Pokazywanie postów oznaczonych etykietą family. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą family. Pokaż wszystkie posty

piątek, 15 kwietnia 2016

Weekend z Zuzką M. #4


Witam Was serdecznie w ten piękny dzień! Dawno mnie nie było z moim cyklem, więc postanowiłam dzisiaj Wam troszkę rzeczy przygotować ;) I zrekompensować poprzednie braki.
Zacznijmy może od tego, że jest tak piękna pogoda, że aż szkoda siedzieć w domu. Sama zamierzam wyjść później na spacer (oczywiście jak wrócę do domu i tam również będzie taka zachęcająca pogoda). Proponuję Wam aktywny weekend! Spacer z rodziną, psem, może samotnie. Przejażdżka rowerowa do lasu czy parku świetnie nam zrobi. Trzema korzystać z okazji i łapać pierwsze promienie słońca całymi garściami!
Dzisiaj wieczorem proponuję zasiąść przed telewizorem i obejrzeć "Shrek Trzeci". Uwielbiam wracać do bajek z dzieciństwa, w ogóle do bajek i zawsze, kiedy mam okazję, siadam i oglądam razem z moją młodszą kuzynką. Nie da się zliczyć, ile razy obejrzałyśmy "Krainę Lodu" czy "Epokę lodowcową". Na poprawę humoru albo na miły koniec dnia akurat pasują takie filmy animowane.
Później będę miała dylemat, ponieważ, już nie wiem, po raz który, w telewizji leci "Armageddon" i za każdym razem staram się go obejrzeć. Ryczę zawsze jak bóbr, ale nie żałuję, ponieważ kocham ten film jak żaden inny. Ale prawie w tym samym czasie jest również trzecia część "Zmierzchu" i jak dotąd obejrzałam już dwie poprzednie, wypadałoby zobaczyć i tę. Zwłaszcza, że mama bardzo lubi się przy tym odprężyć, a przecież nie będę jej wieczorem po pracy kazała oglądać kolejny raz takiego dramatu jakim jest "Armageddon".
W sobotę będzie okazja zobaczyć w telewizji "Chłopca w pasiastej piżamie". Jeżeli ktoś tego nie oglądał, powinien się z tym filmem zapoznać. Pamiętam, jak pani na polskim w gimnazjum włączyła go nam na lekcji. Do tamtej pory mam ciarki, kiedy pomyślę, co tam się działo. Nie za bardzo przepadam za wojennymi filmami, ale ten jest wart polecenia i obejrzenia. Naprawdę.
Coś dla fanów sportu! W sobotę tj. 16 kwietnia odbędzie się pierwszy półfinałowy mecz Final Four Ligi Mistrzów. Panowie z Zenitu Kazań zmierzą się z Asseco Rasovią Rzeszów ok 16:30. Spotkanie odbędzie się w Tauron Arenie w Krakowie. Niesamowicie zazdroszczę tym, którzy mają bilet i mogą obejrzeć mecz na żywo!!
Przez ostatnie dwa tygodnie chodzą za mną cały czas dwie piosenki:

I chociaż na aktywny weekend poleciłabym Wam coś ruchliwszego, to mogłabym tych piosenek słuchać non stop, więc to je właśnie Wam polecam ;)
Nadal kończę "Miasto szkła" oraz "Łaskę utraconą", więc nie wiem, co Wam polecić z książek. Zakupiłam ostatnio trzy nowe, ale jeszcze się za nie nie wzięłam. Jak tylko przeczytam choć jedną, na pewno się o tym dowiecie, ponieważ zamierzam wrzucać więcej recenzji i innych uwag co do książek.
Jeżeli natomiast chodzi o bloga, to wybrałam jednego, który uważam, że zasługuje na moje wyróżnienie tutaj ;)

Opowiadanie zakończone, więc nie będziecie mieli problemu z tym, że notki długo się nie pojawiają ani nic.

"Faith nie ma łatwego życia. Lecz kto by miał, gdyby musiał uciekać z rodzinnej krainy? Ether jest miejscem pełnym intryg, tajemnic ale przede wszystkim przeszłości, od której główna bohaterka chciała się odciąć. Niestety, przeszłość zawsze nas dogoni, a już na pewno nie da o sobie zapomnieć.
Okazuje się, że Faith ma do odegrania ważną rolę w krainie, którą kiedyś nazywała domem. Czy zdoła sprostać wyzwaniu, jakie ją czeka?
Dlaczego jest Ostatnia?"

Od siebie mogę dodać, że historia niesamowicie wciąga i jeżeli są jakieś błędy czy niedociągnięcia to nie zwraca się na nie wielkiej uwagi, ponieważ samo opowiadanie jest naprawdę dobre ;)

To tyle na dzisiaj. Do przeczytania niedługo!
Ps. Piszcie, jak wy spędzacie weekend! 

sobota, 12 marca 2016

Od kuchni!


Witam Was bardzo serdecznie w tą niezbyt słoneczną sobotę. U Was też tak ponuro za oknem? U mnie strasznie! Jeszcze wczesna godzina, a już ciemno w domku.
Ale ja oczywiście nie o tym dzisiaj. Gotując dzisiaj obiad, wpadł mi do głowy pomysł na notkę i właśnie dlatego tutaj jestem.
Moje pytanie na dziś: lubicie gotować?
Osobiście wolę bardziej piec niż gotować, ale życie mojej rodziny powoduje, że coraz bardziej zaczynam się przekonywać do pichcenia.

Moja przygoda z gotowaniem rozpoczęła się w bardzo młodym wieku, bo miałam z pięć, sześć lat, a może nawet jeszcze mniej, kiedy pomagałam prababci w kuchni. Pamiętam, że bardzo mi się to podobało, gdy później siadałyśmy razem i jadłyśmy przygotowany przez nas posiłek.
Lubiłam pomagać każdemu, kto tylko brał się za gotowanie, pieczenie, smażenie. Cokolwiek, co miało związek z przygotowywaniem jedzenia. Przeszkadzałam babci, kiedy ta próbowała robić makaron i zawsze prosiłam ją, by piekła swoje przepyszne ciasteczka czy pączki, gdzie mogłam więcej pomóc, wycinając z rozwałkowanego ciasta kółeczka czy posypując gotowe już pyszności cukrem pudrem.
Gotowanie towarzyszy mi niemalże od początku. Kiedyś tylko pomagałam, lecz od kilku lat sama próbuję swoich sił w kuchni. Nie robię żadnych wielkich, popisowych dań, bo moim największym sukcesem jest własnej roboty pizza i drożdżowe ciasteczka, ale czuję satysfakcję, kiedy widzę, że moje wypieki smakują wszystkim dokoła. Jestem dumna, że potrafię zrobić coś naprawdę dobrze i cieszę się, że mogę to robić.


