Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bad girl. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bad girl. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 8 maja 2016

TOP7 ~~Serie książek

Ruszam z kolejnym pomysłem na umilenie i Wam i sobie czasu ;) Postanowiłam wrzucać tutaj różne rankingi i będę Was prosiła o Wasze zdanie na dany temat oraz własne TOP7.


Dzisiejszy temat to serie książek, które uwielbiam całym moim sercem ;)

7. Saga "Zmierzch"

Pojawia się u mnie, ponieważ mam do tych książek pewien sentymentalizm, 
kojarzą mi się z miłymi dla mnie czasami, kiedy po raz pierwszy po nie sięgnęłam. 
Historia może i jest banalna, ale za to jaka piękna!



6. Dziedzictwa Planety Lorien

Zakochałam się w tej serii od pierwszego wejrzenia, z resztą pisałam na początku recenzję, 
więc to tam możecie poznać moją opinię. Naprawdę Wam ją polecam, choć denerwuje 
mnie to, że nie przetłumaczone są wszystkie części na język polski.



5. Zwiadowcy

Te książki znalazłyby się wyżej w rankingu, zdecydowanie, gdyby nie posiadały tak 
wielkiej konkurencji. Uwielbiam pana Flanagana za stworzenie tak cudownego 
świata, za niesamowitych bohaterów oraz ich nietuzinkowe przygody i rozwiązania 
tych przygód. Za wprowadzenie nas do świata magicznego, 
ale jednocześnie realnego.



4. Igrzyska Śmierci

Książki również uwielbiane przeze mnie i chętnie do nich wracam dość często. 
Wspaniały świat, cudowni bohaterowie, nieziemskie opisy, druzgoczące zakończenia, 
dramatyczne i niespodziewane sytuacje a przede wszystkim śmierci głównych bohaterów. 
Chyba nie ma osoby, która chociażby nie słyszała o filmie, o którym ostatnio było głośno.



3. Wybrani

Mam wszystkie części w domu i absolutnie nie żałuję, że je kupiłam, bo przygody 
głównych bohaterów wciągają jak mało które. Tajemnice, tajemnice i jeszcze raz 
tajemnice a pomiędzy nimi Allie, Carter, Sylvain i wielu innych nastolatków, którzy, 
uczęszczając do szkoły Cimmeria, nie do końca zdają sobie sprawę, z czym się to wiąże. 



2. Harry Potter

Długo zastanawiałam się, którą serię dać na drugie miejsce, a którą na pierwsze. Biłam się 
z myślami i do tej pory nie wiem, czy nie popełniłam błędu. Ale moje umiłowanie do 
niebieskich oczu Froda chyba wygrało i to Harry Potter jest drugi. Kultowa seria 
o młodym czarodzieju, która podbiła serca miliony ludzi na całym świecie. Kocham panią Rowling za cały świat Harrego, za Draco Malfoy'a, za cudowne, śmieszne, wzruszające, dramatyczne
 sceny. Za to, że książki są naprawdę mądre oraz niezwykle ciekawe i wciągające. 



1. Władca Pierścieni

W domu mam bardzo starą wersję, która już się prawie rozleciała od ciągłego kartkowania. 
Ale co roku we wakacje wracam do nich i zarywam trzy noce, by przeczytać od początku, 
od deski do deski całą historię pierścienia oraz Froda i jego przyjaciół. Polecam książki 
naprawdę każdemu, ponieważ każdy powinien znaleźć coś dla siebie. Historia niesie wiele 
przesłań ze sobą, co prawda jest nieco obszerna, ale czyta się ją dosyć szybko. Znajdziemy 
w nich wątki miłosne, przygodowe, fantastyczne, o przyjaźni, o walce, momenty 
śmieszne i wzruszające do łez. Wielbię pana Tolkiena za to, że potrafił stworzyć całą swoją 
mitologię o Śródziemiu, na której wzorowali się inni twórcy. Jestem pełna podziwu dla
 autora za pomysłowość i za całokształt. Dziękuję! ♥





A Wasze? Jakie są ulubione serie książek? Chwalcie się koniecznie w komentarzach! Już niedługo kolejny TOP7, obserwujcie blogaa! ♥

piątek, 15 kwietnia 2016

Weekend z Zuzką M. #4


Witam Was serdecznie w ten piękny dzień! Dawno mnie nie było z moim cyklem, więc postanowiłam dzisiaj Wam troszkę rzeczy przygotować ;) I zrekompensować poprzednie braki.
Zacznijmy może od tego, że jest tak piękna pogoda, że aż szkoda siedzieć w domu. Sama zamierzam wyjść później na spacer (oczywiście jak wrócę do domu i tam również będzie taka zachęcająca pogoda). Proponuję Wam aktywny weekend! Spacer z rodziną, psem, może samotnie. Przejażdżka rowerowa do lasu czy parku świetnie nam zrobi. Trzema korzystać z okazji i łapać pierwsze promienie słońca całymi garściami!
Dzisiaj wieczorem proponuję zasiąść przed telewizorem i obejrzeć "Shrek Trzeci". Uwielbiam wracać do bajek z dzieciństwa, w ogóle do bajek i zawsze, kiedy mam okazję, siadam i oglądam razem z moją młodszą kuzynką. Nie da się zliczyć, ile razy obejrzałyśmy "Krainę Lodu" czy "Epokę lodowcową". Na poprawę humoru albo na miły koniec dnia akurat pasują takie filmy animowane.
Później będę miała dylemat, ponieważ, już nie wiem, po raz który, w telewizji leci "Armageddon" i za każdym razem staram się go obejrzeć. Ryczę zawsze jak bóbr, ale nie żałuję, ponieważ kocham ten film jak żaden inny. Ale prawie w tym samym czasie jest również trzecia część "Zmierzchu" i jak dotąd obejrzałam już dwie poprzednie, wypadałoby zobaczyć i tę. Zwłaszcza, że mama bardzo lubi się przy tym odprężyć, a przecież nie będę jej wieczorem po pracy kazała oglądać kolejny raz takiego dramatu jakim jest "Armageddon".
W sobotę będzie okazja zobaczyć w telewizji "Chłopca w pasiastej piżamie". Jeżeli ktoś tego nie oglądał, powinien się z tym filmem zapoznać. Pamiętam, jak pani na polskim w gimnazjum włączyła go nam na lekcji. Do tamtej pory mam ciarki, kiedy pomyślę, co tam się działo. Nie za bardzo przepadam za wojennymi filmami, ale ten jest wart polecenia i obejrzenia. Naprawdę.
Coś dla fanów sportu! W sobotę tj. 16 kwietnia odbędzie się pierwszy półfinałowy mecz Final Four Ligi Mistrzów. Panowie z Zenitu Kazań zmierzą się z Asseco Rasovią Rzeszów ok 16:30. Spotkanie odbędzie się w Tauron Arenie w Krakowie. Niesamowicie zazdroszczę tym, którzy mają bilet i mogą obejrzeć mecz na żywo!!
Przez ostatnie dwa tygodnie chodzą za mną cały czas dwie piosenki:

I chociaż na aktywny weekend poleciłabym Wam coś ruchliwszego, to mogłabym tych piosenek słuchać non stop, więc to je właśnie Wam polecam ;)
Nadal kończę "Miasto szkła" oraz "Łaskę utraconą", więc nie wiem, co Wam polecić z książek. Zakupiłam ostatnio trzy nowe, ale jeszcze się za nie nie wzięłam. Jak tylko przeczytam choć jedną, na pewno się o tym dowiecie, ponieważ zamierzam wrzucać więcej recenzji i innych uwag co do książek.
Jeżeli natomiast chodzi o bloga, to wybrałam jednego, który uważam, że zasługuje na moje wyróżnienie tutaj ;)

Opowiadanie zakończone, więc nie będziecie mieli problemu z tym, że notki długo się nie pojawiają ani nic.

"Faith nie ma łatwego życia. Lecz kto by miał, gdyby musiał uciekać z rodzinnej krainy? Ether jest miejscem pełnym intryg, tajemnic ale przede wszystkim przeszłości, od której główna bohaterka chciała się odciąć. Niestety, przeszłość zawsze nas dogoni, a już na pewno nie da o sobie zapomnieć.
Okazuje się, że Faith ma do odegrania ważną rolę w krainie, którą kiedyś nazywała domem. Czy zdoła sprostać wyzwaniu, jakie ją czeka?
Dlaczego jest Ostatnia?"

Od siebie mogę dodać, że historia niesamowicie wciąga i jeżeli są jakieś błędy czy niedociągnięcia to nie zwraca się na nie wielkiej uwagi, ponieważ samo opowiadanie jest naprawdę dobre ;)

To tyle na dzisiaj. Do przeczytania niedługo!
Ps. Piszcie, jak wy spędzacie weekend! 

sobota, 9 kwietnia 2016

Dziedzictwo mroku,czyli wilkołactwo w nowym wydaniu.

Polski tytuł: Dziedzictwo mroku
Oryginalny tytuł: The Dark Divine
Autorka: Bree Despain
Wydawnictwo: Galeria Książki
Kategoria: fantastyka



Książkę znalazłam w internecie, kiedy poszukiwałam czegoś, co mogłabym przeczytać. Była w przecenie, sam opis, jak i okładka mnie zaintrygowały. Postanowiłam dać szansę tej serii. 

W przeszłości rodziny Divine wydarzyło się coś, o czym się nie wspomina. Coś, o czym Grace nie ma zielonego pojęcia, choć bardzo by chciała. Przecież to tej jednej nocy straciła ukochaną osobę, najlepszego przyjaciela. Nagle tak po prostu odszedł. Tej samej nocy znalazła swojego brata całego zalanego krwią i od tamtej pory nie wspomina już przyjaciela z dzieciństwa. 
Wszystko wywraca się do góry nogami, kiedy Daniel wraca, by skończyć szkołę i móc iść na wymarzone studia. Grace znów zbliża się do chłopaka, co bardzo denerwuje jej brata, który wolałby, by jego rodzina nie miała już z nim nic wspólnego. 
Pojawienie się Daniela spowodowało, że Grace chce jeszcze bardziej poznać sekret z przeszłości i jest zdeterminowana, by dotrzeć do sedna sprawy z tej nocy, kiedy po raz ostatni widziała Daniela. Dziewczyna musi poznać mroczną tajemnicę Daniela oraz znaleźć sposób na to, by uratować nie tylko jego, ale i swoich bliskich, co okazuje się nie być takie proste, jakby się na początku wydawało. 
Na początku opowieść nudzi. Pojawia się cała rodzina pastora, która zachowuje się, jak na taką rodzinę przystało. Rodzeństwo pomaga w przykościelnych organizacjach, dobrze się uczy, nie można im nic zarzucić. Wręcz przeciwnie, staje się to odrobinę sztuczne i irytujące. Jude, brat głównej bohaterki od początku kreowany na superbohatera, po kilku stronach po prostu mnie zdenerwował i miałam ochotę kopnąć go w cztery litery. Już go później nie polubiłam, ale w każdej książce znajdzie się bohater, którego nigdy nie polubimy. 
Po przeczytaniu całej książki wydawało mi się, że bohaterowie byli mało opisani. Może nie chodzi tutaj o ogólne przedstawienie, bo dobrze wiedziałam, kto kim jest (choć muszę przyznać, że dopiero po kilku stronach). Chodziło mi bardziej o to, że mało ukazało się informacji o ich wyglądzie. Dopiero po kilkunastu rozdziałach, dotarła do mnie informacja, jakie główna bohaterka ma włosy. Więc w tym miejscu ubolewałam nad tymi drobnymi ubytkami. 

Uwielbiam historię przedstawioną w tej książce. Coś innego, troszkę świeżości powiało w temat wilkołaków i innych istot nadprzyrodzonych. Pojawia się wątek z Bogiem, z jego wysłannikami, którzy mieli rozprawić się ze złem. Spodobało mi się to wyjaśnienie wilkołaków, jak i tego, jak bestia czasem może przejąć kontrolę nad ciałem. To już nie takie spokojne wilczki jakie ukazano w postaci Jacoba w "Zmierzchu" tylko prawdziwe zwierzęce instynkty. 
Intrygujące w opowieści są listy, które mają pomóc Grace w rozwiązaniu zagadki i uratowaniu Daniela. Mężczyzna opisywał, jak szukał wilkołaków i wierzył, że da się je wyleczyć z ich przekleństwa.
Książkę mogę gorąco polecić na chłodny wieczór osobom, które lubują się w klimatach fantastycznych, ponieważ oprócz tych wątków z wilkołactwem, pojawiają się te z przyjaźnią Grace i April oraz miłości Daniela i Grace. Reszta jest gdzieś w tle i w sumie mnie to nie przeszkadza, ale może komuś innemu się to nie spodoba.
Opowieść wciąga i naprawdę lekko się ją czyta, pióro autorki nie męczy. Bohaterowie również nie są źli pod tym względem, że niczego im nie brakuje. Skromny i zagubiony Daniel, wściekły na każdego Jude i próbująca uratować cały świat Grace. Jest jeszcze Pete, który wydaje się najprzystojniejszy po Jude i jest naprawdę opiekuńczy i słodki a April jest zakręcona i wydaje się za bardzo niewinna, by móc ją wplątywać w ten zły świat, w który właśnie wkroczyła Grace.

