiętność i pożądanie.
- Złapali jednego z mafii. Trzymają go w celi - powiedział facet.
Malik momentalnie jakby się spiął.
- Zaraz przyjdę - rzucił bez emocji.
- Ale... - zaczął tamten.
- Powiedziałem za chwilę, kurwa! - ryknął w jego stronę.
- Tak jest - rzekł skruszony i odszedł ze spuszczoną głową, zamykając za sobą drzwi.
- Idziesz ze mną - powiedział, wstając ze mnie.
- Co? - zapytałam. - Ale po co?
- Bo ta sprawa dotyczy też ciebie.

*

Zayn zaprowadził mnie do jakiegoś obskurnego pomieszczenia. Śmierdziało tu stęchlizną i rozkładającym się mięsem. Z trudem powstrzymywałam się, by nie zwymiotować.
Nim wyszliśmy z salonu, poszłam do łazienki poprawić makijaż, a Zayn wręczył mi czarne szpilki na dość grubym i wysokim obcasie oraz czarną najeżoną ćwiekami skórzaną kurtkę, oznajmiając żebym to włożyła.
Tak oto ubrana stanęłam przed metalową kratą, przy której czuwało dwóch mięśniaków obtatułowanych wszędzie gdzie się tylko dało. Idealnie współgrałam ubiorem z Malikiem. Czarne spodnie, ciężkie buciory, skóra koloru smoły i czarny T-shirt. Na szyi jak zwykle nieśmiertelnik. To cały Zayn. Mroczny, brutalny i bezwzględny.
Gdy dwaj goryle zobaczyli Mulata, ukłonili się z szacunkiem i otworzyli kraty. Przeszliśmy krótkim ciemnym korytarzem i stanęliśmy przed drzwiami z grubej warstwy stali.
Zayn wpisał kod na panelu znajdującym się obok drzwi, a one otworzyły się z cichym skrzypnięciem. Złapał mnie za przedramię, widząc, że się waham. Posłusznie ruszyłam razem z nim. W środku spotkaliśmy Steve'a.
- Kogo tu przyprowadziłeś? - zapytał znacząco Zayn'a zupełnie mnie nie poznając.
Zachciało mi się śmiać nawet w takim momencie jak teraz, ale stłumiłam to w sobie.
- Pamiętasz dziewczynę, którą wczoraj do mnie przyprowadziłeś? - odpowiedział beznamiętnie pytaniem na pytanie Malik.
- Charlotte, tak? Ładniutka była - rzekł rozmarzony. - Ale ta... - szepnął nachylając się w kierunku Mulata i zerkając na mnie. - Ta jest ostra. Idealna dziewczyna gangstera - dodał myśląc, że nie słyszę.
- To jest Charlotte - stwierdził brązowooki z grymasem satysfakcji na twarzy. - Wpuść nas to tego nowego - zaakcentował ostatni wyraz.
- Jak to was? Ale ona... - zaczął Steve.
- Ona jest córką Trevora i już prawie wszystko wie. Więc ma prawo się tam znajdować tak jak ja - ryknął wkurzony.
Steve zrobił minę ryby wyciągniętej z wody.
- Takim się dorobić- warknął Malik i wyrwał Steve'owi klucze z rąk, po czym otworzył drzwi znajdujące się najbliżej nas po prawo. Nikłe światło lampki oświetlało dwóch facetów, którzy samym swoim wyglądem dawali wyraźnie do zrozumienia, że jeśli im się narazisz, twoja matka może cię nie poznać. Zayn uderzył w kontakt zapalając żarówkę w małym żylandorze  pośrodku sufitu. O mało nie krzyknęłam, patrząc na ścianę naprzeciw nas. Wisiał tam bezwładnie chłopak przyczepiony kajdankami za nadgarstki. Siedział na ziemi. Głowa zwisała mu na piersi. Z rozcięć na lewej brwi i prawym policzku sączyła się krew. Lekko przyschnięte plamy pod nosem świadczyły o tym, że miał krwotok. Z opuchniętej dolnej wargi wolno płynął czerwony płyn. Jedno oko miał podbite. Koszulka, w którą był ubrany była na wpół podarta. W miejscach, które odsłaniał T-shirt miał siniaki, mieniące się rozmaitymi kolorami. Gdyby nie to wszystko chłopak wyglądałby normalnie. Kręcone brąz włosy, spora ilość tatuaży, dość wysoki wzrost, duże dłonie i stopy. Wszystko to sprawiało, że wyglądał zupełnie odmiennie i zabójczo przystojnie.
- Powiedział coś sensownego? - spytał Zayn.
Jeden z drabów pokręcił głową.