A Wy? Lubicie gotować czy wolicie, jak ktoś inny Wam gotuje? Piszcie, chętnie poczytam, podyskutuję o jakiś daniach. Piszcie również, o czym chcielibyście przeczytać kolejną notkę ;)

Co robicie dzisiaj? Jak na razie oglądam skoki narciarskie. Później niestety muszę zabrać się za projekt z historii oraz za zadania z ekonomii. Mam jeszcze zamiar napisać rozdział na "Polowanie...", więc możecie się spodziewać wieczorkiem tam nowej notki. Cały weekend zabiegany, ale nie narzekam, bo przynajmniej się nie nudzę. 

A tymczasem zapraszam na mojego instagrama, gdzie możecie zobaczyć, co aktualnie robię, dowiecie się, jakie są moje ulubione książki czy cytaty ;) 

sobota, 20 lutego 2016

Jak ten czas szybko leci!


Hej, przyszłam w końcu troszkę ponarzekać. Czy Wam też ten czas tak szybko ucieka? Niby mam ferie, ale nic z nich nie użyłam, jedyne co, to skończyłam jedną książkę i jestem już na bieżąco z moim serialem, ale nadal chodzę niewyspana i nadal nie ruszyłam mojej pracy domowej z polskiego ani "Dziadów", które trzeba przeczytać.
Wydawało mi się, że dzięki feriom podgonie niektóre opowiadania, może przeczytam jakieś nowe, że obejrzę coś fajnego, ale tak naprawdę to nic wielkiego nie zrobiłam, a tydzień już minął, niestety.
Mam nadzieję, że uda mi się coś niecoś zrobić podczas tego drugiego tygodnia, choć wątpię, bo zapowiada się tak samo jak ten mijający (oby tylko nie było śniegu! O.o).
Właśnie, czy u Was też śnieg pojawił się na całą noc a w południe już sobie poszedł? (oczywiście na szczęście dla mnie, no ale zawsze to jakaś odmiana). Jak tam u Was? Ciężko w szkole? Może też macie ferie? Jak je spędziliście, spędzacie? Aktywnie czy może nieco mniej? :) Dzielcie się ze mną śmiało, nie gryzę, przynajmniej nie mam trującego jadu ;)


wtorek, 26 stycznia 2016

Shadowhunter, czyli kolejne odwiedziny w świecie Nocnych Łowców.


Z racji tego, że ostatnio odbyła się premiera nowego serialu na podstawie "Darów Anioła", a konkretnie "Shadowhunters", postanowiłam swoją pierwszą notkę poświęcić właśnie im.
Już od dawna czekałam na serial, choć z czasem o nim zapomniałam i przez przypadek, z nudów go znalazłam. I od razu były dwa odcinki, więc je pochłonęłam niemalże natychmiast.
Serial ma być lepszą ekranizacją książek pani Cassandry Clare. Opowiada o nastolatce, która do tej pory nie miała pojęcia, że magiczny świat istnieje i że ona w jakiś sposób do niego należy. Dowiaduje się o tym w dość przykrych dla niej okolicznościach. Oczywiście poznaje chłopaka i oczywiście ma najlepszego przyjaciela. Jakby mogło być inaczej. 
Produkcja budzi wiele kontrowersji. Jedni chwalą i mówią, że ma potencjał, inni zaklinają się, że już więcej nie zobaczą. Ja, zaczynając oglądać, byłam nieco sceptycznie i z dystansem nastawiona do produkcji. Wolałam się mile rozczarować, niż zawieźć. I wydaje mi się, że dzięki temu mam pozytywne odczucia po obejrzeniu dwóch odcinków.
Scenarzysta powprowadzał wiele zadziwiających zmian. Pierwszą, która od razu rzuca się w oczy, bo jest poruszona już w pierwszych minutach pierwszego odcinka, to wiek Clary. Jest nieco starsza niż w książce. Druga, to całkowicie inna postać Dot, sąsiadki Clary z dołu, która zawsze uchodziła za nieco świrniętą, w serialu przyjaźni się z matką Clary a na dodatek jest młoda i nie tak zwariowana. Ta w książce miała swój oryginalny i bardzo dobrze rozwinięty charakter, ale serialowa Dot jak do tej pory również mi się podobała.
Kolejne zmiany już niekoniecznie mogą się spodobać tym, którzy uwielbiali nastrój i tradycje Nocnych Łowców. Instytut kompletnie zmieniony i to akurat zaszkodziło produkcji. Za bardzo i na siłę unowocześniony. Hodge paraduje z gołą klatą po planie i wymachuje bronią przy pierwszym spotkaniu. Zastanawia mnie również Valentine i jego miejsce pobytu, ale to może będzie niedługo wyjaśnione, ponieważ bardzo się zdziwiłam, widząc napis "Czarnobyl", kiedy pojawiła się pierwsza scena z Valentinem.
Niektóre efekty są niezwykle sztucznie pokazane, sceny wydają się wręcz komiczne (na przykład oglądając fragment z walki z Pandemonium, gdzie demon nadziewa się na broń, którą trzyma Clary jest taki... brak mi słowa. Może to przez tę ścianę z tyłu?).
Jak dotąd główna bohaterka nie powala. Irytuje mnie jej postać. To, jak chodzi w tych swoich butach na obcasach, próbuje w nich biegać, ale nie może, no bo się wywali. Miała swoje dobre momenty, jasne że tak, ale gorsze również. Ogólnie czasami wpada w straszną histerię, choć to może być tłumaczone stratą matki, domniemaną zdradą najbliższej osoby itp. Fajnie, że się martwi o mamę i chce ją odnaleźć, ale dlaczego musi to powtarzać co drugą linijkę swojej kwestii? (To już tak jakby ktoś bardzo chciał się jej uczepić, a ja chcę, ponieważ po prostu mnie irytuje ta postać i już. Jak mało która).
Za to, z tych bohaterów, których już poznaliśmy, polubiłam Aleca. Ma naprawdę ciekawe ujęcia, charakter również już jako taki zbudowany. Próbuje nie być zazdrosny o Jace'a oraz sprowadzić go na dobrą drogę, żeby się nie narażał. Stara się pilnować go ale mu to nie za bardzo wychodzi. Isabell i Simon (a już zwłaszcza relacja między nimi) są cudowni. To głównie dzięki nim się uśmiechałam, wprowadzali konieczny humor i za to im dziękuję. Po histeryzującej Clary to jakaś odmiana.