Jak zakończy się historia Grace, Daniela i Juda? Według mnie zaskoczy choć część was. Oczywiście opowieść odkrywa po kolei swoje tajemnice, ale sama końcówka oraz to, co stało się z Grace i Judem jest trudne i na pewno nie tego spodziewalibyście się, czytając początek o perfekcyjnej rodzinie Divine. 
Już czytam kolejną część a moja mama już jest po lekturze i powiedziała mi, że się całkowicie załamała ostatnimi rozdziałami. Już nie mogę się doczekać, kiedy dowiem się, co miała na myśli. Jak wspominałam, historia jest wciągająca i czasem po prostu nie można się od niej oderwać. 

sobota, 11 kwietnia 2015

Fakt autentyczny,

czyli jak szybko stracić najlepsze przyjaciółki. 

Od bardzo dawna zastanawiałam się, jak ukazać postacie Chloe i Wendy w tym opowiadaniu. Bo historia ta okazała się odbiegać od wątku ich przyjaźni z Mayą (i bardzo dobrze, bo nie o to mi chodziło), ale wydaje mi się, że pewne sprawy potrzebują wyjaśnienia; czuję, że powinnam coś do tego dopowiedzieć. Odrębnego rozdziału nie chciałabym tworzyć, dlatego postanowiłam napisać króciutkie miniaturki, które, mam nadzieję, postawią w odpowiednim świetle przyjaźń dziewcząt i to, dlaczego stało się tak a nie inaczej.

A do stworzenia jednej z nich, zainspirowała mnie rozmowa z jedną dziewczyną, nie wiem, czy się pomylę, jeżeli powiem, że moją byłą przyjaciółką. Dzięki niej zauważyłam, dlaczego tak silna więź może tak nagle zniknąć. A może tej silnej więzi wcale nie było?

Zapraszam serdecznie do przeczytania miniaturek! ;)


Strach się bać! 


   Maya siedziała w pokoju i przeglądała zdjęcia, których miała mnóstwo na laptopie. Za oknem hulał chłodny wiatr, do tego od kilku minut padał ulewny deszcz. Atmosfera na dworze sprzyjała humorowi, jaki udzielił się dziewczynie. Blondynce wzięło się na wspomnienia. W jej głowie co rusz pojawiały się różne scenki, każda związana z innym wydarzeniem, które zostało uwiecznione na fotografii.
    Jedno zdjęcie szczególnie lubiła. Nie pamiętała, kiedy dokładnie zostało zrobione, ale wydawało jej się, że mogło to być w zeszłe wakacje lub jeszcze pod koniec roku szkolnego. Zawsze uwielbiały się wygłupiać, stroić śmieszne miny, zakładać na siebie to, w co normalnie by się nie ubrały. Robiły ostry makijaż, czasami przesadzony i tańczyły się, wygłupiały i uwieczniały te chwile na zdjęciach.
    Wspominając tamte czasy, jej myśli wybiegły do Wendy. Zaczęła zastanawiać się, co robiła koleżanka, jak się czuła, co chodziło jej po głowie. Pragnęła ją o to wszystko wypytać niemal od razu, lecz gdy sięgnęła po telefon, zamarła. Przeoczyła jeden mały szczegół. Przyjaciółka się do niej nie odzywała, pewnie nie chciała mieć już z nią nic wspólnego. Zawiedziona i smutna powróciła do przeglądania zdjęć lecz z o wiele mniejszą pasją niż wcześniej.
    Nie skupiała już tak wielkiej uwagi na tym, co widziała na monitorze laptopa. Mimowolnie zaczęła zastanawiać się, jak to wszystko by się potoczyło, gdyby jakoś inaczej pokierowała sprawą z dziewczynami. Czy byłoby tak, jak dawniej? Jak kiedyś? Czy chciała do tego wrócić?
    Zdecydowanie na wszystkie pytania odpowiedziała wielkie "NIE". Nic nigdy nie jest takie samo po pewnych wydarzeniach. I wiedziała, że i tym razem reguła sprawdziłaby się. Każde doświadczenie zmienia człowieka.
    Zdawała sobie również sprawę, że nie pragnęła tego, co było kiedyś. Owszem, chciałaby się dogadywać z Wen i Chloe, ale do tej pory tak wspaniale nie układało jej się z Shanem i Adamem oraz z resztą jej klasy. Uwielbiała te kontakty i nie zamieniłaby je na nic w świecie. Za bardzo czuła się w końcu zrozumiana i akceptowana.
    Mimo wszystko brakowało jej rozmów, zwłaszcza z Wen, z którą to potrafiły przegadać całe noce o wszystkim. To ona zawsze była przy niej, gdy ta potrzebowała wsparcia w związku z chłopcami. I teraz, gdy Maya miała dylemat, dziewczyny nie było przy niej. Czuła nieodpartą chęć opisania tego, co jej leży na sercu. Włączyła więc program do pisania w laptopie i zaczęła pisać to, co chciałaby powiedzieć Wendy.

   "Hej, przepraszam, że o tak późnej porze, ale mam dzisiaj taki wieczór przemyśleń i po prostu musiałam. 
    Nie wiem, czy zauważyła, ale się od siebie oddaliłyśmy. I to bardzo. Już nie jest tak, jak kiedyś. Obie się zmieniłyśmy. Tak dawno ze sobą nie rozmawiałyśmy... Coś się popsuło. Zaczęłam zastanawiać się nad przeszłością, nad tym, co było, co schrzaniłam. Nie mam pojęcia, kto w naszej relacji zawinił - zapewne wina leży gdzieś pośrodku, jak zwykle. Ale to przecież nie o to chodzi, by zwalać teraz na siebie nawzajem winę. Nie po to też piszę. Chciałabym Tobie, tak samo jak sobie same, przypomnieć, jak to było kiedyś. 
    Pamiętasz, jak było na początku? Zawsze mnie do wszystkiego motywowałaś, trwałaś i wspierałaś nawet wtedy, a zwłaszcza wtedy, gdy popełniałam błędy. Zawsze we mnie wierzyłaś jak nikt inny. Dopełnialiście się z Alyss i Joshem. Mogłyśmy przegadać cały dzień a i tak miałybyśmy jeszcze mnóstwo tematów. Dzięki Tobie wiele się nauczyłam... I gdzie to wszystko? tak nagle zniknęło? 
    Nie mam pojęcia, w którym momencie tak naprawdę coś się zaczęło dziać. Pamiętam, że zaczęłaś interesować się Japonią i jak się cieszyłyśmy, że każda z nas ma jakieś państwo, które zwiedzi, jak będzie dorosła. Doskonale to pamiętam, a ty? 
    Potem przerzuciłaś się na Koreę a z czasem dołączyła do Ciebie Chloe. I wkrótce już w waszym towarzystwie czułam się niepotrzebna, niechciana. Jakbym komuś przeszkadzała... Więc zaczęłam więcej czasu spędzać z dziewczynami... a czasami wolałam być po prostu sama. 
    Ale ja spoglądam na to z mojej perspektywy, ty możesz mieć inne zdanie, chętnie dowiedziałabym się, jakie stanowisko zajęłabyś w tej sprawie. 
    To prawda, że czasami nie reagowałam na wyciągniętą dłoń, ale taka już jestem. Nie chciałam was zamartwiać, zepsuć dobrej zabawy, powiedzieć okrutnej prawdy, że czuję się odtrącona. Poza tym naprawdę nie potrafię rozmawiać o swoich uczuciach. Niewielu powiedziałam prawdę. Z pozoru może wydaję się otwartą dziewczyną, ale tak naprawdę rzadko i niechętnie przyznaję się, jak jest w rzeczywistości. A rzeczywistość jest szara i smutna. 
    Zdawałam sobie również sprawę, że nie widziałaś, że coś się działo. Może nie chciałaś widzieć. Nigdy wprost nie powiedziałaś mi, co ci się w moim zachowaniu nie podoba. Chyba nawet nie starałaś się ze mną szczerze pogadać, Teraz może jest już za późno. Wiedz jednak, że nie zapomniałam o Tobie. Prawie codziennie przed zaśnięciem zastanawiam się, co u Ciebie słychać, wiedząc, że gdybym napisała to odpisałabyś mi tylko to, co robisz aktualnie. A ja jestem ciekawa całego Twojego życia. Wszystkich uczuć. Mogłabyś mi godzinami opowiadać, a mnie by to nie znudziło, bo naprawdę ciekawi mnie, co u Ciebie. Ale nie napisałam też wcześniej do Ciebie, bo się bałam. Może tego, że mi nie odpiszesz, nadal będąc na mnie zła. Nie zniosłabym chyba, gdybyś jednak odpisała i zaczęła opowiadać o tych swoich koreańskich zespołach. Bo ja czuję do nich ogromny żal, bo, nie wiedząc, kogo obwiniać za nasz urwany kontakt, obwiniałam je. 
    Teraz już mi nie zależy. Po prostu się stęskniłam, tak najnaturalniej w świecie. A gdy słyszę od Diany, że o czymś tam pisałyście, przypomina mi się, że Ty zawsze miałaś dla mnie mało czasu... Nigdy długo nie pisałyśmy, nie rozmawiałyśmy, gdy nie byłyśmy blisko siebie.
    Myślisz czasami o mnie? Czy można być przyjaciółmi, mimo tego, że się z kimś w ogóle nie gada? Nie wie się, co u drugiej osoby? czy to ma jakiś sens, że ja Ci teraz wszystko opowiem? Nie mam zielonego pojęcia... Czy warto? 
    Chciałam Cię jedynie przeprosić za wszystkie błędy, które popełniłam. Tylko tyle..."

    Obiecała sobie, że nie uroni już ani jednej łzy. Niestety, nie dotrzymała obietnicy. Pisząc tę wiadomość zapłakała nie raz, nie dwa. Tak strasznie tęskniła za kimś, kto okazał się być niewart miłości, jaką go obdarzyła. Już nie łudziła się, że coś diametralnie się w ich stosunku zmieni. Musiałby się stać cud, żeby dziewczyny nagle schowały dumę do kieszeni i przyznały, że jednak czasami nie zauważały, że Maya po prostu nie lubi słuchać o tylko ich problemach, że nie interesują jej dylematy związane z kpopwymi zespołami. Że nie czuła się wśród nich już jak wśród najlepszych, niezastąpionych psiapsiółek. Jak się okazało, znalazły się inne osoby, które doceniły oddanie blondynki. I tylko ta myśl podtrzymywała ją na duchu.