- Już ja go zmuszę do mówienia - wysyczał przez zęby Malik. Chłopak przykuty kajdankami kaszlnął i wypluł krew z ust. Skrzywiłam się w grymasie obrzydzenia. - Stój tu - polecił mi Mulat.
Skinęłam głową.
Podszedł kilka kroków, znajdując się tuż obok tego chłopaka. Kucnął tak żeby ich twarze były na jednym poziomie.
- Jak się nazywasz? - raczej zażądał niż spytał.
- Luckas Wood - wymamrotał tamten.
- Co wiesz o śmierci Trevora Parkera? - kolejne pytanie popłynęło z ust bruneta.
Więc nazywam się Parker. Charlotte Parker. W sumie nie najgorzej.
- Nic - odparł Luck, przekręcając głowę na drugi bok z ciągle zamkniętymi powiekami.
- Nie kłam! - zaryczał Zayn.
- Mówię prawdę! - wykrzyknął mu prosto w twarz Luckas, szarpiąc się i otwierając momentalnie oczy.
- Grzeczniej - Zayn uderzył go z pięści w twarz aż ten odwrócił głowę, a jego wzrok spoczął na mnie.
Zatkałam usta dłońmi, gdy Mulat znów go uderzył.
- Widzę, że przyprowadziłeś niezłą laskę Malik - szydził Luck.
- Ostrzegam cię Wood - warknął. - Jeszcze jedna głupia uwaga...
- Niezła cizia... - zaczął, ale już pięść Mulata wylądowała na jego szczęce.
Pisnęłam cichutko.
- Jak ci na imię, ślicznotko? - zapytał Luckac, ale znów oberwał nim zdążyłam cokolwiek zrobić.
Każda kolejna próba wypowiedzenia choćby słowa w moją stronę, zostawała nagrodzona kolejnym uderzeniem.
- Zayn zostaw go! - krzyknęłam w końcu.
Ten poderwał się z kucek w furii i zmaterializował się koło mnie.
- Kim ty kurwa jesteś, że mi rozkazujesz? - warknął, mierząc mnie wściekłym spojrzeniem.
Znajdował się tak blisko mnie, prze przyciskał mnie swoimi biodrami do ściany. jego ręce spoczywały po obu stronach mojej głowy.
- Twoją wspólniczką - szepnęłam mu do ucha, by nikt nie usłyszał. - Nie bij go już i tak ci nic nie powie - dodałam. - Widzisz, że ciągle jest zainteresowany mną.
- Co ty chcesz zrobić? - spytał, odsuwając się o kilka milimetrów.
- Jeśli mi ufasz to zostaw to mnie - powiedziałam.
Wściekły uderzył pięścią w ścianę tuż obok mojego ucha. Zacisnął zęby i łaskawie skinął głową. Dyszał ciężko. Odepchnęłam go lekko od siebie po czym wyminęłam i stanęłam między nogami Luckasa, opierając ręce na biodrach. Czas skorzystać z tego, że jestem kobietą.
- Cześć Luckas - powiedziałam przesłodzonym głosem. Zmierzył mnie swoimi złotymi oczami od stóp do głów. Potem wrócił do twarzy.
- Chciałeś ze mną rozmawiać. - kucnęłam znajdując się twarzą na wysokości jego twarzy.
Poprawił się siadając na tyle prosto na ile to było możliwe.
- Wcześniej mówiłeś więcej. Nie mów, że kobiety cię onieśmielają. - klęknęłam na kolana, przebiegając delikatnie palcami po jego klatce piersiowej w dół zatrzymując się na linii paska od spodni.
- Hmm... Może powiedziałbym więcej, gdyby twój kolega nie patrzył na mnie jakby chciał mnie zabić... - stwierdził.
- Zayn... - powiedziałam ostrzegawczo.
On znalazł się od razu za mną, kładąc dłonie na moich biodrach i sycząc w ucho.
- Nie wkurwiaj mnie.
Odwróciłam głowę i szepnęłam groźnie.
- Jak chcesz informacji to wyjdźcie i poczekajcie za drzwiami.
- Ani mi się śni - szepnął przez zęby.
- Obiecuję, że potem zrobię wszystko co każesz - westchnęłam, łapiąc się ostatniego koła ratunkowego.
Mam nadzieję, że nie utonę.
- Wszytko? - spytał.
- Wszystko - potwierdziłam.
Wbił mocniej palce w moje biodra, po czym puścił, wstał i wyszedł, wołając dwóch osiłków, by zrobili to samo.
- Okay... To teraz może mi powiesz co wiesz? - zaproponowałam.
- Hm... Zastanowię się - odparł.
- Nie drażnij mnie - ostrzegłam.