Na pewno będę dalej oglądała serial, ponieważ nieźle się w niego wkręciłam. Niektóre wątki zostały poprowadzone tak, by widz nie do końca wiedział, co się zadzieje, więc z chęcią zobaczę, jak to się dalej potoczy. Jak każdy normalny Polak lubię sobie ponarzekać na różne tematy, ale i tak nie zrezygnowałabym z obejrzenia kolejnego odcinka.
Mam nadzieję, że w kolejnych wszystko zacznie się rozwijać; nie tylko fabuła i akcja, ale i również gra aktorów.
Serial zachęcił mnie do powrotu do książek i już zaczęłam czytać pierwszą część. Oglądając odcinek, stwierdziłam, że niewiele z tego pamiętam i warto byłoby odświeżyć pamięć. Więc nie zdziwcie się, kiedy pojawi się notka o "Darach Anioła".
Zachęcam Was do obejrzenia serialu mimo wszystko. Jest naprawdę ciekawie zrobiony i myślę, że nic nie stracicie, jeżeli obejrzycie parę odcinków, a możecie tylko zyskać. (link do zwiastuna)
A Wy co sądzicie o tym serialu? Oglądaliście? Macie zamiar? Oglądacie w ogóle jakieś seriale i macie swoje ulubione? Piszcie śmiało, chętnie podyskutuję ;)

piątek, 26 czerwca 2015

~44~


    Pół nocy przegadali, by cały plan dopiąć na ostatni guzik. Oboje zgodzili się, że lepiej, by nikt inny nie wiedział, co zamierzają zrobić. Oznajmili im tylko, że chcą oddać Elessar. Co prawda każdy, kto wiedział, jak ważny jest dla całego świata, sprzeciwiał się temu. Jednak Maya przekonała ich, że wie, co robi,  by jej choć w tej sprawie zaufali. Jej i Joshowi. Niechętnie wszyscy zebrani stwierdzili, że nie mają innego wyboru, jak zawierzyć im życie.
    Mama Mayi, najbardziej sceptycznie nastawiona do całego przedsięwzięcia, podeszła na sam koniec zebrania do swojej córki i odciągnęła ją na bok.
    - Jesteś pewna, że ten chłopak znaczy dla ciebie więcej niż Elessar? - zapytała. - Że jest wart takiego poświęcenia?
    - Mamo! - zawołała oburzona. - Nie możesz mnie stawiać w takiej sytuacji. Dobrze wiesz, że Adam to mój przyjaciel. Oddałabym życie, by móc go ratować. A Elessar... Wiem, ile znaczy i nie zamierzam go tak łatwo stracić... Po prostu mi ufaj, mamo.
    Kobieta przytuliła mocno blondynkę i pocałowała delikatnie w czoło.
    - Obiecaj, że będziesz ostrożna!
    - Zawsze, mamo. Zawsze.
    Rada nie pozwoliła wziąć jej udziału w wyprawie, więc pożegnały się i wróciła do swojego domu. Josh natomiast został dopuszczony, na osobistą prośbę Mayi, do eskapady, więc mógł zostać. Pani Shay przydzieliła mu pokój, który sąsiadował z pokojem blondynki, więc po zakończeniu narad razem udali się na górę. Stanęli na korytarzu i spoglądali sobie w oczy w wątłym świetle lampy.
    - Boisz się? - zapytała cicho. Josh, zaskoczony, uniósł do góry brwi i uśmiechnął się lekko.
    - Trochę - przyznał.
    - Czego? - Chciała wiedzieć.
    - Najbardziej chyba tego, że mój plan nie wypali albo, że nas zaatakują, zanim powiemy pierwsze słowo, które pozwoliłoby nam na rozmowę z Malcolmem. A ty?
    - Że stracę was wszystkich - szepnęła i przytuliła się do niego. Doskonale wiedziała, do czego zdolny był Malcolm. Mógł zrobić niemalże wszystko. Nie miał skrupułów. Robił wszystko, by osiągnąć swój zamierzony cel. A jego celem był Elessar.
    "Po trupach do celu." - Zaśmiała się gorzko w myślach. Miała nadzieję, że jednak do tego nie dojdzie.