Bo czasem trzeba odpłacić pięknym za nadobne


   Maya, jak chyba każdy prowadzący własnego bloga, miała swoje wzloty i upadki. Często dotyczyły po prostu braku motywacji do napisania kolejnej notki, czasami w ogóle nie było na nią pomysłu. W takich chwilach ważne jest, by mieć kogoś przy sobie, kto podniesie cię z dołka, powie, że masz dla kogo pisać i że nie możesz się poddać. W większości wypadkach są to czytelnicy bloga, odwiedzający, którzy swoimi komentarzami czy nawet samymi wyświetleniami, wspierają blogerkę.
    Przychodzi jednak taka chwila w życiu człowieka, że przyjaciel okazuje się niezbędny.
    I to właśnie spotkało dziewczynę. Zimny, ponury dzień. Nie ma się wtedy na nic ochoty a już zwłaszcza na pisanie; takie pisanie, które można by było pokazać na stronie. Martwiła się również ciągłym spadkiem statystyk. Nie wiedziała, dlaczego tak się działo, więc napisała do Chloe, która miała już jako takie pojęcie w blogowaniu, ponieważ miała o kilka miesięcy dłuższy staż niż Maya.
    - Hej, mam do ciebie pytanie - zaczęła ostrożnie swoją wiadomość. - Czy czytasz moje wpisy na stronce? - zapytała. Zastanawiała się nad tym już od dłuższego czasu - odkąd przestała komentować, choć zwykle to robiła po przeczytaniu notki. Czekała chwilę na odpowiedź, coraz bardziej się denerwując.
    - Wiesz, mam teraz tyle na głowie, że chyba nie znajdę czasu, żeby zajrzeć i przeczytać - przeczytała blondynka. Zaraz potem pojawiło się kolejne zdanie. - Oczywiście bardzo mi się podoba, jest super, opowiadanie bardzo wciąga i jest mega intrygujące, ale cóż...
    - Taa, jasne. Ile razy ja to już czytałam ostatnimi czasy... - odparła. Zrobiło jej się strasznie przykro. Maya starała się jak mogła, by zawsze zajrzeć na bloga przyjaciółki, by zostawić choć kilka dobrych słów, zachęcających do dalszej pracy.
    - Powinnaś prowadzić go dalej, jestem przekonana, że dasz radę - zapewniła.
    - Ja tak, ale po co, skoro i tak nikogo to nie interesuje? Po prostu przestało się podobać i tyle - westchnęła ciężko.
    - Jak mogło się przestać podobać? Oszalałaś? Opowiadanie jest cudowne!
    - Gdyby ci się naprawdę podobało, zostałabyś - stwierdziła zrezygnowana.
    - Przecież mówię ci, że nie mam czasu! - Maya aż za dobrze potrafiła sobie wyobrazić, jak dziewczyna krzyczy te słowa, minę temu towarzyszącą, wyrzut w głosie, który zawsze wzbudzał w blondynce poczucie winy, nieważne co by zrobiła. Wkurzyła się na nią. Za ten ton, który wyczuła w odpowiedzi, za to, że koleżanka jakby się od niej odwróciła. Postarała się jednak opanować, bo wiedziała, że złością niczego nie ugra. Poza tym chciała tylko wiedzieć, czy Chloe będzie odwiedzać jej bloga. A na to się nie zanosiło.
    - Wiesz, ja po prostu mam gorszy dzień - próbowała załagodzić sytuację. - Wydaje mi się, że ludziom przestało zależeć, mają gdzieś czy będę prowadziła bloga czy nie. I chciałam się tylko dowiedzieć, czy jest sens. Bo jeśli już twoja najlepsza przyjaciółka, która zawsze czytała wpisy na stronce, przestaje nagle się pojawiać, znaczy, że coś musi być na rzeczy. Ja tylko... myślałam, że mi w jakiś sposób pomożesz, coś doradzisz, może wesprzesz jakoś - postawiła sprawę jasno. Bardzo zależało jej na opinii Chloe na ten temat. Może akurat udałoby jej się coś wymyślić. Ale ona nadal była obrażona za to, że, być może Maya powiedziała wcześniej prawdę, trafiając w czuły punkt szatynki.
    - A dlaczego miałabym ci pomagać? Ty nie byłaś przy mnie, gdy ja potrzebowałam wsparcia. Tylko Alexsis ze mną była wiedziała, że coś się działo. Tylko ona wspierała mnie w najgorszym okresie mojego życia blogowego - zarzuciła jej. Maya osłupiała. Wpatrywała się w słowa, które pojawiały się na ekranie laptopa z niedowierzaniem i smutkiem. Ona, jej przyjaciółka chciała ją tak zranić, mówiąc, że jej nie pomagała? Pragnęła wypisać jej całą listę rzeczy, które dla niej zrobiła, ale nie miała siły udowadniać, że rzeczywistość przedstawiała się inaczej. Już dostrzegła, że dziewczyna nie chciała widzieć innego punktu widzenia, że pragnęła mieć w tej sprawie rację. Zamiast więc wypominać jej te słowa, uderzyła z innej strony.
    - To powiedz mi, skąd Alexisi wiedziała, kiedy cię pocieszyć? I dlaczego ja o tym nie wiedziałam? Ja znam odpowiedź. - Nie czekała, aż Chloe odpisze. - Nie powiedziałaś mi, że potrzebujesz pomocy, zawsze starałaś się być samowystarczalna i taka pewna siebie. Ale czasami się tak po prostu nie da. To smutne, że znalazłaś oparcie w jakiejś dziewczynie, której w życiu na oczy nie widziałaś i z którą prawdopodobnie za rok nie będziesz miała kontaktu. Ale może było ci tak łatwiej, wygadać się osobie, której nie znasz. Tylko teraz nie zarzucaj mi, że nie chciałam ci pomóc, bo gdybyś tylko okazała chwilę słabości, wiedziałabym, że mnie potrzebujesz i trwałabym przy tobie. Ale ty wolałaś ją ode mnie. Więc nie miej pretensji. Ja natomiast mam żal do ciebie, bo co to za przyjaźń, w której jedna osoba zwraca się o pomoc do drugiej i ta druga mówi ci, że cię nie wesprze, bo ty wcześniej również jej nie pomogłeś? A gdzie bezinteresowna pomoc? Takie coś, co jest w prawdziwej przyjaźni? - zapytała, ledwo hamując napływające do oczu łzy. Miała dosyć. Dosyć całego życia, dosyć tej chorej relacji z Chloe, dosyć wszystkiego. Więc nie czekając na odpowiedź, wyłączyła laptopa. Czuła jak serce mocno jej bije. Próbowała nad nim zapanować, ale nie potrafiła.
    Do późna w noc analizowała każde przeczytane słowo. Nadal nie mogła uwierzyć w to, że Chloe ją tak potraktowała. Wydawało jej się, że zawsze mogła na nią liczyć. Myliła się jednak. I jak każda pomyłka, strasznie bolało.



    Chciałam jeszcze na koniec zaznaczyć, że tytuł posta specjalnie napisałam z ogromnym błędem :D Ale tak właśnie miało być ;) Mam nadzieję, że się Wam podobało. Mam pomysł jeszcze na kilka takich krótkich scenek (zdradzę, że może pojawi się Gwardia oraz wymyśliłam małą akcję znad morza ;)) Ale to pojawi się później, między którymiś rozdziałami ;)
    Jestem ciekawa Waszych opinii, więc śmiało piszcie, co myślicie o obu scenkach :)

sobota, 8 listopada 2014

~29~


Maya
    Powłócząc nogami, wspięła się po schodach do swojej sypialni. Miała ogromną ochotę paść na łóżko i nie wstawać, ale wiedziała, że nie ma czasu na leżenie. Wyciągnęła więc z szafy czyste ubrania i poszła do łazienki, gdzie wzięła zimny, orzeźwiający prysznic, który spłukał z niej cały pot. Od razu poczuła się lepiej, choć woda niewiele pomogła na obolałe mięśnie i zmęczenie.
    Szybko ubrała się w przyniesione ciuchy i zeszła na dół, gdzie w kuchni siedział już Shane. W jednej ręce trzymał telefon i coś w nim przeglądał, natomiast w drugiej miał szklankę z wodą, z której od czasu do czasu wypijał łyk. Był tak pochłonięty wpatrywaniem się w telefon, że nawet nie zauważył, że dziewczyna podeszła do niego, usiadła na krześle obok i wyjęła mu z ręki szklankę. Dopiero gdy zaczęła się śmiać, spojrzał na nią.
    - Ej! - zawołał głośno. Nie zrobił jednak nic, by odzyskać szklankę, bo wiedział, że to byłoby głupie bić się o prawie pustą szklankę. Odłożył jednak telefon na blat szafki i wstał z krzesełka. - Mama musiała gdzieś jechać, więc dzisiaj ja gotuję.
    - O nie! - udała przerażenie. - Jesteś pewien, że to bezpieczne dawać ci garnki i gazówkę? - spytała ostrożnie.
    - Ha ha, bardzo zabawne, rzeczywiście. Tak na serio to mam tylko do odgrzania zupę, więc wielkiego gotowania nie będzie, ale kiedyś ci pokażę, że umiem gotować, obiecuję!- zawołał, wyciągając z lodówki zupę i stawiając garnek na gazówce.
    - Kiedy twoja mama wróci? - zaciekawiła się Maya.
    - A tego to nie wiem, powiedziała, że po południu na pewno będzie już w domu i że będziemy mieli lekcje - powiedział z niesmakiem. - Jakoś nie uśmiecha mi się kolejna godzina historii, jakbym w szkole nie miał jej o dwie godziny za dużo - mruknął.
    - A ja tam się cieszę, że twoja mama chce nam opowiedzieć coś więcej na temat Zakonu czy Gwardii.  Od zawsze lubiłam słuchać o takich rzeczach. Chyba dlatego nigdy nie usypiałam na historii.
    - Jesteś niemożliwa! - westchnął, kręcąc głową. Zamieszał ogromną łyżką w garnku, spoglądając na Mayę. Czując jego wzrok na sobie, dziewczyna nie mogła się nie odezwać.
    - No co się tak na mnie patrzysz? Mam coś na twarzy? - zapytała i zaczęła wycierać policzki wierzchem dłoni.
    - Co? Nie, nic nie masz. Tak tylko się patrzę, a co nie mogę? Nie zabroniłaś mi ani nic. - Wzruszył ramionami.
    - Wiesz co, chyba powinnam to jednak zrobić - zastanawiała się.
    - Dlaczego? - zaoponował Shane. Maya uśmiechnęła się do niego serdecznie, zdając sobie sprawę, że ich spór jest bez sensu.
    - Nieważne. Lepiej dawaj tę zupę, bo jestem strasznie głodna!
    - Jeszcze chwila i będzie gotowa - obiecał, wracając do mieszania zawartości garnka. Po tych słowach zapanowało w kuchni milczenie.
    Po upływie niecałych pięciu minut chłopak wyłączył gazówkę i zaczął nalewać gorącą zupę na talerze. Jeden postawił przed Mayą, podając jej łyżkę, a drugi położył obok niej. Tam też właśnie usiadł - po lewej stronie dziewczyny. Jedząc, blondynka oparła lewą rękę o blat, więc Shane mógł zauważyć ciemną bliznę na jej przedramieniu. Czując delikatne pieczenie w tym samym miejscu tylko na swojej ręce, zapytał o znamię Mayę.
    - A to tylko taka blizna. Sama nie wiem, jak to się stało, ale jak zemdlałam wtedy na wycieczce to musiałam zahaczyć o coś ostrego i już takie coś mi zostało. - Wzruszyła ramionami, bagatelizując sprawę. Ale chłopak nie potrafił tego ważnego dla niego faktu tak po prostu przemilczeć. Chciał coś powiedzieć, lecz po chwili zdał sobie sprawę, że nie ma słów, które mógłby wypowiedzieć, nie ujawniając nic przedwcześnie, nie płosząc dziewczyny. Siedział więc z bijącym szybko sercem, ukradkiem zerkając na znak w kształcie ósemki, jakby miał na niego skoczyć i zrobić mu krzywdę.
    Miał mętlik w głowie, dlatego oprócz "Smacznego", nie odzywał się przez cały posiłek do Mayi. Jadł mechanicznie, próbując poukładać sobie gonitwę myśli. Ojciec wspominał mu, że zrozumie, gdy zobaczy ten sam znak u jakiejś dziewczyny. Zauważył, ale nadal nic z tego nie rozumiał. Nie spłynęło na niego oświecenie. Czuł się jednak jakoś związany z Mayą. I to nie od tego momentu, gdy zobaczył u niej ósemkę. Już wcześniej coś jakby ciągnęło go do niej. Nie miał pojęcia, co to jest, ale ewidentnie Maya czuła coś podobnego, bo wiedział, jak dobrze jest jej w jego towarzystwie, jak świetnie się z nim bawi, jak wspaniale się dogadują. Tworzyliby fajną parę... Na drodze do szczęścia stał im tylko Adam. Shane zastanawiał się, co przyjaciel tak właściwie czuje do Mayi. Nigdy jakoś nie widział, żeby się nią specjalnie interesował. Ani na odwrót. I tu nagle ni z tego ni z owego true love? Coś mu się nie zgadzało. Któreś z nich albo bawiło się kosztem drugiego (i to bynajmniej nie była dziewczyna), albo jeszcze nie przejrzeli na oczy i nie widzieli, że do siebie nie pasują. Bo nie pasowali. Nie według Shane'a.
    Postanowił na razie się niczym nie przejmować i dowiedzieć w odpowiednim momencie o ciążących mu sprawach. Mimo postanowienia serce nadal biło mu szybciej, gdy jego spojrzenie powędrowało do Mayi. A wędrowało coraz częściej.