- Lubię widok wkurwionej dziewczyny - uśmiechnął się cwaniacko.  - To takie podniecające.
Było mi go szkoda na początku, ale teraz zdałam sobie sprawę, że to taki sam skurwiel jak Malik, a może nawet gorszy. Tym bardziej trzeba być zołzą. No cóż... Będę udawać jeśli trzeba.
- Skarbie, powiedz mi co wiesz o śmierci Trevora Parkera - poprosiłam głosem ociekającym miodem, przejeżdżając palcem wskazującym po jego żuchwie.
- Nie rozumiem czemu sądzisz, że coś wiem - odpowiedział.
- Hmm.... - przejechałam wolno palcami od jego ramienia aż do nadgarstka. - Powiedzmy, że mam przeczucie.
- Kobieca intuicja, powiadasz? - zaśmiał się sarkastycznie.
- Grzeczniej - warknęłam. - Przypominam, że to ja tutaj rządzę. Porozmawiajmy - zmieniłam ton głosu na słodki - jak starzy, dobrzy znajomi.
- Żeby rozmawiać w ten sposób, trzeba się znać, a ja nawet nie wiem jak się nazywasz - odparł.
- Charlotte - wyszeptałam mu do ucha.
Zauważyłam jak gęsia skórka wystąpiła na jego ciało.
- Powiedz mi - ciągle szeptałam mu do ucha.
- Nie mogę - odparł trochę mniej pewnie.
Przyległam biodrami do jego krocza, a nasze klatki piersiowe nie dzielił nawet milimetr.
- Proszę - wyszeptałam i przygryzłam płatek jego ucha.
Poczułam jak drży, a zgrubienie w jego spodniach rośnie.
Zaśmiałam się pod nosem.
- Nie mogę - powtórzył drżącym głosem.
- Kotku, proszę... Nikt się nie dowie, a ja potrafię się odwdzięczyć - kusiłam i poruszałam biodrami.
- Co chcesz wiedzieć? - szepnął oddychając coraz szybciej.
Udało się. Trzymam ptaszka w garści.
- Kto zabił Trevora Parkera? - spytałam, czując jak jego męskość jeszcze bardziej twardnieje.
- William. William Harison - odpowiedział.
- Grzeczny chłopiec - pochwaliłam i przeczesałam jego włosy palcami. - Następne pytanie kochaniutki - usiadłam na jego udach rozkrokiem, czym był wyraźnie zdziwiony. - Zabójca Petera Malika.
- Braian Wood. Mój ojciec.
Zaśmiałam się uwodzicielsko i zatańczyłam palcami na jego brzuchu tuż nad linią jego spodni.
- Mogłabyś zawołać kogoś, by zdjął mi te kajdanki, wtedy byś zobaczyła jaki jestem dobry - zaproponował drżąc z podniecenia.
- Jeszcze kilka pytań, dobrze? - spytałam. - A potem dostaniesz nagrodę - owiałam jego ucho swoim oddechem. - Ale jeśli mnie okłamiesz to osobiście cię zastrzelę - ostrzegłam.
- Mów co chcesz wiedzieć. - wyrzucił z siebie.
- Jak się nazywa twój szef?
 - Doug Brown.
- Gdzie znajduje się wasza kryjówka? - spytałam.
- Na obrzeżach miasta w starych magazynach, za czterema czerwonymi skrzynkami znajduje się wejście, ale by się dostać do środka musisz znać hasło i wpisać je na panelu sterującym.
- Jak ono brzmi? - zapytałam.
- Kokaina.
- A wiesz może czy coś szykują? Jakąś transakcję?
- Z tego co wiem to w przyszły wtorek szykują wymianę przy starej fabryce tytoniu. To mają być jakieś prochy za forsę z jakimś kolesiem. Nazywają go Kamazura. A wczoraj wieczorem udali się do Riverów po tą ich dziunię, a przy okazji chcieli zgarnąć Johna. Pewnie im się udało.
Zamarłam. Gdybym tu nie przyszła, mogłabym już nie żyć. Szybko jednak się otrząsnęłam, by się nie poznał.
- Cóż to chyba wszystko - oznajmiłam i wstałam z niego.
Zaczęłam iść w kierunku wyjścia.
- Ej, gdzie idziesz, ślicznotko? - zawołał.
- Po mojego kumpla - rzuciłam i złapałam za klamkę.
- A gdzie moja zapłata? - spytał.
- Nie myślałeś chyba, że mówię serio.- odparłam cwaniacko.
- Szmata - warknął.
- Nie. Wystarczy Charlotte River - powiedziałam odwracając się przez ramię.
Zrobił wielkie oczy, a ja się odwróciłam i wyszłam z pomieszczenia.
Mrs Black bajkowe-szablony