    Maya obudziła się przed budzikiem. Spała z trzy godziny, ale nie czuła się zmęczona. Wręcz przeciwnie, była gotowa do działania.
Maya
    W kuchni spotkała już jedzącego śniadanie Josha oraz pół żywego Shane'a, który próbował obudzić się mocną kawą. Po upływie kolejnych kilkunastu minut zjawili się już wszyscy, którzy brali udział w wyprawie. Oprócz nich mieli jechać mama Shane'a i kilku innych członków Zakonu, których blondynka nigdy w życiu nie widziała na oczy. Uzbrojeni w urządzenia, dzięki którym mogli się bez problemu komunikować, powsiadali do trzech aut. Do pierwszego załadowali się Josh, Maya i Shane a kierował jakiś nieznany jej członek Zakonu. Do kolejnych dwóch wsiedli wszyscy, których Maya nie znała oraz matka blondyna. Na dany im znak, ruszyli.
    Ich samochód jechał w środku, jakby pod eskortą pozostałych dwóch. Maya nie pamiętała, jaką drogę obrali jej porywcze, ponieważ przez przyciemnione szyby niczego nie widziała, ale wydawało jej się, że podróż trwała kilka godzin. Zastanawiała się teraz, czy siedziba Malcolma znajduje się gdzieś daleko od nich. Zgadywała, że tak. Wokół dworu widziała las i gęste zarośla, a czegoś takiego w ich okolicy nie było.
    Czując narastające przerażenie, starała się przestać myśleć choć na chwilę o czyhającym na nich niebezpieczeństwie. Skupiła uwagę na rozciągającym się dokoła pięknym widoku, który z każdym metrem zmieniał się. Za każdym razem, gdy na horyzoncie pojawiały się drzewa, coś ściskało ją w środku. Bała się, że już dotarli na miejsce, a ona nie była nadal gotowa na to spotkanie. Nie potrafiła wolno oddychać, momentami w ogóle brakowało jej tchu i myślała, że za chwilę się udławi. Serce biło jej jak oszalałe a dłonie zaczęły się pocić. Denerwowała się, mimo, że nie zaprzątała sobie myśli Gwardią.
    Shane siedział obok blondynki i spoglądał na nią co jakiś czas. Chciał coś powiedzieć, ale nie do końca wiedział co. Bał się, bo tuż przed nim znajdował się jej najlepszy przyjaciel, który wiedział o niej wszystko, nie chciał więc wyjść na głupka, palnąć jakąś gafę. I niby co miał powiedzieć? Pocieszyć? Zapytać, jak się czuje? To nie miałoby sensu. Więc zrobił najzwyklejszą rzecz na świecie - chwycił ją za rękę i uścisnął ją, dając jej tym samym do zrozumienia, że jest z nią. Spojrzała na niego i uśmiechnęła się delikatnie. Widząc całą sytuację  w lusterku, Josh już wiedział, że tych dwoje ma się ku sobie.
    Podróż okazała się wystarczająco długa, by ich dostatecznie wyczerpać. Gdy w końcu się zatrzymali, Mayę bolały plecy a kiedy się rozciągnęła, słyszała chrupnięcia w stawach. Rozejrzała się dokoła. Nic się nie zmieniło. Wielki dwór, górujący nad całą resztą otoczony gęstymi zaroślami, masywna brama i podjazd wyłożony płytami i kamieniami.
    Nie miała pojęcia, czego się spodziewała, ale widok tylu osób, zaskoczył ją. Wyglądali jak komitet powitalny. Z bronią skierowaną w ich stronę oraz zacieśniającym się kręgiem uzbrojonych gwardzistów. W tłumie nie dostrzegła Malcolma, ale kiedy pani Shay poprosiła o rozmowę z nim, pojawił się na schodach swojej twierdzy, mając u boku Nate'a i Toma. Wzdrygnęła się, przypominając sobie każdy sen z ich udziałem.
    - Proszę, proszę! Kogo my tu mamy? - Malcolm mówił cicho, ale i tak rozumiała każde jego słowo, mimo tak wielkiej odległości, która ich dzieliła. Powoli schodził w dół a za nim jego strażnicy oraz jedna zakapturzona postać, której sylwetka wyglądała znajomo. Intuicja podpowiadała jej, że doskonale zna tę postać, lecz nie potrafiła jej zidentyfikować. - Maya, kochana, stęskniłem się za tobą! - pożalił się tak naturalnie, że uwierzyłaby to. W innych okolicznościach uwierzyłaby we wszystko, cokolwiek by powiedział takim tonem. - Tak dawno się nie widzieliśmy! - Wyraził swój żal. Stał już u podnóża schodów. Maya i reszta jej towarzystwa zostali zmuszeni to tego, by zbliżyć się do niego, ponieważ krąg wokół nich robił się coraz mniejszy. Strażnicy stojący za nimi przysuwali się coraz bliżej. - Przyjechaliście odebrać Adama, prawda? - zapytał. Zabrzmiało to, jakby chłopak był małym dzieckiem na wakacjach, które się gdzieś zgubiło i teraz zmartwieni rodzice przyjeżdżają do ludzi, u których przebywał.
    - Gdzie on jest? - zawołała, stając naprzeciwko niego. Musiała unieść głowę do góry, ponieważ Malcolm był naprawdę dobrze zbudowany i niezwykle wysoki. W jego oczach dostrzegła błysk wrodzonej skłonności do bycia złym.
    - Nie tak szybko, skarbie. - Zaśmiał się. - Najpierw pokaż mi Elessar, Chcę mieć pewność, że mnie nie oszukasz.
    Maya niechętnie zdjęła wisiorek z szyi i, trzymając łańcuszek w zaciśniętej pięści, pokazała go mężczyźnie. Jak zahipnotyzowany, pochylił się ku niemu. Wyciągnął do niego rękę, chcąc go dotknąć, lecz blondynka zareagowała błyskawicznie. Zabrała mu sprzed nosa naszyjnik i schowała za plecami. Była pewna, że na razie będzie tam bezpieczny, ponieważ czuła ciepło bijące od ciał Shane'a i Josha, którzy stali tuż za nią.