     Po zjedzonym obiedzie Shane szybko włożył talerz do zlewu i wyszedł z kuchni. Maya patrzyła, jak znika na schodach, nie rozumiejąc nagłej zmiany, która zaszła w chłopaku. Zastanawiając się nad tym, czy zrobiła coś źle, czy może powiedziała coś nieodpowiedniego, zaczęła zmywać brudne naczynia.
    Gdy już wszystkie talerze znalazły się w suszarce, usłyszała pukanie do drzwi. Wytarłszy ręce w ściereczkę, poszła otworzyć. Uśmiech wykwitł na jej ustach, gdy zobaczyła, kto stał na progu.
    - Cześć! - przywitał się Adam, przechodząc przez próg. Pocałował dziewczynę w policzek i zamknął za sobą drzwi.
    - Hej! - zawołała ze zdziwieniem. - Co ty tu robisz?
    - Przyszedłem cię odwiedzić. - Wzruszył ramionami. - Chyba nie masz nic przeciwko?
    - Nie, jasne, że nie. Bardzo się cieszę, że przyszedłeś. Po prostu mnie zaskoczyłeś swoją wizytą. Chodź, przecież nie będziemy tak stali na korytarzu.
    Maya zaprowadziła Adama do saloniku przy kuchni, gdzie usiedli na kanapie obok siebie.
    - Napijesz się czegoś? - zapytała, po czym wstała i podeszła do szafek w kuchni. Wyciągnęła dwie szklanki gotowa nalać to, czego zażyczyłby sobie chłopak.
    - Obojętnie - powiedział, wpatrując się w dziewczynę uważnie. Zauważył jakąś dziwną zmianę w niej. Od razu niewidoczną, ale znał ją już wystarczająco długo, by zobaczyć, że czymś się martwiła. Więc gdy wróciła z szklankami napełnionymi sokiem pomarańczowym, od razu zapytał ją o to, co ją trapiło.
    - Aż tak to widać? - Uśmiechnęła się delikatnie.
    - Po prostu długo cię znam i wiem takie rzeczy. Obserwuję.
    - Wydaje mi się, że Shane się na mnie obraził czy coś. Chyba go coś zmartwiło, tylko nie wiem, co. Podczas obiadu zapytał mnie o moją bliznę na ramieniu i mu odpowiedziałam, że to nic takiego, że gdy się przewróciłam to o coś zahaczyłam i tyle. Nie wiem, może to nie o to chodziło? Ale potem w ogóle się do mnie nie odezwał i wyszedł, gdy tylko skończył jeść. Nie mam pojęcia, co o tym myśleć.
    - Mogę zobaczyć tę bliznę? - zapytał. Dziewczyna wyciągnęła więc lewe przedramię w jego kierunku i pokazała mu miejsce, gdzie miała ciemną ósemkę. - Dziwne - mruknął tylko, oglądając dokładnie znak.
    - Co jest takiego dziwnego w zwykłym znamieniu? - zdziwiła się.
    - Shane ma taki sam znak jak ty. Identyczny, w takim samym miejscu położony. Nie powiedział ci o tym? - zainteresował się.
    - Nie. Co to może znaczyć?
    - Nie mam pojęcia - wyznał. - Powinnaś się jego zapytać. On będzie wiedział. A przynajmniej powinien.
    - Tak, chyba właśnie tak powinnam zrobić. Dziękuję - powiedziała, przytulając się do chłopaka.
    W tym samym momencie w zamku szczęknęły klucze i po chwili drzwi się otworzyły i do domu weszła pani Shay.
    - Dzień dobry! - zawołali oboje Maya i Adam jednocześnie. Kobieta uśmiechnęła się na ich widok.
    - Dzień dobry. Dobrze, że tak szybko przyszedłeś, Adam. Będziemy mogli zacząć, gdy tylko coś zjem. Shane podgrzał zupę? - zapytała. Dziewczyna pokiwała tylko głową. - To dobrze, w takim razie idę jeść. Spotkamy się za dwadzieścia minut w salonie - postanowiła i podeszła do szafek w kuchni.
    Tymczasem Maya spojrzała na Adama z wyrzutem.
    - Nie przyszedłeś do mnie tylko dlatego, że pani Shay ci kazała? - zapytała.
    - Cóż, prawda jest taka, że przyszedłem, ponieważ pani Shay poprosiła mnie, bym wpadł, bo powiedziała, że może być interesująco. Ale wprosiłem się wcześniej niż ustaliliśmy, żeby pobyć z tobą. I tak zamierzałem przyjść. Tak się tylko złożyło, że matka Shane'a mnie zaprosiła.
    - No dobra, dobra, nie tłumacz już się tak bardzo. - Maya uśmiechnęła się do Adama uroczo i pocałowała w policzek. - Zadzwonię do Shane'a żeby przyszedł za chwilę do salonu. A swoją drogą, skoro pani Shay zaprosiła cię dzisiaj, to wiesz coś o Zakonie i Gwardii - powiedziała, wybierając numer blondyna.
    - Może i coś wiem - odparł wymijająco. - A skoro ty o tym mówisz to też coś wiesz.
    - A i owszem. Cześć, Shane. Słuchaj, twoja mama chce, żebyśmy się zebrali za jakieś dwadzieścia minut w salonie, okej? - odezwała się do telefonu, gdy chłopak po drugiej stronie odebrał.
    - Jasne - mruknął tylko i się rozłączył.
    - Naprawdę jest coś, czego ja nie wiem, a on jest tego świadomy. - Westchnęła, odkładając telefon na stolik stojący przed nimi.
    - Nie martw się nim. Pogadacie potem i wszystko się wyjaśni - zapewnił. - A teraz powiedz, dlaczego wiesz o taki sprawach jak Gwardia czy Zakon.
    - Tego to ci powiedzieć nie mogę. Tajemnica służbowa mnie obowiązuje. Ale myślę, że w odpowiednim momencie się dowiesz, jeśli już się nie domyślasz. Bo uważam, że Shane już się domyślił, jaką odgrywam w tym wszystkim rolę.
    - Jesteś Strażniczką - odparł po prostu, jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie. - Nie należysz do Zakonu, do Gwardii tym bardziej, bo by cię tutaj nie było, więc jest tylko jedno wytłumaczenie. - Wzruszył ramionami. Blondynka uśmiechnęła się do niego. Bardzo chciała się z kimś podzielić swoim sekretem, może porozmawiać o tym z osobami, które się na tym znają, ale wiedziała, że nie wolno jej było wyjawiać tajemnic byle komu. A skoro on sam się domyślił, kim była to inna sprawa.
    - A ty jesteś w Zakonie? - zapytała. Miała podejrzenia co do pani Shay i Shane'a, ale nie miała pojęcia, że Adam też mógłby być z tym powiązany.
    - Jeszcze nie formalnie, ale będę. Za niecały rok, może krócej w takich okolicznościach...
     - Chodźcie! - przerwał im głos kobiety, dochodzący z salonu. Wystraszeni odskoczyli od siebie, śmiejąc się cicho pod nosami z własnej bujności. W dobrych humorach wkroczyli do salonu i zajęli miejsca obok siebie a naprzeciwko mamy przyjaciela przy stole. Tam już siedział Shane i Maya znalazła się pomiędzy jednym chłopakiem a drugim. Było to trochę niezręczne, zważając na fakt, że blondyn się do niej nie odzywał z nieznanych jej powodów. - Wszyscy są, więc w końcu możemy zacząć. Najpierw chciałabym powiedzieć Mayi coś więcej o sobie i chłopcach. Choć może się już domyśliłaś, kim tak naprawdę jesteśmy. - Uśmiechnęła się zachęcająco do niej.
    - Należycie do Zakonu - powiedziała cicho.
    - Owszem, należymy. A czy wiesz, co się z tym wiąże? - zapytała. Maya pokręciła głową. Co prawda mama opowiadała jej z grubsza, na czym polegała praca Zakonu, ale wolała dowiedzieć się od wiarygodnego źródła wszystkiego, czego tylko mogła. - Więc dzisiaj poznasz wszystko. A i chłopcy dowiedzą się dużo nowych rzeczy, bo ani jeden, ani drugi nie należy jeszcze formalnie do Zakonu. Nie złożyli przysięgi wierności. Ale nie teraz o tym. O wiele łatwiej by nam było, gdybyśmy wiedzieli coś więcej o tobie. - Spojrzała na nią uważnie i dziewczyna już wiedziała, że kobieta zna jej sekret. I że mogła swobodnie informację potwierdzić. Odchrząknęła więc i wyznała:
    - Jestem Strażniczką.
    Na nikim nie zrobiło to wielkiego wrażenia. Każdy albo wiedział, albo domyślał się prawdy. Pani Shay pokiwała z uśmiechem głową, Adam poklepał jej rękę pod stołem a Shane tylko na nią spojrzał nieodgadnionym wzrokiem.
    - Tyle czasu poszukiwaliśmy Strażniczek, nawet sobie nie wyobrażasz. Aż w końcu natknęliśmy się na trop, ale nie chcieliśmy was wystraszyć, więc pozostawaliśmy w cieniu, nie ingerowaliśmy w wasze życie. Ale gdy zagrażało wam niebezpieczeństwo, interweniowaliśmy. Niestety ostatnio zawiedliśmy, choć w porę udało nam się cię stamtąd wydostać.
    - To byliście wy? - zdziwiła się.
    - Tak, to byłam ja i paru innych moich kolegów z Zakonu.
    - Bardzo, ale to bardzo pani dziękuję. Uratowała mi pani życie! - zawołała, podchodząc do niej i ściskając ją serdecznie.
    - Wykonywaliśmy tylko swoją pracę. Nic więcej. Poza tym, twoja mama nam już podziękowała. Naprawdę nie ma za co. Musisz wiedzieć, że kiedyś Zakon i Strażniczki żyli bardzo blisko siebie, znali się dobrze i chronili się nawzajem. Teraz możemy odbudować tę więź. Myślę, że poprzez najmłodszych z naszych uda się to jak najlepiej, bo ty, Adam i Shane już jesteście przyjaciółmi.
    Nikt z nich się nie odezwał. Shane nadal wpatrywał się w stół, a Adam i Maya po prostu nie wiedzieli, co mieliby odpowiedzieć. Więc najlepsze w tym wypadku było milczenie. A niezrażona pani Shay opowiadała dalej.
    - Zakon powstał nieco później niż cała sprawa z Strażniczkami i  Elessarem. A wraz z powstaniem Zakonu, narodziła się i Gwardia. Zakon jest od tego, by pilnować porządku w naszym świecie. Zajmuje się eliminowaniem zagrożenia, gdy to nadchodzi, chroni ludzi przed siłami zła i jak tylko może pomaga, by Gwardia nie dostała w swoje łapy Elessaru. To tak w wielkim skrócie. Chłopcy będą się tego dokładniej uczyć, a tobie, Mayo, tak rozległa wiedza nie jest do niczego potrzebna, ale jeśli cię coś bardzo interesuje to oczywiście pytaj śmiało. Nie ma problemu. Jak już może wiesz, w Zakonie i Gwardii są ludzie, których przodkowie należeli do organizacji. Poprzez małżeństwa czasami dochodzi ktoś nowy, ale nie jest to przypadkowa osoba. Druga połówka jest nam pisana odkąd nas poczęto. Członkowie Zakonu są napiętnowani znakami rozpoznawczymi, poprzez które mogą się nawzajem rozpoznać, ale te znaki mają też inną rolę. One pokazują nam osobę nam przeznaczoną. Gdy spotkamy kogoś, kto ma taki sam znak, a nie jest z naszej rodziny, to oznacza to, że niedługo do niej dołączy.
    W tym momencie Shane gwałtownie odwrócił głowę w stronę Mayi. Po sekundzie to samo zrobił Adam. Chłopcy wiedzieli już, co to wszystko znaczył. Tylko biedna blondynka siedziała między nimi pod ostrzałem spojrzeń, nie wiedząc, co się wokół niej działo.
    Ponad głową Mayi spojrzenia chłopców się skrzyżowały. Wzrok Shane'a był przepraszający i wystraszony, natomiast Adama wrogi i stanowczy.
    - Co tu się dzieje? - zapytała mama blondyna, wchodząc na scenę, na której rozgrywała się niezręczna sytuacja.

~~~*~~~~*~~~*~~~

    Hej, przepraszam, że nie dodałam rozdziału wcześniej, ale nauka, nauka i nauka :D N i też brak pomysłu na tę drugą część. Oczywiście miało być coś innego, a wyszło jak zwykle :D Ale musiałam jakoś przyspieszyć nieco akcję, zaognić sytuację :D A na wyjaśnienia przyjdzie czas :) Mam nadzieję, że czekaliście i przeczytacie rozdział :)
    Pozdrawiam!

wtorek, 1 października 2013

Love is blindness *end*