    - Nie tak szybko - powtórzyła jego słowa, uśmiechając się. Cały strach nagle wyparował. Wreszcie poczuła się na miejscu, wiedziała, co robi, widziała cel, jaki jej przyświecał. Ryzykowała wiele, ale inaczej się nie dało, była tego świadoma. Odprężona i z błąkającym się uśmiechem na ustach, prowadziła z Malcolmem rozmowę. - Najpierw rozkaż swoim, by przyprowadzili tu Adama. Chcę wiedzieć, że nic mu nie zrobiłeś - zawahała się, choć miała nadzieję, że tego nie dostrzegł. Doskonale zdawała sobie sprawę, że wypróbował na chłopaku działanie swojego pierścienia. Podając warunki, chodziło jej raczej o to, że musiała go zobaczyć, musiała wiedzieć, że żyje, że ma dla kogo ryzykować.
    Mężczyzna machnął niedbale ręką. Dwóch strażników zniknęło w dworze, by po jakimś czasie pojawić się z ledwo idącym między nimi Adamem. Powłóczył nogami, czasami ludzie Gwardii go ciągnęli, lecz starał się iść ostatkiem swoich sił. Od razu dostrzegła jak bardzo wymizerniał. Zatkała usta dłonią, by nie westchnąć głośno z przerażenia. Zapadnięte oczy wpatrywały się w ziemię a gdy na chwilę podniósł wzrok, ujrzała w nim czysty strach. Przypomniała sobie, jak ona wszystko przeżywała po jednym dniu spędzonym w ich siedzibie. Chłopak siedział tu już niemal tydzień.
    Wychudł, był brudny, poszarpany. Na ubraniu i włosach dostrzegła zakrzepłe ślady krwi. Opuchnięte wargi domagały się zwilżenia czystą wodą, a włosy niemal pragnęły, by zbliżył się do nich grzebień. łzy stanęły w oczach Mayi, widząc jego postać, tak bardzo jej znaną, a jednak całkiem odmienioną. W pierwszym odruchu chciała pobiec i przytulić go, pomóc mu iść. W ostatniej chwili Josh przytrzymał ją, łapiąc ją w pasie ramionami.
    - Nie możesz - szepnął jej do ucha. Pokiwała głową, rozumiejąc, co miał na myśli. - Jeszcze nie teraz.
    - Jesteś potworem, Malcolm - powiedziała, przełykając łzy i ból. Strażnicy zostawili Adama chwiejącego się na nogach pod eskortą Nate'a i Toma. Chłopcy nie pomogli mu jednak, kiedy upadł. Patrzyli na niego niemal drwiąco, z wyższością. - Kiedyś mi za to zapłacisz - warknęła.
    - Elessar, albo twój przyjaciel umrze. - Uśmiechnął się. Dostrzegła, że zakapturzona postać wyłowiła spod peleryny łuk i teraz celowała w leżącą postać Adama. Maya wyciągnęła powoli rękę zza pleców. Ruszający się delikatnie wisiorek hipnotyzował swoim zielonym kolorem. Dziewczyna uniosła ramię, a gdy Malcolm wysunął dłoń co przodu, upuściła na nią swój największy skarb. Malcolm nie posiadał się z radości. Uśmiechał się szaleńczo, ściskając w pięści zielony naszyjnik. Zachwyceni członkowie Gwardii zaczęli się schodzić do niego, opuszczając broń oraz tracąc czujność. Korzystając z okazji, Shane i Josh podnieśli Adama z ziemi i zanieśli do auta, gdzie położyli go między blondynem a Mayą. Potem z zawrotną prędkością popędzili do domu.
    - Dlaczego to zrobiłaś? - zapytał cichym, ledwie dosłyszalnym głosem Ad. Serce ścisnęło się Mayi w piersi, słysząc jego słaby głos.
    - Wszystko będzie dobrze, zobaczysz -zapewniła go. - Malcolm nam za to wszystko zapłaci, już ja tego dopilnuje - odgroziła się.
   - Dlaczego oddałaś Elessar? - Adam odezwał się znów, jakby nie słyszał tego, co powiedziała przed chwilą Maya. Zaniepokojona, przejechała dłonią po jego włosach, próbując go uspokoić. Po chwili jego ciało się odprężyło, choć jeszcze kilka razy zadał to samo pytanie, na które Maya nie potrafiła odpowiedzieć.

~~~*~~~*~~~*~~~

    Hej, przyznam szczerze, że pierwszy raz od dłuższego czasu dobrze pisało mi się to opowiadanie ;) Sama nie wiem, jak wyszło, ocenę pozostawiam Wam, ale chyba jest dobrze ;)

sobota, 13 czerwca 2015

~43~


    - To musi być jakaś pomyłka - stwierdził kategorycznie Shane, wpatrując się w zielony naszyjnik jakby był zaklęty. Zdążył już wyśmiać Mayę za tak absurdalną myśl, przejść kilka razy przez jej pokój, by w końcu usiąść na łóżku naprzeciwko niej. Wcześniej długo czekał, by przyzwyczaić się do myśli, że należy do Zakonu. Teraz dziewczyna mówi mu, że jest jakimś potomkiem wielkiego króla, którego do niedawna nie znał nawet z legend. To dla niego zdecydowanie za dużo w krótkim czasie.
    - Ale nie jest - powiedziała uspokajająco, nadal się uśmiechając. Odkąd dowiedziała się prawdy, uśmiech nie opuszczał jej ust. Od niemal godziny próbowała przetłumaczyć blondynowi, że jest tak, jak ona mówiła, lecz on nie chciał jej słuchać. Spojrzała na niego niemal błagalnie. - Musisz mi zaufać. Wiem, co mówię - zapewniała go. Mimowolnie przybliżyła się do niego i położyła dłonie na ciepłych policzkach. Poczuła jak ciało chłopaka zadrżało pod wpływem jej dotyku.
    - Ufam ci - szepnął delikatnie, przysuwając się w jej stronę. Gdy milimetry dzieliły ich nosy od siebie, przymknął na chwilę powieki. Gdy znów na nią spojrzał, dostrzegła w jego oczach pewien błysk, który nakazał jej zrobić to, co zrobiła. Pochyliła się i pocałowała go. Shane uśmiechnął się, lecz nie był jej dłużny, natychmiast oddał pieszczotę. Nie okazał się niewinnym całusem; wręcz przeciwnie - długi, namiętny, pełen pasji i oddania pocałunek, który mówił wszystko, nawet to, czego ani Maya, ani Shane do tej pory nie byli świadomi.
    - Ufam ci - powtórzył jeszcze raz, gdy się od siebie odsunęli. - Ale to nie oznacza, że uwierzę we wszystkie bzdury, jakie mi powiesz - odezwał się zaczepnie lecz z przekonaniem. Uderzyła go delikatnie w ramie.
    - To nie jest śmieszne - odpowiedziała, poważniejąc. Serce nadal łomotało jej w piersi po tym, co się wydarzyło między nimi. Owszem, wcześniej całowali się już, lecz to, co działo się przed chwilą, nie mogło się równać z poprzednim razem. Było całkowicie inaczej. Nie miała pojęcia, na czym mogła polegać zmiana, lecz czuła, że coś się zmieniło. Miała jedynie nadzieję, że na dobre.
    Zasnęli, gdy na dworze zaczęło robić się jasno. Resztę nocy przegadali, nie wracając na razie do sprawy dziedzica. Maya wręcz modliła się, by Shane jak najszybciej przyzwyczaił się do nowej roli w całym tym bałaganie. Miała nadzieję, że zaakceptuje to, kim jest tak, jak to ona zrobiła.

    Przez kolejne dni nie udało się niczego ustalić ani wymyślić. Wszyscy wokół chodzili smętni, chłopcy w szkole wypytywali o Adama, a Shane i Maya zmuszeni byli do kłamstw. Taki stan rzeczy ogromnie ciążył, więc gdy przyszedł weekend, odetchnęli z ulgą. Choć nie na długo. Nadal wisiała nad nimi sprawa z Adamem.
    Przez te kilka dni pomiędzy Shanem i Mayą nie doszło do niczego więcej. Nie rozmawiali o tym, co zdarzyło się w tamtą noc; po prostu żyli dalej, chociaż blondynka przyłapywała się na tym, że coraz częściej spogląda na chłopaka jak na kogoś więcej niż na przyjaciela. Zaczęła też o nim odrobinę więcej myśleć. Nadal starała się bronić przed przeznaczeniem rękami i nogami, więc nie dopuszczała do siebie myśli, że chłopak jej się podoba, że może się w nim zauroczyła, lub co gorsza, zakochała. Wzdrygała się na samą myśl o tym, lecz gdy tylko wspominała ich pocałunek, robiło jej się przyjemnie a na usta wypływał błogi uśmiech.
Maya
    Na szczęście nie miała wiele chwil dla siebie, by po marzyć o Shanie. Cały wolny czas poświęcała temu, by wymyślić plan, dzięki któremu mogliby sprowadzić Adama z powrotem do domu. W sobotę rano postanowiła skontaktować się z Joshem - osobą, która jeszcze na ten temat się nie wypowiadała a mogła wiele wnieść do ich położenia. Poprosiła go, by przyjechał do domu blondyna. Chłopak oczywiście się zgodził i godzinę później siedzieli oboje w jej pokoju. Bardzo cieszyła się z ponownego spotkania. Brakowało jej ich wspólnych pogawędek. Nigdy nie rozstawali się na długo. Zawsze któreś w końcu dzwoniło i wyżalało się na wszystko drugiemu. Jednak w sytuacji, której się znaleźli, nie mogli tak uczynić. Na początku dlatego, że Maya nie znała prawdy, potem ze względu na to, że zbyt wiele się działo, a dziewczyna nie chciała zdradzać nieswoich sekretów. Teraz jednak nie widziała innego wyjścia. Jeśli on im nie pomoże, nie poradzą sobie sami. Ulżyło jej, gdy wyjawiła mu wszystko, ponieważ nigdy dotąd nie miała przed nim tajemnic - nawet to, co gdzieś usłyszała, niekoniecznie związane z nią, musiała z nim omówić. Taka już była. Ufała mu jak nikomu innemu i wiedziała, że chłopak nie zdradzi jej sekretów.
    - I co o tym myślisz? - zapytała w końcu, gdy Josh nie odzywał się przez jakiś czas. Przyglądała mu się uważnie. Był zamyślony. Nie chciała mu przeszkadzać, ale nie potrafiła wytrzymać już napięcia.
    - Przepraszam, musiałem to wszytko przemyśleć - odezwał się. Spojrzał na nią i uśmiechnął się. Był dobrej myśli i to napawało dziewczynę nadzieją, ponieważ gdyby powiedział, że nie widzi wyjścia, jak tylko się poddać, blondynka załamałaby się całkowicie. - Wydaje mi się, że wiem, co robić - powiedział niepewnie. Dziewczyna zerknęła na niego, nie spodziewając się, że tak szybko znajdzie rozwiązanie z tej jakże dramatycznej sytuacji.
    - Naprawdę? - Nic chciała uwierzyć. Pokiwał delikatnie głową, śmiejąc się pod nosem. - No to mów! - nalegała.
    - Zdaje mi się, że trzeba będzie oddać Elessar Malcolmowi - wyjawił swój zamysł po jeszcze krótkim zastanowieniu. Zaskoczona Maya nie wiedziała, co powiedzieć. Siedziała ogłupiała, wpatrując się w niego, jakby widziała go po raz pierwszy. Nie potrafiła uwierzyć w to, co jej zaproponował. Już chciała zaprotestować, gdy znów się odezwał. - Musimy to zrobić. Inaczej nie uratujemy Adama. A chyba na tym zależy ci najbardziej, prawda? To w końcu twój przyjaciel.