*
Lekarka zrobiła mi badanie USG i potwierdziła tylko to, co powiedział mi wczoraj doktor. Byłam, jestem w ciąży. Dostałam zdjęcie USG z podpisem, który to dzień i jaki etap rozwoju dziecka. Może to dziwne, ale gdy lekarka zachwycała się dzieckiem, zaczęło mi zależeć. Uwierzyłam, że może się uda. Że ono będzie miało rodzinę. Taką prawdziwą.
Ściskałam to zdjęcie w kieszeni jakby to był mój najcenniejszy skarb. Miałam nadzieję, że zdążę wrócić nim Malik się obudzi i udało się. Poszłam do łazienki się przebrać. Ubrałam czarne zakolanówki, pudrową zwiewną sukienkę, czarny komin, kurtkę ze zdjęciem USG w kieszeni i buty godne dziewczyny gangstera. Zamyśliłam się patrząc w swoje odbicie.
- Charlotte, wyłaź stamtąd! - zawołał Zayn waląc pięścią w drewnianą płytę drzwi.
Spełniłam polecenie. Gdy wyszłam z łazienki zajął ją Mulat mijając mnie bez słowa. Spojrzałam na zegarek. Co?! Już 2 pm?! Cały napad na znienawidzony gang miał się odbyć o 7 pm. Na samą myśl o tym, że zobaczę jak giną ludzie znów zachciało mi się rzygać. Co gorsza i ja będę musiała zabić jeśli to będzie konieczne. Fakt, że widziałam trupa, ale to co innego. No tak, zapomniałam. Tym trupem był ten sam Luckas Wood, od którego wyciągnęłam informacje. Zabito go na zlecenie Zayn'a. Wiedzieliśmy od naszych informatorów, że cały gang został wydelegowany do tego zlecenia w tym największe szychy i mordercy naszych ojców oraz ojczyma. Czego w dzisiejszych czasach nie robi się za kasę?
- Chodź - warknął zwracając moją uwagę na siebie.
Zwiesiłam smętnie głowę i poczłapałam za nim niczym skazaniec. Udaliśmy się na naradę. Ostatnią i najbardziej szczegółową. Ja miałam tylko stać i słuchać. Miałam być w tej samej grupie co Zayn. Mieliśmy siedzieć w przyczepie busa i śledzić każdy krok nieprzyjaciela z zamontowanych wcześniej kamer wideo. Gdy się pojawią i nadejdzie odpowiedni moment, mamy wyjść. Malik chce bowiem osobiście zabić zabójców naszych ojców. Proponował mi bym to ja zabiła Harisona, ale ja stanowczo odmówiłam, mówiąc, że użyje broni tylko wtedy kiedy będzie naprawdę konieczna.
*
No i czekamy na pojawienie się nieprzyjaciół. Coś trochę długo ich nie ma. Siedzę zamknięta w busie razem z Zaynem, Stevem, Nathanem i Ollym specem od elektroniki. Jestem jedyną dziewczyną biorąca udział w tej akcji. Jest to nowe. Także dla reszty gangu nie tylko dla mnie. Zaczęło szarzeć. Na niebie gromadziły się chmury zapowiadające deszcz. Zegar odmierzał kolejne minuty po siódmej. Steve zaczął się głośno zastanawiać nad prawdziwością tej transakcji między gangiem Browna a tym Wietnamczykiem.
-Zamknij się Steve- warknął Malik.
W tym momencie coś zaczęło się dziać. Kilka czarnych wozów wjechało na plac. Olly wysłał wiadomość do jednego z oddziałów by zajęły kwaterę gangu. Do innych zaś by zablokowali wjazd na teren fabryki z każdej możliwej strony. Niczego nieświadomi nieprzyjaciele zaczęli wysiadać z samochodów. Byli to sami mężczyźni w wieku od 17 do 60 lat. Zayn kazał wysłać rozkaz wystrzału. Olly go spełnił. Nagle ludzie na monitorze zaczęli padać na ziemie, wyciągać wszelkiego rodzaju broń. W koło pojawiło się multum ludzi z pistoletami w dłoniach. Trójka mężczyzn mniej więcej w tym samym wieku siedziała w opancerzonym samochodzie.
-To oni- rzekł Zayn z zawiścią- Wood, Brown i Haris.
Ciarki przeszły mi po plecach. Malik złapał za walkie-talkie.
-Tu Malik. Widzicie trzech facetów siedzących w opancerzonym samochodzie? Musimy się do nich dostać i zostawcie ich mnie.
Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki wszyscy skierowali się w stronę tamtego auta. Zaczęliśmy ponosić straty w ludziach ale ciągle prowadziliśmy i dążyliśmy do celu. W końcu trójka mężczyzn była zmuszona do opuszczenia pojazdu. Zayn zareagował natychmiast
-Steve, Nathan zabierajcie się stąd i idźcie po towar- ci skinęli głowami i już ich nie było- A ty Charlotte- sięgnął po colta i go odbezpieczył podając go mi- Na wszelki wypadek.
W tym momencie coś uderzyło w busa. Nie wiem co to było ale wiem jedno musieliśmy uciekać. Gdy tylko wyskoczyliśmy z samochodu uderzył w niego kolejny granat i bus stanął w ogniu. Zaatakowali nas. Mała grupka przeciwników zdołała się przedrżeć aż tutaj. Zayn wepchnął mnie za siebie osłaniając własnym ciałem. Kazał zwiewać i się ukryć. Na szczęście od razu pojawiło się wsparcie. Niestety wśród zgiełku strzałów i krzyków ludzi umierających i konających wokół zgubiłam Malika. Schowałam się za ledwo stojącą ścianą. Niczego innego nie znalazłam. Osunęłam się po murze przymykając powieki i ciężko dysząc.
-No proszę proszę- usłyszałam głos.
Momentalnie odwróciłam się w tamtą stronę i otworzyłam oczy.
Był to jeden z tych facetów, którzy siedzieli w tym wozie, do którego tak uparcie chciał się dobić Zayn. Była to starsza i większa wersja Luckasa. Domyśliłam się więc, że to jego ojciec- zabójca Peter'a Malik'a. Wstałam na chwiejnych nogach nie dając po sobie poznać jak bardzo się go boję. Ciągle trzymałam colta w ręce z palcem na spuście. Podniosłam dumnie głowę.
-Kogo my tu mamy- mówił dalej zaczynając się przechadzać w tę i z powrotem- Kobieta w gangu. To nie do wiary, że Malik jest aż tak lekkomyślny. Z resztą to rodzinne.
Już miałam się odgryźć, ale ostatecznie ugryzłam się w język.
-Wiesz kim jestem?- spytał.
-Braian Wood. Zabójca Peter'a Malik'a i wspólnik Browna- odparłam z kamienną miną.
-Ale dokształcona- zaśmiał się szyderczo- Tak masz rację. Jestem właśnie tą osobą. Ale ja też wiem kim jesteś. Charlotte. Córka Trevor'a Parker'a wychowywana przez John'a River'a. Obaj już świętej pamięci- złożył dłonie jak do modlitwy po czym roześmiał się.
On jest jakiś chory na umyśle. Chciał mnie sprowokować, ale ja się nie dam. Oprawca powoli się do mnie przybliżał idąc niemal jak drapieżnik. Odgłosy strzałów i krzyki stopniowo zdawały się przybliżać.
-Wiesz, ładna jesteś. Mogłabyś być idealną kobietą dla mojego syna. Luckas potrafiłby się docenić. On wie jak obchodzić się z kobietami- mówił.
Oni nie wiedzą! Nie wiedzą, że Luckas nie żyje.
-Skąd wiedzieliście o tej transakcji?- zapytał.
Nie chciałam mówić. No bo i po co?
-Gadaj!- ryknął tak głośno, że wszystkie wnętrzności się we mnie zatrzęsły.
-Od twojego syna- odparłam starając się by mój głos nie zadrżał.
Zrobił ogłupiałą minę.
-Co?!- spytał- Bo chyba źle usłyszałem.
-Luckas mi powiedział o tej transakcji. Powiedział mi też gdzie jest wasza kryjówka i jak brzmi hasło- powiedziałam.
-KŁAMLIWA SZMATA!- zaryczał.
-Mówię prawdę- oznajmiłam.
-STUL DZIÓB!- ryknął.
Był już tak blisko, że gdy mówił opluwał mnie swoją śliną.
"Harris nie żyje" usłyszałam z krótkofalówki, którą miał przy sobie Wood. Czyli Zayn zaczął spełniać swoją obietnicę. Zabił mordercę mojego ojca.
-Gdzie on teraz jest?- warknął Braian patrząc z furią w moje oczy.
-Kto?- spytałam zdezorientowana.
-Mój syn- odparł.
-Nie żyje- oznajmiłam.
W tym samym momencie usłyszałam głos z walkie-talkie "Brown zabity" odgłos strzału po czym trzask i koniec. Nie usłyszeliśmy nic więcej. Wood stał jak zahipnotyzowany. W jego oczach malowała się furia i rozpacz. Odgłosy wystrzałów zmniejszyły swoją częstotliwość, a za razem przybliżyły się znacznie. Zagrzmiało. Coraz rzadziej było słychać strzały.
-Nie, to nie może być prawda. Kłamiesz- Wood powtarzał to w amoku.
-Nie kłamię. Mówię prawdę- powiedziałam gdy powtórzył to po raz któryś.
Nie słyszałam już strzałów. Ustały. Słyszałam tylko grzmoty oznajmiające rychłe nadejście burzy.
-Zabiłaś go!- ryknął i pchnął mnie nożem w brzuch.
Ciszę nocy przerwał mój krzyk. Wood pchnął nożem jeszcze raz i jeszcze jeden. Zebrałam się w sobie i wzrokiem przesłoniętym łzami i bólem wymierzyłam w jego klatkę piersiową. Potem wszystko stało się jednocześnie. Braian po raz czwarty wbił ostrze noża w mój brzuch, mój wrzask i odgłos strzału, który został oddany z colta, którego miałam w ręce. Facet legł martwy u moich stóp. Zakręciło mi się w głowie i upadłam. Odszukałam ręką w kieszeni zdjęcie USG dziecka. On je zabił. Zabił. Łzy wezbrały się w moich oczach. W tym momencie usłyszałam odgłos biegu kogoś w ciężkich butach i krzyk:
-CHARLOTTE!
Ten głos poznałabym nawet na końcu świata. To był Zayn. Opadł na kolana tuż obok mnie biorąc moją głowę na kolana.
-Zayn- wyszeptałam.
-Charlotte co on ci zrobił?- spytał.
Głaskał mnie po głowie. Ocierał moją twarz z łez.
-Zayn- nie byłam w stanie nic więcej powiedzieć.
Krew sączyła się z moich ran. Już nie było ratunku. Ja umieram.
-Jestem Charlotte. Już wszystko będzie dobrze. Zobaczysz- szeptał gorączkowo tuląc mnie do siebie.
-Nie Zayn. Ja umieram- wyszeptałam.
-Nie. Nie możesz. Nie pozwalam- mówił łamiącym głosem.
-Ale ja umieram. Chcę żebyś wiedział jedno- szeptałam- Kochałam cię. Kocham i kochać będę. Mimo, że ty do mnie nic nie czujesz. Odchodzę.
-Dlaczego? Dlaczego ty mi to robisz?- spytał.
Zayn jakiego przedstawiał całemu światu zniknął. Teraz był zwykłym facetem, który troszczył się o kogoś na kim mu zależy. Zamroczyło mnie.
-Lottie!- zawołał z rozpaczą.
Uśmiechnęłam się słabo.
-Nigdy tak mnie nie nazywałeś od czasu tamtej nocy... -szepnęłam- Szkoda, że mnie nie kochasz.
-Ja za tobą wariuję. Szaleję za tobą. Ja... Kocham cię Lottie- szepnął i pocałował mnie namiętnie w usta.
Tak słodko i delikatnie. Zupelnie inaczej niż dotychczas.
-Kocham cię, kocham cię, kocham cię- powtarzał składając pocałunki na mojej twarzy mokrej od łez.
-Jeśli tak ma wyglądać śmierć- szepnęłam z trudem- To mogłabym umierać codziennie.
-Nie! Nie umrzesz!- zawołał -Kocham cię. Nie możesz umrzeć!- załkał.
Kocham, kocham, kocham...
Powtarzał to słowo jakby miało ono pomóc moim ranom się zagoić. Ostatkiem sił dotknęłam jego policzka.
-Żegnaj- wyszeptałam patrząc prosto w jego czekoladowe tęczówki. Tak szczere i pełne miłości. Poczułam krople deszczu na swoich policzkach.
Ze łzami w oczach wpił się w moje usta i całował. Całował, a ja oddawałam pocałunki puki jeszcze żyłam. Deszcz padał zmieniając się powoli w ulewę. Oddając ostatnie tchnienie wypowiedziałam bezgłośnie:
-Kocham...
Moje ciało zwiotczało, zdjęcie USG opadło na ziemię w kałużę mojej krwi...

~Perspektywa Zayn'a~

-Nie!- zawyłem- Lottie! Lottie!
Próbowałem ją obudzić. Potrząsałem ją lekko. Nie, to nie prawda. Ona żyje. Musi żyć. Nie wyobrażam sobie życia bez niej. Kim ja będę jeśli nie będzie jej przy mnie?