~~~*~~~*~~~*~~~

    Możecie mnie zabić, pozwalam Wam! Przepraszam, że rozdział taki krótki (a właściwie to chyba nawet rozdziałem nie można nazwać :/), ale... Nie mam nic dla swojej obrony! I dlatego jest mi przykro. Słońce i ciepło nie służą pisaniu, a przynajmniej nie kończeniu tej historii :/ Mam nadzieję jednak, że post był w porządku ;)
    Jeżeli chcecie przeżyć historię jeszcze raz, wpadajcie na wattpada, tam zaczęłam poprawiać opowiadanie ;) Już od początku znacznie go zmieniam, by poszło później w zamierzony przeze mnie kierunek :) Link macie nad datą dodania nowego postu ;)

piątek, 29 maja 2015

~42~


    Shane czytał po raz trzeci list od Malcolma, nadal nie mogąc uwierzyć w jego treść. Jego mama zareagowała błyskawicznie; gdy tylko dowiedziała się, co groziło Adamowi, chwyciła za telefon i zadzwoniła po jego rodziców. Nie wspominała nic o chłopaku. Poprosiła tylko, by przyszli.
    Roztrzęsiona Maya nadal siedziała na krzesełku. Wpatrywała się w swoje drżące dłonie i myślała intensywnie nad całą sytuacją. Co powinna zrobić? Czy mogła oddać Elessar w zamian za przyjaciela? Czy Malcolm dotrzyma warunków, kiedy już dostanie to, czego chce? W głowie miała kompletną pustkę, nie była w stanie odpowiedzieć na nurtujące ją pytania.
    Gdy pani Shay skończyła rozmawiać z matką Adama, wpadł jej do głowy pewien pomysł. Spojrzała na Shane'a, który nadal śledził wzrokiem treść listu. Potrząsnęła go delikatnie za ramię i powiedziała cicho.
    - Mógłbyś mi przynieść mój telefon? Leży w salonie. - Blondyn skinął ochoczo głową i już po chwili dziewczyna trzymała w ręce komórkę. Wybrała dobrze jej znany numer i czekała. Odebrała po czterech sygnałach, które dla niej trwały wieczność. - Halo? Hej, mamo. Słuchaj, czy dałabyś radę przyjechać tutaj? Bardzo cię potrzebuję - zaczęła od razu. Mówiła naprawdę szybko, bo wiedziała, że nie pozbierała się do końca i w każdej chwili może się rozpłakać.
    - Co się stało? - zmartwiła się, słysząc smutny, załamujący się głos córki.
    - Po prostu przyjedź. Wyjaśnię ci, jak już się zobaczymy, dobrze? - I nie czekając, aż odpowie, rozłączyła się. Zacisnęła mocno powieki, by nie dopuścić do tego, żeby łzy wypłynęły jej z oczu. Nie chciała pokazywać swojej słabości. Pragnęła być silna, pokazać, że potrafi sobie poradzić nawet z tak trudną sytuacją.
    "Musisz się uspokoić - powtarzała sobie. - Musisz wziąć się w garść. Dopóki wie, że możesz oddać mu Elessar, nie zrobi mu wiele" - wmawiała sobie. Starała się zapomnieć o tym, jak ją traktował, kiedy u niego zawitała. Jak ją straszył, jak później nie potrafiła zasnąć i budziła się ze łzami w oczach i z niemym krzykiem na ustach.
    Zaczęła głębiej oddychać i w końcu opanowała się już całkowicie. Gdy uchyliła powieki, łzy zniknęły bezpowrotnie. Zastąpił je natomiast szalony błysk determinacji, który podpowiadał Shane'owi, że dziewczyna jest gotowa do działania. Zostało więc im tylko czekanie na pozostałych.

    W salonie państwa Shay zebrało się wielu ludzi, którzy byli bezpośrednio związani ze sprawą, jaką mieli omawiać. Pojawili się rodzice Adama, mama Mayi, oczywiście sami gospodarze, brat Shane'a, siostra bruneta i jeszcze kilku innych najlepszych członków Zakonu. Ci, którzy nie zmieścili się na kanapach, przynieśli sobie krzesła z jadalni, lub po prostu stali czy rozsiadli się na podłodze. Maya przycupnęła tuż obok mamy na podłodze a wraz z nią Shane. Od czasu otrzymania listu nie odstępował ją na krok, bojąc się, że jej się coś stanie. Wolał ją mieć na oku i w razie czego odpowiednio zareagować.
    Na początku pani Shay przedstawiła, jak się sprawy mają. Następnie pokazała wszystkim list, który Maya dostała od Malcolma. Na koniec zapytała, czy ktoś ma jakiś pomysł. Wszyscy milczeli jak zaklęci. Nikt się nie odezwał.
    - Słuchajcie, sprawa wygląda tragicznie, to prawda, ale ze swojej strony mogę tylko powiedzieć, że Elessaru nie możemy oddać. Nawet za tak wysoką cenę jaką jest życie tego chłopca. Musi być inny sposób - powiedziała mama Mayi. W milczeniu zgodzili się z nią niemal wszyscy. Tylko drobna, chuda kobieta, wtulająca się w wysokiego mężczyznę siedziała, płacząc. Nie odezwała się ani słowem. Zdawała sobie sprawę, że tak należy postąpić, ale nie mogła przeżyć tego, że to jej syn, jedyny syn był, możliwe, że właśnie teraz, w tym momencie, kiedy oni naradzają się, co robić, torturowany. Nie mogła przeboleć tego, że nie było go z nią. Łudziła się nadzieją, że wkrótce wymyślą, jak mu pomóc, ale nie oczekiwała wiele. Jeżeli wróci to na pewno odmieniony. Jak bardzo? Tego się właśnie obawiała najbardziej.