Strugi deszczy spływały po moich włosach i koszuli. Tuliłem do siebie chłodniejące ciało Lottie. Dlaczego ja byłem dla niej taki brutalny, zły i okrutny? Zachowywałem się jak skurwiel. Myślałem, że jej nie kocham, ale to jest nie prawdą. Kocham ją. Ale jej już nie ma. Odeszła. Z jej kieszeni wyleciało zdjęcie USG. Przyglądałem się mu mimo, że łzy i deszcz zamazywały mi obraz. To było moje dziecko. Nasze dziecko. Żałuję tego co jej wczoraj powiedziałem. To, że jej nie kocham, że nazwałem nasze dziecko "bachorem". Jaki ja byłem głupi.
-Zayn!- usłyszałem nawoływanie.
Tuż obok ciała Lottie ujrzałem colta. Już podjąłem decyzję. Nie zostawię jej. Złapałem jej zimną dłoń jedną ręką. Drugą wycelowałem colta prosto w serce. Muszę to zrobić. Nie jestem w stanie żyć bez niej.
-Żegnaj okrutny świecie- szepnąłem i pociągnąłem za spust.
-Zayn!- krzyknął Steve.
Ale było za późno.
*
Trzy dni później odbył się pogrzeb. Charlotte i Zayn'a pochowano w jednym grobie. Był to ciepły, słoneczny dzień. Wiele dobrych słów padło pod ich adresem. Skąd to wiem? Byłem tam. Ja i najważniejsza na świecie dla mnie osoba. Charlotte. Dopiero teraz po śmierci zaznaliśmy spokój i najważniejsze: Jesteśmy razem.



***
Tak więc koniec tego opowiadania. Tylko ja wiedziałam jak się ono skończy :D Mam nadzieję że się podobało. Jeśli liczycie na One Direction w wersji bad zapraszam na Story of my life tam niebawem ktoś namiesza i dowiemy się co kryje się pod maską sławy piątki chłopaków z boysbandu. dzięki wielkie za tak liczne wyświetlenia i dość sporą ilość komentarzy. Zuzka, twoja kolej na prowadzenie bloga :*

niedziela, 29 września 2013

Love is blindness (fourth)

*

Nie wiem co mnie obudziło, ale cokolwiek to było, przeklinałam to później tysiąckrotnie.
- Witak królewno - rzekł Zayn, wpatrując się w punkt nad moim ramieniem i całując mnie w czoło.
Nie tyle całując, co dotykając go wargami.
- Cześć Zayn - uśmiechnęłam się.
Tak dobrze czułam się w jego ramionach. Może to paradoksalne, ale czułam się bezpiecznie. Inni woleli z nim się nie spotykać, nie narazić się na jego gniew. Był dilerem, handlarzem bronią, groźnym gangsterem, a ja czułam się przy nim jakbym miała swój własny azyl.
Spojrzałam w jego oczy. Ujrzałam w nich to to zwykle. Chłód i bezdenną głębię. Zasmuciłam się. Jeszcze tak niedawno parzył na mnie z czułością, miłością, pożądaniem, zachwytem. Mimo to ciągle trwaliśmy wtuleni w siebie jakbyśmy stanowili jedno. Głaskał mnie maniachalnie dłonią po plecach.
- Coś się stało? - spytałam.
- Nie, skąd - odparł.
- Na pewno?
Potem szczerze znienawidziłam siebie za wypowiedzenie tego słowa.
- Ależ oczywiście, że wszystko jest w porządku - wybuchnął. - Gang Brown'a wybija naszych jak kaczki, Will przepadł gdzieś bez śladu, a jeszcze teraz przespałem się z dziewczyną, której nie powinienem nawet dotknąć, poza tym to nic się nie stało - odparł ironicznie.
Poczułam jak drżę po tak gwałtownym wybuchu.
- Przepraszam - westchnął i pocałował mnie w czubek głowy.
- Ale dlaczego nie wolno ci mnie dotykać? - spytałam.
- Taka jest zasada. - starannie dobierał słowa. - Wspólników nie łączy nic więcej niż przyjaźń. Poza tym gdyby Trevor się dowiedział...
- Ale on przecież nie żyje - odparłam.
- No tak - potwierdził szybko.
Jak dla mnie za szybko. Czy on coś przede mną ukrywa?
Usiadł na łóżku spuszczając nogi na podłogę. Oparł łokcie na kolanach zwieszając dłonie w dół.
- Lepiej będzie jak zapomnimy o tym co się tu wydarzyło zeszłej nocy. Gdy rozprawimy się z gangiem Brown'a we wtorek, rozdzielimy się. Wynajmę ci mieszkanie z dala od mojego. Będziesz mogła spokojnie zacząć żyć od nowa - oznajmił, wstał i wyszedł z pokoju odpalając fajkę i nawet na mnie nie patrząc.
Tylko co jeśli ja nie chcę układać sobie życia od nowa? Przecież jestem spadkobierczynią "firmy" ojca. Siedzę w tym tak jak Zayn. A poza tym ja kocham tego dupka!
Zachciało mi się ryczeć. Czy ja zawsze muszę sobie tak wszystko komplikować?
Nagle poczułam w gardle ostatni posiłek. Pognałam do łazienki, by ukłonić się sedesowi. "No i mamy skutki picia wódki" powiedziałam sama do siebie.  Gdy już byłam w stanie nie puścić pawia, gdy się podniosę, postanowiłam się ubrać. Czarne spodnie, czarna bokserka i koszula w kratę, na nogi wciągnęłam czarne buty. Umyłam zęby i wytuszowałam rzęsy po czym rozczesałam włosy i udałam się do pokoju. Usiadłam na łóżku i patrzyłam się tępo w okno obracając w palcach nieśmiertelnik. Niedługo potem wrócił Malik.
- Zbieraj się. Idziemy. Mamy wiele spraw do załatwienia.
Nic nie powiedziałam. Wstałam ociężale z materaca i udałam się za nim.

*

Następny tydzień wyglądał podobnie. Ciągłe zebrania, na które zabierał mnie bądź też nie Zayn. Omawialiśmy różne wersje napadu. Malik jednego razu przedstawił mi jakiegoś swojego kumpla Nathana, który uczył mnie jak posługiwać się bronią. Uczono mnie też sztuk walki.Zapomniałam też dodać, że ciągle miałam wymioty.  Zwykle z samego rana lub późnym wieczorem. W końcu bojąc się o swoje zdrowie ubrałam się i wyszłam do lekarza. Zayn był akurat na zebraniu, na które mnie nie zabrał. On też z resztą zauważył, że coś ze mną nie tak. Zbywałam go, że to przemęczenie. nie wiem czy uwierzył.
Długa kolejka do gabinetu lekarskiego. Tak przynajmniej mi się zdawało, gdy weszłam do przychodni. Okazało się, że całe to zgrupowanie jest tu w całkiem innym celu. Każdy z obecnych tutaj przyszedł tylko na szczepienie, które wykonywała pielęgniarka w swoim gabinecie. Gabinet lekarski był wolny. Zapukałam, a gdy usłyszałam "Proszę", nacisnęłam klamkę i znalazłam się w środku.

*

Gdy usłyszałam diagnozę, myślałam, że po prostu się przewrócę.
Jestem w ciąży. Ojcem dziecka na sto procent jest Zayn. Z nikim innym przecież nie spałam. Mało brakowało, a bym się rozpłakała. Lekarka napisała mi skierowanie do ginekologa na jutro rano.
Wyszłam z gabinetu z dodatkowym zmartwieniem na barkach. Czy mam mu powiedzieć? Jak zareaguje? Tysiąc pytań i milion wizji wirowało w mojej głowie. Co ja teraz zrobię? Mam dopiero 18 lat!
Do końca dnia siedziałam oszołomiona (coś było innego ale nie mogę się rozczytać) i nic się nie odzywałam. Ledwo przytomna robiłam to co kazał mi Malik. Każde spojrzenie na niego sprawiało mi ból. Powstrzymywałam się ze wszystkich sił żeby tylko się nie rozpłakać.
Wieczorem gdy siedziałam z podkulonymi nogami na łóżku, Zayn nie wytrzymał.
- Co się dzieje do jasnej cholery? - ryknął.
Wzdrygnęłam się gwałtownie.
- Nic. To przez tą jutrzejszą akcję - w sumie nie bardzo minęłam się z prawdą.
Tego też się bałam.
- Wszystko się uda - zapewnił. - A potem wszystko będzie po staremu. Będziemy mieli spokój.
"Nie będzie po staremu. Tu się mylisz". Kiwnęłam głową i dalej siedziałam smętnie patrzą się we własne kolana.
- Co ci znowu jest? - krzyknął wkurzony,
- Nic - odparłam.
- Jak to nic? - złapał mnie za nadgarstki i zmusił do patrzenia na siebie. - Przecież widzę! Na oczy mi jeszcze nie padło. Gadaj, ale już! - zażądał patrząc stalowym wzrokiem prosto w moje oczy.
Westchnęłam. No cóż...
- Mam pytanie, ale to tylko tak sobie i ciągle się zastanawiam jakbyś na nie odpowiedział. - zaczęłam.
- Zapytaj to się dowiesz - poluźnił uścisk ciągle patrząc mi w oczy.
- Chciałbyś mieć dzieci?
Popatrzył na mnie jak na wariatkę.
- Ty tak na serio? - spytał.
- Tylko się pytam - odparłam.
- Szczerze mówiąc nie jestem najlepszym kandydatem na ojca. Pomyśl logicznie. Diler, gangster, handlarz bronią. Czy tym zajmuje się normalny ojciec dziecka? - zapalił papierosa znów siadając na skraju łóżka i patrząc w okno z zamyśleniem.
- Ale ja się pytam czy ty chciałbyś mieć dzieci. Tak sam z siebie.
- Nie - odpowiedział. - Nie chcę mieć dzieci. A tak w ogóle to dlaczego pytasz? - spytał i zaciągnął się dymem.
- Bo... - zastanawiałam się czy powiedzieć mu prawdę.
- Bo...? - zachęcił.
- Jestem w ciąży. Z tobą - wyszeptałam.
Otworzył usta aż my wypadła fajka. Przydepnął ją butem i raptownie znalazł się obok mnie.
- Co ty pierdolisz? - spytał łapiąc mnie za nadgarstki.
- Jestem w ciąży, a ty jesteś ojcem - jęknęłam.
- Kłamiesz! - ryknął.
- Mówię prawdę! - wykrzyknęłam mu prosto w twarz.
- Kłamiesz, bo boisz się, że cię zostawię! Nie potrafisz żyć beze mnie, dlatego to wymyśliłaś, żeby mnie zatrzymać przy sobie! - krzyknął z furią w oczach.
- Rozumiem, że nie chcesz tego dziecka. Niczego od ciebie nie oczekuję. Chciałam byś wiedział. Sama siebie przecież nie zapłodniłam! - zawołałam ze łzami w oczach.
- Nie chcę tego bachora! - ryknął i wstał po czym uderzył pięścią w ścianę. - Ciebie też nie chcę! Nie kocham cię i nigdy nie kochałem!
- Nienawidzę cię! - wykrzyczałam do jego pleców, gdy zabrał dupę w troki i wyszedł trzaskając drzwiami tak mocno, że o mało nie wypadły z zawiasów.
Rozpłakałam się. Skąd ja wiedziałam, że tak będzie? Po co mu mówiłam? Chociaż i tak by się dowiedział...
Skuliłam się na łóżku w pozycji embrionalnej i płakałam, płakałam, płakałam. Aż w końcu zasnęłam.

*

Zayn nie wrócił na noc. Przynajmniej nie do łóżka. Może spał na kanapie? Taką miałam nadzieję. Nadzieja matką głupich,. ale każda matka swoje dzieci kocha. Gdy po cichu, na palcach podeszłam do drzwi i uchyliłam je, odetchnęłam z ulgą. Był tu. Spał na sofie przykryty kocem. Wyglądał tak niewinnie kiedy spał. Nie pomyślałabym, że jest takim bezdusznym człowiekiem. Usiadłam krzyżnie na ziemi tuż obok ściany i zagłębiłam się w myślach obracając w palcach nieśmiertelnik, wiszący na mojej szyi - podarunek tamtej pamiętnej nocy. Z resztą nie tylko to mi zostało dane. Co ja teraz mam zrobić? Nawet pracy nie znajdę, a na Zayn'a nie mam co liczyć. Sam przecież mi to powiedział. Może nie dosłownie, ale ostatnie zdanie jakie do mnie wypowiedział, zbyt dobitnie dało mi do zrozumienia, że będę samotną matką. Może lepiej byłoby gdybym tu nie przychodziła i nie pytała Johna o nic? Wtedy byłabym tylko już martwa, a teraz jestem w ciąży z kimś, kto mnie nie kocha, nie chce tego dziecka i jest  kompletnym sukinsynem.
Wyrwałam sić z osłupienia. Przecież ja mam wizytę u ginekologa! Ubrałam czarne spodnie, czarną bluzkę i skórzaną czarną kurtkę. Założyłam znienawidzone buty, które teraz wydawały się nie takie złe. Pociągnęłam rzęsy maskarą i rozczesałam włosy. Tak naszykowana po cichutku wyszłam z domu żeby tylko nie obudzić Zayn'a. Zamaszystym krokiem przemierzałam ulice miasteczka aż w końcu dotarłam do celu mojej podróży. Przeszły mnie ciarki. Dlaczego wizyta u lekarza przyprawia mnie o zawrót głowy? Uregulowałam oddech i pewnie weszłam do środka. Wewnątrz nie było nikogo poza drobną kobieciną w małej recepcji.. Podeszłam do kontuaru. Kobieta podniosła na mnie wzrok znad swoich okularów.
- Dzień dobry - powiedziałam i przestraszyłam się echa, które rozniosło się po pomieszczeniu. - Ja do doktor Gryffin. Zostałam tu skierowana przez doktor Clue - podałam jej świstek, który dostałam wczoraj od lekarza.
Ta przyjrzała mu się dokładnie po czym przywołała na twarz życzliwy uśmiech i rzekła:
- Chodź za mną kochaniutka, zaprowadzę cię - wyszła zza lady i powędrowała korytarzem, a ja podreptałam za nią.
Zapukała do drzwi po lewo, gdy usłyszała "Proszę" otworzyła drzwi i powiedziała:
- Pacjentka do pani.


***

Witam was kochani czytelnicy. Dziękuję ogromnie za te 16 komentarzy, które się ukazały pod poprzednimi trzema częściami tej krótkiej historii oraz całe 110 wyświetleń. Jesteście kochani! A wracając... Jest to przedostatni rozdział tego opowiadania (blog będzie jednak dalej prowadzony przez Zuzkę.M) w przyszłym tygodniu ostatni rozdział tego opowiadania. No to chyba na tyle. Pozdrowionka. Wasza
~Marchewa~

sobota, 21 września 2013

Love is blindness (third)

*
- CO?!  - ryknął Malik. - Jak to wysłali kogoś po ciebie?
- Tak powiedział Luckas. - odparłam stojąc z założonymi rękoma i opierając się o ścianę.
Śledziłam wzrokiem Zayn'a rzucającego się po pokoju. Uderzył pięścią w ścianę i oparł się na tej ręce, ciężko dysząc.
- Złapiemy ich we wtorek i zabijemy - powiedział. Stanęłam jak wryta.
- C... Co? - zapytałam ogłupiała.
- Zabijemy ich we wtorek - powtórzył bez emocji.
Obrócił się na pięcie i ruszył w kierunku drzwi.
- Zostań tu. Zaraz wrócę - rzekł i trzasnął drzwiami z impetem.
Zrezygnowana usiadłam na kanapie. Oparłam łokcie na kolanach, a brodę położyłam na dłoniach. Czuję się jakbym była w jakimś chorym gangsterskim filmie. Dilerka, nielegalny handel, prostytucja, mafia czyli jeden wielki burdel. Co gorsza z tego co wynika jestem współwłaścicielką tego szajsu. A żeby jeszcze bardziej sobie utrudnić życie zakochałam się w facecie, który jest nieobliczalny, porywczy i jest moim wspólnikiem. Żyć nie umierać!
Siedziałam tak zatracona w swoich myślach, gdy nagle drzwi się otworzyły i wszedł Zayn. Podniosłam na niego wzrok. Zdębiałam, widząc jego minę. On się uśmiechał! Nigdy nie widziałam go uśmiechniętego. Nie w taki sposób.
- Charlotte - kucnął naprzeciw mnie, kładąc dłonie na moich kolanach, tam gdzie przed chwilą trzymałam łokcie. Popatrzyłam na niego nie kryjąc zdziwienia. - Idź się szykuj, skarbie. Zabieram cię na imprezę. - powiedział i puścił do mnie oczko.
Żadna mądra odpowiedź nie przychodziła mi do głowy więc po prostu skinęłam głową na znak, że się zgadzam.
- No to szybko! Masz pół godziny. Zaraz przyniosę ci stosowne ciuchy... - oznajmił po czym wstał i wyszedł.
Czym prędzej udałam się do łazienki. Rozebrałam się do naga i weszłam pod prysznic. Dokładnie umyłam swoje ciało i włosy po czym wyszłam i opatuliłam się szczelnie ręcznikiem, który sięgał ledwie za moje pośladki. Wysuszyłam włosy ręcznikiem i położyłam go na krześle, a gdy znów zerknęłam w lustro, zobaczyłam w nim Zayn'a. Stał ze skrzyżowanymi rękoma, opierając się nonszalancko o futrynę. Pisnęłam przerażona na co on tylko się zaśmiał gardłowo.
- Co ty robisz? - spytałam odwracając się do niego twarzą.
Był jakiś krok ode mnie.
- Ja? - zapytał. - Podziwiam piękne widoki.
Czułam, że się rumienię. Spuściłam wzrok. Malik zrobił krok w moją stronę i objął mnie ręką w talii, przyciągając mocno do siebie. Pisnęłam. Między nami nie było miejsca nawet żeby wściubić włos. Zatonęłam w czekoladowych tęczówkach Mulata. Położył obie dłonie na moich biodrach po czym powoli zaczął je zsuwać w dół. Obniżał je tak długo jak pozwalała mu długość jego ramion. Potem zaczął powoli wracać w górę. Zahaczył palcem, niby przypadkiem o ręcznik po czym wspiął się jeszcze w górę i złapał mnie za pośladki. Znów pisnęłam.
- Mm... - zamruczał.
- Przestań - powiedziałam choć nie tak stanowczo jak zamierzałam.
- A bo co mi zrobisz? - droczył się ze mną.
Fuknęłam i próbowałam się wyplątać z jego objęć. W końcu mi się udało. Uniosłam dumnie głowę do góry i wyszłam do sypialni. Usłyszałam śmiech Malika.
- Co znowu? - warknęłam.
- Chyba o czymś zapomniałaś - roześmiał się na głos wyciągając rękę, w której trzymał ręcznik, którym jeszcze przed chwilą byłam owinięta.
Czym prędzej złapałam jedno z ubrań, które leżało na łóżku i przycisnęłam je do siebie. Spłonęłam rumieńcem.
- Pięknie wyglądasz nago - powiedział. - Chyba, że wolisz sformułowanie toples albo w stroju Ewy - zakpił pożerając mnie wzrokiem.
- Wyjdź, chcę się ubrać - zażądałam.
- Wiesz, że możesz zrobić to przy mnie. - rozsiadł się wygodnie na krześle wyciągając nogi do przodu i zakładając ręce na kark.
- Wiesz, wolę nie - uśmiechnęłam się sarkastycznie.
Zabrałam wszystko z łóżka tak by nie odwrócić się do niego tyłem i szybko czmychnęłam do łazienki w taki sposób, by ciągle widział moją twarz.
Śmiał się z tego. Trzasnęłam z  łoskotem drzwiami i zamknęłam je na klucz. Upewniłam się jeszcze, że na 100% są zamknięte i dopiero wtedy położyłam wszystko na krześle. Włożyłam kosmyk włosów za ucho i nachyliłam się, by zobaczyć co on mi przyniósł do ubrania. Była to czarna, skąpa, koronowa bielizna i takiego samego koloru sukienka mini. Czy go pogięło? Ale nie mam wyboru. Muszę to założyć. Był jeszcze aksamitny woreczek. W środku znajdowała się złota bransoletka. Co jak co, ale braku gustu nie można mu zarzucić. Chcąc nie chcąc założyłam ubrania, które wybrał dla mnie Mulat i zaczęłam robić makijaż. Czarne powieki przechodzące w szary, czarna kreska, czerwone usta i mocno wytuszowane rzęsy. Włosy już wyschły i opadały falami na moje plecy. Byłam gotowa. Tak sądzę. Tylko co z butami?
- Yy... Zayn? - zawołałam z łazienki.
- Taak - powiedział przeciągle po drugiej stronie drzwi. - Pomóc ci coś założyć? - spytał.
- Nie, dzięki. Poradziłam sobie. Mam pytanie... Jakie mam założyć buty?
- Mam je tutaj - powiedział. Trzymam je  w ręce.
Nie chciałam żeby mnie zobaczył zanim nie będę całkowicie gotowa.
- Ja otworzę drzwi, a ty włożysz buty, ok? - zapytałam. - Chcę ci zrobić niespodziankę.
- No może - zgodził się niechętnie.
Schowałam się za drzwiami i położyłam rękę na klamce. Dobrze, że otwierały się do wewnątrz. Otworzyłam drzwi, a Zayn wyciągnął przez szparę rękę z butami. Złapałam je i szybko zamknęłam drzwi z powrotem na klucz.
- Co ty odpierdalasz?! - ryknął i załomotał w drzwi.
Lekko się wzdrygnęłam.
- Chciałaś mi rękę przytrzasnąć?! - krzyknął po drugiej stronie drewnianej płyty.
Postawiłam obuwie na podłodze.
- Otwieraj, ale już! - zażądał dalej uderzając w drzwi.
Szybko wsunęłam nogi w buty, które okazały się czarnymi, bo jakże inaczej szpilkami na grubym 8.cm słupku. Przejrzałam się jeszcze raz w lustrze, obciągnęłam sukienkę w dół i przeczesałam ręką włosy. Przy każdej z tych czynności towarzyszył mi dźwięk pięści obijającej się szybko o drewno.
- Wyłaź! - krzyknął Zayn.
Odetchnęłam głęboko i otworzyłam zamek po czym wyszłam z łazienki trafiając prosto na Malika. Już miał coś powiedzieć, krzyknąć, ale nie mógł wydobyć słowa. Jego ciemne oczy, które dotychczas zajmowała wściekłość, zmieniły się. Ujrzałam w nich... No właśnie. Sama nie wiem co. Pożądanie? Patrzył na mnie z odległości pół kroku. Skanował swoimi kawowymi oczami każdy milimetr mojego ciała. Przygryzł dolną wargę.
- Ekhm - odchrząknął. - Chcesz coś powiedzieć? Bo jeśli nie to chcę ci przypomnieć, że mieliśmy iść na imprezę.
- Ach tak. Czekaj chwilę. Tylko się przebiorę. - oznajmił wybudzając się z transu.
Wyciągnął jakieś ubrania z szafy po czym zniknął w drzwiach łazienki. Korzystając z tej chwili jego nieobecności, spryskałam się perfumami playboy'a. Chwilę potem wyszedł z łazienki ubrany w czarne spodnie i czarną koszulkę i oczywiście czarne buty.
- No to idziemy, skarbie - oznajmił i objął mnie w pasie po czym ruszyliśmy do drzwi.

*

Jak się okazało owa impreza odbywała się w dyskotece obok. Był to lokal dość zapuszczony i niekoniecznie zachęcający do zabawy. Tak wyglądał z zewnątrz. ale wewnątrz okazał się być dość ekskluzywnym klubem ze striptizem. Na rurach, w klatkach, na ladzie tańczyły panie ubrane w bikini, szpilki i pończochy na szelkach. Dodatkowo niektóre z nich były przybrane w pióra przez co wyglądały jak pawie. Inne miały na głowach peruki w kolorach, które z pewnością nie były naturalne.
Cały wystrój wnętrza był w tonacji czerwono - czarnej. Loże i stoliki ustawione były blisko ścian po to, by parkiet był większy. Za długą ladą stało dwóch barmanów i taka sama ilość barmanek. Schody prowadziły do kolejnej sali taneczno-alkoholowej skopiowanej niemal idealnie z poprzedniej.
- Chodźmy - Zayn pociągnął mnie za rękę i usadowił w jeden z lóż.
- Ręką przywołał jednego z barmanów i założył zamówienie na dwa drinki. Po chwili ten sam facet nam je przyniósł. Zayn podstawił mi jednego z nich.
- Pij - polecił.
- Nie piję alkoholu - oznajmiłam.
- Pamiętasz co mi obiecałaś w zamian za to, że będziesz mogła przesłuchać Luckasa? - spytał. - Że zrobisz wszystko co ci każę?
Kiwnęłam głową.
- Więc każę ci to wybić i dobrze się bawić - rzekł. - Ze mną - dodał z naciskiem.
No cóż... Zaczynam tonąć przez tą swoją deskę ratunkową. nie sądziłam, że tak szybko stanie się dziurawa. Jakoś trzeba przetrwać. Na poprawienie samopoczucia wypiłam większą część drinka naraz. Ciepło rozgrzało mój organizm od środka rozprowadzając po moich żyła alkohol.
- Ale jest jeden warunek - zastrzegłam.
- Powiedziałaś wszystko - naciskał.
- Żadnych fajek, narkotyków i seksu z nieznajomymi - odparłam nie zwracając uwagi na to co powiedział.
Zaśmiał się na moje słowa.
- Wiesz, jesteś strasznie zabawna. Żadnej z tych rzeczy nie będę kazał ci robić. Tego możesz być pewna.
Po jeszcze jednym drinku poszliśmy na parkiet. Co rusz przedstawiał mnie komuś. Wielu patrzyło nam nie pożądliwym wzrokiem lecz gdy tylko zauważyli morderczy wzrok Malika, uciekali jak najdalej. Mulat mimo, że były tu dziesiątki innych, bardziej odpowiednich dla niego dziewczyn, nie zwracał uwagi na nikogo innego oprócz mnie.