    Długo zastanawiała się, czy powiedzieć Shane'owi w zaistniałych sytuacjach o tym, że znalazła sposób na odnalezienie dziedzica Elessaru. Przez pół nocy biła się z myślami. Zastanawiała się, czy to może w jakikolwiek sposób im pomóc. Czy zdołają dzięki temu odzyskać Adama, nie tracąc przy tym klejnotu? Może prawdziwy jego właściciel znajdzie na to sposób.
    Gdy już postanowiła, że porozmawia o tym z blondynem, sądziła, że w końcu zaśnie, że się nieco uspokoi. Lecz sen nie był jej dany. Nadal myśli zaprzątały jej głowę. Starała się nie dopuszczać do siebie wizji, w których pojawiał się poddawany torturom Adam. Jednak jej podświadomość co rusz podsuwała jej nowe obrazy, każdy jeszcze bardziej masakryczny od poprzedniego.
    W końcu dała sobie za wygraną, otworzyła oczy, włączyła lampkę nocną stojącą na stoliku. Usiadła na łóżku i założyła na zimne stopy kapcie. Podeszła do drzwi i otworzyła je cicho. Skrzypnęły delikatnie. Wyszła na korytarz i już miała zejść a dół, gdy usłyszała kroki na schodach. Zatrzymała się w pół kroku i czekała, aż ujrzała wspinającego się w jej stronę Shane'a.
    - Miałem nadzieję, że nie śpisz - szepnął, podchodząc do niej jak najciszej. - Pogadamy? - Skinął głową w stronę jej pokoju. Dziewczyna zgodziła się. Przyjrzała mu się uważnie. Miał na sobie czarne spodenki, te same, które Adam kiedyś założył tył na przód i dziewczyny na wycieczce się z niego śmiały. Od razu wróciły wspomnienia, lecz Maya szybko wyrzuciła je z głowy. Zaczynała myśleć o Adamie jak o kimś zmarłym, a tego naprawdę nie chciała. Oprócz tego Shane nosił białą koszulkę z napisem na piersi. Minę miał nietęgą, chodził również lekko przygarbiony, Ta sytuacja naprawdę go przytłoczyła. Nie miała się czemu dziwić, bądź co bądź byli najlepszymi przyjaciółmi.
    Usiedli na jej łóżku w żółtym świetle lampki nocnej. Blondynka przykryła ich kołdrą, bo nagle zrobiło jej się zimno. Zerknęła na chłopaka. Już niejednokrotnie byli naprawdę blisko siebie, kilka razy spali w jednym łóżku, lecz dopiero w tamtym momencie poczuła się... dziwnie. Jakby to już nie było przypadkowe. Serce zabiło jej szybciej, kiedy patrzyła, jak siada naprzeciwko niej po turecku. Włosy miał zmierzwione, sterczały we wszystkie strony. Twarz tak samo jak oczy zdawały się zmęczone, ale gdy ich spojrzenia się spotkały, dostrzegła w nich błysk wesołości a wtedy zmęczenie od razu zniknęło.
    Aby nie zaprzątać sobie głowy niepotrzebnymi rzeczami,skupiła się na tym, by opowiedzieć mu, czego się dowiedziała.
    - Słuchaj, muszę ci coś powiedzieć - zaczęła poważnie, na chwilę odwracając od niego wzrok. Nadal czuła się delikatnie skrępowana, ale starała się nie myśleć o tym,dlaczego tak nagle coś jej przeszkadzało w bliskości chłopaka. A raczej, dlaczego było jej tak przyjemnie czuć jego oddech na swojej skórze... Przymknęła na chwilę powieki, by się skupić i kontynuowała. - Kiedyś, kilka dni po tym, jak tutaj zamieszkałam, znalazłam ukrytą bibliotekę. Nie mam pojęcia, czy wiesz, że w ogóle coś takiego jest tutaj, ale nieważne. Po tym, jak śnił mi się naprawdę dziwny stwór, zaczęłam szukać w niej informacji, co to mogło znaczyć. Oczywiście nie natknęłam się nigdzie na nic, co mogłoby mi się w tej kwestii przydać, ale ostatnio doszukałam się czegoś interesującego. - Sięgnęła po kartkę, którą schowała pod poduszką i wręczyła ją chłopakowi, nakazując mu czytać. Sama przeszła do kolejnych wyjaśnień. - Są to wskazówki, w jaki sposób znaleźć dziedzica Elessaru. Chciałabym... Chcę cię prosić o pomoc... Czy mógłbyś....? - zawahała się na koniec.
    Chłopak oniemiał. Nie był w stanie wydobyć ani jednego dźwięku. Był pod wrażeniem; tego, że znalazła ukryte pomieszczenie w domu, w którym mieszkał od dziecka, a o którym nie miał pojęcia aż dotąd; tego, że sama podjęła się prób szperania w starych księgach, że odnalazła tą kartkę i przetłumaczyła ją jak najwierniej, by móc zrozumieć sens zapisanych słów i nie pomylić się przy przeprowadzaniu eksperymentu.
    - Ty jesteś... Niesamowita! - zawołał, uśmiechając się od ucha do ucha. Oczy mu błyszczały od ekscytacji. Pochylił się niebezpiecznie w jej stronę. Centymetry dzieliły ich twarze. - Kiedy zaczynamy?

    Niestety, mogli zacząć dopiero w środę, ponieważ w tę noc wypadała odpowiednia do przeprowadzenia całej operacji kwadra księżyca. Wtedy to znów spotkali się w pokoju dziewczyny, usiedli na podłodze otoczeni zebranymi wcześniej poduszkami i kocami. Przynieśli ze sobą kawałek czystej kartki, na której narysowali koło i podzielili je na cztery części. Wskazując północ i południe, ułożyli kawałek gałązki z cisu wyciosanej wcześniej. Pod kartką położyli mapę Stanów Zjednoczonych a obok siebie postawili duży globus. Nie mieli pojęcia, na jakim kontynencie może znajdować się szukana osoba. Maya przeczuwała, że jest blisko, więc sądzili, że znajduje się w tym samym kraju co oni, ale nie mogli mieć pewności. Następnie złapali się za ręce i dziewczyna przeczytała następujące słowa z kartki:
Maya
    - Kie estas la heredonto Elessar? - I powtórzyła trzykrotnie.
    Na początku nic się nie stało. Siedzieli w milczeniu dobrych kilka minut i Shane zwątpił już, że uda im się cokolwiek zdziałać tej nocy. Gdy zerknął na Mayę, okazało się, że ta ma zamknięte oczy i skupiony wyraz twarzy. Nie ruszył się więc, zaufał dziewczynie i jej intuicji.
    Maya poczuła, jak Elessar robi się przyjemnie ciepły. Rozgrzewał całą jej szyję. Uśmiechnęła się sama do siebie. Wiedziała, że jest na dobrej drodze.
    W pewnym momencie naszyjnik zaczął odrywać się od jej ciała i unosił się w powietrzu. Szarpnęło nim tak mocno, że zerwał się z jej szyi i upadł na kartkę. Maya otworzyła oczy i spojrzała na patyk, który kręcił się dookoła jak szalony. Jej naszyjnik leżał pośrodku mapy zwrócony w stronę chłopaka. Z zafascynowaniem śledziła, jak gałązka powoli zatrzymuje się skierowana w tą samą stronę co Elessar.
    - I co, nie udało się? - zapytał Shane, który również uważnie przyglądał się temu, co działo się na podłodze. Maya spojrzała na niego uradowana.
    - Wręcz przeciwnie. Już wiem, kto sprawuje władzę nad Elessarem.
    - No więc kto to? - ponaglił ją.
    - Ty - odpowiedziała po prostu.

~~~*~~~*~~~*~~~

    Hej, mam nadzieję, że zaskoczyłam Was wyborem dziedzica Elessaru :) Piszcie, kto był waszym faworytem ;) No i ogólnie, co sądzicie. Rozdział niesprawdzany, uprzedzam ;)
    No i Mia, jeśli nie zobaczyłaś odpowiedzi, to odpowiadam Ci tutaj, że do końca zostało góra sześć rozdziałów ;) To już tak naprawdę maksymalnie :)
Pozdrawiam Was serdecznie! <3
Mrs Black bajkowe-szablony