W pewnym sensie ten fakt dawał mi satysfakcję. Gdy byliśmy już trochę zmęczeni tańcem, wróciliśmy z powrotem do loży. Malik usadził mnie sobie na kolanach. Nie protestowałam. Może to skutek tak dużej ilości alkoholu? Pewnie tak, albo może się mylę. Nie wiem sama.
Położył głowę na wgłębieniu między moim ramieniem, a szyją wodząc po niej nosem.
- Mm... Ładnie perfumy - powiedział.
Zaśmiałam się.
Delikatnie pocałował moja szyję. Była to przyjemna odmiana, bo każdy jego poprzedni pocałunek był brutalny i w pewien sposób przynosił ból, a zarazem ekstazę.
- Zrobisz coś dla mnie> - spytał owiewając moją skórę swoim oddechem.
- To zależy - odparłam.
- Zatańcz dla mnie - wyszeptał do ucha, przygryzając jego płatek.
- Ale jak? - spytałam.
- Normalnie. Wyjdź na parkiet i zatańcz.
Zmusił mnie bym wstała. Powędrowałam na parkiet powoli, bardzo powoli zaczęłam się poruszać. Trochę nie wiedziałam c robić, aż postanowiłam wsłuchać się w muzykę. Zaczęłam poruszać rękoma i falować biodrami ciągle wpatrując się w Zayn'a. Jego oczy były utkwione były w moich.
Wokół było tylu tańczących, a on patrzył na mnie. Tylko na mnie. Przesunęłam dłońmi wzdłuż swojego ciała. Nachyliłam się w jego stronę i przywołałam do siebie. Opróżnił szklankę  z whisky po czym wstał i zaczął iść w moim kierunku. Roześmiałam się w głos. Mój śmiech zagłuszyła muzyka. Zaczęłam przeciskać się między ludźmi do wyjścia co chwila odwracając się i sprawdzając czy Malik podąża za mną. Śledził mnie bez mrugnięcia okiem. W pewnym momencie, gdy się obróciłam, nie było go. Zatrzymałam się. Wtedy ktoś objął mnie od tyłu w talii, mocno przyciskając do swojego ciała i szepcząc kusząco.
- Wystraszyłem cię?
Od razu poznałam, że to Zayn. W tym miejscu muzyka była trochę cichsza i ludzi było mniej.
- Tańcz - zamruczał mi do ucha.
Zaczęłam poruszać biodrami, a on trzymał na nich swoje dłonie. Założyłam jedną rękę na jego kark, a drugą położyłam na jego ręce. Zjechał dłońmi w dół na miejsce gdzie zaczynała się bielizna. W innym przypadku pewnie bym go zahamowała, ale nie teraz. Ręką wolną od mojej zjechał jeszcze niżej tak, że teraz dotykał wewnętrznej części mojego uda. Wsunął dłoń pod i tak kusą spódniczkę i zaczął szukać moich majtek. Zareagowałam łapiąc go za nią. Odwróciłam się do niego twarzą. Ujrzałam błysk gniewu w jego oczach.
- Nie tutaj - wyszeptałam mu do ucha i odsunęłam się.
Jego tęczówki wyrażały tylko jedno. Bezgraniczne pożądanie. Złapał mnie za rękę, wplatając swoje palce między moje i ruszyliśmy ku wyjściu. Przebiegliśmy przez ulicę i wpadliśmy do pubu, wlecieliśmy po schodach z prędkością błyskawicy i zatrzasnęliśmy drzwi do mieszkania Malika. Nie czekając na nic Zayn zamknął moje usta pocałunkiem dociskając mnie swoim ciałem do drewnianej płyty za nami. Zjechał dłonią w dół zatrzymując się dopiero na udzie. Założyłam obie ręce na jego szyję krzyżując je w nadgarstkach. Druga dłoń Malika powędrowała na to samo miejsce co ta pierwsza tyle że na drugiej nodze. Ściągnęłam buty używając do tego tylko stóp. Chłopak złapał mnie za pośladki i podniósł do góry. Oplotłam nogi wokół jego bioder. Bez najmniejszego wysiłku przetransportował mnie do pokoju obok nie przestając całować. Rozłożył mnie na łóżku ściągając przy tym ze mnie sukienkę. Z resztą to nie było problemem gdyż na plecach znajdował się zamek ciągnący się przez całą długość tegoż ubrania. Leżałam na łóżku, a Zayn klęczał między moimi nogami, opierając się rękoma nad moimi ramionami. Jedną dłoń wplątałam w jego włosy, a drugą powoli zaczęłam odpinać od góry jego koszulę. Gdy dotarłam do paska jego spodni, zadrżałam. Wykasłałam koszulę ze spodni po czym przeniosłam obie dłonie na jego kark i włożyłam je za kołnierzyk zjeżdżając wolno w dół. Mulat przygryzł moją dolną wargę. Syknęłam, a on się zaśmiał. Ściągną z siebie górę swojego stroju. Przestawił się tak, że jego kolana znajdowały się obok moich bioder. Zaczął składać pocałunki po mojej szyi, dekolcie, obojczykach, po czym na odwrót po obojczykach, dekolcie i szyi. Przesunął po niej nosem aż do mojego ucha. Przygryzł jego płatek ze śmiechem na ustach po czym znów odnalazł moje usta. Usłyszałam dwa ciche puknięcia oznaczające, że pozbył się butów.
Opuszkami palców błądziłam po jego skórze kreśląc linie wyznaczające wzory jego tatuaży. On dotykał mojej nagiej skóry zostawiając na niej mrowiące ślady swojej obecności. Było to miłe uczucie. Przeniosłam ręce na dolne partie jego pleców i zjeżdżając w dół dotknęłam paska od spodni. Przejechałam dłońmi tak, że teraz wyczuwałam zapięcie. Wahałam się czy odpiąć czy też nie. Zachęcił mnie do tego całując szyję. Odpięłam sprzączkę potem guzik. Nie mogłam nie wyczuć zgrubienia jego członka, gdy rozpinałam rozporek.
Tak szybko, że prawie niezauważalnie pozbył się spodni. Teraz dzieliła nas tylko bielizna. Moje czarne, koronkowe, wyjątkowo skąpe figi i taki sam stanik oraz jego czarne bokserki z Calvina Kleina. Nagle jego język zatańczył na mojej szyi. Chwilę potem znalazł się w moich ustach, łącząc się z moim w dzikim tańcu. Uniosłam biodra lekko do góry, domagając się zmiany pozycji. Jego klatka piersiowa zawibrowała pod wpływem śmiechu, który został po części zablokowany przez moje usta. No cóż, muszę sama zmienić pozycję. Położyłam mu dłonie na barkach. Gwałtownie poderwałam się w górę i przewróciłam go na plecy. Usiadłam na jego kroczu, czując wyraźnie wybrzuszenie jego męskości. Oderwałam się od jego ust i uśmiechnęłam się cwaniacko kładąc dłonie na dolnych partiach jego brzucha. Zatańczyłam placami na lamówce jego bokserek po czym zaczęłam całować jego brzuch, tors, szyję. Jego dłonie powędrowały do mich majtek. Wsunął za nie swoje palce wskazujące, jednak zaraz je wyciągnął, by odpiąć stanik, o którym wyraźnie zapomniał. Przestałam go całować i znów przysiadłam na jego kroczu.
- Wyglądasz pięknie Lottie - szepnął.
Zdziwił mnie trochę tym, że użył takiego zdrobnienia mojego umienia, które tak bardzo lubiłam, a rzadko kiedy słyszałam. Zaśmiałam się gardłowo po czym zeszłam z niego znajdując się teraz między jego nogami. Ściągnęłam jego bokserki i ujrzałam go. Duży, twardy, napęczniały. Przejechałam po nim delikatnie językiem/ Zayn jęknął. Uśmiechnęłam się do niego tryumfująco znad kurtyny włosów opadających mi na twarz. Złapałam jego członka oburącz. Po czym nachyliłam się i włożyłam go do buzi. Raz miałam go głębiej, raz płycej. Czułam jak chłopak drży z podniecenia i słyszałam jak ciągle jęczy i szepce:
- Lottie, Lottie...
Zrobiłam mu loda po czym połknęłam jego nasienie, które wytrysnęło, gdy miałam jeszcze jego męskość w ustach. Wyciągnęłam go z buzi po czym liznęłam czubek jego członka. Spojrzałam na Zayn'a. Jego ciało połyskiwało w świetle księżyca wpadającym przez okno od kropelek potu. Ni trwało długo nim znów był gotowy. Po tym co mu zrobiłam, delikatność poszła na bok. Przewrócił mnie na plecy i ściągnął ze mnie figi. Rozłożył szeroko moje nogi i  nie czekając na nic, wszedł we mnie nie tyle brutalnie co zdecydowanie. Jęknęłam i zacisnęłam ręce na pościeli wyginając się w łuk i po chwili opadając z powrotem. Poruszył się we mnie mocno. Kolejne pchnięcia były coraz mocniejsze i coraz bardziej brutalne. Łóżko skrzypiało pod wpływem naszego dzikiego seksu rozgrywającego się na nim. Krzyczałam wniebogłosy. Już chciałam, by przestał, czułam się spełniona.
- Dość - jęknęłam prosząco, ponownie wyginając się w łuk.
- Musisz wykrzyczeć moje imię, Lottie - powiedział dysząc. - A po za tym... Tak pięknie wyglądasz nago, mój aniele.
Jego ruchy zrobiły się jeszcze szybsze i szybsze choć myślałam, że takie już nie mogą być. Zayn objął mnie rękoma w pasie i wyciągnął swojego członka ze mnie na chwilę tylko po to, by zmienić pozycję. Usadził mnie na swoich kolanach twarzą do siebie i z powrotem wszedł we mnie. Kazał mi lekko podskakiwać. Poruszał się szybko i mocno. Wbiłam paznokcie w jego plecy i podskakiwałam raz po raz krzycząc i czując jak coraz bardziej mnie wypełnia. Chyba nie zdawał sobie sprawy, że to mój pierwszy raz. Wreszcie w tym samym czasie, ja wysoko skoczyłam, a on mocno pchnął i dosięgnęłam krytycznego punktu.
- ZAYN!!!!!! - zawyłam.
Poczułam jak jego nasienie mnie wypełnia, ale nie wyleciało, gdy wyciągnął swojego członka ze mnie. Opadłam na poduszkę z trudem łapiąc oddech. Malik wylądował obok mnie ciężko dysząc. Wpatrywałam się w niego.
Ja w stroju Ewy, on w stroju Adama. Przed chwilą zerwaliśmy zakazany owoc. Gdy już trochę ochłonęliśmy, a mój oddech się wyregulował, Zayn wstał na chwilę i podszedł do komody. Śledziłam jego nagą sylwetkę, na której ciąż iskrzyły się drobinki potu. Dzięki temu jeszcze bardziej przypominał Adonisa. Wyciągnął z szuflady koszulkę i podniósł z podłogi moje majtki i swoje bokserki. Podniosłam się do pozycji siedzącej zgarniając pościel i lekko się zasłaniając. Zaśmiał się na ten mój ruch. Klęknął naprzeciw mnie i nachylił się w moją stronę. Musnął moje usta swoimi. Potem sięgnął na swoją szyję i zdjął z niej swój nierozłączny nieśmiertelnik. Podniósł go do góry i wsunął na moją szyję. Dotknęłam wisiorka ręką i przeniosłam na niego wzrok.
- Chcę, żebyś zawsze to nosiła, Lottie - szepnął. - Żeby przypominał ci tę noc i to jak bardzo jesteś dla mnie ważna. - wyszeptał.
Położyłam się, a on obok mnie przytulając swoje nagie ciało do mojego.
- Ubierz się, Lottie - wyszeptał do mojego ucha całując kark.
Szybko wsunęłam figi oraz jego T-shirt i z powrotem opadłam na łóżko. Znów położył się obok mnie przykrywając nas kołdrą. Przygarnął mnie do siebie. Odwróciłam się do niego twarzą i wtuliłam w jego nagi tors wdychając wciąż jeszcze wyczuwalny zapach jego perfum, alkoholu i dymu nikotynowego pomieszanego z pożądaniem. Objął mnie mocno ale delikatnie i wplątał swoje nogi między moje. To niesamowite jak nasze ciała do siebie pasują. Pocałował mnie w czubek głowy i wyszeptał w moje włosy:
- Kocham cię, Lottie.
- Ja ciebie też kocham, Zayn - szepnęłam. - I lubię jak się do mnie w ten sposób zwracasz - dodałam.
Pocałował mnie jeszcze raz tym razem w czoło i zasnęliśmy wtuleni w siebie, tworząc jedno ciało, jeden organizm, jedno istnienie.
Mrs Black bajkowe-szablony